Małgorzata Fidelis: Prezydent rasistowskich elit

[2017-01-19 20:56:38]

Z Małgorzatą Fidelis rozmawia Piotr Szumlewicz.

Dlaczego Donald Trump wygrał wybory? Czemu Amerykanie wybrali go na prezydenta? Jakie czynniki zapewniły mu wygraną? Czy to bardziej zwycięstwo Trumpa, czy porażka Hillary Clinton?


Zacznę od osobistej refleksji. W środę 9 listopada byłam w pracy (Uniwersytet Illinois w Chicago). Niektórzy studenci płakali. Biało-, czarno-, brązowoskórzy, dziewczęta, chłopcy, dziewczęta w chustach, dziewczęta bez chust – wszyscy byli wstrząśnięci wynikiem wyborów. W ten dzień nie sposób było prowadzić normalnych zajęć. Zamiast wykładów na zaplanowany temat, pozwoliliśmy studentom „wygadać się”, podzielić się refleksją na temat bieżących wydarzeń. Poczucie upokorzenia i szoku, ale także gniew wśród wielu studentów nie skończył się na tym jednym dniu. Kilka dni temu, po moim wykładzie na temat wojny w Jugosławii, podszedł do mnie student meksykańskiego pochodzenia i zapytał, czy uważam, że coś takiego, co zdarzyło się w byłej Jugosławii, a więc czystki etniczne, może mieć miejsce w Ameryce. Jeszcze rok temu moja odpowiedź byłaby inna niż dzisiaj.

Mój uniwersytet nie jest instytucją elitarną. Wprost przeciwnie. Został założony jako miejsce edukacji dla różnorodnej, w większości imigranckiej populacji Chicago. Mamy 29 tysięcy studentów zdobywających stopnie naukowe od licencjatu po doktorat. 40 procent studentów studiów licencjackich należy w swojej rodzinie do pierwszego pokolenia, które uczęszcza na uczelnię wyższą. Większość otrzymuje stypendia socjalne, ale też większość pracuje, ponieważ nawet korzystając ze stypendium nie jest łatwo opłacić wszystkie koszty związane ze studiami. Niektórzy nie mają zalegalizowanego statusu, chociaż od dziecka mieszkają w Chicago. W Polsce, w kraju niemal zupełnie jednolitym etnicznie, „wróg” jest bardziej abstrakcyjny. Trzeba wymyślić „gorszy sort Polaków,” żeby nadać mu jakąś twarz. Tutaj, w społeczeństwie wielokulturowym, “wrogiem” może być każdy z nas.

Napisano już wiele o tym, że obecna fala populizmu jest spowodowana lękami wobec globalizacji i dominacją neoliberalnych struktur ekonomicznych. Nie ma wątpliwości, że ta diagnoza jest słuszna. Kiedy jednak zaczynamy analizować sytuację z punktu widzenia struktur, łatwo jest zapomnieć o ludzkim wymiarze tego, co się stało. Ci, którzy zagłosowali na Trumpa, wyrządzili krzywdę drugiemu człowiekowi. Trzeba to jasno powiedzieć. Moi studenci (jak większość młodych ludzi w Ameryce) nie głosowali na Trumpa, pomimo, że to oni są najbardziej narażeni na dotkliwe skutki obecnej neoliberalnej gospodarki. Zwycięstwo Trumpa odczuli boleśnie i osobiście, tak jak miliony innych przyzwoitych ludzi w Ameryce i na świecie. Ludzkie decyzje są oczywiście uwarunkowane określonym kontekstem społeczno-ekonomicznym, ale nie możemy zapominać o sprawczości i odpowiedzialności każdego z nas. Ostatecznym motorem dziejów nie są struktury, ale ludzie.

To, co się stało, to nie jest wygrana Trumpa czy przegrana Clinton, ale przede wszystkim klęska podstawowych wartości ludzkich (mam nadzieję, że czasowa). Trump zmotywował swoich wyborców za pomocą wzniecania nienawiści do drugiego człowieka. Jeżeli mówi się o tym, że żyjemy w społeczeństwie „post-demokracji” i „post-prawdy”, to trzeba jeszcze dodać, że chyba definitywnie wkroczyliśmy w epokę „post-chrześcijaństwa”. Okazało się, że na Trumpa masowo poszli głosować ludzie uczęszczający regularnie do kościoła, uważający się za „wierzących” i „moralnych”: głównie fundamentalistyczni chrześcijanie. Okazało się, że, tak jak w Polsce, wielu „wierzących”, spełnia się nie poprzez miłość bliźniego (cóż za naiwny koncept!), ale kiedy może dokuczyć i poniżyć drugiego człowieka, zwłaszcza jeżeli ten drugi człowiek inaczej myśli lub inaczej wygląda.

