Walentyna Łojewska: Żołnierz Przeklęty

[2017-03-17 15:15:41]

Rozmowa z Walentyną Łojewską, dziennikarką nadającego po białorusku Radia Racja z Białegostoku, która dokumentuje prawdę o tzw. żołnierzach wyklętych na Podlasiu.

Postać Romualda Rajsa „Burego” jest powszechnie znana mniejszości białoruskiej w Polsce?

Nie tylko białoruskiej mniejszości, bo ludziom na całym Podlasiu. Ale dla białoruskiej mniejszości w sposób szczególnie bolesny.

Znamy dokładną liczbę jego ofiar? Kim były jego ofiary?

Dokładnej liczby ofiar nie znamy. Nikt do tej pory nie przeprowadził solidnej kwerendy „dokonań” Romualda Rajsa „Burego”. Czas od 28 stycznia do 2 lutego 1946 roku zwany jest krwawym rajdem „Burego”. To wówczas w ciągu pięciu dni on i jego żołnierze spalili pięć wsi. Zamordowani zostali nawet furmani, którzy podwozili oddział „Burego”. Szacuje się, że zginęło wtedy około 80 osób. W większości były to kobiety i dzieci.

Dlaczego „Bury” wziął sobie na cel mieszkańców prawosławnych wsi? Uważał ich za komunistycznych szpicli?

Do tej pory ci, którzy uważają „Burego” za bohatera, twierdzą, że mieszkańcy tych wsi to komuniści, którzy chcieli przyłączyć te tereny do ZSRR. Dochodziło do takiej zbitki – prawosławny to Białorusin, Polak to katolik. Ale tutejsi mieszkańcy, Białorusini, nie chcieli wyjeżdżać do ZSRR, ponieważ nie chcieli opuszczać swojej ziemi. Tu żyli od pokoleń, granice zmieniały się na przestrzeni lat, a ziemię ktoś musiał uprawiać. Oddziały „Burego” zastraszali mieszkańców, aby opuszczali te tereny, ale w większości bezskutecznie. Podobnie jak Polacy na Wileńszczyźnie czy ci ze Lwowa nie chcieli opuszczać swoich ziem i zostali tam do dziś. Nie można czcić postaci, która strzela do kobiet i dzieci tylko dlatego, że byli innej narodowości i chodzili do cerkwi. To zasługuje na potępienie. Na podstawie ustawy z 1995 roku, która znosiła wyroki komunistyczne na działaczy podziemia, „Bury” został uniewinniony od zarzutów zabójstwa, pacyfikacji wsi i wielu innych rzeczy. Rozumiem, że można go uniewinnić od tego, że nie złożył broni, że walczył dalej, ale jak można uniewinnić go za morderstwa tylu ludzi? Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie tak jednak uczynił.

IPN w swoim śledztwie przyznał wprost, że „Bury” ze swoim oddziałem dokonał zbrodni o znamionach ludobójstwa, a jego działalność nie może być zaliczona do walki o niepodległość. To kłóci się z tym wyrokiem sądowym?

Oczywiście. Mamy dwa sprzeczne postanowienia. Śledztwo prowadzono przez IPN zostało już zamknięte w związku z tym, że „Bury” już nie żyje. Ludzie na naszych wsiach czekali na swoich ojców i braci, a władza ludowa nawet nie poinformowała, gdzie znajdują się kości tych pomordowanych ludzi. Dopiero w roku 1994 ktoś z rodziny odnalazł tę mogiłę. Żadna władza nie pochyliła się nad losem tych ludzi i ich problemami. Jeśli ci zamordowani byliby sprzymierzeńcami nowej władzy, to ta władza powinna im jakoś pomóc. Nic takiego nie miało miejsca. Zastanawiające jest to, że nikt nie reagował na tę przemoc, kiedy dokonywano pacyfikacji tych wsi. To nie było gdzieś na pustkowiu, była milicja, było wojsko. Może kiedyś jakiś rzetelny historyk pochyli się nad tą sprawą i dotrze do prawdy.

Pani reportaż o zbrodniach „Burego” pt. „Wciąż ich widzę” odbił się głośnym echem. Dotarła Pani do świadków, rozmawiała z rodzinami ofiar. Ci ludzie dziś czują jeszcze strach?

