Piotr Szumlewicz: ZEA - piekło w raju

[2017-06-07 21:42:38]

Zjednoczone Emiraty Arabskie to nowy kierunek wycieczek dla turystów spragnionych słońca w środku zimy. Idealna pogoda, ciepłe morze, fascynująca architektura, przystępne ceny, bezpieczeństwo – czego więcej oczekiwać? Na dodatek ZEA są krajem bogatym, gdzie bezrobocie jest niskie, a ubóstwo niewidoczne. Kraj rozwija się nieomal z tygodnia na tydzień – jest wielkim placem budowy. Wciąż pojawiają się nowe zachwycające konstrukcje architektoniczne, parki rozrywki czy gigantyczne galerie handlowe.

Niestety pod powierzchnią raju kryje się rzeczywistość, o której turyści wolą nie wiedzieć. Wystarczy wyjść poza centrum Dubaju albo uważniej przyjrzeć się interakcjom społecznym, aby zobaczyć złowrogą twarz Emiratów. W cieniu nowoczesnych wieżowców utrzymują się represyjne stosunki społeczne, a pieczę nad całością sprawuje autorytarny reżim.

Opozycja niemile widziana
ZEA liczą ponad 9 mln mieszkańców, z czego tylko około 20% stanowią obywatele kraju. Kluczowe funkcje w państwie są sprawowane przez władców wywodzących się z kilku klanów, a partie polityczne nie istnieją. Posłuszeństwo wobec władzy jest wpajane mieszkańcom na tyle skutecznie, że większość nie próbuje protestować. Gdy ktoś wyłamuje się z norm narzuconych przez władzę, może spotkać się z ostrą reakcją otoczenia. Dotyczy to tak polityki, jak i religii, rodziny czy rozrywki.

Ruchy protestu są tłumione w zarodku, a za krytykę władzy można trafić do więzienia. Obrońcy praw człowieka i działacze na rzecz demokracji są nękani, ogranicza się ich swobodę wypowiedzi, są arbitralnie zatrzymywani, niekiedy deportowani. Choć konstytucja ZEA chroni wolność słowa, osoby krytykujące władzę są prześladowane.

Świetnie zorganizowany wyzysk
Wielu ekonomistów chwali gospodarkę ZEA. Choć kraj swoje bogactwo zawdzięcza odkryciu złóż ropy naftowej, do 2030 roku Emiraty mają uniezależnić się od surowców naturalnych.

Średnia pensja w ZEA wynosi około 4 tys. euro, a pracownicy sektora naftowego czy administracji zarabiają kilkukrotnie więcej. Stosunki pracy w Emiratach mogą wydawać się zbliżone do tych panujących w krajach zachodnich. Prawo pracy w ZEA przewiduje płatny urlop, jak też odprawy uzależnione od stażu pracy. Firma musi zapewnić transport do miejsca pracy, jedzenie i picie, a nawet świadczenia rekreacyjne i sportowe. Maksymalny czas pracy w Emiratach wynosi 8 godzin na dobę i 48 godzin tygodniowo. Ponadto ZEA to kraj, który podoba się liberałom, gdyż pracownicy nie płacą podatku dochodowego ani składek emerytalnych.

Ale to nie wszystko. Uderza bowiem, że prawo ma ograniczony zasięg obowiązywania, gdyż o jego respektowaniu decydują pracodawcy, którymi każdorazowo są rodowici mieszkańcy kraju. Ponadto w Emiratach nie istnieją związki zawodowe, a ich działalność jest zakazana.

System organizacji pracy migrantów daje im bardzo słabą pozycję przetargową. Robotników rekrutują agencje mające swoje siedziby w kraju dostarczającym siłę roboczą, które obiecują świetne warunki kontraktu, często pobierając wysokie prowizje. Ludzi nie stać potem na kupno biletu powrotnego do domu, a na dodatek, jak wskazywała w swoich raportach Human Right Watch, zdarzały się przypadki, gdy konfiskowano im paszporty.

W praktyce migranci z biednych krajów często są brutalnie wyzyskiwani. Znane są przypadki, gdy stojący najniżej w hierarchii robotnicy z Nepalu czy Bangladeszu płacili deportacją za żądania podwyżek, choć ich wynagrodzenia wynosiły zaledwie ok. 200 dolarów. Migranci często gnieżdżą się po kilkanaście osób w pokoju, a potem pracują siedem dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Wielu ryzykuje życie, pracując na ogromnych wysokościach w ponad 40-stopniowym upale. W konsekwencji jest tu duża liczba wypadków śmiertelnych przy pracy. Miejscowe stosunki pracy mają wiele elementów feudalnych – pracodawca to panicz, który bywa szczodry, ale jak ma zły humor, to pozostawia pracowników bez środków do życia.

