Piotr Ciszewski: Moja depresja w Hiszpanii

[2015-10-12 00:09:53]

Wśród ukazujących się ostatnio wspomnień historycznych zupełnie brakuje tytułu o Wojnie Domowej w Hiszpanii. Książka Sygmunta Steina miała szansę wypełnić tę lukę i dostarczyć rzetelnych relacji, dalekich zarówno od PRL-owskiej propagandy, ale także jeszcze bardziej zakłamanych prawicowych manipulacji historią. Niestety Moja wojna w Hiszpanii nie spełnia większości oczekiwań.

Podtytuł książki brzmi Brygady Międzynarodowe – koniec mitu. Stein postawił sobie za cel demitologizację tej formacji i to przy użyciu lewicowych, socjalistycznych argumentów. Niestety w swoich wspomnieniach mocno się pogubił. Stein, żydowski komunista, członek Bundu, a następnie KPP oraz Komunistycznej Partii Czechosłowacji, opisuje historię swojej podróży do Hiszpanii oraz służby w Brygadach Międzynarodowych. Bardzo wiele uwagi poświęca sposobowi, w jaki trafił do ogarniętego wojną domową kraju z Czechosłowacji, do której uciekł przed represjami w II RP. Jest to zdecydowanie najciekawsza część wspomnień, w której rysuje, we w miarę wyważony sposób, sylwetki działaczy komunistycznych najpierw z Czechosłowacji, a później również Francji.

Na uwagę zasługuje również fragment opisujący podróż statkiem do Barcelony i panujący wśród ochotników entuzjazm. Przedstawia przy tym ich pochodzenie klasowe oraz różne motywacje stojące za pójściem na wojnę. Jako Żyd najbardziej skupia się oczywiście na ludziach pochodzenia żydowskiego, a także postrzeganiu ich przez innych komunistów. Zauważa, że pomimo iż oficjalnie Komintern zwalczał antysemityzm, w praktyce poglądy poszczególnych komunistów były bardzo różne, w tym również przesiąknięte antysemickimi schematami.

Wartościowa jest również część opisująca pierwsze zetknięcie z rewolucją hiszpańską po przybyciu do Barcelony, zwłaszcza zdziwienie, że opisywani w najgorszych barwach przez prasę komunistyczną anarchiści, w rzeczywistości otwarcie witają Brygady Międzynarodowe. Autor spotyka na swojej drodze ludzi z POUM (Partii Robotniczej Zjednoczenia Marksistowskiego), choć fragment o wizycie w biurze partii i rozmowie o inspiracjach trockizmem wydaje się mało wiarygodny. Stein nieco zapomina, że w tamtym okresie był zdeklarowanym stalinowcem i wrogiem wszelkiej niekontrolowanej przez Kreml lewicy. Skąd więc nagle swobodnie znalazł się w biurze „wrogiej” partii i jeszcze rozmawiał z jej milicjantami?

Niestety im dalej zagłębiamy się we wspomnienia, tym liczba podobnych nielogiczności rośnie. Autor sam przyznaje, że pierwotne notatki z wizyty w Hiszpanii zaginęły podczas Drugiej Wojny Światowej i relację spisał ponownie już na początku lat 60. Dlatego jest ona bardzo niekompletna i pełna błędów. Na przykład Stein myli poszczególne osoby z dowództwa Brygad Międzynarodowych, czy oficerów, z którymi się spotykał. Twierdzi na przykład, że w Hiszpanii walczył późniejszy przywódca Jugosławii Josif Broz Tito, co nie jest prawdą. Błędnie identyfikuje też personalia generała Gomeza, niemieckiego komunisty, późniejszego dowódcy Brygad Międzynarodowych.

Późniejsze doświadczenia polityczne każą też Steinowi tworzyć nieco karykaturalny obraz ludzi, z którymi spotkał się w kwaterze Brygad w Albacete. Oficerowie od początku wydają się źli, wręcz odpychający. Stein słusznie krytykuje narastający wojskowy dryl i odchodzenie od ideałów rewolucji na rzecz militaryzacji oraz przejmowaniu zwyczajów z armii kapitalistycznych. Jednocześnie powtarza jednak propagandową, stalinowską tezę o całkowitym braku dyscypliny oraz zdolności bojowych milicji, które walczyły z nacjonalistami od początku buntu generałów w lipcu 1936 roku. Do końca książki nie wychodzi zresztą poza ten schemat, nie widząc, że z niego wynikają opisywane wypaczenia oraz narastanie stalinowskiej kontrrewolucji.

Wspomnienia Steina nie są też miarodajne ze względu na funkcję, którą pełnił w Albacete. Służył on w komisariacie politycznym Brygad, a nie jednostkach bojowych. Był na uprzywilejowanej pozycji w sztabie, dzięki czemu widział wypaczenia idei, ale także korzystał ze swoich przywilejów. Stein oburza się, jak najbardziej słusznie, na zakrapiane alkoholem imprezy i przyjęcia w drobnomieszczańskim stylu, jednak sam bierze udział w ich organizowaniu. Sprawia wrażenia jakby stał tylko zgorszony z boku, czy aby na pewno?

