Grzegorz Ilnicki: SLD bez programu dla pracowników

[2011-10-06 09:22:42]

Politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej wskazują ostatnio na problemy pracowników zatrudnionych w ramach tzw. umów śmieciowych, czyli takich form zatrudnienia, które nie gwarantują jego stabilności oraz nie zapewniają większości praw gwarantowanych w kodeksie pracy. Na sierpniowej konwencji wyborczej SLD Grzegorz Napieralski mówił o problemach pracowników, a Paulina Piechna-Więckiewicz, kreowana ostatnio na młodą twarz Sojuszu krytykowała niskie płace, mówiąc wręcz o straconym pokoleniu młodych pracowników. Chwalono przy tym posłankę Annę Bańkowską jako odpowiedzialną za przygotowanie tej części programu SLD, która ma zawierać recepty partii na wyzwania polityki społecznej w tym ofertę partii dla pracowników. Słowa "program" i "alternatywa" są z resztą przez liderów SLD odmieniane przez wszystkie przypadki, tak aby pokazać, że SLD jest formacją konstruktywną, kompetentną i posiadającą gotowe do zrealizowania projekty, rozwiązujące najważniejsze problemy społeczne w Polsce.

Wydaje się, że takie publiczne deklaracje muszą mieć silną podstawę, skoro na nich ma się opierać strategia partii pretendującej, nawet na wyrost, do wyborczego zwycięstwa. Dobry program wyborczy zawiera w sobie dwa elementy. Diagnozę sytuacji i konkretne propozycje rozwiązania wskazanych w niej problemów. Można przyjąć, że ten pierwszy warunek program SLD spełnia tylko częściowo. Z drugim jest już dużo gorzej. W przypadku SLD to bez wątpienia zwykła bańka mydlana, która pęka, po krótkiej lekturze rozdziału "Lepsze życie. Sprawiedliwa polityka społeczna". Tak eksponowanym przez liderów umowom śmieciowym poświęca się w nim niewiele miejsca. Młodzi - nie mając często wyboru - zatrudniani są na tzw. "śmieciowych" tj. umowie zlecenia, o dzieło, umowach cywilnoprawnych (samozatrudnienie) lub w podstawie umowy na czas określony - zapisano w dokumencie. To wszystko co SLD ma do powiedzenia na temat narzucania zatrudnienia niepracowniczego i jego społecznych skutków. Brak urlopów, kodeksowych ram czasu pracy, płatnych nadgodzin, ochrony rodzicielstwa, stabilności zatrudnienia i ochrony przed zwolnieniem to najważniejsze z nich. Często dochodzi do tego także brak ubezpieczenia zdrowotnego i perspektywy emerytury w przyszłości. Wszystko to, co złożyło się na odrębności umowy o pracę od zwykłej umowy cywilnej i co w XX wieku wypracowano w ramach cywilizowania stosunków pomiędzy pracownikiem i silniejszym ekonomicznie pracodawcą, osób zatrudnionych w ramach umów śmieciowych po prostu nie dotyczy. Lista tych różnic i opis sytuacji osób zatrudnionych bez umowy o pracę powinny znaleźć się w programie partii deklarującej się jako lewicowa.

Program SLD nie tylko nie opisuje dostatecznie rzeczywistości przy pomocy lewicowych narzędzi i spojrzenia na świat, nie tworzy żadnej narracji i nie przekonuje ludzi do zwrócenia uwagi akurat na te problemy, które lewica uznaje za palące. Program SLD nie proponuje w zasadzie niczego, co sytuację zleceniobiorców czy samozatrudnionych mogłoby poprawić. Zdawkowe stwierdzenie, że partia ta będzie promować zatrudnienie na etat oraz walczyć ze zjawiskiem fikcyjnego samozatrudnienia oraz szarą strefą wyczerpują postulaty Sojuszu w obszarze, który tak silnie eksponują w mediach jego liderzy. Dokument ten nie zawiera ponad te deklaracje żadnej konkretnej zmiany, którą politycy SLD chcieliby wprowadzić do kodeksu pracy, żadnego instrumentu prawnego, którego dzisiaj nie ma, nie wskazują ani jednego konkretnego pomysłu, który miałby doprowadzić do polepszenia sytuacji osób posiadających umowy śmieciowe.

W jaki sposób SLD chce promować umowy o pracę? Kampanią bilbordową? Grzegorz Napieralski ustawi się może o 6 rano przed zakładami pracy i będzie wręczać pracodawcom jabłka jako zachętę do legalnego zatrudniania pracowników? Jak SLD chce walczyć z fikcyjnym samozatrudnieniem także nie wiadomo, bo w programie nie zapisano ani jednego konkretnego działania, które miałoby tej walce służyć. Po co więc program, który jest zbiorem pobożnych życzeń, na promocję których SLD musiało wydać miliony zaklejając Polskę bilbordami go promującymi?

