Komentarze czytelników portalu lewica.pl Komentarze czytelników portalu lewica.pl

Przejdź do menu

Komentowany tekst

David Graeber: Czas na rewoltę klas opiekuńczych?

Komentarze czytelników

Dodaj komentarz

Jak mawiał Mao:" władza bierze się z lufy karabinu", a rację ma ten, kto tę władzę sprawuje.

Widać to i u nas - staje przed kamerami pan premier i ogłasza, że pandemia już właściwie minęła i nie ma się czego bać.
I czy ponosi skutki tego kłamstwa? - skądże, bo kto władzy zabroni? Wszak to ona trzyma ten karabin.

autor: tarak, data nadania: 2020-09-04 22:48:25, suma postów tego autora: 2872

.

sprawy poruszane przez graebera są dla dzisiejszego świata fundamentalne.

autor: motyl, data nadania: 2020-09-05 14:31:15, suma postów tego autora: 1926

meandry zajęć kobiecych - od służby domowej do papierkowej

"Jeśli porównasz dane liczbowe z 1930 i 2000 roku, to stwierdzisz jak ogromne było znaczenie służby domowej. Jej liczba drastycznie spadła. Po trzecie przekonasz się, że tym, co wzrosło nie jest praca w usługach per se, ale praca w „usługach, administracji i urzędach”, która poszybowała w górę z jednej czwartej ogółu prac w latach 30. do jakichś trzech czwartych obecnie. Jak wyjaśnisz eksplozję liczebną menedżerów średniego szczebla i urzędników od „papierkowej roboty” ...."

Odpowiedź jest prosta: przed II wojną jednym z najczęstszych zajęć kobiet była służba domowa, obecnie nawet 70% urzędników od papierkowej roboty, pracowników biurowych to również kobiety. Mężczyźni dominują głównie tam, gdzie potrzebna jest praca fizyczna - przede wszystkim wśród tzw. "fizoli" lub jako nadzorcy - właściciele firm, politycy, wojskowi, policjanci, ochroniarze

autor: tomasz_rysz, data nadania: 2020-09-05 21:41:31, suma postów tego autora: 1389

Źle o zmarłych nie powinno się mówić, ale to co opublikował nie trafia w sedno sprawy

Wiadomo, że wolny rynek może funkcjonować jedynie wtedy, gdy stoi za nim pancerna pięść.
I to ta pięść decyduje o tym co jest dobre dla społeczeństwa a nie jakiś tam jajogłowy. I dlatego nie ma o czym mówić tak długo, jak długo wyborcy będą wybierali prawicowych polityków na dyrektora wykonawczego państwem.
A prawica trzyma swe żony i kochanki w kuchni i to się nie zmieni, bo na służbę stać jedynie nikły procent najbogatszych.

I jeszcze o tej "gównianej pracy" - ktoś przecież musi głosować na prawicę a nie ma lepszych wyborców prawicowych niż zadowolone z rządu nieroby

autor: tarak, data nadania: 2020-09-06 00:15:35, suma postów tego autora: 2872

@ tarak

> "gównianej pracy" - ktoś przecież musi głosować na prawicę a nie ma lepszych wyborców prawicowych niż zadowolone z rządu nieroby.

Skąd założenie, że jej wykonawcy są: 1. zadowoleni, 2.prawicowi, 3.nierobami?

autor: V.C., data nadania: 2020-09-06 08:38:27, suma postów tego autora: 992

...

Rozrost biurokracji jest spowodowany m.in. rozbudową systemu prawnego, przyjmowaniem coraz to nowych aktów prawnych regulujących różne dziedziny życia i gospodarki, które zwłaszcza organa władzy państwowej muszą wykonywać. I ktoś to fizycznie musi robić. Jeśli przyjmuje się np. w Polsce ustawę o VAT na ok. 300 stron, drobiazgowo regulującą rozmaite rodzaje transakcji handlowych, to później do jej wykonywania i rozliczania prawidłowości (pod względem podatkowym) tych transakcji są potrzebni zarówno urzędnicy w sektorze państwowym, jak i księgowi w sektorze prywatnym. Tych czasami wręcz - względem ogromu obowiązków wynikających z przepisów prawa - brakuje... Tak więc regulacja gospodarki wolnorynkowej (ale także innych sfer życia) wymaga nakładów pracy. Likwidacja całej "nadbudowy" (a więc również instytucji publicznych) wobec "bazy" stosunków gospodarczych była postulatem ortodoksyjnie marksistowskim, takie wizje kreślono w marksistowskiej eschatologii "społeczeństwa bezklasowego" (i bezpaństwowego), jako ostatniego stadium rzekomego rozwoju społeczno-gospodarczego. Jednak nigdy się to nie sprawdziło. Można dyskutować na ile rozbudowane ma być prawo oraz obsługująca go administracja, ale nie było jeszcze na świecie społeczeństw bez administracji. Można się zgodzić z autorem, że zdarzają się rodzaje czy stanowiska pracy w nikłym stopniu użyteczne społecznie, jednak szermowanie pojęciem "gównianej pracy" to przesada. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że praca autora - akademika - też jest (czy raczej - była) w pewnym stopniu "gówniana", tylko coś tam pisze, gada itd. A może jednak nie?

autor: wloczykijas, data nadania: 2020-09-06 10:39:38, suma postów tego autora: 405

...

