Agnieszka Mrozik: Dyskretny urok autobiografii (nie)politycznej

[2014-02-20 23:27:52]

I stało się: żona kolejnego polityka opublikowała autobiografię. Tym razem padło na małżonkę premiera Donalda Tuska, Małgorzatę. Jesienią 2013 roku wydawnictwo „Znak” wypuściło na rynek jej wspomnienia pt. Między nami. Książka obliczona jest zapewne na sukces finansowy i medialny porównywalny z tym osiągniętym przez autobiografię Danuty Wałęsy, bijącą od dwóch lat rekordy popularności wśród czytelników (a zwłaszcza czytelniczek). Publikacji towarzyszy bowiem intensywna kampania promocyjna, prowadzona głównie w telewizjach śniadaniowych i prasie kobiecej, mająca na celu uczynienie z kolejnej „cichej bohaterki” idolki kobiecych mas. Do osiągnięcia tego celu służy i granie schematem „dziewczyny z sąsiedztwa” – ciepłej, miłej, skromnej, ot, zwykłej polskiej żony i matki – i stymulowanie wyobraźni czytelniczek/czytelników „pikantnymi” opowieściami o poporodowej depresji pani premierowej, jej romansie czy przymiarkach do rozwodu.

Można zaryzykować tezę, że Małgorzata Tusk, czy też – jak sugerują niektórzy – jej ghost writer(zy), odrobiła lekcję krytyki, która spadła na Danutę Wałęsę: w jej wspomnieniach znajdziemy to, czego w biografii tamtej zabrakło, a więc zwierzenia o jawnym małżeńskim kryzysie i planach rozstania. „Szczerość” premierowej można zrzucić na karb jej młodszego niż prezydentowej wieku (jedna ma 56 lat, druga 64), choć przyczyna literackiego, a bardziej jeszcze medialnego ekshibicjonizmu może być też inna: za każdym razem publiczność – głodna tajemnic, plotek, skandali – chce więcej i więcej, a publiczne istnienie uzależnione jest coraz bardziej od stopnia zaspokojenia owego głodu.

Czym karmi nas zatem Małgorzata Tusk? Jej wspomnienia – podobnie jak publikacje żon innych polityków – idealnie wpisują się w gatunkowy schemat biografii prywatnej czy wręcz intymnej: opowieści o dziewczęcych nadziejach i smutkach (pragnienie wyrwania się z rodzinnego domu) przeplatają się tu z historią „miłości, jakich wiele” (studenckiej), zwieńczonej szybkim ślubem, pojawieniem się dzieci i… problemów. Tusk, odważniej niż Wałęsa, raczy nas – z upodobaniem cytowanymi przez brukowce – wspomnieniami małżeńskich niesnasek, niewypowiedzianych pretensji i wykrzyczanych żali o mężowską nieobecność, nieuważność, brak zainteresowania żoną jako kobietą. Autobiografia staje się wielką spowiedzią, w której uwagę przykuwają szczególnie wątek romansu premierowej z kolegą męża (media już wpadły na jego trop!), myśli o rozwodzie, a wreszcie mozolna walka o małżeństwo i rodzinę. Opowieść realizuje na poły baśniowy, na poły poradnikowy (terapeutyczny) wzór, który zakłada, że ostry kryzys zostanie zażegnany, konflikty pozornie nie do rozwiązania znajdą pozytywne zakończenie, a trudne przejścia nie tylko wzmocnią bohaterkę, lecz także uświadomią jej, „co jest w życiu ważne”. A ważna jest mniej, ni więcej tylko rodzina i miłość. A także to, by „być wolnym i niezależnym człowiekiem w związku, który [się] ma”[1].

