Bartłomiej Zindulski: Z notesem w Kaszmirze

[2019-03-23 08:14:50]

Droga z Leh do Srinagaru wiedzie samą północą administrowanej przez Indie części Kaszmiru, przez miasto Kargil. To jest jedna z dwóch dróg (oprócz powietrznej), jakimi można dojechać do Leh z innych części Indii. Najsłynniejsza wśród poszukiwaczy przygód jest droga z Manali do Leh, na trasie której są jedne z najwyżej położonych przejezdnych przełęczy na świecie a widoki zaliczane są do najpiękniejszych na ziemi. Ta druga droga jest równie piękna, równie niebezpieczna a widoki jednakowo zapierają dech w piersiach, choć droga nie przebiega przez tak wysokie przełęcze jak pierwsza.
Na trasie do Srinagaru kursują siedmioosobowe terenowe samochody indyjskiej marki Mahindra. Dostałem najmniej wygodne siedzenie, na samym tyle, gdzie najbardziej rzuca i gdzie sufit samochodu jest niżej co zmuszało mnie do ciągłego pochylenia. Kiepsko, bo podróż trwa całą noc. W aucie siedziało siedem osób. Obok mnie zasiadł sympatyczny gość, Ladakhijczyck ze złotymi zębami, który uśmiechał się do mnie uprzejmie gdy coś mówiłem, ale sam nic nie mówił. Była też para młodych Hindusów z Mumbaju, którzy ze sobą rozmawiali po angielsku. Kobieta wielokrotnie odbierała telefon i po angielsku załatwiała jakieś interesy związane chyba z nieruchomościami i w tym czasie konsultowała się ze swoim partnerem, potwierdzając z nim terminy i miejsca. Wracali z wakacji w Leh. Była też studentka uniwersytetu w Srinagarze ze swoją mamą oraz młody kierowca. W jakiejś małej wsi w której zatrzymaliśmy się na herbatę, jako ósmy pasażer dosiadł się jeszcze jeden Ladakhijczyk, przez co z mojego nieznośnie niewygodnego siedzenia na ciasnej, tylnej kanapie dodatkowo ubyło miejsca i teraz byłem już całkiem ściśnięty. Jedyną zaletą tej sytuacji było to, że gdy rzucało mną na wybojach, to ciało siedzącego obok człowieka było pewnym amortyzatorem. Nowy pasażer jechał w odlotowych okularach przeciwsłonecznych w stylu disco z lat 80 – tych. Siedział w nich nawet gdy się ściemniło.

Jechaliśmy przez skalne doliny których wygląd kojarzy się z krajobrazem księżycowym. Wkrótce okazało się, że okolica nosi turystyczną nazwę Moonland – Księżycowa Kraina. Różne rodzaje skał o różnych kolorach tworzyły tam bajeczne widoki. Do czasu postoju, gdy było jeszcze jasno, na te kolorowe skały padało światło słoneczne przefiltrowane przez białe chmurki o różnych kształtach. Tak więc skały, które same w sobie mają różne odcienie i wiele kształtów, wzbogacone były przez różne barwy i kształty dzięki połączeniu słońca i chmur. Gdy się już ściemniło, równie niezwykły efekt dawał księżyc a na czystym niebie widać było tylko białe chmurki o wyraźnych kształtach i księżyc oraz miliardy gwiazd. Pasażerka z Mumbaju zwróciła w pewnym momencie uwagę na jedną z tych gwiazd, która świeciła wyjątkowo jasno. Patrzyliśmy na nią przez ponad pół godziny, jadąc niejako w jej kierunku. Po jakimś czasie okazało się, że był to mocno oświetlony helikopter indyjskiej armii zawieszony w powietrzu nad naszą drogą.

Biegnąca wzdłuż Linii Kontroli – LOC (faktycznej granicy między Pakistanem a Indiami w Kaszmirze) droga ma ważne znaczenie strategiczne dla indyjskiej armii. Okolice miasta Kargil były kilkukrotnie terenem działań wojennych między Pakistanem i Indiami – najpierw w 1947 roku, zaraz po podziale Indii, potem w 1965, 1971 i po raz ostatni w 1999 roku. Były to ważne wydarzenia w historii obu krajów.