No chyba że w społeczeństwach pierwotnych nie było administracji, ale jakieś jej (oraz władzy) zalążki występowały. :'

autor: wloczykijas, data nadania: 2020-09-06 11:19:48, suma postów tego autora: 405

70% pracy ("pracy") biurowo-papierowej to kobiety (tr).

tak, to jest jakiś problem, w każdym razie jakieś zagadnienie, choć wątpię, by lewica była właściwym miejscem na ewentualne rozpatrywanie tego.

walcem lewicowego antyfeminizmu.

autor: motyl, data nadania: 2020-09-06 12:36:05, suma postów tego autora: 1926

panie V.C.

Jak napisałem w tytule, nie identyfikuję się z poglądami Davida Greabera wyrażonymi w omawianymi zakresie w tym artykule. A to dlatego, że nie uważam żeby we współczesnej gospodarce istniało coś takiego jak "gówniane prace" z wyjątkiem może nielicznych synekurek w administracji czy spółkach państwowych. A to nie te pojedyncze przypadki są charakterystyczne dla współczesności.

Ale skoro dla Davida Greabera był to problem społeczny, to utrzymując się w tej samej poetyce, spróbowałem określić kto mógłby korzystać z tych przywilejów i wyszło mi, że w państwie rządzonym przez prawicę obsadzanymi na takich pozoranckich etatach mogliby być jedynie zwolennicy tego rządu (znajomi, pociotki, itd), którzy wraz z rodziną stanowiliby w małych miejscowościach znaczną część głosujących.
No, a jeśli ktoś przychodzi do pracy jedynie po to, żeby poczytać gazetę ( tak uważał pan Graeber), to musi mieć świadomość że jego etat jest zbędny a on sam jest pazernym nierobem , do czego nigdy się nie przyzna przedkładając w razie potrzeby rozliczne przykłady swej użyteczności.

W rzeczywistości mianowanie na różne państwowe i prywatne stanowiska zaufanych pracowników ma rzeczywiście w swym zamyśle pozyskanie elektoratu, z tym że prawie zawsze te etaty są potrzebne. Współczesna gospodarka jest tak niezwykle skomplikowana poprzez rozliczne powiązania, że żeby ogarnąć całość, zarząd każdej firmy musi mieć przygotowane liczne wskaźniki (sprzedaży, zakupu, odstąpienia od umowy, upadłości kontrahentów itd). I robią to właśnie ci , o których David Greaber mówił, że przychodzą do pracy na kawkę i gazetkę.
Głupio uważał i dlatego napisałem, że w tym zakresie wywiad nie odnosi się do realnej gospodarki.

A o tym czy w konkretnym państwie demokratycznym rządzą zwolennicy kapitalizmu ( czyli prawica), zadecydują prawicowi wyborcy, których trzeba pozyskać.
Ten przysłowiowy karabin, o którym mawiał Mao, to nie tylko brutalna siła ale także perswazja związana z zatrudnieniem, kredytem czy w odniesieniu do państw - bezpieczeństwem narodowym ( jak np. w wypadku Polski).

autor: tarak, data nadania: 2020-09-06 13:49:13, suma postów tego autora: 2872

"synekurek w administracji czy spółkach państwowych" (tarak))

sorry tarak, ale prawdopodobnie nie rozumiesz w czym rzecz, to zaś, to znaczy owe nierozumienie wynika prawdopodobnie z twego wieku (tu podwójne sorry, bo osobiście jestem najzagorzalszym przeciwnikiem ageizmu, jak każdej dyskryminacji, zresztą w ogóle jakiegokolwiek sztucznego dzielenia ludzi). ok. do rzeczy. otóż owe gówniane prace to nie przerosty w administracji bądź wspomnianych przez ciebie "spółkach państwowych", owszem takie przerosty istnieją, i istniały zawsze, ale to nie o nich tu mowa. bynajmniej. gówniane prace to różni tacy używając skrótu jak doradcy-konsultanci-rekruterzy, "obsługa" biznesu, no, takie właśnie za przeproszeniem po prostu g.wno. zresztą to jest wszystko doskonale wskazane przez tego graebera. administracja państwowa (jako też, jeśli stanowi to dla ciebie jakąś różnicę, owa tzw. samorządowa) nic tu do tego nie ma. absolutnie. ba, powiedziałbym, że przy tym prywatno-korporacyjnym g.wnie stanowi ona nawet ostoję nazwijmy to tak przydatności (także gospodarności).

autor: motyl, data nadania: 2020-09-06 17:08:13, suma postów tego autora: 1926

Coś mi to przypomina.

