Jan Bińczycki: Jak wyhodowaliśmy sobie faszyzm

[2015-12-15 23:01:39]

Biała siła, czarna pamięć to nieprzyjemna lektura. I dobrze. Na pierwszym planie Kącki uderza w pęczniejący problem społeczny, a na drugim przypomina, że wartościowe reportaże powinny wytrącać czytelników z błogiego samozadowolenia.

Trzy tygodnie temu opisywałem liczne zalety KU KLUX KLAN. Tu mieszka miłość Katarzyny Surmiak-Domańskiej. Wyrażałem też, za autorką, oburzenie odradzającym się w USA rasizmem, hipokryzją, skrajną bigoterią. Przy okazji lektury Kąckiego muszę ze smutkiem skonstatować, że przypinanie łat przychodzi zbyt łatwo; że oburzenie i sprzeciw często przybierają rytualne, puste formy; że potępianie zła może stać się rutyną.

Kącki podróżuje po miejscowościach Podlasia, po lokalnej historii, której wielokulturowe oblicze zostało brutalnie zniszczone, a przede wszystkim: porusza się po strzępach pamięci i odmętach niepamięci. Pokazuje, jak miejscowi – przeciętni ludzie i obdarzeni misją lokalni aktywiści – radzą sobie z dziedzictwem dziejów i współczesnymi problemami. Pierwsi najczęściej przez intencjonalne zapominanie, odwracanie wzroku, drudzy przez pracę nad zbiorowym sumieniem. Obie postawy przynoszą kłopoty i na dłuższą metę okazują się nieskuteczne. Autor, na co dzień dziennikarz śledczy i reporter „Gazety Wyborczej”, postanowił zmierzyć się z ciemnymi kartami historii Białegostoku, Łaz, Jedwabnego. Podróż zaczyna się od dramatycznego opisu losów żydowskich dzieci wyrzucanych przez zdesperowanych rodziców na tory kolejowe z pociągów zmierzających do obozów zagłady. Ich życie przerywa zwykle niemiecka kula, przypieczętowuje polski strach. Materia i rozmówcy stawiają opór reporterowi, wymykają się na wszelkie możliwe sposoby. Nieliczni ocaleni i świadkowie boją się opowiadać. Wątki wspomnień urywają się, urastają do mitów, bywają zbywane machnięciem ręki lub wyrazami bezradności. Inni biją głowami o ścianę, próbując nie dopuścić do zatarcia pamięci, bo byłoby to pośrednim zwycięstwem hitleryzmu.

Wstrząsające są opisy działalności tak zwanych żołnierzy wyklętych, których hurtem, bez zaprzątania sobie głowy zróżnicowaniem celów i postępków, bez oglądania się na uczucia mniejszości narodowych postanowił uczcić świętem państwowym prezydent Bronisław Komorowski. Niechlubne wątki ich działalności codziennie przypomina jeden z bohaterów książki Kąckiego, Tomasz Sulima, przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Białoruskich i twórca strony Kpt. Romuald Rajs „Bury” – nie mój bohater. Podpalenia, mordy, w tym na kobietach i dzieciach, brutalność, która nie przystaje do bohaterów narodowych. Akurat ten fragment dziejów powojennego Podlasia znajduje urzędowe potwierdzenie dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej. W innych sprawach sądy i politycy bywają zastanawiająco opieszali.

Niewielka grupa zapaleńców latami podejmuje starania na rzecz upamiętnienia Ludwika Zamenhofa, pochodzącego z Białegostoku twórcy esperanto. Sukcesy okazują się skromne, lokalne władze z różnych nadań niezbyt chętnie współpracują, przecież to niepopularne tematy, łatwiej pochwalić się wielokulturowością w broszurach dla turystów. Nauczycielka próbuje oduczać nienawiści. Wkrótce sama staje się jej ofiarą. Lokalne fora i portale internetowe są ciężkie od bluzgów pod adresem Żydów, ale także Białorusinów i Litwinów, którzy nadal żyją na Podlasiu. Obrywa się zagranicznym studentom, uchodźcom, ale też długowłosym i równie znienawidzonym co nierozpoznanym lewakom.

