Bolesław K. Jaszczuk: Bogata biedna Ukraina

[2016-12-03 13:13:03]

Ukraina jest krajem biednym. Konstatacja ta dotyczy jednak tylko większości mieszkańców, również tych, którzy za nisko płatną robotą przyjeżdżają do Polski. Minimum socjalne ma w przyszłym roku wzrosnąć z 1 544 hrywien do 1 684 a płaca minimalna ma pod koniec 2017 poszybować do poziomu 1 762 hrywien. Za jednego dolara płaci się według oficjalnego kursu nieco ponad 25 hrywien. Łatwo zatem przeliczyć hrywny na dolary a następnie na złotówki. Wychodzi na to, że co biedniejsi Ukraińcy muszą przeżyć cały miesiąc za około 200 zł. To już lepiej chyba zapieprzać w Polsce za 600.

O wiele lepiej w porównaniu nie tylko z najbiedniejszymi, ale i przeciętnymi obywatelami Ukrainy mają się elity władzy o biznesmenach-oligarchach nie wspominając. Niby to normalne, wszak równość i sprawiedliwość to nieziszczalna utopia – przynajmniej w rynkowej rzeczywistości naszych czasów. Ciekawość musi jednak budzić skala bogactwa ukraińskich polityków, co nieuchronnie prowokuje pytanie: skąd oni na to mają? Z zamiarem wyjaśnienia pochodzenia majątków wystąpiła Narodowa Agencja ds. Przeciwdziałania Korupcji. Jak ogłosił jej wiceprezes Rusłan Radeckyj, agencja zajmie się sprawdzeniem tego w jaki sposób politycy weszli w posiadanie pieniędzy i nieruchomości wykazanych w deklaracji podatkowej. Moment jest dobry, gdyż właśnie teraz deklaracje te zostały podane do publicznej wiadomości. A jest to nie zwykle interesująca lektura dająca do myślenia w dwóch kwestiach: jak zarabiać na uprawianiu polityki oraz w jaki sposób polityka ułatwia bogacenie się.

Grunt to rodzinka

Jak przystało na normalne, hierarchicznie zorganizowane państwo najbogatszym politykiem jest jego głowa, w tym przypadku prezydent Petro Poroszenko. Na jego koncie bankowym znajduje się 26 134 870 dolców, 14 372 euro oraz ponad 540 mln hrywien. Ponadto posiada w gotówce 60 tys. baksów i 900 tys. hrywien. Wyciułane środki pochodzą najprawdopodobniej z zysków jego firmy Roshen produkującej słodycze. Nadają się one bardziej na poczęstunek niż do konsumpcji. Wiem, bo próbowałem. Czekoladową fortunę warto jednak pomnożyć i na tym odcinku ukraiński prezydent sprawdza się jak najbardziej. Jego oficjalna roczna pensja wynosi 121 tys, hrywien, co stanowi skromny dodatek do jego innych dochodów. Z procentów otrzymanych z lokaty bankowej wpłynęło mu grubo ponad 12 milionów. Kolejny niecały milion wpadł mu do kieszeni z tytułu zysku z obligacji państwowego funduszu kredytowego oraz prawie 50 milionów wynikających z różnic kursowych. Jako prezydentowi przysługuje mu służbowa limuzyna. Chcąc sobie pojeździć prywatnie ma do wyboru Mercedesa Vito 116 CDI tudzież dwa samochody wzięte w leasing a także będącego własnością jego żony Jaguara XF 4/2 Lv8. Po wodach może sobie popływać kutrem, lecz już nie dookoła Krymu. Co się tyczy ukraińskiej damy nr 1, to jest ona osobą niezwykle pracowitą. Zatrudniona jest w trzech instytucjach, które zasiliły jej stan posiadania sumką ponad 88 tys. hrywien. Jedną z tych firm jest Fundacja Petra Poroszenki. Tak się robi politykę prorodzinną. Jednak obiektywnie biorąc, prezydent Poroszenko nie należy do sknerusów. W ubiegłym roku pożyczył prywatnym osobom 3,85 miliona dolarów i ponad 1 milion hrywien. Widocznie były w potrzebie.

