Bohdan Widła: Denializm ponad podziałami

[2019-02-25 12:32:56]

Antropogeniczne zmiany klimatu to obecnie największe długoterminowe zagrożenie dla świata. Według ostatniego raportu Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) właściwie nie mamy już szans na całkowite powstrzymanie ocieplenia. Możemy jednak zapobiec najgorszym skutkom, jeśli średnia temperatura na Ziemi wzrośnie nie bardziej niż o 1,5°C (w porównaniu do czasów przed rewolucją przemysłową). Tymczasem minęliśmy już połowę drogi do osiągnięcia tego stanu. Jedyną szansą jest radykalne ograniczenie emisji dwutlenku węgla. W raporcie mowa o ograniczeniu jej o 45% do 2030 roku i wyzerowaniu do roku 2050. Im później zaczniemy, tym gorzej skończymy – my, a potem nasze dzieci, wnuki i prawnuki.

Powinniśmy więc dyskutować o tym, jak walczyć o złagodzenie skutków nieuchronnych już zmian klimatycznych. Zastanawiać się, jak zmniejszyć, a potem całkowicie zlikwidować naszą zależność od paliw kopalnych. Szukać sposobów, by związane z tym zmiany i wyrzeczenia jak najmniej odbiły się na tych, którzy już teraz ledwo wiążą koniec z końcem. Jednym zdaniem: nasze wysiłki powinny koncentrować się na tym, jak ratować się przed katastrofą i jak najmniej przy tym stracić. Zamiast tego jesteśmy jak dinozaury, które nie przejmują się nadlatującą kometą, bo nie dość, że jest jeszcze daleko, to jej warkocz bardzo pięknie świeci na niebie.

Lokalne ogłupienie


Kilka dni temu Tomasz Markiewka wypowiedział się w bardzo podobnym duchu, zwracając uwagę nie tylko na brak języka politycznego, w którym dałoby się rozmawiać o wyzwaniach związanych z klimatem, ale także na wstrząsy polityczne, które czekają nas wskutek globalnego ocieplenia. Markiewka cytuje przykładowe wypowiedzi obecnych pierwszoplanowych polityków: „Jak sobie pomyślę że płacimy za „globalne ocieplenie” i popatrzę za okno to mnie trafia szlag:/” – pisał w kwietniu 2013 r. Andrzej Duda [pisownia oryginalna]. Dwa i pół roku później Roman Giertych, najwidoczniej jeszcze w dobrej komitywie z prezydentem, odpowiadał: „A ja lubię globalne ocieplenie i chętnie finansowałbym jego postęp. Winorośla i palmy w Polsce? Super!”. Do grona cytowanego przez Markiewkę wypada dołączyć Jarosława Kaczyńskiego, który w 2012 roku twierdził: „Weźmy proszę państwa sprawę CO2 i pakietu klimatycznego. Co to jest? Ktoś kto próbuje wmawiać, że to ma jakieś znaczenie dla klimatu, jest po prostu śmiechu warte [sic!]”. W tej sytuacji trudno dziwić się, że wypowiedzi polityków partii rządzącej podczas niedawnego szczytu klimatycznego w Katowicach miały się nijak do konsensusu naukowego („Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieranie o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i z postępem w dziedzinie ochrony klimatu” – twierdził prezydent Duda).

Jednak nie tylko wypowiedzi polityków przyczyniły się do tego, jak bardzo język debaty w Polsce jest nieadekwatny do skali problemu. Pod lupę powinny też trafić media. Zaznaczę od razu, że nie chodzi tu o „szukanie winnych” (jak się zresztą okaże, niektóre z krytykowanych przeze mnie osób przynajmniej częściowo zmieniły poglądy), tylko znalezienie korzeni klimatycznego denializmu w polskiej debacie publicznej.
Kiedy w październiku Adam Leszczyński przyjrzał się komentarzom publikowanym obecnie w prawicowych mediach, odkrył mieszankę teorii spiskowych, polonocentryzmu i kompletnej nieufności wobec naukowców, posądzanych o lewicowe sympatie. Wypowiedzi bliższych ustaleniom nauki było w prawicowej prasie niewiele. Pojawia się zatem pokusa, by kwestionowanie ustaleń klimatycznych utożsamić z jedną formacją polityczną. Polski denializm ma jednak znacznie bogatsze tradycje, zakorzenione w mediach głównego nurtu.

