Piotr Jastrzębski: Wyzysk i poniżenie, cz. I

[2016-09-06 00:21:33]

Powstające jak grzyby po deszczu agencje ochrony fizycznej zatrudniają praktycznie każdego. Są miejscem rzadko spotykanego gdzie indziej wyzysku.

Agencje ochrony przyjmą chętnie niemal każdego. Każdego, kto jest na tyle zdesperowany, by pracować nawet za pięć złotych za godzinę (stawka uzależniona jest od rodzaju pilnowanego obiektu). Kto stoi pod murem długów, a na inną pracę szans nie ma; kto ucieka od zaległych alimentów lub z braku jedzenia czy z powodu biedy stoi już na krawędzi samobójstwa. Krótko mówiąc, potrzebuje stałego dochodu, ale takiego, o którym nie dowie się komornik.

Biedaczysko nie wie jeszcze, że nawet z tak niskiej stawki kreatywni właściciele tychże firm potrafią jeszcze urwać od kilkudziesięciu do dwustu złotych, stosując wymyślny system kar. Przez trzy miesiące pracy sam poznałem w zarysie schemat i odczułem na własnej skórze dolegliwości tej pracy.
Na początek nowy pracownik jest szczęśliwy, że ma w kieszeni umowę, w której punkt odnośnie zarobków brzmi mniej więcej tak: Zleceniodawca zobowiązuje się wypłacać zleceniobiorcy wynagrodzenie, którego wysokość zależy od rodzaju ochranianego budynku. Zleceniodawca może również potrącić sobie za zniszczenie sortu mundurowego, na który składają się dwie koszule, krawat, spodnie, bluza i kurtka. Jednak warto pamiętać, że z powyższego tylko koszule są nowe, reszta jest pozostałością po byłych pracownikach i często są już tak zniszczone, że w każdej chwili można pozostać bez części wypłaty.

Pułapki nowej pracy

Ale któż się wczytuje w takie drobiazgi! Grunt, że robotę dali, umowę podpisali, komu chciałoby się jeszcze ją czytać podczas takiej euforii. Człowiek z silną motywacją godzi się na każde warunki. Niezależnie od postury, kwalifikacji czy braku jakiegokolwiek doświadczenia oraz przeszkolenia.
W niektórych firmach ochroniarskich pracuje się nawet po 72 godziny, bez jakiejkolwiek przerwy. Czasami nawet wyjście do toalety może stanowić problem, z którego trzeba się gęsto tłumaczyć. Za przyśnięcie podczas dyżuru przepada cała dniówka – a raczej dobówka. Nawet jeśli jest to chwilowe przymknięcie oczu z głową opartą o ścianę, kara jest taka sama i nie ma znaczenia, że jest drugi pracownik, który przejął w tym czasie wszystkie obowiązki.

Firma ma specjalną grupę lotną, która sprawdza – zwykle znienacka – czy nikt nie przysypia ani nie robi nic z zakazanych czynności, na przykład czy nie korzysta w pracy z Internetu.

Kolega, z którym pracowałem, potrafił wyrobić nawet 500 godzin w miesiącu, wychodzi 21 jeden dyżurów po 24 godziny. Był na tyle sprytny, że ani razu nie dał się złapać na spaniu.

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej dowiadujemy się, że trzeba jak najszybciej dostarczyć zaświadczenie o niekaralności. Samo odebranie takiego blankietu nie jest skomplikowane. W wybranych sądach okręgowych są odpowiednie okienka, gdzie po wpłaceniu 30 złotych w znaczkach skarbowych bez problemu wydadzą kwit.

Problem czasami zaczyna się po wczytaniu w jego treść. W wielu przypadkach jest tam napisane, że szczęśliwy jego posiadacz był już wielokrotnie karany, a obecnie toczą się przeciwko niemu dwa lub więcej postępowania karne. Nie ma to już jednak znaczenia, ponieważ w firmie nikt się nie upomni o dostarczenie tego dokumentu. Kazali go jedynie uzyskać, nie wspomnieli natomiast, że trzeba dostarczyć. Trzeba uczciwie przyznać, że przez trzy miesiące mojej pracy ani razu się o niego nie upomnieli.

