Angelina Kussy: Dziś Barcelona, jutro Warszawa

[2017-10-09 13:14:46]

Wydarzenia w Katalonii to problem nas wszystkich - komentuje Angelina Kussy, mieszkanka Barcelony, antropolożka i aktywistka.

O CO WALCZY KATALONIA?

Katalonki i Katalończycy pokazują, że to obywatele i obywatelki decydują o umowie społecznej i o tym, w ramach jakiego społeczeństwa chcą się organizować. Walczą o prawa obywatelskie i przeciwko fałszywej demokracji, walczą wreszcie o republikę, bo istnienie w XXI wieku monarchii uznają za obrazę. Założycielem partii rządzącej dziś Hiszpanią był frankista. Społeczeństwo katalońskie chce zerwać z postfrankistowskim reżimem. Podejmuje wątek historycznej walki. Jej współczesny wymiar polega na tym, że Katalończycy i Katalonki chcą rządzić się w zgodzie z wartościami solidarności społecznej i sprzeciwić się sojuszowi sił neoliberalizmu z post-faszyzującą partią i ruchami skrajnej prawicy. Oczywiście to nie są motywacje większości, bo Katalończycy i Katalonki nie są jednością, każdy ma inne motywacje, ale dyskurs antyneoliberalny i antyautorytarny jest tu najbardziej widoczny. I to pomimo tego, że na przykład liderka rządzącej w stolicy nowej lewicy, Ada Colau, nie popiera niepodległości (choć popiera prawo do referendum).

W rzeczywistości konflikt nie toczy się między Katalonią a Hiszpanią, lecz między demokratami a postfrankistowskim reżimem, a także między ludźmi, którzy chcą progresywnej polityki i tymi, którzy chcą dalej wspierać banki pieniędzmi z podatków i ciąć wydatki na szpitale i edukację. Niepodległość nie rozwiąże wszystkich problemów, ale uwolniłaby Katalończyków i Katalonki od zależności względem wyborców głosujących na obecny reżim, pozwoliłaby na wdrażanie własnych rozwiązań.


KTO WSPIERA, A KTO JEST PRZECIWKO NIEPODLEGŁOŚCI W KATALONII?

Niepodległość popiera społeczeństwo katalońskie – sondaże z 2017 roku mówią o 48,3% za i 34,5% przeciw niepodległości. Popierają ją też liczne organizacje pozarządowe i stowarzyszenia, radykalnie demokratyczna (rządząca za pomocą horyzontalnych mechanizmów oraz przez zgromadzenia) i feministyczna partia CUP (Candidatura d’Unitat Popular), która opowiada się za niepodległością od lat 80., i obecna koalicja rządząca regionem „Wszyscy na Tak”, złożona z partii prawicowych i lewicowo-centrowych, której obietnicą wyborczą było wiążące referendum.

Bicie policyjnymi pałkami, spychanie ze schodów, a w przypadku kobiet nawet molestowanie wraz z wykręcaniem palców dotknęło nie tylko zwolenników niepodległości, ale wszystkich, którzy chcieli skorzystać z obywatelskiego prawa do decydowania o własnym losie. Wśród nich również Hiszpanów, a także osoby z zagranicy, które przyjechały bronić tego prawa.

Dlatego pytanie o wiele ważniejsze dotyczy tego, kto wspiera prawo do samostanowienia i demokratycznego referendum, bez względu na jego wynik. Takie stanowisko zajmuje przeważająca część Katalończyków nowa lewica i demokraci z całego kraju, a także spora część społeczności międzynarodowej [1]. W dniu referendum do Katalonii przyjechało wiele osób z różnych części Hiszpanii oraz zagranicy, by wspierać Katalonki i Katalończyków w obronie ich praw do samorządności i decydowania o sobie oraz aby sprzeciwić się represjom, bo przekonani są o tym, że to wspólna sprawa. W szkole na moim osiedlu, w której spaliśmy wraz z licealistami i sąsiadami, aby bronić jej przed wtargnięciem policji o świcie i zamknięciem jej, zanim przyjadą urny, byli też Baskowie – jechali sześć godzin, aby w przypadku silnych represji obronić obywateli i obywatelki Katalonii, choćby własnym ciałem. „Katalończycy to póki co obywatele Hiszpanii i nie łudźcie się, że złamanie ich praw nie jest precedensem dla łamania praw nas wszystkich” – napisał na Twitterze członek Podemos.