Jak przypominają mi moi koledzy-Amerykaniści – Stany Zjednoczone to przede wszystkim republika, a dopiero potem demokracja. Od samego początku proces formowania się amerykańskich kolonii był pełen napięć. Główne linie tych napięć często rozkładały się geograficznie: z jednej strony „niewolnicze” Południe, a z drugiej „wolna” Północ; z jednej strony agrarny i konserwatywny „środek”, a z drugiej uprzemysłowione i kosmopolityczne wybrzeża. Jednym z rozwiązań było utworzenie Kolegium Elektorów (wpisanego do Konstytucji jako 12 poprawka w roku 1803). Ordynacja wyborów prezydenckich została tak pomyślana, żeby obronić interesy białych właścicieli niewolników na południu. Ponieważ stany południowe były mniej zaludnione, zachodziła obawa, że właściciele plantacji mogliby być „przegłosowani” przez obywateli zamieszkujących północne stany. Nie jest to więc ordynacja, w której prezydentem zostaje kandydat, który otrzymał najwięcej głosów, ale raczej głosują delegaci zgodnie z wynikiem wyborów w ich stanie. Ta ordynacja okazała się korzystna dla Trumpa. Pomimo, że Hillary Clinton zdobyła większość głosów wszystkich Amerykanów, to nie ona będzie prezydentem.

Pomimo przynależności do demokratycznej republiki, jaką są Stany Zjednoczone, wiele stanów południowych i środkowych nigdy się do końca nie „zdemokratyzowała.” Do dzisiaj są to stany, w których uprzedzenia rasowe są silne (według badań, ok. 20 procent mieszkańców południa uważa, że zniesienie niewolnictwa przez Lincolna było błędem), praktyki polityczne są zbliżone do autorytaryzmu, a religia odgrywa dużą rolę w sferze publicznej (np. w wielu szkołach w takich stanach jak Louisiana czy Tennessee nie uczy się o ewolucji). Politolodzy nazywają to zjawisko „sub-national authoritarianism”. Demokratyzacja (włączywszy zniesienie niewolnictwa, a potem segregacji rasowej) przyszła z góry – od rządu federalnego. W tych warunkach następował również rozkwit konspiracyjnych teorii, według których to „prawdziwi”, biali Amerykanie są „ofiarami” liberalnej polityki elit w Waszyngtonie. Warto przypomnieć, że wielu Republikanów (z Trumpem na czele) nigdy nie zaakceptowało Baracka Obamy jako prezydenta, ponieważ jest afrykańskiego pochodzenia. Tendencje rasistowskie i natywistyczne drzemały w tych ludziach, ale do tej pory nie miały tak spektakularnego, politycznego orędownika. Zagospodarowanie tych emocji przez Trumpa było kluczową przyczyną jego wygranej.

W kampanii Trumpa było wiele wątków antyfeministycznych. Tymczasem część kobiet jednak na niego zagłosowała, a wśród białych Amerykanek Trump wygrał. Dlaczego?

Obliczenia są różne, ale wygląda na to, że ok. 52 procent białych Amerykanek zagłosowało na Trumpa. To duży kontrast z głosami kobiet z mniejszości, np. wśród Afro-Amerykanek oblicza się, że 93 procent zagłosowało na Hillary Clinton. Głos białych kobiet to smutny fakt, zwłaszcza, że to kobiety będą głównymi ofiarami polityki Trumpa (który już zapowiedział atak na prawa reprodukcyjne). Taki rozkład głosów nie jest jednak niespodzianką dla tych, którzy znają historię ruchu feministycznego w Ameryce. Białe kobiety z klasy średniej często wybierały lojalność rasową ponad solidarność np. z czarnymi kobietami. W XIX wieku, wiodące sufrażystki stosowały retorykę wyższości białej rasy w nadziei, że w ten sposób przekonają białych polityków-mężczyzn do nadania kobietom prawa do głosowania. Jak napisała ostatnio dziennikarka Marcie Bianco, wiele białych kobiet uważa, że władza pochodzi od białych mężczyzn. Według nich jest to jedyna droga do uprawomocnienia kobiet. Warto zauważyć, że taki sam procent białych kobiet głosował na Republikanów w 2008 i 2012 roku. Trump nie jest więc tutaj szczególnym zwycięzcą.

W Polsce dominuje narracja, zgodnie z którą Trump pokonał Clinton, gdyż kandydatka demokratów reprezentowała elity wyalienowane od większości społeczeństwa, a Trump w większym stopniu potrafił dotrzeć do „normalnego człowieka”. Czy to adekwatny opis tego, co się stało w wyborach?