Oczywiście, że czują strach. To byli prości ludzie, którym z dnia na dzień zabrano wszystko, co mieli, cały dobytek. Ich świat przestał istnieć. Porównuję to do syndromu kobiety, którą bije mąż, a ona winy szuka w sobie. To chyba działa na takiej samej zasadzie. Ludzie, z którymi rozmawiałam, byli nieufni i trudno im się dziwić. Rodzina „Burego” otrzymała odszkodowanie… Pytanie tylko – za co? Za morderstwa dokonywane na niewinnych ludziach? A co z ofiarami „Burego” i ich rodzinami? Oni zostali z niczym. Na pewno wielu z tych ludzi czuje żal i rozgoryczenie. Rozmawiałam z takim panem, którego matka wróciła do Zaleszan już po pacyfikacji wsi przez „Burego”. Kiedy ujrzała to wszystko, tę spaloną wieś, to spalone bydło z popękanymi brzuchami, dostała choroby psychicznej i wkrótce później zmarła. Najbardziej bolesne jest dziś to, że jakieś wyrostki naczytają się nacjonalistycznej literatury, a później maszerują przez Hajnówkę i publicznie czczą „Burego”. To się kłóci z wszelkimi wartościami, a już najbardziej z chrześcijańskimi, do których tak się odwołują. Może kiedyś ta wiedza dotrze do tych osób, zechcą przeczytać coś więcej i dowiedzieć się, jak było naprawdę. Jak przejrzy się dokumenty ze sprawy Romualda Rajsa „Burego”, to okazuje się, że całą winę zrzucał na swojego zastępcę, podawał nazwiska i że nie był wcale człowiekiem honoru. Do końca próbował ratować własną skórę.

Te antagonizmy polsko-białoruskie są jeszcze widoczne? Mówiła Pani o żalu tych osób.

– W ubiegłym roku w Zaleszanach 29 stycznia miejscowy batiuszka wraz z mieszkańcami modli się przy krzyżu za ofiary. W ubiegłym roku był burmistrz, w tym roku również. Mówił bardzo mądrze o tym, że to nie powinno się nigdy wydarzyć. To jedyne miejsce, gdzie się pamięta. Nigdy wcześniej nie było w tych miejscach przedstawicieli samorządu. W Bielsku Podlaskim też jest taki pomnik, gdzie pochowani są furmani. Nie jest łatwo żyć jako mniejszość narodowa, ale chyba nigdy łatwo nie było. Może to i trochę nasza wina, że nie potrafimy mądrze walczyć o swoje.

O sprawie „Burego” głośno zrobiło się również dzięki działalności Katarzyny Bondy, pisarki, która w swojej powieści kryminalnej „Okularnik” poruszyła tę sprawę. Okazało się, że jej babcia padła ofiarą oddziału „Burego”.

– Tak, to prawda. Ona ma białoruskie korzenie, uczyła się w białoruskim liceum. Jej książki sprzedają się w milionowych nakładach i to dociera do ludzi, zwłaszcza młodszego pokolenia. Z kolei Jerzy Kalina nakręcił film pt. „Sierioża”, który opowiada o zbrodniach „Burego”, a dzięki staraniom młodych ludzi, którzy korzystali z dokumentów i wspomnień ocalonych, powstał nawet bardzo dobry spektakl teatralny. Należy o tym pamiętać; najgorsze jest to zaprzeczanie – wbrew faktom i prawdzie historycznej. To jest szczególnie bolesne dla rodzin ofiar. Najpierw jest się człowiekiem, dopiero później Polakiem czy Białorusinem.

Rozmawiał Przemysław Prekiel

Tekst ukazał się w 34 numerze "Tygodnika Faktycznie"

Walentyna Łojewska


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Chcemy WETA
Warszawa, Pałac Prezydencki, Krakowskie Przedmieście
22 lipca (sobota), godz. 18.00
"Bez Dogmatu" - zaproszenie do współtworzenia pisma
do 15 sierpnia
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

24 lipca:

1783 - Urodził się Simón Bolívar, bohater walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy hiszpańskiej.

1920 - Ignacy Daszyński (PPS) został wicepremierem koalicyjnego Rządu Obrony Narodowej z W. Witosem na czele.

1976 - Zmarł Adam Pragier, ekonomista, działacz socjalistyczny, poseł PPS, więzień twierdzy brzeskiej.

1983 - Wenezuela: W 200. rocznicę urodzin Simóna Bolívara powstała tajna, lewicowa organizacja polityczno-wojskowa Boliwariański Ruch Rewolucyjny-200. Jednym z jej założycieli był późniejszy prezydent kraju Hugo Chávez.

2005 - W stolicy Wenezueli Caracas rozpoczęła emisję utworzona przez prezydenta Hugo Cháveza panamerykańska telewizja TeleSUR.


 
Lewica.pl na Facebooku