Nie jest moim celem drobiazgowa analiza autobiografii Małgorzaty Tusk ani zestawienie tej książki ze wspomnieniami Danuty Wałęsy. Obydwa teksty – podobnie jak autobiograficzna książka Moniki Jaruzelskiej Towarzyszka panienka (2013) czy opatrzone osobistymi wtrętami poradniki Jolanty Kwaśniewskiej Lekcja stylu (2009), Lekcja stylu dla mężczyzn (2010), Lekcja stylu dla par (2011) – wydają mi się interesujące przede wszystkim dlatego, że należąc do literackiego gatunku publikacji celebryckich/gwiazdorskich/ze świecznika, ustanawiają w jego obrębie podgatunek specyficznie kobiecy, bo (auto)biografii żony/córki/matki/siostry/synowej polityka, sporo mówiący nam o miejscu kobiety we współczesnym społeczeństwie polskim, ale też przyczyniający się do wytworzenia i umocnienia określonej wizji rzeczywistości wraz z wpisanymi w nią wartościami.

Konstrukcja tego rodzaju opowieści jest zwykle podobna: oto żona, a innym razem córka (do zagospodarowania pozostaje wciąż pamięć matek, sióstr, synowych, szwagierek, bratowych itd.), przez długi czas stojąca z boku, w cieniu, za kurtyną, wkracza na scenę lub – jak mówią o Małgorzacie Tusk specjaliści ds. marketingu politycznego – jest „wyciągana niczym rekwizyt” [2]dokładnie wtedy, gdy staje się komuś (mężowi? ojcu? partii?) do czegoś (poprawy wizerunku? jego zmiany?) potrzebna. Niektórzy recenzenci, na przykład historyk Sławomir Cenckiewicz [3], traktują premierową (a wcześniej prezydentową Wałęsę) instrumentalnie, jako narzędzie rozgrywki z jej mężem, a tym samym odmawiają autorce politycznej sprawczości i podmiotowości. Nie da się jednak ukryć, że tak też swą rolę widzą same narratorki tego rodzaju opowieści, gdy nieustannie podkreślają „prywatność” swego życia (dom, dzieci, miłość, praca zarobkowa dla utrzymania rodziny) i brak ambicji uczestnictwa w „wielkiej polityce”, którą zostawiły mężczyznom. „Prywatna” jest jednak nie tylko ich rola „kobiet domowych” – „żon przy mężu”, „córeczek tatusiów” – lecz także ocena polityki i jej (męskich) aktorów: panie komentują przede wszystkim wygląd i maniery polityków, rozpisują się o ich cechach charakteru, relacjach towarzyskich, zupełnie jakby nie miały nic (lub bardzo niewiele) do powiedzenia na temat sposobu podejmowania politycznych decyzji, mechanizmów władzy czy wydarzeń historycznych, których niejednokrotnie były przecież uczestniczkami, a nie tylko – jak chcą – „świadkami” (zdumiewa na przykład, że jedyne, co Monika Jaruzelska zapamiętała z wizyty, którą złożyła z ojcem na Kubie w 1985 roku, to… męskość Fidela Castro i pierwsza sukienka od Diora). Czy zawsze zgadzają się z mężami bądź ojcami w ocenie wydarzeń politycznych? Mają takie same czy inne niż oni poglądy w sprawie religii, klimatu, emerytur? Czy spierają się z bliskimi sobie mężczyznami na temat modelu edukacji i służby zdrowia, a nie tylko problemów szkolnych czy zdrowotnych swoich lub dzieci? Tego się ze wspomnień żon/córek polityków albo nie dowiemy wcale, albo od biedy domyślimy. One same bowiem o polityce mówią najczęściej przy użyciu tradycyjnie „kobiecych” konstrukcji językowych: że politykę oglądają „od kuchni” bądź „zza kulis”, że jedynie „przyglądają się”, ale „nie biorą czynnego udziału” (o swojej politycznej inicjacji Małgorzata Tusk pisze: „Nie sądziłam, że na moich oczach zaczyna się wielka historia i że polityka tak mocno i trwale zagości w moim życiu. Mój udział w tej historii zaczął się od robótki na drutach”[4]).