Wygląd, tak zwana prezencja, też nie jest tak istotna, jakby się mogło wydawać. Chociaż czasami ma wpływ na wysokość stawki godzinowej. Ale niezależnie od postury, wyglądu czy ewidentnych objawów choroby psychicznej, tak czy inaczej robotę dadzą. Dlatego czasami widzimy w marketach ochroniarzy z kolosalną niedowagą i panicznym lękiem w oczach...

Czujne kamery wychwycą, gdy jakiś wytatuowany „kark” rąbnie czekoladkę. Brak natychmiastowej reakcji pracownika niesie za sobą poważne konsekwencje. Najczęściej finansowe – na przykład utrata całej dniówki. Albo inaczej dniówki i nocki, czyli całego honorarium za dyżur. Pracownicy ochrony najniższego szczebla nie są wyposażeni w żadnego rodzaju sprzęt do obrony. Jedyne czym dysponują, to piloty antynapadowe. To takie urządzenie wielkości niewielkiego pilota do telewizora z dwoma umiejscowionymi obok siebie przyciskami.

Próbowałem się dowiedzieć, czemu akurat są dwa, jeśli służą dokładnie do tego samego, a ich sąsiedzkie umiejscowienie w żaden sposób nie ułatwi wezwania pomocy, jeśli zaatakowany pracownik chwyci urządzenie z odwrotnej strony. Nikt mi nie był w stanie tego wyjaśnić. Po naciśnięciu przycisku biedny ochroniarz musi czekać na patrol interwencyjny, usiłując zatrzymać osiłka, obrywając od niego przy okazji. Patrol przyjeżdża po kilkunastu minutach, a biedaczysko z ochrony marketu, przeklina dzień w którym go podkusiło, by zgłosić się do tej pracy.

Najniższa kategoria – pilnowacze

Osobną grupę pracowników ochrony stanowią tzw. pilnowacze. Dawniej mówiono na nich cieć. Pilnują parkingów, placów budowy oraz bliżej niezidentyfikowanych terenów. Bywa, że te stanowiska są niejednokrotnie obsługiwane przez osoby upośledzone w stopniu bardziej niż umiarkowany oraz przez ludzi z pogranicza bezdomności. Do ich obowiązków należy otwieranie pilotem szlabanu, gdy pojawi się jakieś auto, teoretycznie powinien wyjść z budki i zapytać, kto, do kogo i w jakim celu wjeżdża. Największą wadą tego zajęcia jest bardzo niska stawka. Bardzo rzadko dostają więcej niż pięć złotych na rękę.

Praca na budowie ma tę zaletę, że po 18 cały ruch zamiera, robotnicy idą do domu i zostaje się na obiekcie samemu. Pozostaje tylko cogodzinny obchód terenu, czego nie da się oszukać, bo na całym terenie porozmieszczane są specjalne czujki i przynajmniej raz na godzinę trzeba odpowiednim urządzeniem dotknąć każdej z nich, aż pojawi się charakterystyczny sygnał, a niezawodny komputer odnotuje, że obchód robiony jest prawidłowo. Jednak jak to w życiu bywa, to także można oszukać, sam znalazłem dwa sposoby, ale o tym później, a poza tym ci, którzy to potrafią, pracują na lepiej płatnych obiektach.

Jak już wspominałem wcześniej, umowa jest sporządzona w ten sposób, że nie ma na niej stawki godzinowej. Jest jedynie zapis, że wynagrodzenie zależne jest od rodzaju miejsca i obiektu. Żeby wszystko sprawiało wrażenie legalności, ścigany przez wierzycieli pracownik, dostaje legalnie 100 lub dwieście złotych, co już wystarczy, by mógł w pełnym rynsztunku ochroniarza plątać się po pilnowanych przez nas obiektach.

