Komentarze czytelników portalu lewica.pl Komentarze czytelników portalu lewica.pl

Przejdź do menu

Komentowany tekst

Przedszkole a sprawa polska

Komentarze

Dodaj komentarz

Bardzo udany opis

rosochatego i mającego wiele końców kija (szczerze!).
Jednak (by nie było tak słodko) dziwi negatywne podejście do bicia przez wychowawczynie, gdy już bijące siostry zakonne w późniejszym okresie życia były co najwyżej rozczulające...

Sprawy przedszkoli nie da się rozpatrywać w oderwaniu od patriarchatu. W nim to kobiece zawody są nisko płatne, a wszystko związane z opieką jest kobiecym zawodem. Jak zapewne wiesz, w Szwecji zawód przedszkolanki i przedszkolanka jest nieźle wynagradzany i wymaga się do niego najlepszych preferencji: innymi słowy, w przedszkolach pracują najlepsi absolwenci i absolwentki pedagogiki. To chyba bardziej realistyczny kierunek niż ubolewać nad jakością przedszkoli i gdy się może nie wysyłać do nich dzieci, bo to jest rodzaj elitaryzmu. Oczywiście dzieci bywają dzięki temu szczęśliwsze (i słabiej zintegrowane), ale co stąd wynika? Kapitalizm nie kapitalizm, rodzice muszą pracować i tyle.
Zaś co do tego że idzie to wszystko w tę samą strone co ze służbą zdrowia - owszem, niestety. Nawet kapelani i tu i tu..

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-22 21:19:58, suma postów tego autora: 214

Kasia,

każdy kto bije dzieci jest równie odrażający, niezależnie czy wychowawczyni czy zakonnica czy Marek Jurek.

autor: Getzz, data nadania: 2008-10-23 11:46:18, suma postów tego autora: 3554

Kasiu,

nie wiedziałam, że Cię ta siostra rozczuliła:)Mnie nie.

Faktem jest, że mam do niej stosunkowo większy sentyment, niż do pań w przedszkolu. Na bezrybiu i rak ryba. W zasadzie poza waleniem po łapach nie było się w jej przypadku czego czepiać. Jakby było, to bym może zasilała szeregi antyklerykałów, bo zdaje się, że sporo ateistów ma jako jedną z ważniejszych motywacji "bo ksiądz był głupi i ciągnął za uszy".

Tak się tylko zastanawiam - jak w tym kontekście patrzysz na wyciąganie wniosków o instytucji na podstawie indywidualnych doświadczeń, bo zdaje się, że o tym rozmawiałyśmy przy jednym z Twoich wpisów?

Miło mi, że mnie tak chwalisz (w końcu zacytowałam jakąś feministkę i socjalistkę w dodatku, co prawda mówiącą to samo, co ABCD, ale zawsze...)

"Kapitalizm nie kapitalizm, rodzice muszą pracować i tyle" - hmm... czyżbyś pracy w domu nie uważała za pracę?

"Oczywiście dzieci bywają dzięki temu szczęśliwsze (i słabiej zintegrowane), ale co stąd wynika?"

No, widzisz, zasadniczo celem wychowania,jednym z najważniejszych, wydaje mi się to, żeby dzieci były szczęśliwe. Homeschooling na niższych etapach kształcenia osobiście bardzo mi się podoba, choć - w przeciwieństwie do Ellen Key - nie uważam go za propozycję dla każdego. Ale kto powiedział, że wszyscy mają robić tak samo?

Co do integracji - dość istotne jest pytanie Z KIM i W JAKI SPOSÓB mają być zintegrowane, o czym Ellen Key deczko pisze i ja też... Inna sprawa, że na bycie outsiderką i niechęć do wielu form integracji przedszkole mi nie pomogło, a wręcz przeciwnie...

Co do patriarchatu - bo ja wiem? Ja się nie znam na patriarchacie... Mnie się wydaje, że to na skutek rozwalania patriarchatu istnieją przedszkola... Kojarzy mi się np. niezwykle doniosła ewolucyjna rola babci, która w jaskini pomagała matce niańczyć potomstwo...