W 1999 roku, jak w przypadku wszystkich wojen, tak i w wojnie kargilskiej, obie strony oskarżały się o sprowokowanie zajść prowadzących do wojny. Prawdopodobnie iskrą konfliktu było zajęcie przez grupy kaszmirskich separatystów części drogi z Leh do Srinagaru, w okolicach Kargil oraz strategicznych pozycji kontrolowanych zazwyczaj przez armię indyjską. Ze względów geograficznych, część pogranicza w okolicy Kargil jest trudna do kontrolowania w czasie zimy i armie po obu stronach opuszczają ten teren, by powrócić po odejściu śniegów, czyli na ogół w maju. W maju 1999 roku indyjska armia nie zdążyła powrócić na swoje pozycje a wykorzystali to sąsiedzi. Według strony indyjskiej byli to pakistańscy żołnierze a według Pakistanu, kaszmirscy separatyści. Tak więc żołnierze lub członkowie milicji kaszmirskich przedostali się przez granicę z terytorium kontrolowanego przez Pakistan i zajęli wojskom indyjskim ich pozycje. Armia indyjska zmobilizowała lotnictwo i artylerię oraz 200 tysięcy żołnierzy! Wszystko, by odzyskać swoje górskie pozycje koło Kargil. Ostrzał nie miał jednak charakteru „chirurgicznego”. Z dział indyjskich wystrzeliwano do 20 tysięcy pocisków dziennie. Skutkiem tego blisko 30 tysięcy ludzi zamieszkujących tereny kontrolowane przez Pakistan musiało opuścić swoje domy a po stronie kontrolowanej przez Indie 20 tysięcy osób. Te liczby mogą nie robić wrażenia dopóki nie zrozumiemy, że te tereny są rzadko zaludnione. Mamy tu głownie górskie wioski oddalone od siebie o wiele kilometrów. Gdy zatem mówimy o 20 czy 30 tysiącach uchodźców, oznacza to, że zagrożony był bardzo duży teren. Tereny o które toczono bój znajdują się na wysokościach sięgających nawet 5 tysięcy metrów. Walki prowadzono nie tylko przy użyciu artylerii i lotnictwa ale też przy użyciu karabinów a dochodziło nawet do walk wręcz.

Wojna kargilska trwała dwa miesiące i zakończyła się odzyskaniem przez Indie ich wysokogórskich pozycji. Oczywiście obie strony twierdziły, że wyszły z tej konfrontacji zwycięsko. Prawdopodobnie na żądanie USA pakistański premier Nawaz Szarif zmusił separatystów do wycofania się na terytorium kontrolowane przez Pakistan i dlatego konflikt zażegnano.

USA planowały chyba dla Pakistanu znacznie ważniejszą rolę w regionie. Już w październiku tego samego 1999 roku w Pakistanie dokonano wojskowego zamachu stanu. Na czele puczu stanął generał Perwez Muszaraf. Choć zamach został potępiony przez tak zwaną wspólnotę międzynarodową, nowy reżim zyskał poparcie USA, stając się ważnym sojusznikiem imperium w regionie. Dzięki Muszarafowi Stany Zjednoczone mogły przygotować się do ataku na Afganistan a po zamachach 11 września zaopatrywać z terytorium Pakistanu swoje oddziały w czasie inwazji na ten kraj.

O wojnach między Indiami i Pakistanem wiele napisano, powstały też legendarne filmy. Wojna 1971 roku była tłem filmu wojennego „Border” nakręconego w 1997. Film skupiał się na wydarzeniach w Radżastanie, czyli w tak zwanym „zachodnim teatrze” wojny 1971 roku. Ale wojna ta obejmowała wszystkie granice z Pakistanem, w tym oczywiście Kaszmir i Ladakh i okolice Kargil. Wojna ta miała duże znaczenie historyczne dla Indii ale jeszcze większe dla Pakistanu. Towarzyszyła jej wojna narodowo-wyzwoleńcza Bengalczyków ze Wschodniego Pakistanu, który przy znaczącym wsparciu Indii stał się Bangladeszem.

