Dorota Strzelecka: Pora na wizję lepszego świata i plan, jak to osiągnąć

[2018-12-22 17:16:35]

Czym jest utopia? To wyimaginowany kraj, w którym ludziom żyje się idealnie. Zasady w ekonomii, rządzie i wymiarze sprawiedliwości są egalitarne. Nie ma tam wojen, biedy, nierówności, chorób i cierpienia. Wszystko pięknie. Któż nie chciałby w takim świecie żyć? Jednak boimy się słowa utopia. Nie mamy zaufania do snucia wizji idealnego społeczeństwa i nie wierzymy, czy jest to utopia dla realistów czy zwykłych marzycieli. To dlatego, że zawsze była ona powiązana z daną ideologią. W historii mamy przykłady prób realizacji takich utopii. Niestety nie raz odpowiadali za to niewłaściwi ludzie, żądni władzy i podporządkowania sobie innych. Używali utopii do swoich politycznych celów i wpływów. Obiecywali ją ludziom. Ludzie w to uwierzyli.

To wszystko spowodowało spadek zaufania. Myślenie utopijne odbierane jest jako oderwane od rzeczywistości, a pomysły na tzw. „idealny świat” uważane za niemożliwe do realizacji. Ponieważ lepiej jest założyć, że bieda i niesprawiedliwość na świecie była, jest i będzie. Jesteśmy wobec tego bezradni. Czy nie lepiej sobie odpuścić?

Czyli… uznać, że mamy koniec historii, koniec postępu. Obecny system jest najlepszym, jaki dotychczas stworzono. Co z tego, że na naszych oczach wali się w posadach. Nie jesteśmy w stanie głośno tego powiedzieć. Ponieważ tak jak poprzedni upadły ustrój karmi nas propagandą, że teraz wszystko jest super.

Co z tego, że mamy nierówności, biedę, bezrobocie? Co z tego, że ludzie wepchnięci w wyścig szczurów niszczą swoje zdrowie i relacje rodzinne? Stres spowodowany walką o utrzymanie się na w miarę wysokim szczeblu drabiny społecznej powoli ich zabija. Nie ma czasu na głębsze uczucia, działanie dla dobra wspólnoty. Nawet na zwykły odpoczynek. Liczy się tylko zysk, do którego dostęp posiadają nieliczni. W jego imię niszczone jest środowisko naturalne, a ludzkie zdrowie, życie i godność mają nadal niską wartość.

Z drugiej strony warto zapytać: Dlaczego mamy się zrażać, stać w miejscu i nie dążyć do zmian? Dlaczego nie otworzyć się i nie zacząć myśleć niezależnie? Dlaczego nie wyobrażać sobie, jak mogłoby wyglądać lepsze jutro?

Dlaczego go nie planować? Dlaczego nie działać na jego rzecz, kiedy okazuje się, że jest to właściwy kierunek. Dlaczego nie być tą właściwą osobą, która popchnie kostkę domina. Marzenia o utopijnym świecie przynosiły też pozytywne zmiany. Postęp to nic innego jak realizacja utopii.

Przecież ludzkość na przełomie wieków osiągnęła bardzo dużo. To prawda, że wcześniej była spaczona niesprawiedliwością.

"W przeszłości wszystko było gorsze. Przez 99% historii ludzkości, 99% ludzi było biednych, głodnych, brudnych, zastraszonych, głupich, chorych i brzydkich, a życie było wielką doliną łez, paskudne, okrutne i krótkie" – tymi słowami zaczyna się książka, którą zamierzam tutaj przedstawić.

Ale dzięki temu, że ktoś miał wizję lepszego świata, oparł się sceptykom oraz obrońcom starego porządku (którzy mieli z niego korzyści) i odważył się ją głosić, stopniowo odzyskiwaliśmy wolność oraz coraz większe poszanowanie życia i godności.

Zniesienie niewolnictwa i segregacji rasowej. Powstała powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Nadanie praw dziecku. Nadanie praw wyborczych kobietom. Równouprawnienie. Mamy coraz więcej wolności. Mamy wolność decydowania o swoim życiu. Nadszedł czas, aby odzyskać kolejną wolność – wolność ekonomiczną. Wolność od biedy i niepewności.

Przede wszystkim wolność od zakłamywania rzeczywistości, manipulacji i wpędzania ofiar w poczucie winy.

Pora odważnie powiedzieć, że bieda nie jest brakiem charakteru czy inteligencji. Jest brakiem pieniędzy.