Getzz, zgadzam się, no ale pomyśl: dostajesz czterdzieści maluchów pod opiekę...

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-23 15:33:31, suma postów tego autora: 626

Poza szczęściem dzieci istnieją

inne sprawy. Na przykład szczęście rodziców. To byłoby cudowne móc się zajmować dzieckiem, ale już nie w sytuacji, kiedy pieniądze, które wydaję na zakupy, nie byłyby własne, tylko od taty (jeśli jest, czasem tato odpływa w siną dal). Inną wartością porównywalną ze szczęściem dziecka jest to,zeby nie było ono egoistą. Poświęcenie mamy dziecku czymś takim może się skończyć.

Co do babć, są wspaniałe, bez nich o wiele trudniej dać sobie radę z malutkim dzieckiem. A czy zastanawiałaś się, dlaczego tych rzeczy co babcie nie mogą robić dziadkowie (podpowiedź - to patriarchat). A wiesz, że w Holandii babcie i dziadkowie dostają niewielkie bo niewielkie, ale zawsze pieniądze za pomoc przy wychowaniu dzieci? Nie sądzę by to demoralizowało, raczej wynagradza za realną pracę. A przedszkola i tak nie upadają...

Następna sprawa - opiekunki. Ich praca w domu to zarobkowa praca kobiet. Znasz ich zarobki i warunki pracy? Są to bardzo często emigrantki. Praca kobiet, wdzięczna czy niewdzięczna (cudze dzieci z wyższej klasy społecznej nie tak fajnie niańczyć) jest tania albo bezpłatna.

Szczęście dzieci... Na pewno nie prowadzi do niego uszczęśliwianie na siłę mam np. przez utrudnianie im powrotu do pracy czy oferowanie niższych pensji. Takie postulaty też się pojawiały pod moim komentarzem. Mnie się jednak wydaje, że od ich autorów różnisz się tym, że interesujesz się omawianą problematyką, a nie tylko własnym zapiekłym resentymentem.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-23 20:59:53, suma postów tego autora: 214

no i oczywiście z tym szczęściem

to sama palnęłam bez zastanowienia, uogólniając doświadczenia warstwy społecznej, do której należalam jako dziecko (choć poszłam do przedszkola - traumy tam nie było, choć jestem w wieku przytaczanej koleżanki). Bo większość dzieci bez przedszkoli nie jest szczęśliwszych niż dzieci do nich chodzące. Wyjątkiem są dzieci z inteligentnymi mamami bez obsesji i tatusiami zarabiającymi na tyle, by z ich jednej pensji można było utrzymać rodzinę. Oboje bezrobotni rodzice to żadne szczęście, także zamożne, strzeżone osiedle z obsesyjną i niepracującą zawodowo super matką, gadżetami, zajęciami kształcącymi geniusza (nie zaś przedszkolny "plebs") to już nie są fajne. A jak wspomniałam ten w miarę dużo zarabiający tata to też za wygodny nie jest mimo wszystko. Po pierwsze, uczestniczy w tak tu znienawidzonym wyścigu szczurów (od którego wszyscy chcą uwolnić matki utrudniając im powrót do pracy zarobkowej), po drugie, kobieta jest od niego uzależniona, co rodzi frustrację, poczucie niższej wartości itp. Praca zarobkowa to jest rzecz normalna, nie jakiś demon i też nie jakieś specjalne błogosławieństwo. Ot dorośli ludzie pracują poza domem. W domu też pracują - i powinni na równi. To chyba najlepszy wzorzec dla dziecka, nie sądzę by je czynił nieszczęśliwym lub neurotycznym.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-24 12:56:28, suma postów tego autora: 214

Kasia,

Oczywiście, fajnie byłoby, gdyby mama/tata zajmujący się domem mieli z tego pieniądze. Ale przede wszystkim fajnie dlatego, że mieliby z czego żyć. Natomiast co do pieniążków taty - małżeństwa mają wspólnotę majątkową. Tak mnie w każdym razie wychowano - że mamy i taty pieniążki są wspólne:)