W filmie widzimy przystojnych, wąsatych młodzieńców w czystych mundurach, którzy gdy nie są na froncie to odwiedzają swoje rodzinne strony. A tam – siedzą w pięknych przydomowych ogrodach w towarzystwie pięknych dziewczyn i jedzą soczyste mango z przydomowych drzewek i arbuzy z rodzinnego pola. Widoki są oczywiście piękne, bo w filmie nie może być wątpliwości co do tego, że nasi bohaterowie walczą o coś szczególnego, nie o byle co. Walczą za kraj, a ten jest urzekająco piękny, więc wart krwi. Kamera pokazuje góry, łany zbóż, łąki, rzeki po których bohaterowie pływają na łódkach ze swoimi ukochanymi. Nie ma tu znaczenia, że domy z ogrodem mają co najwyżej zamożni oficerowie a zwykli żołnierze rekrutują się raczej z biedoty. Kto by w takiej chwili pamiętał o różnicach klasowych. Widz jednak musi wiedzieć, że temu pięknemu krajowi zagraża wróg – przebiegły i złowrogi Pakistan. Pakistańczycy to w filmie jedynie anonimowe postacie ładujące do dział amunicję, którą za chwilę ostrzeliwują „naszych” albo nacierają swoimi pakistańskimi czołgami na nasze indyjskie pozycje. Giną nasi towarzysze, Hindusi. Giną lub odnoszą rany. Na twarzach bohaterów widzimy szok, strach, tragedię, cierpienie. Pakistańczycy tylko strzelają lub nacierają, ich twarzy nie widzimy. Są jak Niemcy w serialu o Czterech Pancernych. Nie ma sensu ich pokazywać, skoro tylko strzelają i zabijają. Po takich bitwach żołnierze z żandarmerii wojskowej odwiedzają matki i żony poległych i ze łzami w oczach informują, że ci polegli w obronie ojczyzny.
Fabuła filmu LOC – Kargil z 2003 roku jest w zasadzie podobna. Tutaj tłem jest wojna kargilska (Wojna o Kargil) z 1999 roku. Także tu widzimy konflikt z indyjskiego, patriotyczno-religijnego punktu widzenia. Bohaterów grają piękne twarze kina bollywoodzkiego. Dzielni chłopcy jadący na bój pokazani są w trakcie modlitwy, pożegnań z rodzinami, jak tęsknią do swoich ukochanych dziewczyn. W tle słyszymy tkliwe, romantyczne piosenki – o ojczyźnie albo o miłości. Złych Pakistańczyków widać tylko z daleka, jak krzyczą lub zabijają „naszych”. Film trwa około czterech godzin i jest najdłuższym filmem bollywoodzkim. Taki obraz musi wzruszyć, rozbudzić patriotyzm, wzmocnić poczucie narodowej więzi, pomóc poczuć niechęć do wroga po drugiej stronie granicy i pomóc zapomnieć o troskach dnia codziennego – o głodzie i problemach społecznych kraju. Z całą pewnością takie samo pranie mózgu funduje się ludziom w Pakistanie. Tam z kolei Hindusi są odczłowieczonymi maszynami do zabijania – nie czują, nie myślą, zabijają…

Wróćmy jednak na drogę do Srinagaru. Na trasie co chwila napotykaliśmy na grupy pastuchów prowadzących potężne, kilkutysięczne stada owiec. Prawdopodobnie przeprowadzanie stad nocą jest dużo prostsze niż w dzień, gdy jest większy ruch i na pewno prostsze niż chodzenie po górach. Opiekunowie tych stad opatuleni w koce i wielkie chusty, brodaci, sprawiali wrażenie ludzi z innej planety.

Atmosfera tej drogi była dość niezwykła, oczywiście w dużej części za sprawą nocy, ale też za sprawą tego, że to Kaszmir. Na drodze są posterunki policji. Każdy samochód musi się zatrzymać na kontrolę a pasażerowie są sprawdzani. Z jakiegoś powodu, to tylko ja musiałem wysiadać ze swoim paszportem, odpowiadać na pytania i być spisywanym. Kryterium wezwania do kontroli był mój wygląd. Widzą Europejczyka, więc mówią – sir! – your passport please, come with me....