Jedną z moich największych pasji jest studiowanie idei lepszego jutra i śledzenie ich rozwoju. Nigdy nie przypuszczałam, że się tym kiedykolwiek zainteresuję. Wcześniej byłam totalnym ignorantem. Nie zwracałam uwagi na politykę, ekonomię, filozofię i procesy, które kształtują świat. To zainteresowanie przyszło po prostu z życia. Przekonałam się, że człowiek nie ma wpływu na swoje życie i swoje dochody wobec odgórnych zmian na rynku.

Znalazłam się w Hiszpanii na krótko przed wybuchem kryzysu w 2008 r. spowodowanym pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Byłam nie tylko świadkiem tego, co przechodzili ludzie, ale sama na sobie odczułam skutki. Poznałam, co to jest masowe bezrobocie, kiedy to 6 mln osób pozostało bez pracy. Wielu z nich miało zobowiązania i kredyty hipoteczne. W mojej dzielnicy powiesił się facet po tym, jak komornik przyszedł zabrać mu lokal, w którym prowadził swój warzywniak.

Bezrobocie wśród młodzieży, często bardzo wykształconej, sięgało ponad 50%. Zarówno brak wykształcenia, jak i za duże wykształcenie było przeszkodą. Nie było szans na żadną pracę, nawet poniżej kwalifikacji. Pojawiła się nowa klasa społeczna – prekariat, czyli ludzie pozbawieni jakiejkolwiek stabilizacji zawodowej i niepewni jutra. Natomiast założenie własnego biznesu wiązało się z ryzykiem braku finansowej poduszki bezpieczeństwa. Ludzie nie mając pracy i pieniędzy coraz rzadziej kupowali produkty i korzystali z usług. Dlatego drobni przedsiębiorcy, ludzie z pasją i bardzo pracowici, pod presją wysokich zobowiązań mieli najtrudniej.

Do tej pory w Hiszpanii ponad milion gospodarstw domowych nie ma przychodów. Świadczenia socjalne są zbyt małe, nieskuteczne, warunkowe, a zmaganie się z biurokracją, która je obsługuje, jest upokarzające.

Wciąż mają miejsce eksmisje, a tymczasem prawie dwa miliony mieszkań stoi pustych. Nieodpowiedzialni politycy niszczą kraj, pozwalając na marnowanie publicznych pieniędzy i odprowadzanie ich do rajów podatkowych. Jednocześnie ogłaszają cięcia na wszystkim, bo brakuje kasy. Co ciekawe, na ratowanie komercyjnych banków zawsze jej było pod dostatkiem. Często mówiono, dlaczego tych pieniędzy nie lepiej dać bezpośrednio ludziom, którzy zalegali ze spłatą hipoteki.

Jednocześnie docierały do mnie wieści z Polski, że u nas też nie jest lepiej i wcale nie jesteśmy zieloną wyspą.

Rozczarowana tą rzeczywistością postanowiłam, że zamiast przytakiwać systemowi i bezradnie rozkładać ręce będę obserwować, czy czuć gdzieś ten wiatr zmian.

Sięgałam do Internetu, do książek, do filmów, w których wypowiadali się różni współcześni myśliciele, filozofowie, naukowcy, ekonomiści. Zwykle do źródeł niszowych, poza głównymi mediami. Choć porównywałam to, co głoszą główne media, a nawet pewne niezależne ruchy do otaczającej mnie rzeczywistości. Czytałam też dużo na temat historii, polityki i ekonomii, z naciskiem na problemy społeczne. Zrozumiałam, jak to wszystko działa i co doprowadziło, że obecnie świat jest, jaki jest.

Przez prawie 2 lata ocierałam się o różne idee. Niektórymi na krótko się zachłysnęłam, ale potem nie do końca mi pasowały. Nie były zgodne z moimi przekonaniami i wartościami, miały za mało dowodów, nie miały odbicia w rzeczywistości lub same były podszyte manipulacją. Z perspektywy czasu uważam, że tamten etap był konieczny do ukształtowania mojego światopoglądu.

W 2011 r. trafiłam na wywiad z Ryszardem Szarfenbergiem pt. Tysiąc złotych dla każdego w "Tygodniku Przegląd".

Bezwarunkowy dochód obywatelski? Pierwszy raz o czymś takim czytam!

Ale zastanawiając się głębiej nad tym, stwierdziłam, że idea ta wcale nie jest taka zła. Wręcz przeciwnie, doskonale wpasowuje się we współczesność, jest odpowiedzią na wiele problemów i przede wszystkim jest prosta i konkretna. Bezpośrednio likwiduje biedę. Fajnie byłoby taki dochód dostawać co miesiąc i nie martwić się o zaspokojenie podstawowych potrzeb, bo to przecież na nie ma on być, a nie żadne luksusy – tak siebie pomyślałam.