Pewnie, oprócz szczęścia dzieci istnieje też szczęście rodziców. Rzecz jasna, że kobiety powinny zarabiać tyle samo, co mężczyźni przy tych samych zarobkach i nie należy ich zamykać siłą w chałupie. Natomast uszczęśliwianie na siłę dzieci i rodziców przez wprowadzanie coraz wcześniejszego obowiązku przedszkolnego/szkolnego tudzież utrzymywanie, że przedszkole jest cudowną instytucją dla wszystkich dzieci i wszystkie dzieci na takowym korzystają, kwestia jakości tego przedszkola przy tym pozostaje sprawą wtórną, a niski poziom uprzedszkolnienia to tragedia i zacofanie, budzi mój zdecydowany sprzeciw. Zresztą niektóre inne rozwiązania też.

Znam np. kobietę (Polkę), której mąż zajmował się domem i dzieckiem, podczas kiedy ona pracowała na ich wspólne utrzymanie (oboje z wyższym wykształceniem, ale ona po zdecydowanie bardziej "rynkowym" kierunku), która sobie tę sytuację bardzo chwaliła, i która jednocześnie bardzo się obrusza na rozmaite stereotypy o tym, kto powinien gotować lub sprzątać, a która zdecydowanie przeciwna jest urlopom tacierzyńskim - bo matka karmiąca dziecko piersią traci ten tydzień.

Przeciw dziadkom i tatom jako opiece nic nie mam, mój tato sobie nie najgorzej w tym zakresie radził. Jedną z najlepszych nianiek, jakie pamiętam, był taki jeden stary pan profesor prawa, który się mną dorywczo zajmował. Mówił do mnie tak skomplikowanymi zdaniami, że nic nie rozumiałam i na wszelki wypadek wolałam być grzeczna:)

O cudzych resentymentach nie mnie decydować, zwłaszcza przez internet:)

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-24 12:59:27, suma postów tego autora: 626

ale przedszkola

nigdzie nie są obowiązkowe! Właśnie o to chodzi, że są one jedynie możliwością. Gdyby wszyscy rodzice ją mieli, mogliby też z niej nie korzystać mogąc zapewnić coś lepszego.

Co do wspólnoty majątkowej to wcale nie jest taka prosta sprawa. Bo uzależnienie wytwarza hierarchie, czasem niezwykle mocne. Ekonomia feministyczna podważa też wizję gospodarstwa domowego jako dzielącego dochód po równo, czyli neutralnego. Pewnie słyszałaś o kobietach opłacających przedszkola i opiekunki ze SWOJEJ pensji. Podobnie jest z gosposiami - uważa się (kobiety też uważają), że to obowiązek kobiet, więc wynajęcie płatnej pomocy powinno być z jej a nie jego pieniędzy. A całe uważanie zarobków kobiety za dodatek (no i przystosowywanie do tego ich wysokości...)? Poza tym prosta sprawa psychologiczna. Bardziej komfortowo wydawać zarobione przez siebie niż przez kogoś innego pieniądze - nie wmówisz mi, że to uczucie zaszczepione przez wyścig szczurów! Już nie mówię o tym, jak na tej miłości do grobowej deski i nietroszczeniu się o własne zarobki wychodzą samotne matki.

Natomiast sprawa wcześniejszego chodzenia do szkoły podstawowej to jest zupełnie inna kwestia, na inną dyskusję.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-24 18:02:29, suma postów tego autora: 214

2 grosze

"Poza szczęściem dzieci istnieją inne sprawy. Na przykład szczęście rodziców."
A dla mnie właśnie szczęściem jest szczęście moich dzieci. Wiem, jestem beznadziejnie staroświecki. Teraz w modzie jest "samorealizacja" - nawet kosztem innych. Pamiętam jak w radio jedna z czołowych feministek (nie jestem pewien która, więc nie rzucę nazwiskiem) przekonywała, że matka mając do wyboru kupić buty dzieciom i sobie powinna kupić je sobie, bo... poprawi jej to samopoczucie (nie zmyślam!).
Niestety, te egoistyczno-hedonistyczne postawy przesiąkają też do lewicy. "Stara" lewica opierała się na etosie wspólnoty, solidarności i poświęcenia (nawet pewnego ascetyzmu). Nowa "lewica" jedynie wyjaskrawia hasła liberałów głosząc prymat interesu jednostki.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-10-24 19:24:47, suma postów tego autora: 3102