W porównaniu z prezydentem jego najbliżsi współpracownicy prezentują się znacznie mniej okazale, wszak nie wypada być bogatszym od pryncypała. Jedynym źródłem dochodów zastępcy szefa prezydenckiej administracji Rostysława Pawłenki jest jego pensja dzięki czemu do jego kieszeni trafiło w ciągu całego roku zaledwie nieco ponad 210 tysięcy hrywien, co w przeliczeniu daje około 3 tysięcy PLN miesięcznie. O budżet domowy zadbała jednak jego małżonka, która zarobiła ponad trzykrotnie więcej, gdyż oprócz skromnej pensji uzyskała jeszcze ponad 600 tys. hrywien z tytułu działalności biznesowej. Jest ona większościowym udziałowcem spółki Diksi Grupp oraz Szkoły Analitycznej Polityki. Jak widać, analityczna polityka czy też polityczna analityka na coś się jednak przydaje.

Jeszcze większym rodzinnym utracjuszem jest prokurator generalny Jurij Łucenko. Nie ma on nawet swojego własnego mieszkania. Lokal w którym zamieszkuje należy do niego bowiem jedynie w 20 procentach. Pozostała część to własność jego żony, syna i brata. Bliżej nie wiadomo czy rodzinka żyje sobie zgodnie na 108 metrach kwadratowych czy też jedynie opłaca za pana prokuratora 80 proc. czynszu. W ubiegłym roku Łucenko, kiedy nie był jeszcze prokuratorem a tylko zwykłym deputowanym zainkasował z tytułu działalności poselskiej wraz z dodatkami i zwrotem kosztów podróży krajowych i zagranicznych zaledwie nieco ponad 181 tys. hrywien. Podobnie jak u Pawłenki forsę tłucze żona. Co prawda w ubiegłym roku zarobiła jako deputowana tylko 237 tysięcy hrywien plus ok. 385 tys. z wynajmu nieruchomości i honorariów, to jednak na koncie bankowym uzbierało się jej dokładnie 1 milion 814 tysięcy 22 hrywny tj. 145 razy więcej od swojego męża. Z samych procentów od wkładu bankowego uzyskała nieco 310,5 tysiąca, co, jak łatwo zauważyć, znacznie przewyższa zarobki jej małżonka.

Znacznie skromniej w porównaniu ze swoim życiowym partnerem wypada Julia Tymoszenko, niegdyś premier i osoba aspirująca do prezydentury, której na osłodę ostało się jedynie przewodnictwo partii Batkiwszczyna. Jej jedyne ubiegłoroczne dochody to 156 tys. hrywien za posłowanie w Radzie Najwyższej przez co ma do dyspozycji zaledwie 804 tys. hrywien. Za to na koncie jej męża figuruje prawie 3 mln hrywien, 270 tys. dolarów i 163 tys. euro zarobione - jak twierdzi ukraińska agencja Interfax - głównie zagranicą. Jako szczery patriota działa również na terenie własnego kraju, będąc właścicielem dziewięciu firm.

Własną rodziną wysługuje się też przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Mychajło Ochendowskyj. W wyniku działalności biznesowej jego żona zgromadziła125 tys. dolarów, prawie 700 euro i ponad 2 tys. hrywien. Mieszkanie w którym jest zameldowany należy do jego matki a sam mieszka na wsi pod Kijowem w domu, którego właścicielkami są żona i teściowa. Ochendowskyj sam siebie nie zalicza do osób majętnych. Na koncie bankowym ma zaledwie 43 dolce, posiada 22 akcje jednej ze spółek o symbolicznej wartości po 0,25 hrywny, natomiast dwie ikony i kolekcja biżuterii to przecież własność jego małżonki.

Lepiej w skarpecie niż w banku?

