Piotr Szumlewicz: Mity o aborcji

[2016-09-30 10:25:33]

W większości krajów demokratycznych prawo do aborcji stanowi niekwestionowalny element ustawodawstwa. Stanowi ono trwały element konsensusu, którego nie kwestionują żadne liczące się siły polityczne. Nikt nie grozi zakazem czy karaniem więzieniem lekarzy ani kobiet. Prześladowania za dokonywanie aborcji tratuje się jako relikt represyjnej przeszłości, która dawno minęła. Nie kwestionuje się prawa do usunięcia ciąży podobnie jak nie podważa się praw LGBT, nie zadaje się pytań o to, czy jedna rasa stoi ponad inną albo nie dyskutuje się, czy jedna płeć z natury nie jest gorsza od drugiej.
Niestety Polska stanowi jeden z nielicznych wyjątków na świecie. Nie tylko obowiązuje u nas bardzo restrykcyjna ustawa antyaborcyjna, która pozwala dokonać aborcji tylko w nielicznych przypadkach, ale niedawno pojawił się surrealistycznie brzmiący, ultrarepresyjny projekt, który niestety jest realną inicjatywą ustawodawczą. Zgodnie z nim zakaz aborcji byłby totalny i pozbawiony wyjątków, za dokonanie aborcji karano by więzieniem tak kobiety, jak i lekarzy, penalizowane byłyby też poronienia, zakazane byłyby badania prenatalne i wiele form antykoncepcji. Gdyby w Sejmie nie pojawił się ten projekt, można byłoby spekulować, że ustawę wymyślili wariaci albo żartownisie, chcący pokazać absurdalność kierunku rozumowania środowisk pro-life. Niestety jednak ustawa jest realną inicjatywą, do której poparcia zachęcali księża w kościołach całego kraju.

Jak to możliwe, że obecnie tak horrendalne pomysły są na porządku dziennym i nawet obowiązujące, represyjne przepisy są uznawane przez część elit rządzących za zbyt łagodne? Otóż od początku lat 90. w debacie publicznej dokonywały się zmiany, które stopniowo oswajały społeczeństwo z daleko posuniętym zakazem przerywania ciąży. Niestety z czasem również środowiska lewicowe i liberalne przystały na nowe ramy dyskursu, w których totalny zakaz aborcji stał się czymś akceptowalnym.

Po pierwsze, stopniowo zaczęto uznawać płód, a nawet zygotę za człowieka. Była to długa i zmasowana akcja, bo nawet osobie pozbawionej elementarnej wiedzy na temat biologii rozwojowej, trudno sobie wyobrazić, że połączenie plemnika i komórki jajowej momentalnie staje się… człowiekiem. Jest to równie dziwnie wyobrażenie niż zrównywanie żołędzia i dębu albo jajka i kury. Zaczęło się więc od zmanipulowanych akcji skrajnie prawicowych stowarzyszeń, które wielokrotnie powiększały kilkunastotygodniowe płody i przekonywały opinię publiczną, że niczym się one nie różnią od niemowląt. Awangardowy był tutaj pełny manipulacji i zwykłych kłamstw film „Niemy krzyk”, często emitowany jako element programu prowadzonych przez Kościół nauk przedmałżeńskich jak też lekcji religii w szkołach publicznych. Z początku jeszcze przebijały się w debacie publicznej oczywiste argumenty, że 12-tygodniowego płodu nie można w żadnym razie porównywać do ukształtowanego w pełni człowieka. W tym stadium istnieją jedynie zawiązki organów. Płód nie może żyć poza organizmem matki; jest niezdolny do świadomego myślenia, nie ma rozwiniętego układu nerwowego, nie odczuwa bólu ani emocji. Zmasowana ofensywa skrajnej prawicy zaczęła jednak stopniowo przynosić skutki. Gdy już opinia publiczna została oswojona z przekonaniem, że człowiekiem jest kilkunastotygodniowy płód, Kościół poszedł krok dalej i zaczął wmawiać społeczeństwu, że człowiek powstaje w momencie zapłodnienia. Ten pogląd jest już kompletnie absurdalny, więc zwolennicy zaostrzenia prawa aborcyjnego początkowo mówili, że temat jest „trudny”, a dopiero po kilku latach pojawiła się wizja narodzin w momencie „poczęcia”. Ostatnim etapem było zamknięcie dyskusji i uznanie, że o tak zdefiniowanym życiu człowieka nie wolno rozmawiać. Niestety ta strategia okazała się sukcesem, ponieważ nawet część zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego zgodziło się z tym, że nie należy kwestionować nazywania płodu czy zygoty „dzieckiem”. Jawna bzdura i nadużycie stały się częścią debaty publicznej. Utożsamianie płodów z dziećmi wkroczyło do debaty politycznej i kultury masowej, a docelowo ma się stać też częścią polskiego prawa. Mało kto już wskazuje na absurdalność utożsamiania płodu z człowiekiem, a obrazki i filmy katolickich fundamentalistów stały się stałym elementem debaty publicznej.

