Wyrzut sumienia lewicy
2011-11-30 20:39:02
Podejmę dziś kwestię lewicy parlamentarnej. Nie będę dywagował nad wyższością Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy Ruchu Palikota, ale raczej nad samym podejściem radykalnej lewicy do problemu tożsamości ideowej ludzi zasiadających pod szyldami partii popularnie nazywanych lewicowymi.

Zrezygnowałem z wiary, że demokracja parlamentarna i europejskie socjaldemokracje mają jakiekolwiek szanse zmiany rzeczywistości. Ale dołożę wszelkich starań, żeby w Polsce dostały tę szansę. Bo SLD będzie ją miało dopiero kiedy wykształci kadry ideologicznie rozumiejące swoje miejsce po lewej stronie sceny politycznej, a także wiedzące, że wymaga to pewnego sposobu zachowań. Czy to hipokryzja? Nie to po prostu element podjęcia walki politycznej z liberalizmem na polu, na którym socjalizm przegrał z kretesem.

Radykalna lewica może krytykować lewicę parlamentarną, tylko po co? Jaki jest sens kopania leżącego i udowadniania wyższości nad wolnorynkowcami. Brak niezależnych środków przekazu ogranicza przecież socjalistyczne argumenty, kompletnie niesłyszalne po drugiej stronie, a zwiększające tylko poziom frustracji i niechęci kierowane w stronę sejmu. Przecież jest w SLD pokaźna grupa osób myślących, którzy gubią się w swoich poglądach otoczeni przez wszechobecnych nosicieli krawatów. W Pcimiu Dolnym mają się zapisać do organizacji socjalistycznej? Przecież tam jest tylko SLD. Dopóki socjalizm nie będzie w stanie podnieść rękawicy na poziomie organizacyjnym nie powinien popadać w krytykanctwo. Łatwiej przekonać do swoich racji socjaldemokratę niż socjalliberała, czy liberała.

Nie szczędzę SLD krytyki pod względem programowym, czy też podejścia części członków do uprawiania polityki. Jednak mam głębokie poczucie, że tylko ta partia jest w stanie obecnie reprezentować poglądy wahające się od umiarkowanej socjaldemokracji do centrolewicy. Niekoniecznie moje poglądy, ale niezaprzeczalnie potrzebne. A socjaldemokracja to niezbędne dla lewicy narzędzie. Nikt nie łapie za karabiny, a zanim "oburzeni" na dobre dotrą do Polski, to w Hiszpanii już będą startowali w wyborach z "kapitalizmem z ludzką twarzą" na sloganach. Burżuazyjna demokracja parlamentarna rozbija wszystkie podrygi radykalnej lewicy, a my się dziwimy, chociaż nawet nie umieliśmy postawić pierwszej barykady jaką byłaby zdrowa partia socjaldemokratyczna.

Sztuczny Napieralski i jego robot dance na spotach z emerytkami jest dla mnie o wiele bardziej wiarygodny niż Janusz Palikot. Nie mogę wyzbyć się wrażenia klasowej odmienności. W Napieralskim widzę kogoś, kto ewidentnie nie pasuje do elitarnego środowiska burżuazyjnej demokracji parlamentarnej. Owszem, chce tam być, ma poglądy, które go tam umiejscowiły, ale właśnie tą nienaturalnością budzi moje zaufanie na elementarnym poziomie. A przynajmniej jest to jakiś argument za jego przewagą nad Januszem Palikotem. Sojusz pełen jest takich Napieralskich. Kształtujących się pod pilnym okiem kacyków z powiatowych kółek PZPR. Pozbawionych alternatyw, zbyt trzeźwo patrzących na świat, by uwierzyć w szczytne idee zmiany systemu gospodarczego czy politycznego. I nie ma obok nich socjalistów roztaczających wizję równości i egalitaryzmu. Ze strony lewicy pozaparlamentarnej są tylko gwizdy, plucie i obciążanie za winy paru dziadów z PZPR. Jest wielkie wieszczenie, że po rozpadzie Sojuszu Lewicy Demokratycznej nastąpi era światłości, pojedna pragmatyków i ideowców pod szyldem nieskompromitowanej lewicy.

Jestem w tym przypadku większym pesymistą. Przyjdzie burżuj i kupi lewicę za 400 tysięcy złotych. Jego neoliberalni poplecznicy ograniczą socjalistów jeszcze bardziej niż tych paru dziadków z PRL. A my usiądziemy i podebatujemy jak to będzie dobrze, gdy ta nowa partia się rozpadnie.

Nie. Nie nawołuje do masowego zapisywania się do SLD. Apeluję raczej o chęć podjęcia jakiejkolwiek wymiany intelektualnej z tym środowiskiem, która będzie się odbywała z dużą dozą cierpliwości i dobrej woli.

Jeśli chodzi o SLD to jakąkolwiek szansę widzę w kolektywnym rozwiązaniu problemu słabego przywództwa. Rozwój technologiczny pozwala na internetowe głosowania w sprawach nawet wyższej wagi, pozwala na instruowanie posłów i ograniczenia ich roli do wyraziciela myśli kolektywu. Przyjmowanie stanowisk i wyznaczenie celów działalności można rozwiązać na takim poziomie. Jedynie w ten sposób będzie możliwa jakakolwiek rywalizacja z partiami wodzowskimi. Ale żeby taki pomysł miał szansę powodzenia (nawet nie przyjmuję na razie możliwości wprowadzenia w życie) to jest niezbędna wspomniana wymiana intelektualna ze środowiskiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Należy tą pierwszą barykadę w końcu postawić.



poprzedninastępny komentarze