Szczególnie interesujący jest tu okres od 2007 do 2009 roku. Z punktu widzenia polityki klimatycznej w latach tych miały miejsce kolejno: publikacja Czwartego Raportu IPCC (w którym prawdopodobieństwo, że ocieplenie jest spowodowane działalnością człowieka, oceniono na ponad 90%), konferencja klimatyczna Narodów Zjednoczonych w Poznaniu (COP14), a następnie kompletnie nieudana konferencja klimatyczna w Kopenhadze (COP15). Był to zatem dość gorący okres, ze sporym zaangażowaniem Polski. Jak przedstawiała sprawę polska prasa?
„GLOBALNE OGŁUPIENIE” – głosiła jedna z okładek „Wprost” (numer 23/2007). Pełniący wówczas funkcję redaktora naczelnego Stanisław Janecki pytał w redakcyjnym wstępniaku: „Czy może dziwić, że umysły wierzące w rodzenie się much ze zgniłego mięsa wierzą też w globalne ocieplenie, w straszne skutki używania freonów i inne zabobony wynikające z niewiedzy?”. To wypowiedź fascynująca na wielu poziomach, bo obok zmian klimatu wspomina o problemie nadużywania freonów, powodujących dziurę ozonową. Tymczasem wiąże się z nim chyba jedyny w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przykład międzynarodowego sukcesu w walce o środowisko. Protokół Montrealski w sprawie substancji zubożających warstwę ozonową okazał się skutecznym prawnym narzędziem, dzięki któremu warstwa ozonowa zaczęła się odbudowywać. Dla redaktora Janeckiego były to jednak wtedy zabobony.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że hasłu z okładki odpowiada kilkustronicowy artykuł Zbigniewa Wojtasińskiego, w którym padają ostrzeżenia przed „szantażem klimatycznym”, „klimatyczną histerią” i „ekobałamuceniem”. Co prawda przytoczono tezy zawarte w raporcie IPCC, ale od razu przeciwstawiono im kilka wypowiedzi krytycznych i wprost zasugerowano, że nic nie jest pewne, a „obie strony” mają tyle samo argumentów. Tymczasem już w 2004 roku publikowano metaanalizy, które jednoznacznie wskazywały, jaki jest konsensus w nauce.

Chłodna niewiara

Omawiając polski denializm, nie sposób pominąć roli profesora Zbigniewa Jaworowskiego. Ten lekarz radiolog jeszcze w latach 90. głosił pogląd o nadchodzącym jakoby globalnym oziębieniu. Latem 2008 r. redakcja „Polityki” zainteresowała się tezami prof. Jaworowskiego tak bardzo, że opublikowała jego tekst pod tytułem „Idzie zimno!”. Autor kwestionował w nim, co tylko się dało: od pomiarów wartości CO2, przez pomiary temperatury, po uzasadnienie zmian klimatu. Na okładce wydania, w którym ukazał się artykuł (numer 15/2008), dumnie prezentowały się trzy pingwiny królewskie, a podpis głosił: „Raport: Będzie zimniej. Czy Globalne Ocieplenie to tylko chwyt biznesowy?”. Dwa lata później tekst po niewielkich zmianach trafił do „Niezbędnika inteligenta”.

Nieżyjący już prof. Jaworowski był prawdziwą gwiazdą polskiego denializmu. Głosił tyle poglądów kompletnie sprzecznych z konsensusem naukowym, że ciężko było nadążyć z prostowaniem ich. Na popularyzatorskim blogu Doskonale Szare dla notek na jego temat stworzono osobną podkategorię. Jego urokowi poddała się zresztą nie tylko „Polityka”. W tekście opublikowanym we wrześniu 2009 roku na łamach „Newsweeka” Bożena Kastory zarzucała „ekologom” (nie do końca wiadomo, czy chodziło jej o ekologów, czy klimatologów) „ukrywanie prawdy” o wcześniejszych, naturalnych zmianach klimatu. Powielała przy tym znane i obalone już wcześniej mity. Powoływała się oczywiście także na prof. Jaworowskiego.

Dziś, kiedy osiem z dziesięciu najcieplejszych lat w historii pomiarów przypada na okres od 2009 do 2017 roku, prognozy o globalnym oziębieniu brzmią jak ponury żart. Można tylko dodać, że jeśli obecne trendy ocieplenia utrzymają się do 2100 roku, to według ostatnich badań nawet 70 procent pingwinów królewskich, którymi redakcja „Polityki” dowcipnie udekorowała okładkę, albo znajdzie sobie nowe miejsca do życia, albo wymrze.

