Jarosław Klebaniuk: Sprawy świata należy traktować jak własne

[2018-03-05 12:18:58]

Weronika Szczawińska wraz z szóstką aktorów tchnęła teatralny rozmach w adaptację prozy anonimowego włoskiego twórcy. Widowisko przerosło tekst, a tak właśnie powinno być w teatrze. Inscenizacja mniejsza od literackiego oryginału nie jest warta starań. Wydestylowanie i zrobienie czegoś nadzwyczajnego z tetralogii Eleny Ferrante stanowi ogromny sukces.

Wprowadzająca scena, w której postaci, a także relacje między nimi zostały szybko przedstawione była dla mnie mało zrozumiała. Natłok imion, nazwisk, koligacji i romansów, któremu towarzyszył korowód wykonujących podobne gesty postaci na scenie, przywodził na myśl animowane streszczenie kilkuset odcinków Mody na sukces (Bold and beautifull) w ciągu sześciu minut. Podobno saga neapolitańska liczy dwa tysiące stron, więc jakaś analogia istnieje. Nawet jednak i ta, najsłabsza w spektaklu scena, została pomysłowo poprowadzona – z mówieniem na przemian przez zmieniających się narratorów i uzupełniających ich symultanicznie pozostałych bohaterów.

Wątki, które zostały wybrane do przedstawienia, dotyczyły przede wszystkim życia prywatnego i publicznego pisarki Eleny Greco, jej inicjacji seksualnej, miłości, związków z mężczyznami, lecz także trudnej relacji z matką oraz wyzwolonego, emancypującego się podejścia do świata. Jej zaginiona przyjaciółka Lila Cerullo nie odniosła zawodowego sukcesu, jednak wydaje się mieć jeszcze bardziej zbuntowany stosunek do świata i konserwatywnej obyczajowości. Zaangażowanie w zmienianie rzeczywistości społecznej nie wydaje się jednak ani łatwe, ani jednoznacznie spełniające. Sercem byliśmy po stronie walczących o równouprawnienie i wolność od męskiego ucisku kobiet, jednak już kontekst nadany przez autora lub autorkę tekstu (anonimowość rozciągnęła się także na płeć) zachęcał do zdystansowanego przyglądania się wszelkim ideowym zaangażowaniom.

W jednej z wielu znakomicie wymyślonych scen początkowo agresywnie skandowane Masturbazione przechodzi w medytacyjne mruczenie. Ani aktywizm, ani medytacja nie znajdują więc jednoznacznej akceptacji twórców. Podobnie zresztą postać głównej bohaterki czy pozostałych protagonistów budzą więcej zainteresowania niż sympatii. Tak zniuansowane ustawienie postaci, zwłaszcza kobiecych, uznać należy za zaletę przedstawienia. Już mężczyźni natomiast jawią się jako raczej niesympatyczni – próżni, lubieżni lub zwyczajnie nieudaczni. Tkwi w tym jakieś, że użyję oksymoronu, kobiece jądro. Feminizujący, emancypacyjny tekst dla odbiorcy, który z podobnymi ma do czynienia od dziesięcioleci, wydaje się wtórny, trąci myszką. Jak słusznie zauważyła Ela, po prostu nie jest zbyt dobry. Tym większe słowa uznania należą się inscenizatorom.

Nie zabrakło w spektaklu oryginalnych pomysłów. Policzki wymierzane były zbiorowo na tyle stron świata, na ile zorientowana była publiczność, a ofiarami padały przeważnie żony, partnerki i siostry, zaś jeden policzek – akurat zamierzony wobec mężczyzny – przerwany został niejako w połowie ruchu, bo w grę wchodziło jedynie oskarżenie. W całej sekwencji scen męska seksualność wyeksponowana została przez kobietę i kobiece ciało (brawo za kreację dla Pauliny Wosik!). Jedną postać lub zjawisko (dojrzewanie seksualne!) często grało niejako parę osób rozrzuconych i poruszających się po scenie. Przebieranie się lub niedoubieranie stanowiło niemal stały element, a wykorzystanie wieszaka z garderobą jako sceny dla wyimaginowanych pacynek było prawdziwym majstersztykiem.

Uderzającą cechą Genialnej przyjaciółki była bezbrzeżnie niemal otwarta scena, rozmaite siedziska dla widzów, od materaców po barowe stołki porozrzucane tu i ówdzie, nawet niemal na środku (to nie najlepszy pomysł, bo widzowie zasłaniali część scen, co było frustrujące), meble stylizowane na futurystyczne, o nieregularnej bryle, kątach ostrych, kontrastujących kolorach. Kostiumy, niektóre bajecznie kolorowe, inne – eksponujące ciało dopełniały plastyczności przedstawienia.

Taki charakter sceny umożliwiał interakcję z widownią. To poruszanie się między widzami, odgrywanie scen za plecami niektórych, patrzenie z bliska w oczy, pytania, a nawet prośby o przeczytanie fragmentów książki (w czasie drugiego spektaklu trafiło na bardzo sprawnych widzów!), ten bliski kontakt, w połączeniu z choreograficzną, pantomimiczną i wokalną dynamiką spektaklu, dodawał mu intensywności.

