Jarosław Klebaniuk: Wyłączyć światło, wyłączyć świat

[2015-11-16 14:54:10]

Co oznacza zbyt szybkie tempo współczesnego życia? Dla 35-letniej bohaterki dramatu Carbunariu – trzy prace i domowników domagającą się coraz to nowych g…, których „nie potrzebują, ale pragną”. Dla 34-leteniego didżeja – konieczność rywalizowania z innymi didżejami i nieustannego „bycia cool”. Dla 42-letniej byłej copywriterki z agencji reklamowej – zachwalanie rzeczy, które sama uważa za bezwartościowe i wykorzystywanie do tego wizerunku „mamuśki, która sprzedaje się najlepiej”. Gdy wszyscy troje przypadkowo spotykają się w nocnym klubie, łączy ich to, że są sfrustrowani i przeraźliwie samotni. Dwoje zostało właśnie porzuconych przez partnerki, zaś ta najbardziej zapracowana na tyle nie ma czasu na znalezienie partnera, że umawia się z własnym ginekologiem. Seks we troje w samochodzie okazuje się niewypałem i „aberracją”, a wypadek przynosi fatalne konsekwencje. Jednak pomimo tego nie najlepszego początku, spotykają się znowu i znowu, już nie na orgie, lecz na robienie czegoś, co pozwala im odzyskać kontrolę nad własnym życiem. I choć wiele ich to kosztuje, odnajdują w nowym, niezwykłym zajęciu sens, którego nie dało im nic innego.

W symbolicznej warstwie dramatu zakłócanie intensywnej nocnej aktywności, która stanowi niejako kwintesencję konsumpcyjnego i hedonistycznego stylu życia, jest próbą zatrzymania świata, zakończenia tytułowego tempa, gwałtownego ucięcia tego, w czym sami przecież także brali udział. Frustracja, której doświadczają bohaterowie, ta zawodowa, ta miłosna i ta egzystencjalna, przeradza się w ślepe akty destruktywnej rewolty, w agresję wymierzoną w ten pędzący, wirujący, rozbawiony, znieczulający się świat. Możemy – z perspektywy psychologicznej – zastanawiać się, czy trójka nietypowych przyjaciół ucieka od stymulacji, czy też raczej jej poszukuje, podejmując ryzyko, narażając się na konsekwencje. Choć Rolando twierdzi, że dobrze mu z głuchotą i odrzuca oferowaną przez ojca pomoc w odzyskaniu słuchu, nie ucieka przed światem, lecz wspólnie z koleżankami wypowiada mu wojnę. Maria traci prace, lecz żyje intensywniej niż dotychczas. Najbardziej chyba zbuntowana Paula już wcześniej odrzuciła korporacyjne życie, a teraz wiedzie nowe, zasadniczo wymierzone w te pogardzane korporacje. Bunt jest jednak destruktywny, a jedyną jego zaletą zdaje się więź, która dzięki niemu powstaje między bohaterami.

Legnicki projekt mogliśmy śledzić od wczesnych faz powstawania. Majowe czytanie, pracę nad spektaklem i jego fragment w ówczesnej formie zawdzięczamy inicjatywie trojga aktorów: Joanny Gonschorek, Magdy Skiby i Bartosza Bulandy, oraz otwartości dyrektora Jacka Głąba. Ostateczna, pełna wersja spektaklu okazała się jednak dużo dojrzalsza od kawałka pokazanego na wiosnę. Kompozycja scen ładnie posklejała się w spójną całość, która trzymała w napięciu nawet widzów znających tekst dramatu. Eli i jej mamie przedstawienie się podobało, nawet pomimo epatowania dosadnym językiem, seksualnością, przemocą i papierosowym dymem. Gdyby spróbować ten nieoczywisty zachwyt jakoś wyjaśnić, to można by wskazać na kilka oczywistych zalet spektaklu w reżyserii Jarosława Tumidajskiego.

Po pierwsze, aktorzy doskonale wiedzieli, co grają. Inaczej niż w sytuacji, gdy zostają obsadzeni i próbują się wczuć i nauczyć, tutaj wybrali tekst, walczyli (także publicznie) o możliwość jego wystawiania, no i efekty tego zaangażowania i pracy mieliśmy okazję obserwować na strychu. Wszyscy troje byli przekonujący, budzili zrozumienie i jakiś rodzaj sympatii. Reakcje na widowni były różne: śmiechy i uśmiechy w odpowiedzi na gorzko-ironiczne mini-monologi i wymiany, zapatrzone twarze, bliskie tekstowi komentarze. Ten bardzo „młody” tekst dramaturgiczny podali z wielką energią, lecz jednocześnie nadzwyczaj dojrzale.