Teoretycznie system pracy wygląda tak, że pracuje się 24 godziny, a następnie 48 godzin przerwa. Ale to tylko teoria. Często wygląda to tak, że z powodu wiecznych kłopotów kadrowych pod koniec dyżuru dzwoni „miły człowiek z biura” i pyta nieszczęśnika, czy zostanie jeszcze dwanaście godzin. Bywa, że sytuacja powtarza się jeszcze kilka razy i prawie zawsze pod koniec dyżuru. W rezultacie młody, niejednokrotnie upośledzony człowiek daje z siebie wszystko, by przetrwać te 72 godziny po pięć złotych i nie zasnąć. Gdyby mu się to jednak przytrafi traci cały ten mozolnie zarobiony. 72 razy pięć to jakieś 360 złotych.

Najciekawsza jest jednak praca w apartamentowcach. I to tych z najwyższej półki. Ale o tym w drugiej części tekstu.

Piotr Jastrzębski



Tekst ukazał się w "Tygodniku Faktycznie".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Myślimy RAZEM. Zapisy i pierwsze seminarium - Hegemonia
Katowice, ul. Andrzeja 13/1
29 czerwca (czwartek), godz. 17.30-19.00
TRUMP precz! Demonstracja w czasie wizyty Trumpa w Warszawie
Warszawa
5-6 lipca
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

28 czerwca:

1712 - W Genewie urodził się Jan Jakub Rousseau, pisarz, filozof i pedagog, twórca koncepcji swobodnego wychowania.

1878 - W Maziarni k. Chełma urodził się Stanisław Brzozowski, polski filozof, pisarz, publicysta, krytyk teatralny i literacki; zwolennik materializmu dziejowego, który wprowadził marksizm do myśli polskiej.

1883 - W Krakowie urodził się Bolesław Drobner, polityk PPS, w czasie wojny więziony przez władze radzieckie, po wojnie pierwszy polski prezydent Wrocławia, poseł.

1892 - Urodził się Edward H. Carr, brytyjski historyk, dziennikarz i teoretyk stosunków międzynarodowych. marksista.

1896 - W Argentynie powstała Partia Socjalistyczna (Partido Socialista).

1900 - Urodził się Leon Kruczkowski, pisarz i publicysta. W okresie międzywojennym działacz lewicowy. Autor "Dlaczego jestem socjalistą?". Po wojnie - w PZPR.

1919 - Została powołana Międzynarodowa Organizacja Pracy.

1924 - Powstało przedsiębiorstwo Polskie Lasy Państwowe.

1929 - W Poznaniu urodził się Alfred Miodowicz, hutnik, działacz związkowy, polityk, poseł na Sejm PRL IX kadencji.

1936 - Śmiercią samobójczą zmarł Aleksander Berkman, amerykański działacz anarchistyczny.

1937 - Na łamach „Robotnika” ukazała się deklaracja Legionu Młodych-Frakcji o zaprzestaniu działalności i przystąpieniu do PPS.

1937 - W Wiedniu zmarł Max Adler, wybitny działacz ruchu robotniczego, czołowy przedstawiciel austromarksizmu.

1942 - Wincenty Markowski został przedstawicielem Polskich Socjalistów w Politycznym Komitecie Porozumiewawczym.

1948 - Wykluczenie Jugosławii z Kominformu.

1960 - Władze Kuby dokonały konfiskaty i nacjonalizacji amerykańskich rafinerii ropy naftowej zlokalizowanych na jej terytorium.

1967 - Izrael zaanektował należacą do Jordanii i zamieszkaną przez Palestyńczyków wschodnią część Jerozolimy. Okupuje ją do dziś.

2009 - W wyniku wojskowego zamachu stanu w Hondurasie od władzy odsunięto lewicowego prezydenta Manuela Zelayę.


 
Lewica.pl na Facebooku