Obowiązkowe przedszkole

Przedszkole nigdzie nie jest obowiązkowe?
Nie wiem, czy wiesz, ale od kilku lat jest obowiązkowa edukacja sześciolatków w Polsce, w przedszkolu lub szkole. Obowiązkowe przedszkole dla pięciolatków jest również od
Co do wcześniejszego rozpoczynania nauki szkolnej - w sumie rybka, czy czterolatek (jak w Wlk. Brytanii, np.) chodzi do czegoś, co się nazywa "szkołą" czy też do czegoś, co się nazywa przedszkolem.

Co do pieniążków - jasne, tak się zdarza, jak piszesz, ale myślę, że to jest niedostatek myślenia "nasze wspólne" a nie problem "to twoje, a nie moje". Bo idąc tym torem - rodzice nierówno zarabiający też mają przechlapane, i nie mają szans na partnerstwo...

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-25 17:16:56, suma postów tego autora: 626

tylko to nie jest wtedy

przedszkole, tylko szkoła.

Zarabiać mniej a nie zarabiać wcale to jest ogromna różnica. Poza tym są kolejne sprawy: ograniczenie się do domu, zanikanie znajomych, zawężanie się zainteresowań. Oczywiście, że nie zawsze się to zdarza, ale kobiety nie pracujące zawodowo skarżą się na te rzeczy bardzo często. Rozumiem, że Angka Leu przystałby na to z ochotą dla dobra swoich dzieci. Tylko że akurat przypadkiem nie od siebie tego wymaga, ale od kobiet. Tak się poświęcać to każdy umie. No i jeszcze ponarzekać na egoizm feministek, które uważają, że matka ma prawo do butów. Zgroza nie kobiety :)

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-25 19:36:47, suma postów tego autora: 214

Sympatyczna Kasiu,

nie zwykłem spowiadać się ze swego życia prywatnego więc nie będę tu opisywał jak wiele zmian w moje życie wprowadziły dzieci. Powiem może tylko tyle, że narodziny pierwszego dziecka zaskutkowały w moim przypadku wywaleniem ze studiów doktoranckich i koniecznością zaczynania wszystkiego od nowa.
Wiesz, jest taka zasada: jak się na czymś nie zna - np. na dzieciach, na rodzinie, na miłości - to się nie wypowiada.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-10-25 21:02:14, suma postów tego autora: 3102

Angka Leu

Z którego to uniwersytetu wyrzucają mężczyzn za posiadanie dzieci? Spotkałam się raczej z kwestią tracenia pracy przez kobiety rodzące dziecko; to duży procent, znaczący problem społeczny. Przykro jeśli dotyka też mężczyzn - z twojego wpisu jednak wynika, że powinni się cieszyć z takich ułatwień w miłości.

Albo opowiedz o tym na czym się znasz. A więc dlaczego u matki stare buty plus brak pensji = wspaniała recepta na miłość. Albo inaczej: dlaczego kobieta w nowych butach i z pensją jest wg ciebie egoistką nieumiejąca kochać dziecka? Bo ja widzisz mam takie doświadczenie, że wygodne buty (tak jak własny czas i kontynuowanie zainteresowań po porodzie) w miłości do dziecka nie przeszkadzają. A w ciąży to są wręcz niezbędne - jako ekspert powinieneś wiedzieć :)

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-25 23:39:09, suma postów tego autora: 214

He he,

Kasiu, to twoje dzieci są szczęśliwe nawet bez butów? Ważne, że mama ma? Nieźle je wytresowałaś. Powinnaś prowadzić kącik porad dla feministek, które mają nieszczeście mieć dziecko. ;)
A co do wyrzucania ze studiów: pewnie o tym nie wiesz, ale opieka nad dziećmi wiąże się z licznymi dodatkowymi obowiązkami, które utrudniają pracę, kształcenie się etc.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-10-26 17:34:39, suma postów tego autora: 3102