Trudno ocenić czy broszura "Lepsze życie. Sprawiedliwa polityka społeczna" została napisana na przysłowiowym kolanie czy jest znamiennym przykładem intelektualnej mizerii parlamentarnej socjaldemokracji. Pewne jest tylko, że SLD nawet nie zbliżył się do refleksji o rozwiązaniu problemu powszechnego zastępowania umów o pracę umowa cywilnoprawnymi, a przecież konkretnych postulatów z tej dziedzinie nie brakuje.

Przede wszystkim zastanowienia wymaga definicja stosunku pracy zawarta w art. 22 § 1 kodeksu pracy. Stanowi on, że pracownikiem jest osoba, która wykonuje pracę określonego rodzaju na rzecz pracodawcy pod jego kierownictwem w czasie i miejscu przez niego wyznaczonym. Zachodzi tu więc ścisły związek pomiędzy pracownikiem i pracodawcą, gdzie ten drugi wyznacza zadania, czas i miejsce ich wykonywania oraz sprawuje nad pracownikiem bezpośredni nadzór. Rozlicza go nie tyle z efektów, ale samego procesu pracy. Tak rozumiany stosunek pracy w wielu przypadkach ma zastosowanie do osób, które pracują na podstawie umów cywilnoprawnych, które zawierane są wbrew zakazowi, wprost zapisanemu w takich sytuacjach w kodeksie pracy. Motywacje są tutaj dwie, po pierwsze chęć elastycznego traktowania pracownika, pozbawienie go wyżej opisane ochrony i uwolnienie się od ryzyka działalności gospodarczej pracodawcy, które przy umowach śmieciowych łatwiej jest przerzucić na pracownika. Z drugiej strony poprzez obecną konstrukcję systemu podatkowego i zabezpieczenia społecznego, umowy cywilnoprawne są po prostu tańsze. W niektórych przypadkach umowa o dzieło opodatkowana jest na poziomie 9 proc. Składek na ubezpieczenie społeczne, pod pewnymi warunkiem, płacić nie trzeba wcale. Mamy więc do czynienia z promocją fiskalną zatrudnienia niepracowniczego, za którą podwójnie zapłacą pracownicy. Pierwszy raz, gdy nie przysługuje im urlop wypoczynkowy czy zasiłek chorobowy, a drugi gdy dostaną pierwszą emeryturę będącą odzwierciedleniem sumy ich składek. Likwidacja zachęty ekonomicznej do stosowania umów śmieciowych byłaby ważnym krokiem w zapewnianiu pracującym podstawowej stabilności zawodowej. O tym problemie i jednocześnie pomyśle na jego rozwiązanie, program SLD milczy.

Problem uchylania się pracodawców od zatrudniania nieelastycznego jest bardziej złożony i wydaje się, że są dwie do tego drogi. Po pierwsze zmianie powinna uleć definicja stosunku pracy w taki sposób, aby rozszerzyć ją o podporządkowanie gospodarcze. Zmienia się bowiem charakter współdziałania pracownika i pracodawcy. W wielu zawodach pracodawca uczestniczy fizycznie jedynie w pewnym wycinku wykonywania pracy przez pracownika będąc z nim najściślej związanym ekonomicznie. Po drugie sądy pracy są coraz bardziej rygorystyczne przy ocenie czy rodzaj pracy, który był wykonywany przez pracownika, należy zakwalifikować jako stosunek pracy. Pracodawcy uciekają się coraz częściej do takich praktyk, które uniemożliwiają pracownikom ustalenie, że mimo podpisania umowy o dzieło, wykonywali pracę zgodnie z definicją zawartą w kodeksie pracy. Także z tym zagadnieniem program SLD nawet nie próbuje się zmierzyć. Podobnie jak z kolejnym, które byłoby dużo łatwiej byłoby wprowadzić, po tym jak w 2008 roku, zapadło jedno z orzeczeń Sądu Najwyższego. Sąd uznał, że zatrudnianie w ochronie, przy dozorowaniu mienia, co do zasady i charakteru wykonywanej pracy odpowiada klasycznemu stosunkowi pracy. W tamtym przypadku sędziowie uznali, że skarżący pracownicy byli nie przyjmującymi do wykonania dzieło, ale po prostu pracownikami. Powstał więc swoisty precedens, bo w uzasadnieniu wyroku wskazano na cechy charakterystyczne konkretnej branży. Dlaczego SLD nie proponuje stworzenia katalogu zawodów, gdzie stosowanie umów cywilnoprawnych byłoby po prostu zabronione?