Jednak nie do końca wierzyłam w to, że ta idea ma jakąkolwiek szansę wejścia w życie. Co dopiero w Polsce. Przecież wciąż w naszych głowach panuje przekonanie, że na wszystko musisz sobie sam zapracować, a to, co daje państwo, jest złe, bo brane z podatków ciężko pracujących, a darmowe pieniądze rzekomo demoralizują. Przede wszystkim skąd państwo weźmie na to środki? Z takim podejściem to tylko złudna nadzieja – stwierdziłam.

Tymczasem śledząc zagraniczne media odkryłam, że ruch na rzecz dochodu gwarantowanego bardzo szybko się rozwija na zachodzie. Wspiera go wielu naukowców, myślicieli, aktywistów, ekonomistów i polityków. Na jego rzecz działa przede wszystkim międzynarodowa sieć BIEN – Basic Income Earth Network stworzona w 1986 r., natomiast od 2004 r. jako Basic Income European Network, ponieważ Europa jest kolebką idei tych zmian.

Sieć BIEN promuje bezwarunkowy dochód nie jako pomoc socjalną czy dobroczynność, ale jako coś więcej – jako prawo każdego obywatela zapisane w konstytucji.

Historia tej idei sięga nawet XIV w. Wspominał ją angielski pisarz i polityk Tomasz Morus, który w 1516 r. opublikował dzieło Utopia.

"Zamiast zadawać te okropne kary, byłoby znacznie więcej, aby zapewnić każdemu środki do życia, aby nikt nie był pod straszną koniecznością stania się złodziejem, a potem trupem" – pisał o tym, jak można byłoby rozwiązać problem kradzieży, za którą groziła szubienica.

Bliski idei dochodu gwarantowanego był nawet znany ekonomista i noblista Milton Friedman, zdecydowany obrońca i propagator wolnego rynku. Zajmował się on ideą tzw. podatku negatywnego, który miałby zapewnić stabilność ekonomiczną. Polegał on na dofinansowaniu ludzi mało zarabiających oraz bezrobotnych. Podatek dochodowy miał być progresywny. Jeśli dochód podatnika nie przekroczy progu podatkowego, wówczas państwo wypłaci mu różnicę między progiem a dochodem.

W dochód gwarantowany może być interesujący zarówno dla lewicy, jak i prawicy i neoliberałów. Dla pierwszych, ponieważ ma zaspakajać podstawowe potrzeby egzystencjalne najbiedniejszych oraz daje większą siłę przetargową zwykłemu pracownikowi. Natomiast dla drugich jest szansą na zmniejszenie wydatków państwa na rozbuchany aparat urzędniczy, która decyduje, komu przyznać świadczenia socjalne czy dotacje oraz zabezpieczeniem ludzi na elastycznym rynku pracy. Ponieważ zarządzanie tym dochodem ma być prostsze. Jest on dla wszystkich. Na całe życie. Bezwarunkowo. Ustanowiony przez na mocy prawa.

Dlatego bardzo często można spotkać się z takim hasłem: Basic Income is not left or right. It’s forward!

Odtąd czytałam wszystko, co się z dochodem gwarantowanym wiąże. Po 7 latach poznawania stwierdziłam, że to jest najbliższy mi pomysł na lepszy świat. Od tej pory cały czas to przekonanie jest mi bliskie. Potwierdzeniem, że to właśnie jest ten kierunek myślenia było to, że po kilku latach zaczęto mówić o tym w Polsce, choć z głosami masy sceptyków na głowie. Program 500+ choć jeszcze nie bezwarunkowy może być krokiem do wprowadzenia w życie tej… utopii.

Aby zacząć o tym czytać, wystarczy wpisać w Google hasło „basic income”. Od razu pojawi się sporo interesujących artykułów. Jest też parę ciekawych profili na Facebooku, które warto śledzić i które na bieżąco publikują najnowsze wieści z rozwoju idei. Po więcej można sięgnąć do książek.

Książką, od jakiej warto zacząć poznawanie tej idei, jest Utopia for realists Rutgera Bregmana z podtytułem The case for a universal basic income, open borders and 15-hour workweek. W tym roku pojawiło się jej polskie wydanie Utopia dla realistów.

Rutger Bregman to 30-letni holenderski historyk, pisarz i myśliciel. Pracował dla "Washington Post", "The Guardian" oraz dla BBC. Autor inspirujących przemówień nad TED Talks. Zaryzykował użycie słowa „utopia”.