Po drugie, argumentem za zakazem aborcji stało się przekonanie części kobiet, że niesiony przez nich płód jest już dzieckiem. Ta figura na dziesiątki sposobów powtarza się w wielu serialach, reklamach czy wypowiedziach znanych osób. W tej dziwnej narracji kobieta w ciąży ma już dziecko. Jeszcze kilka lat temu mówiło się o różnym podchodzeniu do płodów. Niedawno jednak prawica przyjęła nową perspektywę: Jeżeli część kobiet nadaje podmiotowość płodom, to znaczy, że nie wolno płodu nazywać… płodem. Ten argument przejęła też duża część środowisk liberalnych, unikając jasnego i zgodnego z zasadami biologii traktowania płodu jako płodu właśnie, a nie człowieka. Zaczęło się więc od ataku na biologię i pomieszania pojęć, potem było wmawianie kobietom, że płód jest dzieckiem, które rodzice mają kochać, a obecnie mamy już do czynienia z szantażem emocjonalnym – jeżeli płód nazywasz płodem, to obrażasz kobiety w ciąży.

Po trzecie, zaczęto na serio traktować wymysł skrajnej prawicy amerykańskiej, czyli tzw. syndrom poaborcyjny. Na całym świecie miliony kobiet dokonują aborcji, która stanowi dość prosty, standardowy zabieg, nie wiążący się z żadnymi skutkami ubocznymi. Tymczasem od kilkunastu lat wmawia się im, że usunięcie płodu jest ciężką traumą, która z pewnością będzie miała katastrofalny wpływ na ich ciało i psychikę. Żadne badania naukowe nie potwierdzają niczego takiego jak syndrom poaborcyjny, a kobiety znacznie częściej czują stres po urodzeniu dziecka niż po zabiegu aborcji. Setki razy powtórzone kłamstwo po kilku latach zostało jednak uznane za prawdę. Zresztą przy surowym prawie aborcyjnej i gigantycznej presji, aby kobiety nie przerywały ciąży, trudno, aby nie pojawiał się stres. Tyle tylko, że nie jest to syndrom poaborcyjny, a raczej syndrom wywołany przez represję kobiet.

Po czwarte, większość środowisk postępowych przejęło prawicową kliszę, zgodnie z którą aborcja zawsze stanowi dla kobiety zło. Tymczasem w wielu przypadkach aborcja jest dobrem, zabiegiem oczekiwanym przez kobietę, który przynosi jej ulgę. I to wcale nie tylko wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub płód jest zdeformowany. Czasem kobieta po prostu chce przerwać ciążę, bo nie czuje się dojrzała do wychowywania dziecka, bo ma inne plany życiowe, bo nie planowała ciąży. We wszystkich tych przypadkach powinna mieć pełne prawo do dokonania aborcji.

Po piąte, stopniowo zaczęto kwestionować prawa kobiet do decyzji o tym, czy chcą przerwać ciążę. Przez wiele lat prawo do aborcji było oczywistym prawem każdej kobiety i elementem jej wolności. Przez ostatnie 25 lat w Polsce nastąpiła jednak redefinicja kobiety, matki, dziecka i społeczeństwa. Kobieta przestała być podmiotem, decydującym o swoim ciele, a stała się przede wszystkim członkinią rodziny, której głównym obowiązkiem jest urodzenie i wychowanie dzieci. W ten sposób kobiety zostały sprowadzone do roli inkubatorów, maszynek do płodzenia dzieci, posłusznych, katolickich matek. Również tutaj część środowisk lewicowych dało sobie narzucić zmiany dyskursu. Kwestia prawa do aborcji stała się złożonym zagadnieniem, w którym głos ma mieć kobieta, mężczyzna, ksiądz, premier, psycholog – prawo do aborcji przestało być po prostu prawem kobiety tak, jakby płód był niesiony nie przez nią, tylko głównie przez Boga, władzę polityczną i rodzinę. Ten aspekt sprawy najbardziej obrazuje, jak bardzo w Polsce represjonowanie kobiet i odbieranie im podstawowych praw stało się oczywistym elementem debaty dominującego przekazu.