Prof. Zdzisław Kubot uważa, że pomimo przyjęcia nowych regulacji prawnych w 2011 roku, nie jest możliwe zatrudnianie pielęgniarek na kontraktach, bez łamania przepisów kodeksu pracy. Obok nauczycieli chronionych zapisami karty nauczyciela, mamy ogromną liczbę osób zatrudnionych na takich samych stanowiskach w sektorze prywatnym gdzie umowa o pracę jest rzadkim luksusem. Szczególnie trudna jest tutaj sytuacji lektorów w szkołach języków obcych. Wprowadzenie listy zawodów gdzie zatrudnienie mogłoby następować wyłącznie w oparciu o umowę o pracę, mogłoby ten problem rozwiązać. Tego SLD nie proponuje.

Sojusz Lewicy Demokratycznej nie zdobywa się także na żadną refleksję na temat problemu powszechnego stosowania umów o pracę na czas określony. W III kwartale 2009 roku w Polsce 27,1 proc. zawartych umów o pracę było umowami na czas określony. To najwięcej w Europie. Polsce udało się pod tym względem zdetronizować nawet pogrążoną w kryzysie ekonomicznym i społecznym Hiszpanię. Wbrew obiegowej opinii, umowa czasowa jest ułomną formą zatrudnienia pracowników. Inaczej niż przy umowie na czas nieokreślony, zwalniając pracownika nie trzeba w żaden sposób tego uzasadniać. Zamyka to drogę do wystąpienia do sądu pracy w obronie miejsca pracy przez pracownika, który np. poróżnił się z kierownikiem i w ramach odwetu przełożonego traci pracę. Pracownicy zatrudnieni na podstawie umowy na czas określony mają także krótszy okres wypowiedzenia. Może zdarzyć się więc tak, że zwalniany pracownik z umową na czas nieokreślony, pracujący w zakładzie pracy ponad 3 lata będzie mieć 3 miesięczny okres wypowiedzenia, a jego kolega pracujący o rok dłużej z umową na czas określony - tylko 14 dni. W przypadku umowy zawartej na czas określony nie istnieje także instytucja przywrócenia do pracy, jeżeli zwolnienie nastąpiło z naruszeniem prawa. Pracodawca nie ma także obowiązku konsultowania wypowiedzenia umowy z organizacją związkową, do której należy pracownik. W przypadku umowy na czas nieokreślony, pracownik nie jest już tego pozbawiony. Te nierówności w przypadku różnych rodzajów umów należy pilnie wyrównać. W doktrynie prawa pracy pojawiają się nawet pomysły likwidacji osobnej kategorii umów o pracę na czas określony. SLD przegapiło także postanowienia ustawy antykryzysowej, które ograniczały dopuszczalność zawierania umów na czas określony dłużej niż na 24 miesiące. Związkowcy starają się o przeniesienie tej regulacji do kodeksu pracy. Sojusz Lewicy Demokratycznej, w wychwalanym przez siebie programie, nie proponuje pracownikom w tym zakresie nic.

Kolejny problem to zatrudnianie "na czarno", bez żadnej umowy, bez płacenia podatków i składek na ubezpieczenie społeczne. Tutaj istnieje jedna konkretna bariera przy której, pracownicy nie informują o tej formie wyzysku. Jeżeli sąd pracy poweźmie w toku postępowania o ustalenie istnienia stosunku pracy informację, że pracownik zgłasza kilkuletnią pracę "na czarno", poinformuje o tym fakcie urząd skarbowy, który sprawdzi czy ów pracownik ujawnił swój dochód w zeznaniu podatkowym. W rezultacie, pracownik któremu pracodawca wypłacał połowę pensji "pod stołem" albo w ogóle odmówił mu legalnego zatrudnienia, nie zgłosi tej sprawy organom państwa w obawie przed karą. To jest mechanizm napędzający zatrudnienie "na czarno", w którym pracownik znajdujący się pod presją ekonomiczną pracodawcy nie ma praktycznie możliwości zwrócenia się o pomoc do instytucji państwa. Należy zmienić przepisy w taki sposób, aby pracownik nie ponosił negatywnych konsekwencji prawnych ujawnienia nielegalnego zatrudnienia. Choć to nie do końca trafne porównanie, osoba wręczająca łapówkę po ujawnieniu tego faktu, może liczyć na bezkarność. Pracownik, który ujawnił że był zatrudniony "na czarno", a więc z naruszeniem nie tylko jego praw, ale także interesu fiskalnego państwa, musi liczyć się z konsekwencjami karnymi. Program posłanki Bańkowskiej tego problemu w ogóle nie zauważa.