Większość ukraińskich polityków deklaruje, że część posiadanych zasobów trzyma w gotówce informując dokładnie ile tego i w jakich walutach. Niedoszły prezydent, były zawodowy mistrz świata w boksie a obecnie mer Kijowa Witalij Kłyczko oświadcza w deklaracji podatkowej, iż na koncie bankowym ma 18 750 dolków, nieco ponad tysiąc euro i około 5,5 tysiąca ukraińskiej waluty, natomiast w gotówce ma uzbierane prawie 200 tys. baksów, 42 tys. euro. Z kolei szef parlamentarnej frakcji Partii Radykalnej Ołeh Liaszko w banku trzyma jedynie hrywny w ilości 2 milionów. Za to w gotówce ma 740 tys. dolarów, 90 tys. euro i 890 tys. hrywien na drobne wydatki. Skarpetę preferuje także minister polityki agrarnej i żywnościowej Taras Kutowyj, który na koncie bankowym ma 11,65 tys. dolarów i 1,15 tys. euro a w gotówce 463 tys. baksów i 60 tys. euro. Jego roczna pensja wynosi co prawda zaledwie niecałe 77 tysięcy hrywien, lecz za to jest on udziałowcem zarejestrowanej na Cyprze spółki Lalonitana Investments Limited.

Rekordzistą w tej materii jest jednak przedstawiciel prezydenta w Radzie Najwyższej Artur Herasimow, który w ogóle nie korzysta z usług banku i wszystkie pieniądze trzyma w gotówce. A jest tego sporawo – 4.2 miliona hrywien, 85 tys. USD i 24 tys. euro. Co ciekawsze, zadeklarowane dochody jego i żony, posiadającej udziały w dwóch spółkach, zamknęły się kwotą nieco ponad 133 tys. hrywien. Do banków najwyraźniej nie ma zaufania również przewodniczący parlamentarnego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Serhij Paszynkskyj z ugrupowania Front Narodowy, trzymając w gotówce 350 tys. dolarów, 140 tys. euro i 7,5 miliona hrywien. Nie dziwota, że w zeszłym roku wydał 860 tys. hrywien na ochronę, również osobistą. Kto jak kto, ale szef komitetu od bezpieczeństwa narodowego chyba najlepiej wie, gdzie bezpiecznie przechowywać forsę.

Posiadacze ziemscy, automobiliści, biznesmeni i cyklista

Ukraińscy politycy chętnie lokują pieniądze w nieruchomości. Niektórzy posiadają po kilka mieszkań i gruntów. Wspomniany wyżej Paszynkskyj, a oficjalnie jego żona, posiada siedem działek o łącznej powierzchni ponad 13 tysięcy metrów kwadratowych i do tego dom mieszkalny na ponad 1000 m2. Nieco uboższy jest Liaszko, który ma jedynie sześć nieruchomości ziemskich. Natomiast deputowany Serhij Łeszczenko najwyraźniej nie gustuje w sielskich krajobrazach, skoro ładuje mamonę w stołeczne mieszkania. Ma ich trzy, przy czym jedno z nich kupił za 7,5 miliona hrywien. Chyba przepłacił, skoro taki Kłyczko za jeden metr kwadratowy zakupionego mieszkania zapłacił tylko równowartość 7 złotych. Łeszczence najwyraźniej nie wystarczają poselskie dochody na poziomie 157 tysięcy hrywien skoro niemal drugie uzyskał z innych źródeł, przy czym około 10 tys. wypłacił mu Ośrodek Przeciwdziałania Korupcji. Widocznie skutecznie przeciwdziałał.

Politycy lubią też mieć po kilka samochodów na wypadek, gdyby któremuś z nich (chodzi o pojazdy a nie polityków) np. pękła rura wydechowa. Jak łatwo się domyślić nie są to wiekowe wołgi, zaporożce czy żiguli. Niektórzy gustują w bardziej ekologicznych środkach przemieszczania się. Witalij Kłyczko, choć to były bokser a nie kolarz, posiada siedem rowerów – akurat po jednym na każdy dzień tygodnia. Są to welocypedy marek Scott, Coratec i Cannondale, jeśli rowerzystom to mówi cokolwiek. W chwilach wolnych od pedałowania może sobie pograć na fortepianie firmy Yamaha o wartości prawie jednego miliona hrywien. Prominenci, a ściślej rzec biorąc ich żony, lubują się w precjozach. Szczególne zamiłowanie w tym zakresie wykazuje małżonka szefa obwodowej administracji w Doniecku Pawła Żerbiwskiego, której biżuteria warta jest 80 tys. hrywien.

