O koniu trojańskim raz jeszcze
2018-01-28 15:59:43
Każdy głupiec może wiedzieć.
Sedno – to rozumieć

Albert EINSTEIN

Czy >Polexit< jest możliwy ? Czy nadwiślański strateg i mag z Żoliborza (pociągający za wszystkie sznurki polskiej polityki od 2 lat) poprzez zaognianie do maksimum stosunków na linii Warszawa – Bruksela chce obniżyć do tego stopnia pro-unijne nastroje w narodzie, aby przeprowadzone w odpowiednim momencie referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii (wzorem Wielkiej Brytanii) dało wynik pozytywny ? Pozytywny w perspektywie pisowskiego myślenia i takiej też mentalności.
Zdecydowana większość komentarzy i opinii w sieci wyraża pogląd, że to Kreml, złowrogi Putin i polakożercza Rosja (w różnych konfiguracjach jeśli chodzi o uzasadnienia i domysły) kierują tymi działaniami rządu poprzez wpływ na podświadomość JarKacza lub przez agenturę obecną masowo w gremiach PiS-u.
Powszechna w naszym kraju rusofobia jak również predylekcja lechickiego plemienia do spisków, konspiracji i roli sprawczej tajemnych mocy zdaje się sprzyjać takiemu poglądowi.
Teza ta racjonalnie jest to tylko po części prawdziwa (lub możliwa). Bo jeśli nawet takie zamysły leżały i leżą w umysłach elit kremlowskich to wykreowanie zwycięstwa PiS-u w demokratycznych wyborach przekracza możliwości nawet tak demonizowanej u nas Rosji. Piętrowy makiawelizm przypisywany tym elitom jest po prostu niedorzeczny i irracjonalny. Bo taki trend, prawicowo-skrętny, konserwatywno-antyliberalny i anty-modernistyczny jest obserwowany na całym świecie. Rosja i Putin demiurgiem polityki światowej ? Przy problemach wewnętrznych, wielorakich, Rosji o których m.in. piszą ci sami komentatorzy którzy tak łatwo prezentują jednocześnie lichość tego państwa, słabość jego struktur i gospodarki, brak więzi społecznych (wieszcząc wręcz niechybny, już jutro, upadek tego kraju) jest to po prostu niemożliwe. A tacy komentatorzy wystawiają sobie co najmniej opinię niewiarygodnych krętaczy lub infantylnych pseudo-znawców tematu.
Owszem, ten trend przyjęty – o ile prawdziwe są przytoczone tu (i nie tylko) zamiary JarKacza i jego drużyny – przez polską politykę zagraniczną w jakimś aspekcie (krótkofalowym) może być korzystny dla Rosji, ale nie to jest generatorem oraz siłą sprawczą pisowskiego działania. Ta zbieżność jest faktem, ale ocena mechanizmów i dalekosiężnych zamiarów - ze wszech miar błędna.
Wystarczy przeczytać wywiad jaki udzielił FRONDZIE poseł PiS, główny specjalista Krajowej Kasy SKOK, jeden z głównych analityków gospodarczych tej partii, Janusz Szewczak. Snuje on rzeczywiście przewidywania wojny ekonomicznej z głównymi państwami Unii – Francją i Niemcami (zakładając całkowite wdrożenie art. 7 traktatu o UE) co spowoduje takie zniechęcenie do Brukseli i Unii, że społeczeństwo w referendum łatwo by jego zdaniem poparło wówczas >Polexit<.
Alternatywą jest jego zdaniem ścisła więź gospodarcza i kompatybilność Polski, jej interesów, w całości realizowanej polityki z …… interesami USA. Ten trend i zamysły tkwią moim zdaniem zasadniczo w zamiarach pisowskiej strategii i polityki, przewidywanej na lata. I chodzi o Polskę rządzoną przez zdecydowanie pro-amerykańską – i to w wersji neo-kons - asocjację (nawet po politycznej śmierci PiS-u jest to wielce prawdopodobne z racji kultu jakim cieszy się w polskim społeczeństwie Wuj Sam). Układa się to też w logiczną całość: zacieśnianie więzów