Prawicowa partia PDeCat, z której wywodzi się Carles Puigdemont, premier Katalonii, sprytnie rozgrywa nastroje niepodległościowe. Dostrzegła upór walczącego społeczeństwa i zmieniła zdanie w sprawie niepodległości, aby zyskać poparcie. To prawda, że katalońska prawica jest równie skorumpowana jak hiszpańska, ale wyciąganie z tego wniosku – który słyszę czasem w polskich komentarzach – że walka o niepodległość to wynik sterowania nieświadomym społeczeństwem, jest pryncypialnym okazywaniem braku szacunku ludziom, którzy tę walkę podjęli.

Niepodległości sprzeciwiają się rząd hiszpański, neonaziści, większość hiszpańskiego społeczeństwa. (Ta sama, która głosuje na partię rządzącą i często deklaruje lojalność wobec monarchii – dlatego właśnie Katalończycy nie widzą przyszłości w ramach państwa hiszpańskiego). Przeciw niepodległości opowiadają się też niektóre organizacje starej, pryncypialnej lewicy, która w ludziach nie widzi obywateli, a jedynie pracowników i powtarza frazesy, że bieżący konflikt jest klasowy, a nie narodowy.


JAKIE ZNACZENIE DLA POLSKI MA KONFLIKT W KATALONII?

Przykro mi słyszeć o antysolidarnościowych polskich narracjach. „Dziś Madryt, jutro Warszawa”– w okresie hiszpańskiej wojny domowej, kiedy faszyzm ścierał się z lewicowo-republikańskimi siłami, o wspólnej sprawie mówili również Polacy. Dzisiejsi twórcy upraszczających, często cynicznych narracji, mówiących o „nacjonalistycznej fali” katalońskiej czy „snobizmie bogatego regionu” nie rozumieją, że pacyfikacja samoorganizacji obywatelskiej w Katalonii to zamach na prawa obywatelskie w ogóle. Powinniśmy teraz mówić: „Dziś Barcelona, jutro Warszawa”. Dotykają nas takie same problemy – wyzysk i rządy wielkich korporacji, brak kontroli społecznej nad skorumpowaną i wspierającą nierówności społeczne władzą. Niestety, nie dostrzegamy, że Katalończycy są dziś ponownie w awangardzie i wyznaczają nam drogę postępowania: oddolne i obywatelskie działanie, samoorganizację, bunt, obronę wartości i praw, obronę tego, co wspólne, tego, co nie jest na sprzedaż.

CO ODPOWIADA OBÓZ NIEPODLEGŁOŚCIOWY NA ARGUMENT, ŻE REFERENDUM NIE BYŁO ZGODNE Z PRAWEM?

Sprawa referendum to nie tylko sprawa obozu niepodległościowego. Katalończycy i Katalonki walczą przede wszystkim o prawo do głosu. Ci, którzy w referendum zagłosowali na „nie”, również bronili tego prawa.

Argument z dziedziny prawa jest problematyczny, bo wiemy, jakie barbarzyństwa w historii Zachodu były popełniane całkiem legalnie. Jeśli prawo jest konstruktem społecznym, to czasami obrona wartości wymaga tego, by mu się sprzeciwić. Rozumieją to licealiści śpiący w szkołach, aby nie dopuścić do wkroczenia policji i wyniesienia urn. Rozumieją to strażacy, którzy bronili Katalonek i Katalończyków przed policją hiszpańską. Myślę, że takie działanie wbrew prawu powinno być zrozumiałe w Polsce, kraju z długą tradycją zupełnie nielegalnych starań o niepodległość, w tym starań podejmowanych, jak w Katalonii, przez siły lewicowe.

Inny problem prawny wiąże się z działaniami rządu hiszpańskiego, który represjami i interwencjami policji pogwałcił – zapisaną w konstytucji – katalońską autonomię. Poza tym, jeśli powołujemy się na zapisy konstytucji, to mówmy też o tym, że zapisane jest w niej prawo każdego obywatela do dachu nad głową. Mimo to codziennie – na wniosek banków wspieranych przez hiszpański rząd – dochodzi do eksmisji 500 osób. Ruch PAH, który sprzeciwia się takim praktykom, wywodzi się właśnie z Katalonii. To nie przypadek, a dowód dużej różnicy świadomości i mobilizacji społecznej między Katalonią a resztą regionów, może z wyjątkiem Kraju Basków.