Najlepsze

w tym wszystkim jest to, że nawet nie próbujesz polemizować z moją tezą, że ideologią nowej "lewicy" jest wulgarny egoizm :). Uznajesz za naturalne, że matka w pierwszej kolejności dba o buty dla siebie a nie dla dzieci.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-10-26 17:35:40, suma postów tego autora: 3102

Taki

mały przykład nowoczesnej matki stawiającej na pierwszym miejscu swoją samorealizację http://www.se.pl/wydarzenia/swiat/matka-jada-swojego-syna_57806.html
(choć to chyba niemożliwe - przecież zostało przez feministki naukowo udowodnione, że kobiety są niezdolne do czynienia zła).
EOT

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-10-26 17:37:01, suma postów tego autora: 3102

Kasia,

Obowiązkowe przedszkole (wedle niektórych zapowiedzi od przyszłego roku) dla pięciolatków w Polsce to szkoła? Obowiązkowa zerówka (edukacja przedszkolna) w przedszkolu lub szkole to szkoła? Wedle jakiej zasady?

Pomijając parę innych krajów w Europie, gdzie owe przedszkole (nie szkoła) jest obowiązkowe... Nie podpowiem Ci, jakich, to Ty jesteś pedagogiem. Ale w wyszukiwarce powinny być.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-26 22:39:04, suma postów tego autora: 626

Właśnie

zauważyłam, że mi urwało wczorajszy wpis. Tam, gdzie jest "obowiązkowe przedszkole dla pięciolatków jest również od" ma być dokończenie "kilku lat zapowiadane w Polsce".

A wracając do tematu.
W sumie nie znam nikogo, kto by mieszkał na jakimś strzeżonym osiedlu, więc nie będę się wypowiadać o namalowanej przez Ciebie wizji. Ale myślę, że zważywszy na bardzo niewielką liczbę osób na takowych osiedlach mieszkających, wydaje mi się to stosunkowo marginalną sytuacją.
Reszta potem bo muszę kończyć.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-26 22:53:57, suma postów tego autora: 626

Tak tylko ogólnie

"Zarabiać mniej a nie zarabiać wcale to jest ogromna różnica."

A znasz takie pojęcie "zarabiać na waciki"?

"Poza tym są kolejne sprawy: ograniczenie się do domu, zanikanie znajomych, zawężanie się zainteresowań."

Na to akurat pensja dla osoby pracującej w domu nie pomaga, poza możliwością zwiększenia udziału w kulturze. Mniej więcej takie same niebezpieczeństwo łączy się z pracoholizmem. Poza tym pytanie, czy to "zawężanie" nie jest tym samym, co wąska specjalizacja u pracoholika albo człowieka harującego po kilkanaście godzin dziennie, żeby pospłacać kredyty, a dzieci widzącego tylko, kiedy śpią...

Nie wiem zresztą, czy wiesz, ale organizacje pozarządowe w dwudziestoleciu międzywojennym przechodziły ostry kryzys z racji coraz mniejszej liczby kobiet niepracujących zawodowo, których działalność była podstawą bytu tych organizacji.

Zresztą dosyć ciekawie o problemie z brakiem wspólnych zadań i interesów łączących całą rodzinę (bo zanikają zadania wynikające współdziałania obojga małżonków, albo i małżonków, i dzieci, np. prowadzenie gospodarstwa rolnego albo choćby wielkie pranie czy zakupy) pisała Grażyna Czetweryńska (w sumie nie wiem, czy feministka, czy nie).

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-27 15:06:03, suma postów tego autora: 626

o ile wiem

z super mamami to się powoli robi duży problem - o wiele większy niż z rzekomym zaniedbywaniem dzieci z powodu "egoizmu", o którym z takim znawstwem pisze Angka Leu, zwolennik chodzenia matek i przyszłych matek w niewygodnych butach aby nie pomyślały sobie, że są czymkolwiek więcej niż dodatkiem do dziecka.