To nie jest adekwatny opis. Warto przypomnieć jeszcze raz, że większość Amerykanów zagłosowała na Hillary Clinton, a Trump zwyciężył głównie dzięki głosom najbardziej uprzywilejowanej grupy w amerykańskim społeczeństwie – białych Amerykanów, głównie mężczyzn. Termin „elita”, również w Polsce, stał się wygodnym oznacznikiem wszystkich, którzy nie kupują polityki nacjonalistycznych populistów. Termin ten w dzisiejszych czasach służy głównie do dyskredytacji podstawowych wartości cywilizacyjnych: wykształcenia, niezależnego myślenia, merytorycznych argumentów. W przypadku Polski, można powiedzieć wprost, że chodzi o podważenie wartości Oświecenia i tradycyjnych ideałów polskiej inteligencji.

Tymczasem, nie ma żadnych dowodów na to, że na Hillary Clinton zagłosowała „elita”. Trudno nazwać Afro-Amerykanów czy Latynosów (w większości głosujących na Clinton) „elitami”. Ani Hillary Clinton, ani Barack Obama nie wywodzą się z elit. Hillary rozpoczęła studia doktorskie na wydziale prawa w czasach, gdy panowała jawna dyskryminacja kobiet na uczelniach wyższych. Na wydziałach prawa był limit miejsc dla kobiet na poziomie 10 procent. Hillary była jedną z pierwszych studentek w Yale Law School (ta prestiżowa uczelnia zaczęła przyjmować kobiety na studia prawnicze dopiero w roku 1969). W przeciwieństwie do Trumpa, zarówno Obama, jak i Clinton zdobyli wykształcenie i pozycję w drodze ciężkiej pracy i rzeczywistej służby publicznej. Zupełnie inaczej niż Trump, który urodził się w rodzinie milionera, a swoją pozycję w biznesie utorował sobie niezliczoną liczbą oszustw, przekrętów i przestępstw. Sam się przyznaje, że nagminnie nie płacił swoim pracownikom, kontraktorom, albo – jak w przypadku polskich robotników – „płacił” wódką. Trump jest uosobieniem korporacyjnego kapitalizmu, uprzywilejowanych i aroganckich biznesmenów jawnie okazujących pogardę zwykłym ludziom.

Część komentatorów lewicowych z ostrożnym optymizmem podeszło do wygranej Trumpa, licząc że będzie on prowadził mniej ekspansywną politykę zagraniczną niż Bill Clinton czy Barack Obama. Czy podzielasz te nadzieje?

Nie, nie podzielam. Jeżeli ktoś coś takiego mówi to musi być bardzo naiwny. Trump rządzi poprzez konflikt i dzielenie ludzi. Gloryfikuje dyktatorów. Takie metody nie zapowiadają pokojowej polityki. Obawiam się, że właśnie wojna będzie dla Trumpa sposobem na odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów czy też niespełnionych obietnic wyborczych (takich jak np. stworzenie milionów nowych miejsc pracy).

Jaka Twoim zdaniem będzie prezydentura Trumpa? Kto może na niej zyskać, a kto stracić?

Obawiam się, że sam Trump nie ma zielonego pojęcia jaka będzie jego prezydentura i ogólnie – w co się wpakował. Wkraczamy w bardzo nieprzewidywalny i niepewny czas nie tylko dla Ameryki, ale i dla świata.

Już kilka dni po wyborach w USA tysiące ludzi wyszły na ulicę, protestując przeciwko nowemu prezydentowi. Jak oceniasz kondycję opozycji wobec Trumpa? Czy uważasz, że protesty będą się nasilać? Kto może pokonać Trumpa w przyszłych wyborach?

Protesty są rzeczywiście silne. Wielu ludzi uważa, że pewna granica została przekroczona. Bez względu na to, jakie mamy poglądy polityczne czy gospodarcze, wydawało się, że cywilizowane społeczeństwa mogą dogadać się na jeden temat – uniwersalnych wartości ludzkich. Można powiedzieć, że są to podstawowe wartości dekalogu podzielane przez wyznawców różnych religii, wierzących i niewierzących: nie kłam, nie kradnij, szanuj drugiego człowieka, itd. Głosowanie na Trumpa nie było wyrazem poglądów politycznych (pomimo, że niektórzy tak utrzymują), ale pogwałceniem najbardziej podstawowego spoiwa cywilizacji. Tego zdania są nie tylko lewicowi, liberalni wyborcy, ale również wielu czołowych konserwatystów amerykańskich (np. Glenn Beck, George Will), którzy w czasie kampanii wyborczej głośno opowiedzieli się przeciwko Trumpowi.