W tym kontekście zdumiewa entuzjazm niektórych feministek nadających rangę polityczną gestom „wyjścia z cienia” żon/córek wpływowych mężczyzn i określających ich tradycyjny w gruncie rzeczy sposób bycia, a bardziej jeszcze przekaz, mianem „emancypacyjnego”[5]. Jak słaby musi być ruch, który walkę o prawa kobiet utożsamia z niezadowoleniem tej czy innej żony z jej pożycia z wpływowym mężczyzną? Jak mocno przedefiniowane zostało pojęcie emancypacji, skoro pod jej szyldem mieści się bunt nastolatki, pretensje żony, gniew kochanki, depresja matki itd., a sama tylko artykulacja prywatnych emocji jednostek uznawana jest za działanie o doniosłym społecznie charakterze?

Upublicznienie prywatnych wspomnień żon/córek polityków, jeśli przynosi jakiś skutek, to przede wszystkim terapeutyczny, psychologiczne ukojenie w wymiarze indywidualnym: oto ta czy inna czytelniczka, zagłębiająca się w autobiografię premierowej, prezydentowej czy córki generała, rozpozna być może swój los w kolejach ich losów, znajdzie w ich historiach odpowiedzi na dręczące ją pytania, a może nawet – w wersji optymistycznej – pójdzie krok dalej i rozwiedzie się z nieczułym mężem lub odetnie się od nie dość kochającego ojca. W wymiarze społecznym – walki o poprawę sytuacji kobiet – autobiografie te jednak nie niosą postępu. Śmiem twierdzić, że wręcz go hamują. W jaki sposób?

Przede wszystkim wzmacniają podział na prywatne (kobiece) i publiczne (męskie), stoją na straży różnic, z różnicą płci na czele. Poprzez sposób opowiadania historii własnego życia, będących – w planie ogólnym – historiami nadziei na miłość, kryzysu wiary w miłość i zwycięstwa miłości, narratorki wspomnień nadają kobiecej egzystencji sens, który sprowadza się do troski o emocje, uczucia, relacje między ludźmi. Po stronie kobiecości znajdziemy dbałość o dom, rodzinę, dzieci, zaspokojenie podstawowych potrzeb materialnych, ale przede wszystkim wielką emocjonalną pracę, nazywaną tu miłością. Eva Illouz pisała[6], że w dobie późnego kapitalizmu praca ta została przypisana kobietom, które „produkują” w sferze uczuć i emocji jak mężczyźni w sferze finansów i polityki. I to właśnie ta umiejętność ma być źródłem kobiecych wpływów, ważniejszych nawet niż te zdobyte w toku walki prowadzonej w sferze publicznej. W tym sensie wspomnienia żon/córek polityków, które czerpią obficie z narracji psychologicznej i same stają się poradnikami z gatunku „jak żyć”, dokładają swoją cegiełkę do przybierającego ostatnimi czasy na sile zjawiska reakcji (backlash) przeciwko prawom kobiet do równej z mężczyznami pozycji społecznej, sprawczości i znaczenia. Susan Faludi, autorka klasycznej już pracy na ten temat[7], zwraca uwagę, że narracje fetyszyzujące różnicę płci – popkulturowe, medialne, psychologiczne, polityczne – w ostatecznym rozrachunku zawsze wymierzone są w kobiety: dowartościowanie „kobiecości prywatnej”, podglądającej co najwyżej sferę publiczną „zza kulis”, zabezpiecza tę ostatnią dla mężczyzn, strzeże jej jako „męskiej strefy wpływów”.