wojskowych, zamówienia wyłącznie nastawione na firmy amerykańskie, gospodarcze umizgi do korporacji i banków zza oceanu itd. Zresztą Polska już nazywana była swego czasu – podczas nieszczęsnej interwencji w Iraku (rząd Leszka Milera) – amerykańskim, „koniem trojańskim” w Europie. Ten serwilizm, ta nieuzasadniona platoniczna miłość Polaków do Ameryki, ta uległość i prowadzenie polityki w oparciu o mity, wishfull thinking i irracjonalne przeświadczenie o jakiejś symetrii stosunków na linii Warszawa – Waszyngton ma długą tradycję.
Stanom Zjednoczonym AP, zwłaszcza rządzonym przez Donalda Trumpa (JarKacza w globalnym, amerykańsko-unilaterlalnym i ultra-neoliberalnym wydaniu), zależy na Polsce o tyle na ile zabezpiecza ona ich interesy, tu w Europie Środkowo-wschodniej: z jednej strony ma „szczypać” Rosję tworząc przez swoją politykę napięcie i formę zimnej wojny w tej części Starego Kontynentu, a z drugiej – ważniejszym zadaniem postawionym „przyjacielowi znad Wisły”, jest osłabienie i doprowadzenie (przy najkorzystniejszym zbiegu okoliczności) do rozbicia Unii Europejskiej. W perspektywie jednoczenia i scalania w jeden homogeniczny organizm polityczno-gospodarczy Unia stanowi zagrożenie dla gospodarki i roli USA. Jako zsynchronizowana w jeden organizm struktura polityczno-gospodarcza będzie konkurentem nie do pokonania (ze swoim potencjałem mierzonym w wielu wymiarach) niosąc sobą przy tym określone przesłanie w wymiarze mentalnym, duchowym i wolnościowym. A gdyby jeszcze taka Unia znormalizowała stosunki z Rosją na zasadzie luźnego, partnerskiego związku (na ten temat wyrażali się tak różni politycy i komentatorzy jak Karaganow, Rifkin, Verheugen, Attali itd.) tworząc wspólną przestrzeń od Lizbony po Kamczatkę taki twór byłby hiper-hegemonem w wymiarze świata.
Tym, którzy przywołają krytykę płynącą zza oceanu wobec kursu jaki przyjął rząd PiS-u wobec sądownictwa, mediów, nie liczenia się z opozycją itd. odpowiem od razu przykładem Hondurasu (na pewno, z racji położenia, równie jak Polska ważny sojusznik i przyjaciel Waszyngtonu). Od kilku lat ten środkowo-amerykański kraj targany jest przez zamieszki i konflikty na tle ograniczeń w demokracji (panuje tam de factodemokratura” zaprowadzona i utrzymywana przy poparciu Waszyngtonu). Znów, po kolejnej farsie wyborów prezydenckich na ulicach Tegucigalpy dochodzi do demonstracji, masowych protestów, a wojsko strzela do ludzi. I co – i nic…….. Sekretariat Stanu ubolewa nad śmiercią ludzi protestujących na ulicach stolicy Hondurasu lecz mimo, iż taka sytuacja powtarza się regularnie po każdych wyborach nie odcina się od takiej formy sprawowania władzy przez swoich sojuszników.
Trzeba sobie zdać sprawę, że jakość stosunków polsko-amerykańskich zależy tylko od interesu jednej ze stron. Prawienie o jakiejś przyjaźni (w tym historycznej) między krajem nad Wisłą, a USA jest tylko mitologiczną mrzonką” (Ludwik Stomma). Jakich wiele w szafie polskiego imaginarium.
A że w jakimś wycinku geopolityki, którą uprawiają światowi gracze, interesy rządzącej ekipy PiS-u mogą być kompatybilne z zamierzeniami tak Waszyngtonu jak i Moskwy to nic nie szkodzi. Wystarczy zdjąć „różowe okulary” wańkowiczowskiego „chciejstwa” i przestać komentować tę dziedzinę ludzkiej działalności z perspektywy ropucha z bajki Braci Grimm („ropuch ma zawsze ropuszą wizję piękna”). Wizję piękna i taką też perspektywę patrzenia na świat.



poprzedni komentarze