Na drodze są co pewien czas szlabany. To są kontrole jakiegoś innego rodzaju policji. Stoją tam policjanci i po krótkiej rozmowie z kierowcą podnoszą szlaban. Ale obok jednego z takich szlabanów na naszej drodze nikt nie stał. Obok była budka policyjna bez żadnych świateł. Do szlabanu nikt nie podchodził. Zniecierpliwiony kierowca najpierw zaczął trąbić, potem wyszedł z samochodu i zaczął wołać. Za nami po kilku minutach ustawiła się już kolejka kilku samochodów i kierowcy z nich też wyszli sprawdzić co się dzieje. Wołali, pukali w okna budki policyjnej. Po jakimś czasie z budki ktoś się odezwał, ale osobnik w środku nie chciał otworzyć drzwi ani okiennicy, rozmowa toczyła się przez zamknięte drzwi.
Zapytałem innych pasażerów o co tam chodzi. Otóż w środku był policjant, który nie chciał otworzyć bo nie wiedział kto puka. W końcu przekonali go, że są kierowcami, wiozą pasażerów i że wypada ten szlaban podnieść. Młody policjant wybiegł z latarką i karabinem, poświecił nam wszystkim w twarz i otworzył szlaban. Nie mogłem zrozumieć tej absurdalnej sytuacji. Skoro jest szlaban, to dlaczego policjant nie chciał wyjść i sprawdzić kto stał przy szlabanie. Studentka ze Srinagaru wyjaśniła mi, że bał się, bo w tych okolicach może dochodzić do napadów na posterunki. Nie skomentowałem tego, ale pomyślałem, że to państwo wpadło w paranoję. Kto by chciał atakować budkę z młodym policjantem? Jaki cel polityczny mieliby napastnicy? Zrabować tam nie było przecież czego?
A jednak! Następnego dnia, już w Srinagarze, w kaszmirskiej gazecie "Greater Kashmir" przeczytałem, że tej nocy doszło do ataku kaszmirskich bojowników na posterunek policji kilkanaście kilometrów od Srinagaru. Mogło to być około kilkudziesięciu kilometrów od miejsca przygody ze szlabanem. Od kul z karabinów zginęło kilka osób. Młody policjant przy szlabanie miał podstawy do obaw.

W czasie, gdy się szykowałem do wyjazdu do Srinagaru, w gazecie przeczytałem o demonstracji pracowników miejscowego samorządu, którzy domagali się podwyżek i poprawy warunków pracy. Doszło do starć z policją i byli aresztowani. Takie wiadomości z tego miasta to nic niezwykłego. Starcia uliczne z policją to w Srinagarze częsty widok a głównym motywem demonstracji jest kwestia niepodległości Kaszmiru. Demonstracje są organizowane przez tutejszych separatystów, głównie studentów i muzułmańską młodzież. Srinagar to prawdopodobnie jedno z najbardziej upolitycznionych miast w Indiach.

Od czasu podziału Indii w 1947 roku na Indie i Pakistan, Kaszmirczycy nie uznawali władzy państwa indyjskiego, ale ją tolerowali. Choć w konfliktach między Indiami a Pakistanem sercami byli po stronie tego drugiego, to ani nie występowali zbrojnie przeciwko państwu indyjskiemu, w każdym razie nie na masową skalę, ani nie opowiadali się jednoznacznie za przyłączeniem do Pakistanu.

Sprawy przybrały bardziej radykalny bieg po 1989 roku, kiedy Kaszmirczycy rozpoczęli powstanie przeciwko władzy Indii. Region stał się areną burzliwych demonstracji i strajków o charakterze politycznym. Na bunt prowincji, rząd Indii odpowiedział brutalnością godną najgorszych dyktatur. Nastąpiły masowe aresztowania a aresztowanych bito, torturowano, gwałcono i zabijano.

19 stycznia 1990 roku na polecenie władz centralnych w Delhi, policja i wojsko rozpoczęły przeszukiwanie wszystkich domów w Srinagarze. Oficjalnie celem znalezienia broni i wyłapania osób zaangażowanych w działalność zbrojną ale de facto celem aresztowania działaczy politycznych. Aresztowano setki działaczy i osób podejrzanych o sympatyzowanie z ruchami niepodległościowymi. Następnego ranka na ulice miasta w proteście wyszły tysiące ludzi domagając się niepodległości. Policja i wojsko odcięły od świata miasto i przystąpiły do pacyfikowania protestów. Gdy w pobliżu mostu Gaw Kadal doszło do bezpośredniego spotkania protestujących z policją, policja otworzyła ogień zabijając co najmniej 50 osób. Niektóre dane mówią o liczbie 280 zabitych. Masakra, która do historii przeszła jako Masakra Gawakadal, nie tylko nie powstrzymała protestów ale doprowadziła do ich dalszej eskalacji i do radykalizacji tysięcy młodych ludzi.