Co ciekawe, cieszące się równie wielką popularnością co autobiografie „kobiet polityków” książki historyka polskiej obyczajowości, Sławomira Kopra, rozciągają taki stan rzeczy na odległą przeszłość, kreując obraz kobiety jako niezmiennie przypisanej do mężczyzny, domu, rodziny, obrastającej w znaczenia miłosne i/lub seksualne. Dotyczy to także, a może przede wszystkim, kobiet sprawujących wysokie funkcje publiczne, podejmujących decyzje przesądzające o losach milionów. W wydanej w 2012 roku książce Kobiety władzy PRL Koper nakreślił sylwetki kilku wpływowych kobiet minionego ustroju, w tym Wandy Wasilewskiej, Julii Brystiger oraz Małgorzaty Fornalskiej, a na plan pierwszy wysunął właśnie ich koligacje rodzinne oraz życie seksualne. W opowieści Kopra komunistki nie mają statusu kobiet u władzy, decydentek politycznych, sprawczyń bądź niezależnych uczestniczek ważnych wydarzeń, ale właśnie kobiet władzy, a więc takich, które utrzymywały kontakty (przede wszystkim seksualne) z mężczyznami sprawującymi wysokie funkcje publiczne (na przykład Małgorzata Fornalska, ps. Jasia – jedna z ważniejszych postaci w Polskiej Partii Robotniczej w początkach jej istnienia, zamordowana przez gestapo w lipcu 1944 roku – stała się bohaterką rozdziału pod wymownym tytułem „Wszystkie kobiety Bolesława Bieruta”). Wpisane w relacje rodzinne i/lub miłosne, komunistki nie są w narracji Kopra samodzielnymi aktorkami życia publicznego: nie widzimy w nich polityczek, działaczek partyjnych, ale wyłącznie żony/siostry/córki/kochanki polityków i działaczy.

Biografie alkowiane Kopra i innych autorów, na przykład Upadłe damy II Rzeczypospolitej Kamila Janickiego (2013), podobnie jak autobiografie „kobiet polityków” doskonale wpasowują się w postępujący proces prywatyzacji życia Polaków i Polek – koncentracji na rodzinie, domu, znajomych, karierze, seksie, tym wszystkim, co uchodzi za „zwyczajne”, „normalne”, „bliskie przeciętnemu człowiekowi” – a zarazem wzmacniają go. Głos żon/córek polityków kreowany jest na głos „zwykłych Polek”, które wiodą – jak wynika z ich opowieści – zwyczajne życie u boku niezwyczajnych mężczyzn. Nic więc dziwnego, że słuchający tego głosu i sympatyzujący z nim kończą lekturę uspokojeni, że to, co w życiu ważne, a zarazem to, na co „zwykły człowiek” ma wpływ, to właśnie prywatność. Jednocześnie znalazłszy się wraz z autorkami w „kuchni polityki”, czytelnicy zyskują namiastkę uczestnictwa w niej: bezpiecznego, bez brudzenia sobie rąk, w charakterze obserwatora, a nie czynnego uczestnika. Ten podział na prywatne i publiczne wyraźnie sprzyja alienowaniu (się) elit politycznych, ale też prowadzi do redefinicji tego, co polityczne: służy utożsamieniu polityczności z politykami i partiami, a zatem obcymi, dalekimi, czasem groźnymi, a innym razem śmiesznymi bądź nudnymi siłami, na które „i tak nie mamy wpływu”. A skoro tak, to uprawnione staje się przekonanie, wzmacniane przez „kobiety władzy”, że „prawdziwe życie jest gdzie indziej”.