Musimy więc zdawać sobie sprawę z tego, że prawo – w ten czy inny sposób – łamią obie strony, a więc powoływanie się na nie przez rząd jest problematyczne. Warto też pamiętać, że konstytucja hiszpańska powstała w okresie tak zwanej transformacji, która polegała na oddaniu władzy przez poprzedni reżim. Zabrakło radykalnego cięcia: konstytucja została napisana w oparciu o prawa reżimu faszystowskiego. Zapis o niepodzielności terytorialnej Hiszpanii jest zatem kontrowersyjny i antydemokratyczny. Katalończycy chcą nowej konstytucji, która nie byłaby fikcją, lecz rzeczywiście zabezpieczałaby prawa obywatelskie i prawa człowieka.

Jak ktoś inny słusznie napisał na Twitterze – który jest podstawowym narzędziem komunikacji na terenie Hiszpanii – jeśli do obrony prawa potrzeba tysięcy policjantów, którzy za pomocą agresji pacyfikują masy społeczne, to może warto zmienić prawo – bo nie ma ono legitymacji społecznej.

CZEGO MOŻEMY SPODZIEWAĆ SIĘ W NAJBLIŻSZEJ PRZYSZŁOŚCI?

Prawicowy rząd Katalonii i zorganizowane społeczeństwo to dwaj różni aktorzy. Partia nowej lewicy Podemos zgłosiła votum nieufności wobec premiera Hiszpanii Mariano Rajoya. Partia, która jest siłą dominującą w rządzącej w Katalonii koalicji głosowała przeciwko votum nieufności, ponieważ zyskuje na konfrontacji miedzy dwoma macho – premierem Katalonii Puigdemontem i premierem Hiszpanii Rajoyem. Puigdemont może zwlekać z ogłoszeniem niepodległości, bo jest mu na rękę przeciągający się konflikt z Hiszpanią. Pod uwagę należy również wziąć warunki, w których zostało przeprowadzone referendum. Frekwencja była niższa ze względu na przemoc i wywołany przez nią strach. Wielu ludzie nie zdołało zagłosować, choć wyszli na ulice; niektóre urny zostały skradzione, w trakcie referendum przestał działać system komputerowy, który zabezpieczał przed podwójnym głosowaniem. Nie mamy pewności, czy nie doszło do nieprawidłowości unieważniających referendum. Z drugiej strony, skoro Hiszpania reaguje represjami, to w jaki sposób Katalończycy i Katalonki mieliby zagłosować zgodnie z międzynarodowymi standardami?

Fakt jest zapowiedź rządu Katalonii, że zgodnie z prawem wynik referendum zostanie wdrożony w ciągu 48 godzin. Czy to oznacza, że zostanie ogłoszona niepodległośś? Tego nie wiem. Mówi się jednak o utworzeniu specjalnego rządu, o jednostronnym ogłoszeniu niepodległości. Sytuacja jest zmienna i nie wiadomo, co przyniesie jutro. Jednym ze skutków represji jest to, że o ile wcześniej chodziło o prawo do decyzji, o tyle teraz nawet ci wcześniej nieprzekonani chcą oddzielenia się od Hiszpanii. Trudno przecież identyfikować się z państwem, które nasyła na obywateli i obywatelki działającą brutalnie policję. Są świadectwa molestowania seksualnego i tortur. Odłączenie się od reżimu wyposażonego w taką policję to zapewnienie sobie bezpieczeństwa.

JAKIE JEST ZNACZENIE NIEPODLEGŁOŚCI KATALONII DLA INNYCH REGIONÓW OBECNEJ HISZPANII?

„Dążenia niepodległościowe to egoizm bogatych – taka jest narracja władz Hiszpanii i propaganda nienawiści wobec Katalończyków, widoczna w kontrolowanych przez rząd hiszpańskich materiałach telewizyjnych. Gospodarka Hiszpanii to gospodarka kolonialna: tu jedne regiony mają wysoko rozwinięty przemysł i usługi społeczne, a inne, jak na przykład wiejskie tereny Andaluzji, odcięte są od usług edukacyjnych, a ich mieszkańcy otrzymują głównie zasiłki. W wielu regionach struktura klientelistyczna, oparta na uzależnianiu za pomocą zasiłków, a także na kontrolowaniu pracy rynkowej przez lokalnych kacyków, to rak na społeczeństwie. Andaluzyjscy demokraci, nowa lewica oraz część starej lewicy popierają dążenia niepodległościowe Katalonii i uważają, że Katalończycy i Katalonki walczą też o ich prawa. Na odłączeniu się Katalonii skorzystają wszyscy: upadek dotychczasowego modelu gospodarczo-politycznego może zaowocować inwestycjami w regionach, które do tej pory były utrzymywane w stanie wegetacji. Jeśli chodzi o sytuację w Unii Europejskiej, to Katalonia dąży do tego, aby być jednym z jej państw, toteż nadal płaciłaby do wspólnej kasy.