Czyta się o tych sprawach z poczuciem narastającej trwogi. I zaskoczenia, bo przecież tyle było akcji społecznych, apeli, festiwali, przeciętny zjadacz mediów dawno sobie przyswoił pojęcie wielokulturowości, ciepły, bezpretensjonalny film U pana Boga za piecem i jego kontynuacje… Otóż właśnie. Okazuje się, że nie wystarcza rytualne, inteligenckie oburzenie podczas lektury „Dużego Formatu” i poczucie własnej satysfakcji z niebycia antysemitą – problem nie znika z powodu osobistej przyzwoitości. Wręcz przeciwnie, narasta i w kolejnych pokoleniach wybucha z nową siłą. Jako stały czytelnik zaangażowanych reportaży z Czarnego i „Dużego Formatu” dobrze wytrenowałem się w oburzeniu i łatwym klasyfikowaniu ludzi jako rasistów i nierasistów, oświeconych i ciemnogrodzian, postępowców i reakcjonistów. Sądzę, że spora część odbiorców tego typu przekazów reaguje podobnie jak ja, czerpiąc z reporterskich ostrzeżeń pewien rodzaj moralnej satysfakcji. Teraz już wiadomo, że będzie się trzeba mocniej postarać o spokojny sen i święty spokój. Gotowych przepisów brak, ale można posłużyć się doświadczeniami białostockich aktywistów.

Kącki sporo uwagi poświęcił lokalnym skinheadom, ich sytuacji rodzinnej, motywacjom, procesom. Jeśli można mieć do jego pracy jakieś zastrzeżenia, to z powodu niezbyt dużej wagi, jaką przywiązuje do spraw socjalnych. Doskonale radzi sobie z odkrywaniem mechanizmów zapominania i skrytego pielęgnowania uprzedzeń, jednak zdaje się nie stawiać dość mocno pytań o biedę i uczucie poniżenia, które stanowią doskonałą pożywkę dla agresywnych, plemiennych zachowań. To dzięki niej polityczny kapitał zbijają demagodzy tłumaczący świat w prymitywny sposób – zdejmują z ramion balast mieszkańcom kamienic, których poprzednicy zostali zgładzeni w czasie wojny lub wygnani tuż po niej.

Na koniec jeszcze jedno ważne zastrzeżenie. Białystok. Biała siła, czarna pamięć to reportaż interwencyjny. Celnie uderza w grzechy i grzeszki mieszkańców Podlasia, nabrzmiałe od niedomówień i braku dobrej woli. Ale nie wolno traktować tej przejmującej książki jako oskarżenia wobec jednego miasta czy regionu. Podobne teksty mogłyby powstać po wizytach w Łodzi, Wrocławiu czy Krakowie. Oby siła oddziaływania znakomitej książki Kąckiego nie ograniczyła się do głuchych pohukiwań czy intensywnego trzymania kciuków za tych, którzy mają odwagę przeciwstawiać się rasizmowi.

Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, ss. 288.


Recenzja ukazała się na portalu www.http://popmoderna.pl.


Jan Bińczycki


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano
Kampania Historia Czerwona i Czarno-Czerwona
RASIZM I PRZEMOC – ROSNĄCE ZAGROŻENIE!
Trwa batalia o Twoją prywatność. Włącz się!
cała Polska
aż wygramy;)

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 stycznia:

1793 - Konwencja podziałowa rosyjsko-pruska w Petersburgu w sprawie II rozbioru Polski, motywowana szerzeniem się "zarazy jakobińskiej".

1873 - W Błażkowej urodził się Karol Irzykowski, prozaik, dramaturg, krytyk literacki, teoretyk filmu, współpracownik "Robotnika".

1891 - W Ales na Sardynii urodził się Antonio Gramsci działacz robotniczy, teoretyk marksizmu, filozof.

1898 - W Rydze urodził się Siergiej Eisenstein, wybitny radziecki reżyser, scenarzysta, montażysta, operator filmowy, scenograf filmowy i teatralny oraz teoretyk filmu.

1940 - NKWD aresztowała we Lwowie grupę lewicowych pisarzy polskich, m.in. Władysława Broniewskiego, Aleksandra Wata, Tadeusza Peipera i Anatola Sterna.

1998 - W wyniku poparzeń zmarł Alfredo Ormando, włoski pisarz, który podpalił się na Placu św. Piotra w Watykanie w proteście przeciwko postawie i polityce Kościoła katolickiego wobec chrześcijan o orientacji homoseksualnej.

2002 - W Paryżu zmarł Pierre Bourdieu, wybitny francuski socjolog, twórca teorii władzy symbolicznej.

2007 - W Warszawie zmarł Ryszard Kapuściński, wybitny reportażysta, dziennikarz, publicysta, poeta i fotografik.

2014 - Catherine Samba-Panza jako pierwsza kobieta w historii kraju przejęła obowiązki prezydenta Republiki Środkowoafrykańskiej.


 
Lewica.pl na Facebooku