Światło ogólne, bez reflektorów, budziło skojarzenia z jednym z postulatów Dogmy Larsa von Triera. Za to muzyka była ciekawa i dobrana. Stanowiła dobry kontrapunkt dla tak zwanego odważnego języka. Jeden z obscenicznych dziecięcych wierszyków został nawet użyty jako forma ekspresji złości przez kobietę. Zaskakujący charakter pisanego właśnie akapitu ma dać pewną namiastkę samego przedstawienia, które do końca było nieprzewidywalne i coraz to wprawiające w nową falę zdziwienia.

Pochwalić należy aktorów. Świetną rolę zagrała Anna Kieca, której aktorskie spektrum zostało poddane wszechstronnemu testowi za sprawą wyeksponowania jej w różnych relacjach interpersonalnych czy też w kameralnej scenie zwierzania się z pierwszych (i kolejnych) seksualnych doświadczeń. W walce z suknią o zbyt głębokim dekolcie ani razu nie poniosła porażki, a w sprawności przebierania się na scenie nie miała sobie równych. Jedynie zebranie cygaretki z podłogi ustami bez pomocy rąk zapisać należy, pośród różnych fizycznych sprawności i nieoczywistych akrobacji, jej grającej mężczyznę koleżance.

Z przyjemnością oglądaliśmy Jerzego Senatora, który z równym wdziękiem grał flaszera, nieśmiałego młodzieńca, lubieżnego profesora uniwersytetu czy odrzuconego narzeczonego. Zarówno w scenie, gdy niczym w ćwiczeniu aktorskim na wiele sposobów powtarzał „Nie chcesz już za mnie wyjść?”, jak i podczas charakterystycznych dla siebie lekkich pląsów, był po prostu świetny. Te minikreacje rozmaitych postaci dodawały przedstawieniu powabu. Chciałoby się rzec, „Kochamy Pana, Panie Jurku”, ale chyba nie wypada.

Kilka najwyraźniej zbulwersowanych pań w średnim i mocno średnim wieku opuściło widownię, po pierwszych seksualnych sygnałach. Uszły w czas. Ocaliły w ten sposób swoją konserwatywną wrażliwość, nie dały, jak to w prawniczym języku stoi, „obrazić uczuć”, bo potem nie tylko lubieżność eskalowała, ale i zwierzenia z seksualnych zbliżeń nie szczędziły szczegółów. Także feminizujące dosadności w rodzaju „Zamieniasz się w mięsną puszkę z żywą lalką w środku” (o ciąży) czy „Nadmiar wiedzy wypalił ci mózg” (matka do nieortodoksyjnej córki) ani chybi nie ucieszyły by ich „usz”.

Wrocławski Teatr Współczesny nareszcie złapał artystyczny oddech. Genialna przyjaciółka jest wprawdzie zbyt wysmakowanym, złożonym i niejednoznacznym przedstawieniem, aby osiągnęła komercyjny sukces, jednak wartość teatru, śmiem twierdzić, lepiej mierzyć jakością oferty, niż pełną widownią. Nigdy chyba nie zapomnę jedynej w życiu wizyty w pękającym w szwach Teatrze Komedia, gdzie w tłumie przywiezionych autokarami smakoszy niewybrednej rozrywki przytłaczał mnie śmiech rubaszny z tanich aktorskich popisów, a bezwstydne eksploatowanie stereotypów narodowościowych i seksistowskich uprzedzeń stało się kluczem do komercyjnego sukcesu. Wierzymy, że to nigdy nie stanie się przy Rzeźniczej. Z pewnością nie miało miejsca na Scenie na Strychu. Świetne żonglowanie teatralną konwencją stanowiło źródło elitarnej zabawności, jednak nade wszystko – niewypowiedzianego zachwytu. Tak trzymać!

Genialna przyjaciółka
Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego
Wrocław
Reżyseria: Weronika Szczawińska
Obsada: Paulina Wosik, Mariusz Bąkowski, Anna Błaut, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Anna Kieca, Jerzy Senator
Premiera: 17/02/2018
Najbliższy spektakl: 24/03

Recenzja ukazała się na portalu teatrdlawas.pl.

Jarosław Klebaniuk


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

BYDGOSKA DEBATA O IPN-ie
Bydgoszcz, ul. Jaworowa 5
22 lipca (niedziela), 9.15-16.00
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 lipca:

1870 - Rady Generalne zatwierdziły I Międzynarodówkę.

1921 - W Łodzi początek obrad XVIII Kongresu PPS, który przyjął nowy statut partii. Uchwalono, że PPS nie będzie brać udziału w rządach koalicyjnych z partiami burżuazyjnymi. Podjęto decyzję o wystąpieniu z II Międzynarodówki. PPS liczyło 55 tys. członków.

1936 - Hiszpania: W Katalonii, utworzona przez anarchistów "Żelazna Kolumna", licząca ponad tysiąc milicjantów, wyruszyła z Barcelony, by walczyć z frankistami.

1952 - Egipt: Rewolucja lipcowa - obalenie monarchii.

1961 - Nikaragua: Powstał Sandinistowski Front Wyzwolenia Narodowego (FSLN).

1974 - Grecja: Upadek prawicowego reżimu "czarnych pułkowników".

1993 - Szwadron śmierci dokonał masakry bezdomnych dzieci pod kościołem Candelária w Rio de Janeiro.


 
Lewica.pl na Facebooku