Trudno ocenić trwałość i skutek ulicznych protestów. Jak wiadomo na przykładzie Polski, populistyczne reżimy nauczyły się radzić sobie z demonstracjami. Dopóki poparcie społeczne w sondażach utrzymuje się na określonym poziomie, bardzo trudno jest „uliczną polityką” wpłynąć na decyzje władz. Akcje uliczne są ważne, ale muszą być również wspierane przez instytucje. Tym, co mnie podnosi na duchu, jest reakcja instytucji edukacyjnych. Po raz pierwszy w historii wyborów prezydenckich w USA, władze wszystkich największych stanowych i prywatnych uczelni wyższych zaraz po wyborach (Uniwersytet Kalifornijski zrobił to chyba najszybciej, w kilka godzin po ogłoszeniu wyników) wydały odezwy do studentów zapewniające o tym, że nasza misja edukacyjna i humanistyczna nie zmieniła się. Kampusy uniwersyteckie pozostaną przestrzenią otwartą, bezpieczną dla wszystkich bez względu na kolor skóry, pochodzenie czy płeć. Wiem od znajomych, że podobne odezwy wydało wiele szkół średnich, podstawowych, a nawet przedszkoli. Dzieci i młodzież autentycznie obawiają się o bezpieczeństwo swoje, swoich rodzin, swoich kolegów. W wielu miejscach zapewniono pomoc psychologów. Innymi słowy, uniwersytety i szkoły stanęły w pierwszej linii obrony obywateli przed zapędami nowego prezydenta.

Obok instytucji, ważnym źródłem oporu mogą być tzw. niebieskie stany, a więc te, które w większości głosowały na Clinton, i w których władze na szczeblu stanowym sprawują demokraci. Secesja Kalifornii (zyskująca coraz większe poparcie wśród Kalifornijczyków) przestaje brzmieć jak żart. Nie chodzi o to, że secesja to dobre rozwiązanie, ale że warto być może wyobrazić sobie jak wyglądałaby amerykańska gospodarka bez Doliny Krzemowej.

Jestem szczególnie podbudowana postawą młodych ludzi. To, że tak wielu zareagowało szokiem i przerażeniem, jest zdrową reakcją. Martwiłabym się, gdyby tak nie było. Myślę, że te wybory obudziły wielu młodych ludzi z apatii i cynizmu. Są zdeterminowani bronić wartości demokratycznej i wielokulturowej Ameryki. Jak powiedziała jedna z doktorantek na moim wydziale: Miejmy nadzieję, że to ostatnia reduta białej dominacji.

Małgorzata Fidelis



Wywiad ukazał się w 110 numerze kwartalnika "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Aktywiści miejscy - czyli kto?
Katowice, ul. Andrzeja 13/1
1 czerwca (czwartek), godz. 18.00-20.00
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano
Kampania Historia Czerwona i Czarno-Czerwona
RASIZM I PRZEMOC – ROSNĄCE ZAGROŻENIE!

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

30 maja:

1434 - Klęska taborytów w bitwie pod Lipanami. Taboryci żądali zniesienia prywatnej własności, wprowadzenia wspólnoty majątkowej i równości wszystkich wobec prawa.

1811 - Urodził się Wissarion Bielinski, rosyjski pisarz, filozof, krytyk literacki, teoretyk rewolucyjnego demokratyzmu; współpracował m.in. z M. Bakuninem i A. Hercenem.

1814 - Urodził się Michaił Bakunin, rosyjski myśliciel, rewolucjonista. Uznawany za jednego z ojców anarchizmu, a ściślej - jego kolektywistycznej wersji.

1915 - W Warszawie urodziła się Maria Jaszczukowa (panieńskie nazwisko Guzicka), działaczka społeczna, posłanka SD, w 1956 roku sprawozdawczyni ustawy o warunkach przerywania ciąży, liberalizującej prawo aborcyjne w Polsce.

1925 - W Chinach powstał Ruch 30 Maja, antyimperialistyczny ruch robotniczy i studencki w 1925 roku, domagający się praw pracowniczych oraz wolności obywatelskich

1926 - Giacomo Matteotti, sekretarz generalny Włoskiej Parii Socjalistycznej, ujawnił w parlamencie fałszerstwa wyborcze partii faszystowskiej.

2008 - Podczas konferencji w Dublinie 111 państw poparło zakaz używania bomb kasetowych. Polska wstrzymała się od głosu.


 
Lewica.pl na Facebooku