Szubartowicz: Grass pod gradem kamieni

[2006-09-05 21:00:44]

Wyznanie wybitnego niemieckiego pisarza Guentera Grassa, który przyznał, że jako nastolatek służył w Waffen SS, wstrząsnęło światową opinią publiczną. Nie jest to burza w szklance wody. Zwłaszcza w Polsce przybrała rozmiary sądu ostatecznego. Przy okazji stała się sprawą polityczną, gdy nasze elity, z Lechem Wałęsą i Jackiem Kurskim na czele, zażądały od pisarza natychmiastowego zrzeczenia się honorowego obywatelstwa Gdańska, czego Grass kategorycznie odmówił.

Osią gorącej debaty, jaka rozpętała się wokół przeszłości noblisty, jest pytanie, dlaczego ciemną kartę swojej biografii ujawnił dopiero po 60 latach, i to w chwili wydania autobiograficznej książki "Przy obieraniu cebuli", która w Niemczech już stała się bestsellerem. Pojawiły się nawet złośliwe sugestie, że jest to cyniczny zabieg marketingowy. Tymczasem sprawa jest o wiele poważniejsza, zwłaszcza że większość komentatorów, w tym biograf Grassa, Michael Juergs, wydała kategoryczny osąd: autor "Blaszanego bębenka" stracił legitymację do bycia autorytetem moralnym.

W ten sposób jednym zamaszystym gestem przekreślono całą późniejszą kartę pisarza, jego działalność pacyfistyczną i antynazistowską, znakomite książki, pracę na rzecz polsko-niemieckiego pojednania, zapominając o tragiczności ludzkiego losu, porwanych ścieżkach historii i ograniczeniach moralnych, od których żaden człowiek nie jest wolny. Tylko nieliczni obrońcy Grassa, Adam Michnik czy Krzysztof Teodor Toeplitz, potrafili powiedzieć, że wyznanie własnych win zasługuje na szacunek jako czyn unikalny, zwłaszcza że całym późniejszym życiem pisarz przekreślił swój występek z młodości.

Ich głos, nawołujący do solidarności z autorem "Psich lat", nie zyskał jednak aprobaty, a dziennikarz polskiego "Bilda", czyli "Faktu", Maciej Rybiński, uznał swą wyższość moralną i jako jeden z pierwszych rzucił kamieniem, stwierdzając, że Grass jest typowym niewolnikiem ideologii, najpierw nazistowskiej, a później lewackiej, więc tym bardziej nie zasługuje na szacunek. Pośród tego pękniętego zwierciadła polskiej debaty stanął Władysław Bartoszewski, który uznał, że Grass wykazał się wybiórczą odwagą cywilną, ponieważ przez tak wiele lat ukrywał haniebny epizod ze swego życia. "Jako Polacy nie możemy mieć szczególnych pretensji do Grassa, ale jako ludzie i Europejczycy możemy mieć moralne wątpliwości dotyczące jego postawy", stwierdził Bartoszewski.

A jednak w tej potępieńczej i nasączonej wątpliwościami aurze giną fakty. Bo co właściwie powiedział Grass? Że jako 15-latek zgłosił się do służby w niemieckiej marynarce wojennej, chciał być członkiem załogi okrętu podwodnego, ale Kriegsmarine nie przyjęła go, gdyż był zbyt młody. "Chodziło mi o to, by wyrwać się z ciasnoty, z rodziny. Chciałem z tym skończyć i dlatego zgłosiłem się na ochotnika. Dopiero rok później dostałem wezwanie do wojska. Pod koniec wojny w Dreźnie zorientowałem się, że jestem w Waffen SS", mówił noblista w wywiadzie dla "Franfurter Allgemeine Zeitung". Podkreślił, że do uznanych przez trybunał norymberski za zbrodnicze oddziałów nie trafił z własnej woli, oraz że służył tam przez kilka tygodni, nie brał udziału w walkach, nie wystrzelił ani jednego pocisku i nie popełnił żadnej zbrodni.