25 stycznia 1990 roku w miejscowości Handwara wojsko zabiło 26 demonstrantów. Kolejne fale protestów i demonstracji napotkały na kolejne represje władz indyjskich. Wiosną 1990 roku doszło do kolejnych masakr – tym razem policja i wojsko łącznie zabiły 51 nieuzbrojonych demonstrantów w miejscowościach Zakura (Zakoora) i Tengpora – wydarzenie do historii przeszło jako Masakra w Zakura i Tengpora.

Demonstracje przybrały na bojowości. Separatyści zaczęli odpowiadać przemocą zbrojną. Zaczęły wybuchać bomby, atakowano posterunki policji indyjskiej i wojska. W mieście Srinagar i na drogach Kaszmiru pojawiły się bunkry i punkty kontrolne armii, które są tam do dzisiaj. Państwo represjonowało tych, których podejrzewało o współpracę z separatystami a ruch niepodległościowy dyscyplinował swoją społeczność karząc tych których podejrzewano o współpracę z okupantem czyli państwem indyjskim. Młodzi Kaszmirczycy zaczęli przekraczać granicę z administrowaną przez Pakistan częścią Kaszmiru, by tam otrzymać pomoc i szkolenie w walce partyzanckiej. Do dzisiaj wielu Kaszmirczyków nazywa część Kaszmiru kontrolowaną przez Pakistan „wolnym Kaszmirem”.

23 stycznia 1991 roku, grupa około 150 żołnierzy armii indyjskiej wkroczyła do kaszmirskiej wsi Kunan Poshpora. Wszystkich mieszkańców wypędzili z domów. Żołnierze brutalnie, grupowo i wielokrotnie zgwałcili 53 kobiety w różnym wieku. Mężczyzn torturowano przez całą noc. Organizacja Human Rights Watch sugeruje, że zgwałconych kobiet mogło być nawet 80, ale część z nich bała się lub wstydziła przyznać. Na temat tej tragedii powstał krótki film dokumentalny „Ocean of Tears” (Ocean Łez), który można obejrzeć w internecie.

W styczniu 2003 roku wojsko zabiło 55 kaszmirskich cywilów w miejscowości Sopore co do historii przeszło jako Masakra w Sopore. Według świadków, wojsko indyjskie ostrzelało cywilny autobus zabijając kierowcę i 15 pasażerów a potem ostrzelało i spaliło trzy cywilne samochody. Potem żołnierze podpalili 450 domów i sklepów (według danych armii „tylko” 250). Niektóre z ofiar spłonęły żywcem w swoich mieszkaniach i miejscach pracy, wcześniej zagonieni tam przez żołnierzy i oblani płynami łatwopalnymi.

W październiku tego roku w miejscowości Bijbehara oddział wojsk ochrony pogranicza otworzył ogień do grupy nieuzbrojonych demonstrantów. Według ONZ zabitych było 37 a według Amnesty International 51 i 200 rannych. Incydent przeszedł do Historii jako Masakra w Bijbehara.
W przypadku każdej z tych masakr władze utrzymywały, że policja i wojsko działały w obronie własnej. Dopiero dochodzenia ONZ, Czerwonego Krzyża, Amnesty International i Human Rights Watch wykazywały, że były to mordy na nieuzbrojonych cywilach.

W raporcie organizacji Human Rights Watch w 2003 roku opisywano też nadużycia armii, która napadała na cywilów, torturowała ich, dokonywała pozaprawnych egzekucji w ośrodkach zatrzymań. Według organizacji, gwałty stały się regularnie praktykowanym sposobem karania społeczności Kaszmirczyków.
Od połowy lat 90-tych dynamika wojny domowej osłabła, ale konflikt wciąż trwał i trwa nadal. W szeregach głównego ugrupowania separatystów – Frontu Wyzwolenia Jammu i Kashmir – doszło do rozłamu. Część z działaczy niepodległościowych porzuciła walkę zbrojną i skoncentrowała się na działalności politycznej. Do tego powstała legalna koalicja Hurriyat złożona z działających otwarcie partii niepodległościowych. Rozładowało to nieco napięcie w regionie.