Natomiast oczywiście że większym problemem są warunki życia dzieci z rodzin znacznie uboższych, gdzie występują inne problemy, w tym, z braku pieniędzy, całkowite ograbienie matki z własnego czasu, zainteresowań itd. Wychwalać tę sytuację można tylko ze stanowiska cyniczno-patriarchalnego, podobnego, z jakiego występowali krytycy Anety Krawczyk, którzy "na jej miejscu" utrzymywaliby trójkę dzieci "godnie" z pracy sprzątaczki, lecz sami nigdy pieluszki nie zmienili i w ogóle nie zdają sobie sprawy z wydatków związanych z dziećmi (to ci "spece" pisali, że posiadanie dzieci jest sprzeciwem wobec rynku, bu cha cha - jeden pampers kosztuje prawie złotówkę!).

Natomiast obowiązkowa szkoła od 6 roku życia jakoś mnie nie przeraża. Wszystko zależy jak to będzie rozwiązane.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-27 15:09:44, suma postów tego autora: 214

nie znam pojęcia

"zarabiać na waciki" :). Ale domyślam się co znaczy.

To że pracoholizm zawęża, nie znaczy, że można komuś blokować dostęp do pracy. Tak samo to że niepracujące zawodowo kobiety robiły i robią wiele dobrego nie stanowi argumentu za przymuszaniem kobiet do tej sytuacji.

O pensji za pracę w domu nie pisałam - chociaż emerytura po takiej pracy jest jak najlepszym pomysłem. Natomiast jestem wielką fanką urlopów dla mężczyzn, w ogóle dzielenia się obowiązkami przy dziecku w miarę równo - no i oczywiście odciążania rodziców jak się da. Nie wiem czy już o tym pisałam, ale wciąż nie mogę wyjść z szoku, że ojciec dostaje tylko dwa dni urlopu z powodu urodzenia się własnego dziecka. To chyba właśnie z tej specyficznej, gdyż mocno antymęskiej, formy patriarchatu, wynika pracoholizm. Wszak wiadomo że częściej dotyka mężczyzn a bardzo często - mężczyzn z dziećmi, którzy uważają, że tylko w ten sposób mogą o dziecko dbać i okazywać miłość.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-10-27 15:39:07, suma postów tego autora: 214

Ojoj,

Strasznie dużo rzeczy na raz.

"Natomiast obowiązkowa szkoła od 6 roku życia jakoś mnie nie przeraża."

Ekhem. Ja nie oczekuję, że będzie Cię przerażać lub zachwycać, zdania są podzielone, jest wiele argumentów za i przeciw, przedstawiam natomiast swoją opinię i, dość pobieżnie, znane sobie argumenty.

Zdaję sobie sprawę, oczywiście, że problematyka obowiązku przedszkolnego i szkolnego może Cię specjalnie nie ciekawić, i zbyt częste wygłaszanie na ten temat przez Ciebie kategorycznych stwierdzeń opatrzonych wielkimi kwantyfikatorami byłoby niepotrzebne i obarczone pewnym ryzykiem.

"Wszystko zależy jak to będzie rozwiązane."

A co proponujesz? Tzn. jakie rozwiązania?

"z super mamami to się powoli robi duży problem - o wiele większy niż z rzekomym zaniedbywaniem dzieci z powodu "egoizmu""

Skąd teza, że "super mama" nie posyła dziecka do przedszkola? To raz.
Zaniedbywanie dzieci (niezależnie od przyczyny) uważam za ZNACZNIE szerszy i znacznie dotkliwszy problem społeczny. To dwa.

"Wychwalać tę sytuację można tylko ze stanowiska cyniczno-patriarchalnego,"

Którą sytuację, bo już się pogubiłam?

"(to ci "spece" pisali, że posiadanie dzieci jest sprzeciwem wobec rynku,"

http://pl.wikipedia.org/wiki/DINKY
nie zostało chyba wymyślone propagandowo przez cyniczno-konserwatywnych patriarchów, tylko przez rzutkich menedżerów w ściśle użytkowych celach?