Niepodległość Katalonii miałaby wielką moc symboliczną. Sukces Katalonii mógłby mieć znaczny wpływ na wzmocnienie potencjału buntu w Andaluzji czy Kraju Basków. Wydaje mi się, że zyskałaby na niej partia Podemos – bo Ciudadanos (hiszpański odpowiednik .Nowoczesnej) i PSOE (socjaliści, stara lewica i poprzednia władza, wciąż stanowiąca część dwupartyjnego systemu władzy) nie potępili Rajoya, który po ostatnich wypadkach tym bardziej powinien podać się do dymisji. Pozostałe regiony obecnej Hiszpanii – ale i poszczególne obszary całej Europy – mogłyby podążać za zmianami wprowadzanymi w Katalonii.

Stary reżim skompromitował się, a represje odsłoniły jego prawdziwe oblicze i autorytarny charakter. Przeciwko autorytaryzmowi musimy organizować się wszyscy i wszyscy powinni okazać solidarność z Katalończykami i Katalonkami. Ekonomizujące narracje są obrazą dla tego przykładu samoorganizacji społecznej i wyrazem krótkowzroczności. Wiele stracimy, jeśli odwrócimy wzrok od społeczeństwa, które powinno być dla nas wszystkich wzorem. Ludzie ci wychodzą masowo na ulice, narażają się na represje i przemoc nie dlatego, że chcą mieć więcej kasy w budżecie, ale w obronie wartości wspólnych całej nowej lewicy, demokratom i republikankom. Proszę mi wierzyć, ci, dla których ważne są pieniądze, nie nadstawialiby własnego ciała po to, aby wrzucić głos do urny.


Angelina Kussy



Tekst pochodzi ze strony „Nowe Peryferie”

Autorka urodzona w 1991, studiowała w Instytucie Kultury Polskiej oraz w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie Warszawskim (w tym dwa lata na Uniwersytetach Barcelońskim i w Granadzie). Pisała m.in. o ekonomii społecznej i ruchu spółdzielczym, recenzowała reportaże, tłumaczyła z hiszpańskiego. Jedną nogą w Barcelonie, drugą w Warszawie.

Zobacz także:


    drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


    lewica.pl w telefonie

    Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


    blogi - ostatnie wpisy


    co? gdzie? kiedy?

    DLACZEGO POLACY SIĘ NIENAWIDZĄ?
    premiera 22 listopada (środa)
    Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
    wszędzie
    zawsze
    Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
    www.dalej.org
    wiosna-lato 2017
    Petycja o opodatkowaniu księży
    Nowy Lewicowy Vlog
    Warszawa
    Zapraszamy do współpracy
    Polska
    cały czas
    "Czerwony katechizm" - F. Czacki
    Zapraszam
    LeftRadio - Lewicowe radio
    Internet
    -
    Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

    Więcej ogłoszeń...


    kalendarium

    13 grudnia:

    1797 - W Düsseldorfie urodził się Heinrich Heine, poeta niemiecki, przyjaciel Karola Marksa.

    1914 - Urodził się Alan Bullock, historyk brytyjski, autor znanej książki "Hitler i Stalin - żywoty równoległe". W 1977 r. opracował dla rządu laburzystowskiego raport, w którym postulował obsadzanie kierowniczych stanowisk robotnikami.

    1923 - Polska uznała ZSRR.

    1936 - W katowickiej kopalni "Eminencja" rozpoczął się strajk okupacyjny w obronie 220 górników zagrożonych zwolnieniem.

    1937 - Chiny: Armia japońska zdobyła Nankin i dokonała masakry ludności cywilnej, mordując ok. 150 tys. ludzi.

    1973 - 47 osób zginęło, a 17 zostało rannych w wyniku wybuchu gazu w hotelu robotniczym w czeskim Tachovie.

    1981 - W Polsce wprowadzono stan wojenny.

    2009 - Honduras: Walter Trochez, działacz na rzecz praw LGBT i członek Narodowego Ruchu Oporu, przeciwstawiającego się zamachowi stanu, w wyniku którego obalono prezydenta Manuela Zelayę, został zastrzelony w stolicy kraju, Tegucigalpie.


     
    Lewica.pl na Facebooku