W wywiadzie dla niemieckiej telewizji ARD pisarz stwierdził, że sam często zastanawiał się nad swoim milczeniem. "To leżało głęboko we mnie. Byłem zdania, że to, co robię jako pisarz, jako obywatel tego kraju, wszystko to jest sprzecznością wobec tego, czym przesiąkłem podczas swojej młodości za rządów nazistów. Myślałem, że to wystarczy", mówił. Swoją najnowszą książkę "Przy obieraniu cebuli" Grass traktuje jako próbę oczyszczenia, a tytuł ma symbolizować powolne, warstwa po warstwie, dochodzenie do prawdy o sobie i swojej przeszłości, której ciężar przez lata nosił jako hańbę. "To, co w głupiej młodzieńczej dumie brałem za dobrą monetę, po wojnie chciałem ze wstydu przemilczeć. Ciężar pozostał i nikt nie może go zmniejszyć", napisał.

Burza wokół wyznania Guentera Grassa zapewnie nie ustanie z dnia na dzień. Być może władze Gdańska pozbawią go kiedyś tytułu honorowego obywatela tego miasta. Być może Lecha Wałęsa w proteście zrzeknie się swojego. Być może Jacek Kurski, który bezceremonialnie obszedł się swego czasu z dziadkiem Donalda Tuska, zechce wykorzystać przeszłość autora "Szczurzycy" do politycznej walki wyborczej na Wybrzeżu. Być może sprawa niemieckiego noblisty natchnie rodzimych lustratorów do prześwietlania życiorysów naszych pisarzy. Być może, gdy autobiografia Grassa trafi na nasz rynek, ostudzimy nieco nasze święcie oburzone głowy. Być może.

Człowiek staje się moralny z chwilą, gdy staje się nieszczęśliwy, powiada Marcel Proust. Jeśli w tym sensie spojrzymy na czyn Grassa - bolesne wyznanie skrywanej przez lata wypalającej winy, odkupionej całym dorosłym życiem - zrozumiemy, że jest on głęboko etyczny i wiele mówiący o naturze ludzkiej. A że późno? Lepiej późno niż wcale.

Przemysław Szubartowicz


Artykuł ukazał się w tygodniku "Przegląd".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Solidarni z Rożawą! Stop ludobójstwu Kurdów!
Częstochowa, plac Biegańskiego
Częstochowa, 19 października (sobota), godz. 15.00
Ekologiczna Katastrofa: Wrocław – Polska – Europa - Świat
Wrocław, Tajne komplety, ksiegarnio-kawiarnia w Sukienicach, Przejście Garncarskie
24 października (czwartek), godz. 17.30-19.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

17 października:

1760 - Urodził się Henri de Saint-Simon, francuski historyk, filozof, wolnomularz i socjalista.

1908 - Urodził się Kenji Miyamoto, długoletni lider Japońskiej Partii Komunistycznej (Nihon Kyôsantô).

1928 - Rozłam w PPS - powstała prorządowa PPS dawna Frakcja Rewolucyjna.

1938 - W Amsterdamie na emigracji politycznej zmarł Karol Kautsky, czołowy ideolog niemieckiej socjaldemokracji; przywódca marksistowskiego centrum.

1959 - Urodziła się Ameenah Gurib-Fakim, maurytyjska polityczka, w latach 2015-2018 prezydent Mauritiusa.

1994 - Reneta Indżowa została pierwszą kobietą-premierem Bułgarii.

1997 - Ekshumowane w Boliwii i przewiezione na Kubę zwłoki Ernesto „Che” Guevary pochowano w jego mauzoleum w mieście Santa Clara.

2017 - Zdominowane przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne zdobyły okupowaną przez islamistów Rakkę na północy kraju.


 
Lewica.pl na Facebooku