Po szóste, duża część postępowej opinii publicznej pogodziła się z przekonaniem, że obecne represyjne rozwiązania są „kompromisem”, którego nie należy kwestionować. Rzadko się przypomina, że polska ustawa aborcyjna jest jedną z najbardziej restrykcyjnych na świecie i została ona wprowadzona wbrew woli większości społeczeństwa. Nie był to wynik żadnego kompromisu, a przejaw władzy prawicy i Kościoła. Przez kolejne lata coraz więcej środowisk liberalnych zaczęło bezrefleksyjnie powtarzać bzdury o kompromisie. Gdy nieliczni lewicowi działacze i politycy zwracają uwagę, że obowiązująca ustawa w żadnym tego słowa znaczeniu nie jest kompromisem, są zakrzykiwani i wyzywani on nienawistnych antyklerykałów, którzy chcą wywoływać „wojnę polsko-polską”.

Wreszcie po siódme, duża część środowisk postępowych przejęła wyobrażenie zgodnie z którym Polacy i Polki nie chcą liberalizacji ustawy aborcyjnej i jedyne, co można zrobić, to obronić obecnie obowiązujące regulacje. Nawet w kampanii wyborczej temat aborcji rzadko pojawiał się, bo duża część Zjednoczonej Lewicy i tym bardziej partia Razem uznały, że nie ma sensu poruszać kwestii aborcji. Tymczasem pomimo trwającej od ponad 20 lat antyaborcyjnej propagandy, wciąż wysoki odsetek polskiego społeczeństwa chce liberalizacji ustawy aborcyjnej. Według przeprowadzonego w marcu bieżącego roku sondażu „Ariadna’ aż 43% Polaków i Polek uważa, że obowiązujące prawo antyaborcyjne powinno zostać złagodzone, a za zaostrzeniem przepisów jest tylko 22% badanych. Jednocześnie ponad 30% respondentów opowiedziało się za dostępnością aborcji na życzenie kobiety. Istnieje więc dość silny mandat do liberalizacji prawa aborcyjnego.
Najwyższa pora, aby porzucić prawicowe mity, kłamstwa i manipulacje na temat aborcji. Obecne prawo aborcyjne jest represyjne, szkodliwe, niesprawiedliwe i domaga się natychmiastowej zmiany. Aborcja powinna być dostępna na życzenie kobiety i refundowana z środków publicznych.

Piotr Szumlewicz



Tekst ukazał się w ostatnim numerze kwartalnika "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano
Kampania Historia Czerwona i Czarno-Czerwona
RASIZM I PRZEMOC – ROSNĄCE ZAGROŻENIE!
Trwa batalia o Twoją prywatność. Włącz się!
cała Polska
aż wygramy;)

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

20 stycznia:

1801 - Urodził się Jan Czyński, socjalista, demokrata (fourierysta), zwolennik zakładania wolnych zrzeszeń przez robotników, rzecznik emancypacji mieszczaństwa, autor pojęcia "Polacy wyznania mojżeszowego".

1859 - Zmarła Bettina von Arnim, niemiecka pisarka. Występowała na rzecz zniesienia ucisku Polaków, emancypacji kobiet i szerzenia oświaty wśród ludu.

1892 - Urodził się Bronisław Taraszkiewicz, białoruski działacz polityczny, filolog; 1922–27 poseł na Sejm RP, 1925–27 przewodn. lewicowej "Hromady", od 1925 w KP Zach. Białorusi, więziony; od 1933 w ZSRR, 1937 aresztowany i stracony.

1943 - Urodził się Armando Guebuza, polityk mozambijski, działacz lewicowej partii FRELIMO; od 2005 prezydent Mozambiku.

1949 - Urodził się Göran Persson, w latach 1996-2006 premier Szwecji i lider Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej (SAP).

1973 - W wyniku zamachu zginął Amilcar Cabral, jeden z przywódców ruchu wyzwoleńczego w Gwinei-Bissau, założyciel i sekretarz generalny lewicowej PAIGC.

1996 - Na terenach Autonomii Palestyńskiej zostały przeprowadzone wybory. Prezydentem został Jaser Arafat.

2009 - Na Gwadelupie wybuchły rozruchy społeczne.


 
Lewica.pl na Facebooku