Można by przyjąć, że wszystkie powyższe zarzuty to zwykły brak życzliwości wobec SLD. Być może politycy SLD mają przysłowiowe szuflady pełne ustaw i czekają tylko na swój sukces wyborczy, aby je wprowadzać, zgodnie z wyborczymi deklaracjami. Taki scenariusz mógłby być chociaż odrobinę wiarygodny, gdyby nie dokument, który Sojusz Lewicy Demokratycznej przyjął 5 sierpnia wspólnie z Business Center Club. Do bólu konkretny.

Pakt zatytułowany "Gospodarka dla człowieka", w swojej diagnozie problemów kraju dziwnym trafem pomija "stracone pokolenie" Pauliny Piechy-Więckiewicz i deklaracje o problemach zleceniobiorców Anny Bańkowskiej. Jest za to aż 77 szczegółowych postulatów, a wśród nich propozycje pogłębiania elastycznych form zatrudnienia, przeciwko czemu publicznie występowali politycy SLD. Znalazła się tam również deklaracja otwarcia rynku pracy dla pracowników ze wschodu, co niesie ze sobą oczywiste niebezpieczeństwo dumpingu socjalnego, który obserwujemy w krajach do których, w poszukiwaniu pracy wyjechali Polacy. Przyjęto także, że składki na ubezpieczenie społeczne niektórych grup pracownikom mają być czasowo obniżane, co będzie skutkowało niższymi świadczeniami dla pracowników w przyszłości. Co ciekawe, rozdział "Przyjazny klimat dla biznesu" liczy tam 19 postulatów, a ten zatytułowany "Sprawiedliwy podział" ma tylko 6 punktów. Pracownikom pozostają więc ze strony SLD mgliste obietnice, a wielkiemu biznesowi konkretne zobowiązania.

Chciałoby się napisać, że taka sytuacja w SLD to pośmiertny sukces Leszka Millera, który będąc krytykiem rządu Jerzego Buzka grał na emocjach mówiąc o osobach, którym śmietnik służy za miejsce znajdowania pożywienia, a gdy został premierem kontynuował neoliberalny kurs poprzednika. Niestety to sukces wcale nie pośmiertny. Leszek Miller wrócił do politycznego życia i otwiera listę SLD w Gdyni. Grzegorz Napieralski w tym samym czasie głosi, że SLD to "Lewica nowych standardów". Jakoś znajomo one jednak wyglądają.

Powyższe nie jest jedynie teoretycznym rozważaniem, to konkretne propozycje, które powinny znaleźć się wśród postulatów każdego ugrupowania, które faktycznie chce zająć się narastającym problemem degradacji prawa pracy w Polsce. Grzegorz Napieralski powiedział na antenie jednej ze stacji telewizyjnych, że program SLD opracowywało ponad 200 ekspertów, w tym specjaliści z zagranicy. Jeśli to faktycznie prawda, znaczy to tyle, że SLD do polskich pracowników po raz kolejny i we właściwy dla siebie sposób, odwróciło się plecami.

Grzegorz Ilnicki


Autor jest prawnikiem, pełnomocnikiem procesowym w sprawach przed sądami pracy, działa w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej i OPZZ Konfederacji Pracy.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Weekend z Dąbrowszczakami we Wrocławiu
Wrocław, Possitive Day, ul. Bogusławkiego 41
23-25.08.2019
Lewica na Śląsku
Siemianowice Śl., ul. Topolowa 1a
20 sierpnia (wtorek), godz. 18.00
Cieszyn: Polska mniejszych i średnich miast
Świetlica Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie, ul. Przykopa 20
30 sierpnia (piątek), godz. 18.00-20.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

22 sierpnia:

1974 - W Krakowie zmarł Eugeniusz Kwiatkowski, działacz gospodarczy, polityk, inż. chemik. Przyczynił się do rozwoju polskiego przemysłu i gospodarki morskiej.

1994 - Holandia: Socjaldemokrata Wim Kok (PvdA) został premierem.

2007 - Zmarła Grace Paley, amerykańska pisarka, poetka i działaczka pacyfistyczna. Potępiała interwencję wojsk amerykańskich w Wietnamie oraz militaryzację USA i rozwój broni atomowej.

2011 - Zmarł Jack Layton, lider socjaldemokratycznej Nowej Demokratycznej Partii Kanady (NDP).


 
Lewica.pl na Facebooku