Największym zainteresowaniem cieszą się jednak zegarki. Były minister Nowak, który aktualnie podłapał robotę na Ukrainie, jest w tym towarzystwie zwykłym cieniasem. Może co najwyżej porównywać się z Żerbiwskim, który też ma jeden zegarek firmy Breguet za 51 tys. hrywien. Gdyby kupił sobie drugi, to zrównałby się z mężem Julii Tymoszenko i ministrem Kutowym. W ilości posiadanych ekskluzywnych czasomierzy wyprzedzają go tacy potentaci, jak lider parlamentarnej frakcji Wola Narodu Jarosław Moskałenko z dziewięcioma posiadanymi wspólnie z żoną zegarkami znanych firm czy też zastępca szefa administracji w Charkowie o adekwatnym do jego stanu majątkowego nazwisku Skorobohacz z ośmioma. Wszystkich przebija jednak Kłyczko mający na stanie antyczny marmurowy zegar francuski z XIX wieku oraz siedem „zwykłych” zegarków.

Jak już to było powiedziane, niemal wszyscy politycy i funkcjonariusze wysokiego szczebla zajmują się biznesami, niekiedy wyręczając się swoimi żonami bądź dziećmi. Są właścicielami lub większościowymi posiadaczami akcji w różnych spółkach, jak choćby mer Kijowa, który jest wyłącznym beneficjentem fundacji swojego imienia a ponadto zarejestrował znak firmowy KłyczkO w trzech językach. Należy zatem być ostrożnym z pisaniem jego nazwiska z dużym o na końcu.

Nie wszyscy od których się tego wymaga złożyli deklaracje podatkowe w odpowiednim terminie. Bardzo to wnerwiło generalnego prokuratora Łucenkę, który sam uzewnętrznił swój stan posiadania, podczas gdy inni się od tego migają. Zagroził siedmiu deputowanym pociągnięciem ich do odpowiedzialności. Przypomniał, że za takie wykroczenie grozi grzywna a także 150 do 240 godzin prac społecznie użytecznych oraz dwa lata więzienia i zakaz pełnienia funkcji publicznych do lat trzech. Spośród tej siódemki zareagował Jurij Szuchewycz, syn czołowego i czczonego dziś z honorami banderowca Romana Szuchewycza. Oświadczył, że jego jedyne dochody to uposażenie poselskie wraz z dodatkami, emerytura oraz rekompensata w łącznej kwocie 65 tys. hrywien - po przeliczeniu nieco ponad 600 złotych miesięcznie - za to, że był więźniem politycznym, którą dostaje z budżetu miejskiego Lwowa i od jednej z fundacji. Swoje oszczędności w gotówce wyliczył na 80 tys. hrywien czyli równowartość około 50 płac nominalnych. Jest to malutki pikuś w porównaniu ze stanem posiadania innych czołowych aktorów ukraińskiej sceny politycznej.


Bolesław K. Jaszczuk


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

DLACZEGO POLACY SIĘ NIENAWIDZĄ?
premiera 22 listopada (środa)
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

13 grudnia:

1797 - W Düsseldorfie urodził się Heinrich Heine, poeta niemiecki, przyjaciel Karola Marksa.

1914 - Urodził się Alan Bullock, historyk brytyjski, autor znanej książki "Hitler i Stalin - żywoty równoległe". W 1977 r. opracował dla rządu laburzystowskiego raport, w którym postulował obsadzanie kierowniczych stanowisk robotnikami.

1923 - Polska uznała ZSRR.

1936 - W katowickiej kopalni "Eminencja" rozpoczął się strajk okupacyjny w obronie 220 górników zagrożonych zwolnieniem.

1937 - Chiny: Armia japońska zdobyła Nankin i dokonała masakry ludności cywilnej, mordując ok. 150 tys. ludzi.

1973 - 47 osób zginęło, a 17 zostało rannych w wyniku wybuchu gazu w hotelu robotniczym w czeskim Tachovie.

1981 - W Polsce wprowadzono stan wojenny.

2009 - Honduras: Walter Trochez, działacz na rzecz praw LGBT i członek Narodowego Ruchu Oporu, przeciwstawiającego się zamachowi stanu, w wyniku którego obalono prezydenta Manuela Zelayę, został zastrzelony w stolicy kraju, Tegucigalpie.


 
Lewica.pl na Facebooku