Nie znając sytuacji na froncie, Stein snuje domysły i w niektórych momentach ukazuje ignorancję jeśli chodzi o sprawy wojskowe. Pisze na przykład o marnej jakości pomocy wojskowej udzielonej Republice przez Związek Radziecki, twierdząc, że karabiny przesyłane do Hiszpanii pamiętały jeszcze I Wojnę Światową. Nie wie jednak, że w owym okresie standardową bronią Armii Czerwonej był właśnie karabin Mosin, konstrukcja znana jeszcze z poprzedniej wojny oraz wojny domowej. Umniejsza też rolę, jaką odegrali radzieccy lotnicy walczący po stronie Republiki zupełnie nie znając ich roli. Nie przytacza również faktów iż na radzieckich samolotach latali również piloci z innych krajów, w tym USA. Za słuszną należy uznać jedynie jego krytykę, iż pomoc nie była wcale bezinteresowna, a Hiszpania zapłaciła za nią bardzo wysoką cenę w złocie. Trudno jednak aby o tym Stein wiedział już wówczas, więc z pewnością wplata we wspomnienia informacje, które poznał dużo później.

Stein słusznie przedstawia w czarnych barwach wiele postaci takich jak Andre Marty, komisarz polityczny Brygad, odpowiedzialny za liczne egzekucje rewolucjonistów. Jednak przez swoje przerysowania i przesadę ponownie ociera się o groteskę. Denuncjacje oraz polityczne zabójstwa są według niego wprost powszechne, a bojownicy najczęściej giną w wyniku działania grup egzekutorów. Pomimo że do takich sytuacji dochodziło, jednak ich skala została przez Steina przesadzona, a słuszne oburzenie przeradza się w niezasłużoną krytykę Brygad jako takich. Autor posuwa się nawet do stwierdzeń, że większość ochotników stanowili awanturnicy i przedstawiciele marginesu społecznego. To zdecydowanie niezasłużony zarzut i odwrócenie propagandy jakoby w Hiszpanii walczyli tylko nieskazitelni rewolucjoniści.

Niestety Stein myli fakty. W jednym z rozdziałów pisze o dotarciu do Saragossy, w której otrzymał zaopatrzenie, tymczasem miasto to przez cały konflikt było kontrolowane przez nacjonalistów. Front przebiegał wprawdzie niedaleko od niego, jednak trudno uwierzyć aby Stein, po powrocie z leczenia we Francji, spokojnie tam dotarł i przebywał w koszarach.

Wreszcie opis działań bojowych żydowskiej kompanii im. Botwina to całkowite kuriozum. Autor pisze o żołnierzach rzekomo idących do ataku, podczas ofensywy w Estremadurze, bez karabinów. O ile braki w zaopatrzeniu wojsk republikańskich spowodowały, że faktycznie część jednostek nie była w pełni uzbrojona, o tyle nie dochodziło wcale do szaleństwa jakim byłoby posyłanie do ataku bezbronnych. Wygląda to trochę na próbę usprawiedliwienia się przez autora i wyjaśnienia dlaczego po długim dekowaniu się na tyłach nie dokonał niczego na froncie. W jego relacji wróg pojawia się tylko epizodycznie w jednym momencie, gdy widzi ciała poległych frankistowskich oficerów, a później, w oddali, marokańską kawalerię.

Steinowi można wybaczyć biorąc pod uwagę jego późniejsze rozczarowanie stalinizmem, szok wywołany represjami po rozwiązaniu przez Stalina KPP oraz depresję jaką wyraźnie przechodził w Hiszpanii. Jednak Mojej wojny w Hiszpanii nie można traktować jako wiarygodnej relacji. Jest to książka, którą należy czytać równolegle z opracowaniami historycznymi, a różnice faktograficzne rozstrzygać zawsze na jej niekorzyść. Nie jest też zdecydowanie pozycją dla czytelnika nieznającego tematu i niewyrobionego politycznie. Opacznie zrozumiana może służyć propagandowej, prawicowej wersji historii. Dla czytelnika znającego kontekst będzie jednak w wielu fragmentach wartościową krytyką stalinowskiej degeneracji idei rewolucyjnych.

Sygmunt Stein, Moja wojna w Hiszpanii. Brygady międzynarodowe - koniec mitu, przeł. Bella Szwarcman-Czarnota, Jan Maria Kłoczkowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015, s. 352.

Piotr Ciszewski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Chcemy WETA
Warszawa, Pałac Prezydencki, Krakowskie Przedmieście
22 lipca (sobota), godz. 18.00
"Bez Dogmatu" - zaproszenie do współtworzenia pisma
do 15 sierpnia
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

24 lipca:

1783 - Urodził się Simón Bolívar, bohater walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy hiszpańskiej.

1920 - Ignacy Daszyński (PPS) został wicepremierem koalicyjnego Rządu Obrony Narodowej z W. Witosem na czele.

1976 - Zmarł Adam Pragier, ekonomista, działacz socjalistyczny, poseł PPS, więzień twierdzy brzeskiej.

1983 - Wenezuela: W 200. rocznicę urodzin Simóna Bolívara powstała tajna, lewicowa organizacja polityczno-wojskowa Boliwariański Ruch Rewolucyjny-200. Jednym z jej założycieli był późniejszy prezydent kraju Hugo Chávez.

2005 - W stolicy Wenezueli Caracas rozpoczęła emisję utworzona przez prezydenta Hugo Cháveza panamerykańska telewizja TeleSUR.


 
Lewica.pl na Facebooku