Rodowici mieszkańcy kraju są bardzo bogaci, a ponadto mają zapewniony dostęp do wysokiej jakości usług edukacyjnych czy zdrowotnych. Sytuacja migrantów jest znacznie gorsza. Przykładowo w ZEA nie ma powszechnego systemu emerytalnego, a władze zakładają, że mieszkańcy sami odłożą środki na godną starość. W kraju osoby 65+ stanowią zaledwie 1% populacji, niemniej jednak migranci, którzy pracowali przez lata w Emiratach, nie mogą liczyć na godną starość.

Miejscowe przedsiębiorstwa często oferują swoim pracownikom różne formy ubezpieczeń. W przypadku absencji chorobowej, pracownik otrzymuje wynagrodzenie przez 45 dni. Gdy jednak jego absencja chorobowa się przedłuża, a tym bardziej, gdy traci pracę, jest zdany sam na siebie, a do tego musi się leczyć w drogich, prywatnych placówkach. Również edukacja w Emiratach jest w znacznej mierze prywatna. Migranci mają spory wybór szkół, ale czesne wynosi co najmniej 30 tysięcy złotych na rok.

Świat heteroseksualnych mężczyzn
Kobiety w ZEA są ludźmi niższej kategorii i spotykają się z dyskryminacją na każdym polu życia. Dzieje się tak, choć nie ma formalnych przeciwwskazań dla ich samorealizacji w sferze zawodowej. Niższy status kobiet najbardziej widoczny jest w stosunkach rodzinnych, a ich podrzędna rola jest traktowana jako oczywistość. Jednym ze strażników patriarchatu jest konserwatywna wersja islamu, której bronią nie tylko duchowni, ale też spleciona z religią władza polityczna.

Najgorszy jest los migrantek. Z raportów HRW wynika, że zdarzają się przypadki ich bicia, głodzenia i molestowania seksualnego przez pracodawców. Ich protesty są pacyfikowane jeszcze szybciej niż protesty migrantów mężczyzn – wystarczy, że pracodawca oskarży je o niemoralne prowadzenie się. To też skuteczny sposób pozbycia się zgwałconej pracownicy, która zaszła w ciążę. Takie oskarżenie wystarczy, by kobietę zamknąć w więzieniu lub deportować. W 2014 roku HRW przeprowadziła wywiady z 99 kobietami pracującymi w ZEA jako pomoce domowe. Większość z nich wskazała na dużą liczbę nieopłacanych nadgodzin. 24 kobiety zgłosiły napaści fizyczne lub seksualne. HRW odnotowała też przypadki zamykania kobiet na klucz, by nie mogły uciec. Zresztą nawet gdyby to im się udało, mogłyby zostać aresztowane.

Emiraty to nie tylko wyzysk na rynku pracy. Znacznie bardziej nieprzejednane wydaje się podejście reżimu do patriarchatu i homofobii.

Emiraty to kraj, w którym legalne jest wielożeństwo, ale dotyczy ono wyłącznie mężczyzn. Mąż wydaje żonom zgodę na wyjście z domu, pomalowanie paznokci, odsłonięcie twarzy. Mężczyzna ma prawo realizować się w przestrzeni publicznej. Kobieta tylko o tyle, o ile taka będzie wola męża. Zwyczajowo zasypuje żony drogimi prezentami, ale w zamian oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa.

Jednocześnie w ZEA formalnie zakazuje się utrzymywania związków pozamałżeńskich, a wręcz się za nie każe, co w praktyce dotyczy głównie kobiet. Reżim przymyka oko na seks między turystami, którzy nie żyją w związkach małżeńskich, ale zgodnie z obowiązującymi wzorcami jest to praktyka nieakceptowalna.

Mimo to miejscowi mężczyźni mogą mieć bogate życie seksualne. Tymczasem kobieta zdradzająca męża powinna liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi, jak też z powszechnym potępieniem. Co budzi szczególnie oburzenie obrońców praw człowieka, to że przepisy te niekiedy stosuje się wobec ofiar gwałtu. Zamiast obrony przed gwałcicielem, kobieta bywa obwiniana o zdradę małżeńską. Zarazem trudno dowieść winy gwałcicielowi, gdyż zeznania mężczyzn, szczególnie obywateli ZEA, traktuje się jako bardziej wiarygodne niż kobiet.