Po drugie, na bardzo małej, otwartej scenie, bez bariery dzielącej aktorów od widzów, interakcja była nieunikniona. A przecież część gry miało miejsce nie tylko o kilkadziesiąt centymetrów od widzów z pierwszego rzędu, lecz wręcz na widowni. Było to jednak naturalne i – choć pewnie utrudniało odbiór z niektórych miejsc niewielkiej, ułożonej w podkowę widowni – sprawiało, że udzielały się emocje. Obojętność czy wyłączenie się przy takiej ciasnej obecności bohaterów nie były raczej możliwe.

Po trzecie, sprawne operowanie tempem akcji: od bardzo szybkiego do refleksyjnego, a także intensywnością przekazu: od nieznośnego hałasu do zupełnej ciszy, pozwalało utrzymywać uwagę. Warstwa dźwiękowa zresztą uzupełniana była odgłosami niejako z nocnego klubu, muzyką i echem dodawanym do niektórych kwestii. W połączeniu z dobrym wykorzystaniem światła i rekwizytów (zwisające ze ściany kable, barowe stołki) dawało to ciekawe efekty. Na bardzo małej scenie działo się naprawdę dużo. Nawet sceny seksu czy przemocy nie były nudne, choć wydawałoby się, że sztuka filmowa i masowy przekaz wyeksploatowało już wszelkie możliwe klisze do cna.

Po czwarte, niewielkie fragmenty dopisane do oryginalnego tekstu – te o wizycie w teatrze, udawaniu w nim orgazmu, a także o znanej pogodynce prowadzącej też program w ogrodzie kwiatowym – stanowiły swoisty przypis, swego rodzaju „adaptację kulturową” dosyć uniwersalnego w przesłaniu, krytycznego wobec wczesnokapitalistycznej rzeczywistości tekstu rumuńskiej dramatopisarki.

Stop the Tempo!, wydawałoby się zbuntowane i dla młodych, może podobać się ludziom w różnym wieku. Wulgarny język i dosadne oceny rzeczywistości bronią się, jak rzadko. A to dzięki autentyczności pokazanego sprzeciwu wobec pustki skomercjalizowanego i opartego na rywalizacji życia. Oczywiście alternatywą dla materializmu i pogoni za przyjemnością nie musi być agresja i autodestrukcja. Zwalniać tempo można rozsądniej i dojrzalej. Ale to już temat na inny spektakl. Ten pokazał troje zagubionych, bardzo aktywnych i problematycznie ukierunkowanych ludzi, podkreślmy jeszcze raz, świetnie zagranych.

Stop the Tempo!. Reżyseria: Jarosław Tumidajski. Teatr Modrzejewskiej w Legnicy. Scena na Strychu.

Według utworu Gianiny Carbunariu w przekładzie Radosławy Janowskiej – Lascar.


Premiera:
18 października 2015
Spektakl: 31 października 2015

Recenzja ukazała się na blogu Autora na portalu natemat.pl

Jarosław Klebaniuk


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Nacjonalizm zgubą Rzeczpospolitej
Opole, Wegeneracja, ul. Młyńska
25 marca (sobota), godz.17.30
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano
Kampania Historia Czerwona i Czarno-Czerwona
RASIZM I PRZEMOC – ROSNĄCE ZAGROŻENIE!

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

26 marca:

1794 - W manufakturze Rehana w Warszawie wybuchł bunt przymusowo umieszczonych w niej robotników, spowodowany potwornymi warunkami bytowymi. Stłumiono go siłą.

1807 - W Lisowie urodził się Bogdan Jański, pierwszy chronologicznie polski socjalista, saintsimonista.

1905 - Zamach bombowy bojowca PPS Stefana Okrzei na cyrkuł policyjny w Warszawie, dokonany w celu zwabienia i zamordowania oberpolicmajstra Nolkena. W toku walki Okrzeja został ranny i aresztowany

1936 - W Częstochowie policja zaatakowała protestujących bezrobotnych, zabijając jedną osobę i raniąc kilka.

1940 - W Baltimore urodziła się Nancy Pelosi, od 2007 r. Spiker Izby Reprezentantów USA. Reprezentuje lewe skrzydło Partii Demokratycznej.

1942 - W Nowym Jorku urodziła się Erica Jong, amerykańska poetka, powieściopisarka, eseistka, przedstawicielka nurtu feministycznego w literaturze.

1995 - Zakończenie XXX Kongresu PPS - przyjęcie uchwały o zjednoczeniu PPS Mulaka i Ikonowicza.

2005 - Zmarł James Callaghan, brytyjski polityk, 1976-79 premier W. Brytanii z ramienia Partii Pracy.


 
Lewica.pl na Facebooku