Warto też zwrócić uwagę na dokonania Tomasza Wróblewskiego. Jako redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” oddał dwie szpalty w dodatku „Plus Minus” Agnieszce Kołakowskiej. Jej tekst pt. „Cieplarniane fusy” („Rzeczpospolita” z 19–20 listopada 2011 roku) zawiera taką mieszankę mitów, półprawd i przekłamań, że ich sprostowanie zajęło specjaliście kilkanaście stron maszynopisu. Całości towarzyszy ilustracja, na której złowrogie postacie w białych kitlach trzymają w rękach termometry stylizowane na karabiny szturmowe. To jednak nie koniec dokonań redaktora Wróblewskiego. „Klimatolodzy znowu oszukali. Fałszowali dane przed szczytem klimatycznym w Paryżu!” – napisał na Twitterze, powołując się na tabloid „Daily Mail”. Skonfrontowany z bardziej fachowym komentarzem, wyśmiał język stosowany w dyskusji (na przykład „algorytmy homogenizacji”). A kiedy później okazało się, że oskarżenia podchwycone przez „Daily Mail” zostały wycofane, po prostu zablokował osoby zwracające mu na to uwagę.

Niestety to nie wszystko. Nie opisałem bliżej chociażby tekstu Witolda Gadomskiego z „Gazety Wyborczej” (2 listopada 2009 roku), w którym autor nawołuje do „przemyślenia” potrzeby walki ze zmianami klimatu, skoro sprawa jego zdaniem wcale nie jest taka oczywista, a polska gospodarka na tym straci. Odpuściłem sobie obszerne omawianie felietonu Krzysztofa Skiby w świątecznym wydaniu „Wprost” w roku 2009 („Walka z ociepleniem to lepszy numer na wyciąganie kasy niż oscylator Bagsika”). Nie będę też pastwił się nad dużo późniejszym tekstem, który Krzysztof Kęciek opublikował w lewicowym „Przeglądzie” (nr 45/2013), zwłaszcza że w porównaniu z cytowanymi wcześniej jest wręcz pronaukowy.

Czy w takim razie polskie media głównego nurtu to jaskinia klimatycznego denializmu? Nie do końca. Niemal każda z wymienionych tu redakcji publikowała później polemiki i odpowiedzi. Ale niestety to też część problemu. Fałszywe sugerowanie, że istnieje rzeczywisty spór o przyczyny zmian klimatycznych, działa wyłącznie na korzyść tych, którzy kwestionują naukowy konsensus, nie mając do tego podstaw. Polskie media wpadły w tę samą pułapkę, z które mozolnie wygrzebują się obecnie media zagraniczne. BBC zaczęło odchodzić od „klimatycznego symetryzmu” dopiero kilka miesięcy temu.

Na koniec mały akcent optymistyczny. Niecałe dwa tygodnie temu w programie „W tyle wizji” Rafał Ziemkiewicz powtórzył cały zestaw zużytych już do granic absurdu mitów: o karczmach na Bałyku, o „zielonej Grenlandii”, o wulkanach emitujących więcej CO2 niż ludzie, i tak dalej. Ostrożną polemikę podjął ten sam redaktor Stanisław Janecki, który jeszcze dziesięć lat temu pisał o „globalnym ogłupieniu”. Może zatem jest jeszcze nadzieja.

Bohdan Widła




Tekst ukazał się pierwotnie w 241. numerze magazynu Kontakt (wydanie internetowe).




drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Co dalej z Ukrainą ?
Wrocław
25.04.2019
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

25 kwietnia:

1947 - Założono Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą „Prasa” .

1974 - W Portugalii postępowi oficerowie skupieni wokół Ruchu Sił Zbrojnych dokonali zamachu stanu, w wyniku którego obalono rządy dyktatorskie (tzw. rewolucja goździków).

1975 - W Portugalii Partia Socjalistyczna wygrała wybory do Zgromadzenia Narodowego.

1981 - 45 robotników zostało napromieniowanych podczas remontu w japońskiej elektrowni atomowej w mieście Tsuruga.

2004 - Socjaldemokrata Heinz Fischer został prezydentem Austrii.

2005 - Socjaldemokrata Jiří Paroubek został premierem Czech.

2009 - Socjaldemokraci i Zieloni wygrali przedterminowe wybory parlamentarne na Islandii.


 
Lewica.pl na Facebooku