Nie zawsze jednak tak było: nie zawsze wspomnieniowe pisarstwo kobiet wzmacniało rozdział prywatnego i publicznego, nie zawsze narratorki tekstów (auto)biograficznych sytuowały się w „prywatnej strefie bezpieczeństwa”, nie zawsze zasilały nurt prywatyzacji życia społecznego. Jeśli zagłębimy się w lekturę wspomnień kobiet aktywnych przed wojną i po jej zakończeniu – socjalistek, komunistek, działaczek radykalnej lewicy – odkryjemy nie tylko całkiem inny świat, lecz także zupełnie odmienny etos działania i zaangażowania kobiet. Publikowane w latach 60. i 70. (choć opowiadające głównie o wydarzeniach z lat międzywojennych bądź z okresu zaborów) autobiograficzne książki m.in. Janiny Broniewskiej, Romany Granas, Marii Kamińskiej, Edwardy Orłowskiej, Heleny Bobińskiej, Jadwigi Siekierskiej i wielu innych, dziś już mocno przykurzone, jeśli w ogóle dostępne w bibliotekach, kreślą portrety ludzi – kobiet i mężczyzn – kierujących się w życiu dewizą, że to, co indywidualne, ma wartość i sens, jeśli pracuje dla wspólnego dobra. Mocno wybrzmiewa tu głos obowiązku, odpowiedzialności, współpracy oraz walki nie tylko o los swój i najbliższych, lecz także innych ludzi, w tym zwłaszcza biednych, wyzyskiwanych, prześladowanych; walki o zmianę stosunków społecznych, kształtu rodziny, definicji ról płciowych; walki toczonej publicznie i w prywatnych pieleszach. Autorki tych tekstów także były czyimiś córkami, żonami, siostrami, matkami, jednak role wyłącznie prywatne nie wystarczały im. Nie godziły się na bycie poza miejscem i czasem „akcji”, dumę i poczucie własnej wartości czerpały z czynnego w niej udziału: z uczestnictwa, nie podglądactwa. Można zaryzykować stwierdzenie, że prywatne i publiczne było dla nich jednym, a przynajmniej istniało w ciasnym splocie. Tak rodziła się rewolucja – projekt polityczny i forma życia[8] – a kobiety nie kryły, że pragną współdecydować o wydaniu jej na świat.


Małgorzata Tusk, Między nami, Znak, Warszawa 2013.

Agnieszka Mrozik



[1] M. Tusk, Między nami, Kraków 2013, s. 356.
[2] „Cenckiewicz książką Małgorzaty Tusk bije w premiera”. Rozmowa z drem Wojciechem Jabłońskim, natemat.pl, 13.11.2013.
[3] S. Cenckiewicz, Co ukrywa Małgorzata Tusk?, „Do Rzeczy”, 12.11.2013; S. Cenckiewicz, Danuta na odsiecz Lechowi, „Rzeczpospolita”, 2.12.2011.
[4] M. Tusk, op. cit., s. 85.
[5] Por. dyskusje wokół autobiografii Danuty Wałęsy: J. Kubisa, Wałęsa kobiet, „Przekrój”, 12.12.2011; M. Środa, O kobiecie, która została zamieniona na komputer, „Wprost”, nr 49/2011; Danuta FM. Kobiecy głos w twoi domu. Rozmawiają: Sylwia Chutnik, Małgorzata Fuszara, Weronika Kostyrko i Agnieszka Mrozik, „Przekrój”, 6.02.2012.
[6] E. Illouz, Consuming the Romantic Utopia. Love and the Cultural Contradictions of Capitalism, Berkeley-Los Angeles-London 1997.
[7] S. Faludi, Reakcja. Niewypowiedziana wojna przeciw kobietom, przeł. A. Dzierzgowska, Warszawa 2013.
[8] Por. M. Foucault, The Courage of Truth (The Government of Self and Others II). Lectures at the Collège de France 1983-1984, przeł. G. Burchell, London 2011, s. 183.


Recenzja ukazała się pierwotnie na łamach kwartalnika “Bez Dogmatu”.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

4 kwietnia:

1919 - Centralny Komitet Robotniczy PPS wydał okólnik polecający terenowym instancjom partyjnym zaprzestanie współpracy z KPRP na forum rad delegatów robotniczych i tworzenie odrębnych RDR Niepodległościowo-Socjalistycznych.

1945 - Urodził się Daniel Cohn-Bendit, jeden z przywódców studenckiej rewolty w Paryżu w 1968 r., obecnie europarlamentarzysta Zielonych.

1968 - Zamordowano pastora Martina Luthera Kinga, przywódcę ruchu na rzecz praw obywatelskich.

2014 - Marie-Louise Coleiro Preca (Partia Pracy) objęła urząd prezydenta Malty.


 
Lewica.pl na Facebooku