"bu cha cha - jeden pampers kosztuje prawie złotówkę!)."

Możesz się zdziwić, ale nawet osoby przyzwoicie sytuowane, jak na polskie warunki, na pampersach oszczędzają, bynajmniej nie ze względów ekologicznych, i zakładają tylko na wyjątkowe okazje. I tu pytanie za sto punktów: kto będzie statystycznie częściej używał tetrowych pieluch, a kto pampersów: rodzina z jednym dzieckiem, czy rodzina z trójką?

Natomiast oczywiście, że na wszystkim się da zarobić - i na dzieciach, i na singlach. I na chęci robienia kariery, i na chęci buntu. Ale na jednym bardziej, a na drugim mniej.

Z tym, że bardziej się opłaca zarabiać na sprzedawaniu elektroniki, niż na sprzedawaniu, powiedzmy, kartofli. I pytanie za kolejne sto punktów: kto kupuje więcej elektroniki: bezdzietna para czy rodzina wielodzietna?

"To że pracoholizm zawęża, nie znaczy, że można komuś blokować dostęp do pracy."

Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, wcale nie proponuję blokowania dostępu, lecz wypowiedziałam się przeciw owemu blokowaniu. Czytaj uważnie, bo łatwo się pogubić.

Napisałam o tym, że pracoholizm niesie podobne zagrożenia, jak u niektórych osób praca w domu, w odpowiedzi na Twój argument (jak rozumiem, przeciw owej pracy w domu). Bo i osoba pracująca zawodowo, i pracująca w domu, jest narażona na skrzywienia z tym związane.

"Tak samo to że niepracujące zawodowo kobiety robiły i robią wiele dobrego nie stanowi argumentu za przymuszaniem kobiet do tej sytuacji."

A któż tu proponuje przymuszanie?
Moja wypowiedź się odnosiła do tego fragmentu o ograniczaniu zainteresowań i znajomości (nie neguję, problem istnieje, ale nie musi istnieć zawsze i wszędzie).

PS 1. A jak już ustalacie z Angka Leu wspólny budżet rodzinny, to pamiętajcie, że (jak napisała Musierowicz) kłótnie o pieniądze zabijają prawdziwą miłość.

PS 2. Właśnie przejrzałam pobieżnie swoje poprzednie posty i zauważyłam sporo błędów językowych i literówek. Sorki, ale nie chce mi się robić szczegółowej erraty.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-10-28 15:37:13, suma postów tego autora: 626

uwaga, odpowiadam!

ale krótko, bo padam ze zmęczenia.
Używanie pieluszek tetrowych kiedy można innych to dla mnie pracoholizm właśnie.
Zaś co do Twoich błędów i literówek - oby więcej tak eleganckich dyskutantów.

autor: Kasia Szumlewicz, data nadania: 2008-11-03 18:16:53, suma postów tego autora: 214

Muszę

powiedzieć to pewnemu spokrewnionemu ojcu dwójki bezpampersowych maluchów, z czego jeden już z pieluszek wyrósł:)
A są i tacy, co w ogóle nie używają żadnych pieluszek:
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=61482

Pomijając (bardzo mi bliskie) względy ekologiczne, wielu ludzi zwyczajnie nie stać na pampersy. Ot i tyle.
Dziękuję za komplement:)

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-11-04 16:55:44, suma postów tego autora: 626

...

pozwole sobie wtrącić swoje 3 grosze do dyskusji moich ulubionych autrek lewica pl.
Mam wrażanie, że przerzcacie sie stereotypami. Az sie by sie chcialo napisac, że "prawda lezy po srodku" ;)
Ale poważnie jakos nie odnajduje się kompletnie w obrębie tych stereotypów. I nie wiem czy moje doswiadczenie jest tak nesamowicie nietypowe, czy ten podzial rol w dyskusji -partiarchat -feminizm jest jednak czymś sztucznym. I w zwiazku z tym ta walka z patriarchatem wszechobecnym nie jest niejako tworzeniem bytu z niczego I paradoksalnie jest przeciw skuteczna, bo tym sterortypom nadaje forme istniejacego juz status quo. Nawet tam gdzie rzeczywistosc jest inna.