W PRL która charakteryzowała się bardzo liczebną klasą robotników i chłopów, panowały już wtedy nastroje wrogie urzędnikom, kierownikom i wszelkiego rodzaju pracownikom od papierkowej roboty. W rozmowach z robotnikami można było usłyszeć ich narzekania, że tych pracowników *umyślaków* jest za dużo (w niektórych działach było nawet za mało), siedzą w biurze popijają kawkę i opowiadają sobie kawały, a przecież ich wynagrodzenia biorą się z naszej ciężkiej pracy.
Władza w PRL pilnowała jednak żeby te proporcje zatrudnieniowe utrzymywać, chociaż tendencja była na wzrost zatrudnienia pracowników umysłowych.
W efekcie mieliśmy bałagan w zakładach i niską wydajność pracy.

W kapitalizmie teoretycznie nie powinno występować zjawisko nadmiernego zatrudnienia, w gospodarce występują z reguły stany bezrobocia. Właściciel zatrudnia tylko tyle pracowników ile jest potrzeba. To się zmieniło wraz z koncentracją kapitału powstawaniu dużych firm, spółek akcyjnych, kapitałowych, koncernów itp. Te firmy mają nieraz spore stany pracowników, którzy nie są niezbędni. Gdy akcje firmy spadają, zyski maleją, firma ogłasza, że zwalnia 5 tys pracowników, wtedy akcje szybują znowu w górę.

Bezwartościowa praca, a wynagrodzenia
Teoria autora, że praca bezwartościowa, bezużyteczna, jest lepiej wynagradzana, bo praca użyteczna zawiera w sobie swoistą wartość dodatkową nie wynagradzaną pieniądzem tylko śwadomością, że wykonuje się pracę sensowną, niezbędną i pożyteczną nie ma sensu.
Tutaj działają inne czynniki.

autor: Adrem63, data nadania: 2020-09-07 09:55:54, suma postów tego autora: 2182

"sorry tarak, ale prawdopodobnie nie rozumiesz w czym rzecz, to zaś, to znaczy owe nierozumienie ...

... wynika prawdopodobnie z twego wieku..."
*
I pisze to gość z czerwonym irokezem na łbie.
Skąd wiem, że to irokez a nie przypadkiem łysa pała?
Ano stąd, skąd pan motyl wie o mojej demencji.

Ale poważnie - swego stanowiska nie zmieniam, mógłbym je jedynie jeszcze szerzej udokumentować ale to gra niewarta świeczki, bo wszystko co ważne w tej sprawie, zostało już powiedziane.

autor: tarak, data nadania: 2020-09-07 20:31:50, suma postów tego autora: 2872

@tarak 7 wrze.

słuchaj tarak, nic o żadnej demencji nie mówię, nawet nie przyszło mi to na myśl, natomiast owszem być może źle się tutaj wyraziłem, mówiąc bowiem o wieku chodziło mi o doświadczenia z prl, dość w tej kwestii jednak inne od obecnych, mimo oczywiście też i pewnych podobieństw. gówniane prace nie dotyczą bowiem obszarów przez ciebie wskazanych, a w każdym razie nie przede wszystkim czy nawet nie zasadniczo ich dotyczą, dotyczą natomiast skrótowo mówiąc korporacji, przy których administracja państwowa, urzędy itp. to wręcz oazy przydatności, gospodarności, racjonalności.

autor: motyl, data nadania: 2020-09-08 14:20:36, suma postów tego autora: 1926

...

W administracji publicznej zdarzają się etaty nieproduktywne czy nie do końca potrzebne, ale jest to może 10 czy 20 % etatów (w zależności z jakim sektorem administracji czy z jaką konkretną instytucją ma się do czynienia), natomiast generalnie nie jest jest to praca należąca do lekkich. Na niektórych odcinkach brakuje pracowników, na innych - jednak to rzadsze zjawisko - zdarzają się przerosty. Niemałą rolę przy zatrudnianiu odgrywają "znajomości", zwłaszcza - choć nie tylko - w mniejszych miejscowościach, bardziej dotkniętych bezrobociem. Niemniej, w sektorze prywatnym takie etaty (i układy) także się zdarzają.

autor: wloczykijas, data nadania: 2020-09-12 19:26:18, suma postów tego autora: 405

Dodaj komentarz