Patriarchat przenika też do życia codziennego. Stąd odrębne części autobusów dla kobiet. Niektórzy tłumaczą, że w ten sposób chroni się je przed napastowaniem ze strony mężczyzn, ale w praktyce chodzi o to, by kobiety nie miały kontaktu z innymi mężczyznami. Z tego samego powodu wiele z nich ma zasłonięte twarze. Jeśli turysta próbuje nawiązać z tutejszą kobietą kontakt wzrokowy, spotyka się z silną dezaprobatą. Oczywiście dotyczy to też samych kobiet, którym zakazuje się flirtowania. Migranci są oddzielani od kobiet, które mają pogodzić się z tym, że są własnością swoich mężów. Społeczeństwo ma więc strukturę haremu, z którego korzysta stosunkowo niewielka liczba męskich obywateli ZEA. Obyczajowość, prawo i religia pilnują tradycyjnego modelu rodziny, którego głową jest mężczyzna mający obywatelstwo ZEA. Wszystkie inne rodzaje życia rodzinnego są niemile widziane, a niekiedy też penalizowane, co szczególnie brutalnie dotyczy stosunków homoseksualnych. Osoby homoseksualne są zagrożone karami grzywny, deportacji, pozbawienia wolności, a nawet śmierci.

Surowa obyczajowość ma tłumić pragnienia i aspiracje kobiet, stąd restrykcyjne regulacje dotyczące stroju czy niechęć wobec publicznego całowania się. Okazywanie uczuć ma ograniczać się do sfery prywatnej. Kobiety mają być skazane na życie z miejscowymi mężczyznami, stąd o ile obywatel Emiratów może ożenić się z migrantką, o tyle rodowitym mieszkankom ZEA trudno wyjść za obcokrajowca.

Co dalej?
Wiele wskazuje na to, że stosunki pracy w ZEA wraz z rozwojem ekonomicznym stopniowo będą się zmieniać. Znacznie gorzej wyglądają perspektywy kobiet, gdyż patriarchat stanowi tożsamościowy rys tamtejszej władzy. Wąska kasta bogatych mężczyzn broni tradycyjnego modelu rodziny i opresyjnej obyczajowości, starając się zagłuszać aspiracje wolnościowe kobiet. W dłuższej perspektywie powinna narastać presja na odchodzenie od modelu, w którym kobieta jest traktowana skrajnie niepodmiotowo. Już teraz Dubaj ze względu na obecność milionów turystów i turystek poluzowuje surowe zasady prawa i moralności. Moc patriarchatu jest jednak potężna i stanowi ważny element wielu autorytarnych rządów. Silna, autorytarna władza, dyskryminacja migrantów, obrona patriarchalnej rodziny, potępienie homoseksualizmu, tradycyjna moralność oparta na religii – skąd my to znamy? Okazuje, się, że Polska i Zjednoczone Emiraty Arabskie to kraje pod wieloma względami pokrewne. Obydwa czekają na "dobrą zmianę".

Piotr Szumlewicz



Tekst ukazał się w "Tygodniku Faktycznie".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Czerwoni Kosynierzy Gdyńscy 1939 - prawda czy mit?
Warszawa, Siedziba Stowarzyszenia Wolnego Słowa, ul. Marszałkowska 7
25 września (poniedziałek), godz. 17.30-20.30
Gender Studies IBL PAN - rekrutacja
Warszawa, ul. Nowy Świat 72
do 20.10.2017
Zapal Znicz Dla Kacpra
Katowice, Rynek
23 września (sobota), godz. 18.00-21.00
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

24 września:

1856 - Urodził się Ludwik Waryński, działacz i ideolog polskiego ruchu socjalistycznego, publicysta. Współtwórca pierwszych kółek socjalistycznych w Królestwie Polskim oraz kas oporu. Współtwórca I Proletariatu.

1922 - W wyborach do Sejmu Śląskiego I kadencji PPS uzyskała 17 proc. głosów.

1927 - Sąd Partyjny PPS wykluczył Jędrzeja Moraczewskiego z partii za jego udział w rządzie Józefa Piłsudskiego.

1938 - Rada Naczelna PPS skrytykowała politykę rządu polskiego względem Czechosłowacji.

2004 - Zmarła Françoise Sagan, francuska pisarka, uznawana za jedną z największych postaci francuskiej literatury powojennej.

2005 - W wypadku samochodowym zginął Daniel Podrzycki. W latach 1989-92 działacz i współzałożyciel NSZZ "Solidarność 80". Założyciel Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" oraz Polskiej Partii Pracy i ich długoletni przewodniczący.


 
Lewica.pl na Facebooku