Jego książka zyskała status bestsellera i została przetłumaczona na 20 języków. To dzięki temu, że przedstawia zupełnie nowy sposób myślenia o świecie, ekonomii, stosunkach pracy i społeczeństwie. Pełna jest nie tylko nowych idei, ale przede wszystkim faktów, badań i liczb udowadniających, że podążanie w ich kierunku ma sens i przynosi pozytywne efekty. Jeśli interesują Cię opracowania naukowe i wyniki badań, to tym bardziej odsyłam do tej książki.

Jest podsumowaniem kompletnym, zbiorem idei dochodu gwarantowanego wraz z towarzyszącymi mu koncepcjami skrócenia czasu pracy i otwartych granic.

"Książka ta jest obowiązkowa dla każdego, kto martwi się o problemy współczesnego społeczeństwa i poszukuje na nie lekarstwa" – tak zrecenzował ją Zygmunt Bauman.

Autor wnikliwie bada ten temat. Zabiera nas w podróż historyczną po wydarzeniach, w których o tych ideach była mowa, po eksperymentach z nimi oraz po próbach wprowadzenia ich w życie. Nawiązuje do wszystkich znanych historycznych i współczesnych postaci, które je wspierają. Analizuje dane. Wskazuje zmiany zachodzące na świecie, przede wszystkim na rynku pracy dające znak, że dochód gwarantowany to pomysł, na który właśnie nadszedł czas.

Przecież widzimy te zmiany wyraźnie. Rosnące nierówności, bezrobocie oraz wydajność pracy, do której potrzeba mniej ludzi.

Także postępująca automatyzacja, która powinna nas odciążyć, dzięki czemu zamiast pracować, moglibyśmy więcej czasu spędzać z rodziną i rozwijać swoje pasje. Tymczasem widzimy w niej zagrożenie dla naszych miejsc pracy dlatego, że obecnie nie ma żadnej innej alternatywy uzyskania dochodu niż z zatrudnienia.

Pokazuje wszystkie argumenty „za” oraz polemizuje z argumentami „przeciw”, jakimi są:

- nie stać nas na to,
- ludzie przestaną pracować,
- będzie inflacja.

Choć myślę, że Bregman więcej powie na ten temat oraz dokładniej przedstawi możliwą drogę wdrożenia tych idei w życie w swojej drugiej książce Utopia for realists. And how we can get there. Także zamierzam ją przeczytać.

Na początku mówi o tym, że w związku ze zmianami, jakie zachodzą, czas pracy mógłby być skrócony do 15 godz. w tygodniu. Według mnie pomysł ten jest możliwy, a wręcz konieczny, gdyż ludzie mogliby dzielić się pracą. Skrócenie czasu pracy to wolne miejsca dla nowych pracowników. Poza tym wiele badań wskazuje na to, że ludzie w krótszym czasie pracują bardziej efektywnie.

Żyjący na przełomie XIX i XX w. brytyjski ekonomista John Maynard Keynes przewidywał, że na początku nowego tysiąclecia będziemy pracować mniej, ponieważ będą ku temu warunki. Niestety mimo warunków pracujemy (ci, co mają pracę) o wiele dłużej, podporządkowując pracyj swoje życie. Jesteśmy uwikłani w wyścig szczurów i nieustanną pogoń za zyskiem. Przede wszystkim nasze stare myślenie o tym, czym jest praca, a czym zatrudnienie, nie pozwala wdrożyć tego w życie, mimo że jest to teoretycznie możliwe.

Rutger Bregman przewiduje, że największym wyzwaniem współczesności będzie… leisure, czyli czas wolny, którego możemy mieć więcej, jeśli czas pracy rzeczywiście ulegnie skróceniu. Jeśli myślisz, że ludzie, mając nadmiar wolnego czasu, nie będą wiedzieć, co z sobą zrobić, to koniecznie zajrzyj do książki.

Przekonasz się, że człowiek ma ogromny potencjał, którego wcale nie musi marnować w nielubianej pracy, a także jej nie mając zawsze stworzy sobie zajęcie. A do odpoczynku i lenistwa również ma prawo. Przecież świat dąży do tego, aby sobie życie ułatwiać, mieć więcej spokoju i mniej wysiłku. Czy to coś złego?

Autor książki mówi o tzw. bullshit jobs, czyli zawodach, które absolutnie nic nie wnoszą do społeczeństwa. Docenia tych, których praca jest konieczna. Gdyby zniknęli np. cieszący się prestiżem pracownicy banków, to nie będzie miało to takich fatalnych skutków, jak gdyby zastrajkowali śmieciarze, będący często niedoceniani, a nawet niesłusznie traktowani jak „śmiecie”. Rutger Bregman opisuje ich strajk, który miał miejsce w Nowym Jorku. Łatwo się domyśleć, jak wyglądało wtedy miasto. To daje doskonały przykład, która praca ma większą wartość i powinna być doceniana zarówno finansowo, jak i uznaniem. Niestety w świecie wszystko jest na opak, bo taki ma ktoś interes.