Ale wracjac do sterotypow i mojego przykladu. Kiedy bylam dzieckiem moja rodzine utrzymywała przez wiele lat matka. Nie wynikalo to z zadnych decyzji swiatopogladowych, tylko z rzeczywistosci potransformacyjnej. Pracowala bo miala prace -popadajac tym samym w pracocholizm (bo musila miec kilka prac, żeby ja utrzymac). Nigdy w dziecinstwie nie przyszlo mi do glowy, że jest w tym cos nietypowego. Dopiero dyskurs patriarchalny "za" i "przeciw" mi to podopwiada.

Przedszkola nie wspominam najlepiej, choc w porownaniu z dosw. Frontu moje to była sielanka. Dlatego swoja corke chcialam posłać jak najpozniej sie da. W zwiazku z tym korzystalam z pomocy dziadka (mojego taty), moja corka była z nim bardzo zżyta, a ja miałam komfort, że dziadek swienie sie nia zajmie, a dziecko jest szczesliwe i bezpieczne. Takich dziadkow z wnuczkami spotyka sie na placach zabaw wielu. Nie istnieja jedynie w przestrzeniu pojec. Nie wiem w zwiazku z tym czy nie lepiej mowic - tak jest i nic w tym dziwnego, niż dyskutowac z pojeciami potriarchalnymi tak jakby dokładnie odpowiadały rzeczywistosci.

Odnośnie zaś samego przedszkola wszyscy (a przynajmnie znakomita wiekszosc) slyszac o tym, że moje np. 5 letnie dziecko nie chodzi do przedszkola traktowali mnie jako matke wybitnie nieodpowiedzilana, ciemna i wyrodna, ktora o przyszlosc i rozwoj dziecka kompletnie nie dba. Ponieważ to 5 wowczas dziecko nie umiało czytać, pisac oraz ani w zab angielskiego (i tzw. "wierszyków" - Bog raczy wiedziec komu do czego potrzebnych) tym bardziej podkreslano, że brak przedszkola spowoduje w jego rozwoju niepowetowane straty, przywolujac podobne arumenty, jak te, ktore cytuje Front w swoim tekscie. Najpiekniejszy z nich był taki, że ludzie ktorzy w dziecinstwie nie chodzili do przedszkola czesciej sie rozwodza :). Chociaz zawsze pochebiałam sobie, że jestem osobą odporna na rozne takie presje, łapałam sie wielokrotnie na tym, że z nieposyłania dziecka do przedszkola gesto sie tłumaczę.
Owszem zdaje sobie sprawe, że nie każdy dysponuje taka mozliwoscia jak ja dysponowałam i uwazam, że dlatego konieczna jest powszechna dostepnosc placowke opiekunczych, ale faktem jest rownież, że presja "edukacji" przedszkolnej istnieje. I faktycznie jest czyms w rodzaju wstepu do wyscigu szczurow. Z takie podejscie uwazam za niesluszne. Czyli w skrocie - przedszkole to ani cudowna niezbedna instytucja, tylko raczej koniecznosc. Ale tez i nie dramat.

ps.Odnosnie liczy literowek to i tak nikt mnie nie pobije ;P

autor: yona, data nadania: 2008-11-15 19:00:45, suma postów tego autora: 1516

Yona,

Dopiero teraz zajrzałam do tych komentarzy. Nie będę szczegółowo opisywać osobistej sytuacji rodzinnej, natomiast z całą pewnością nie wywodzę się z rodziny z wysoce patriarchalnym podziałem ról, wysokością zarobków itd. W związku z tym nie idealizuję bynajmniej żadnej sytuacji: ani pracy obojga rodziców ani tylko jednego, równego lub nierównego podziału obowiązków domowych, dobroczynnej roli przedszkola itd.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-12-27 21:52:45, suma postów tego autora: 626

Dodaj komentarz