Wracając do dochodu gwarantowanego, książka ta jest kompendium wiedzy o eksperymentach z nim, które miały miejsce na świecie. Eksperymenty te polegały na tym, że wszystkim ludziom w konkretnym mieście czy społeczności dawano bezpośrednio i bezwarunkowo określoną kwotę pieniędzy starczającą na minimalne potrzeby. Obserwowano ich zachowanie, aby sprawdzić, jak to wpłynie na ich życie. Czy zmienią się, czy przestaną pracować. A może staną się bardziej przedsiębiorczy, mając finansową poduszkę bezpieczeństwa. Albo będą odmawiać pracom, które ich uwłaszczą, gdyż mają wybór. Jeśli zrezygnują z pracy, to może nie dlatego, by oddać się słodkiemu lenistwu, tylko móc zająć się wychowywaniem swoich dzieci lub pójść na studia bądź jakiś kurs. Właśnie to wykazał najbardziej znany eksperyment z dochodem gwarantowanym przeprowadzony w Kanadzie w mieście Dauphin w stanie Manitoba w 1960 r.

Z książki dowiadujemy się, jak prezydent USA Richard Nixon chciał w 1970 r. wypłacać rodzinom bezwarunkowy dochód ponieważ: "Błędem jest myślenie, że życie bez ubóstwa jest przywilejem, nad którym musisz pracować, a nie prawem, na które wszyscy zasługujemy".

Ostatecznie pomysł został odrzucony.

Teraz idea ta znowu powraca i zyskuje coraz większe zainteresowanie. Pytanie, jakie się teraz nasuwa, to nie, czy warto to wprowadzać, tylko kiedy to nastąpi.

Odbyło się już wiele eksperymentów z nią. Wciąż powstają kolejne książki i badania naukowe na temat dochodu gwarantowanego. Bo to fakt, że aby zmiany wcielić w życie, należy to dokładnie sprawdzić i przewidzieć, jakie mogą być skutki. Jak najbardziej może to być droga ewolucji, przede wszystkim tej w naszych umysłach.

Idea dochodu gwarantowanego wydaje nam się być taką utopią, ale jeśli ją dobrze przemyślimy i zajmą się nią kompetentne osoby, pragnące lepszego świata, a nie władzy i zysku, to mamy szansę na kolejny pozytywny przełom w dziejach ludzkości.

Wszystkie korzystne zmiany, którymi byliśmy świadkami, zaczynały się właśnie od wizji utopii. Dlatego nie bójmy się takich tworzyć.

Potraktujmy utopię jako pewien cel, do którego zamierzamy dojść i opracujmy plan działania.

Jako indywidualne osoby planujemy swoją lepszą przyszłość, wyobrażamy sobie, kim chcielibyśmy być, co zmienić w naszym życiu i, jak to się mówi, dążymy do bycia lepszą wersją siebie. Intensywnie się do tego motywujemy. Skoro pozwalamy sobie tworzyć własne osobiste utopie, to nie widzę przeszkód, aby dążyć wspólnie do utopii na skalę światową.

W przypadku postępu na świecie również działa hasło: "Kto stoi w miejscu, ten się tak naprawdę cofa".

Rutger Bregman, Utopia dla realistów. Jak zbudować idealny świat, tłum. Sławomir Paruszewski, Czarna Owca, Warszawa 2018, ss. 320.

Recenzja ukazała się na stronie Autorki www.dorotastrzelecka.pl.

Dorota Strzelecka


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

24 lipca:

1783 - Urodził się Simón Bolívar, bohater walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy hiszpańskiej.

1920 - Ignacy Daszyński (PPS) został wicepremierem koalicyjnego Rządu Obrony Narodowej z W. Witosem na czele.

1976 - Zmarł Adam Pragier, ekonomista, działacz socjalistyczny, poseł PPS, więzień twierdzy brzeskiej.

1983 - Wenezuela: W 200. rocznicę urodzin Simóna Bolívara powstała tajna, lewicowa organizacja polityczno-wojskowa Boliwariański Ruch Rewolucyjny-200. Jednym z jej założycieli był późniejszy prezydent kraju Hugo Chávez.

2005 - Wenezuela: W Caracas rozpoczęła emisję utworzona przez prezydenta Hugo Cháveza panamerykańska telewizja TeleSUR.


 
Lewica.pl na Facebooku