W maju 2008 roku doszło do fali protestów w związku z planowanym transferem ziemi dla społeczności hinduskiej. W trakcie demonstracji w Srinagarze policja otworzyła ogień do demonstrantów zabijając sześć osób a sto raniąc.
Latem 2008 działacze niepodległościowi zorganizowali w Srinagarze wiec przeciwko indyjskim rządom. Uczestniczyły w nim setki tysięcy Kaszmirczyków. Podobne demonstracje organizowano przez kolejne cztery lata ale już w 2010 roku policja i wojsko zabiły przy różnych okazjach 120 demonstrantów, w tym nawet jedenastoletniego chłopca, z czego 112 osób w trakcie jednej demonstracji w Srinagarze w czerwcu.
Do tej ostatniej demonstracji doszło po tym jak żołnierze zabili trzech „pakistańskich szpiegów”. Szybko się okazało, że byli to miejscowi cywile zabici z zimną krwią w upozorowanej walce. Żołnierze liczyli na awans i gratyfikację finansową ze strony dowódców. Wielu oficerom z oddziałów specjalnych udowodniono przypadki zabijania z zimną krwią ludzi, tylko po to, żeby mogli się pochwalić wyeliminowaniem „terrorysty” w trakcie wymiany ognia, za co oczekiwali awansu. W ten sposób zginęły setki cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Indyjskiej armii przypisuje się odpowiedzialność za tysiące „zaginięć” osób pojmanych i przetrzymywanych w aresztach i ośrodkach zatrzymań. Część z tych osób zmarła na skutek brutalnych tortur masowo stosowanych przez siły bezpieczeństwa. Byli bici, poddawano ich elektrowstrząsom, byli gwałceni. Według raportów Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, większość z tych osób to nie byli ani islamscy bojownicy ani „wspierani przez Pakistan powstańcy” jak utrzymuje państwo, lecz cywile, których podejrzewano o to, że mogą mieć informacje na temat bojowników.

Indyjska armia dysponuje narzędziem prawnym pozwalającym na przetrzymywanie podejrzanych bez przedstawienia zarzutów nawet przez dwa lata. Według organizacji praw człowieka, wiadomo o co najmniej 8 tysiącach „zaginionych”, którzy byli przetrzymywani przez policję lub wojsko. Na terenie Kaszmiru odkryto liczne groby masowe w których spoczywają ciała zamordowanych przez policję i wojsko. Mowa tu o tysiącach pomordowanych. Sama liczba nieoznakowanych grobów sięga 6 tysięcy. Według armii, większość z zabitych to bojownicy z zagranicy. Organizacje praw człowieka, którym udało się dotrzeć do niektórych grobów, zidentyfikowały wiele ofiar jako miejscowych.

Brutalnością wykazywali się też bojownicy. Przypisuje im się zabójstwa, zastraszanie społeczności a nawet gwałty na osobach oskarżonych o kolaborowanie z indyjskim wojskiem i policją.
Separatystom przypisuje się na przykład zamordowanie i zgwałcenie pielęgniarki ze Srinagaru za to, że poinformowała policję o obecności bojowników w szpitalu. Bojownicy dokonywali także innych egzekucji na osobach oskarżonych o to, że są informatorami. Część z tych osób mogła być bez winy. Jak w przypadku każdej wojny domowej, główną ofiarą konfliktu są zawsze cywile.

Za większość z tych aktów odpowiedzialne są mniejsze grupy ekstremistów, które zaczęły się pojawiać po tym, jak większość separatystów zrezygnowała z walki zbrojnej i zapowiedziano walkę metodami pokojowymi, w tym poprzez zaangażowanie Unii Europejskiej i ONZ. Właśnie wtedy zaczęły się pojawiać tajemnicze bojówki nie-kaszmirskich islamistów dokonujących ataków na policję, wojsko i prześladujących cywilów na prowincji. Cały ruch niepodległościowy w Kaszmirze, w tym te nurty, które pozostały przy działalności zbrojnej, odcinają się od tych islamistów.

Pisarka Arundathi Roy wskazuje w swojej książce „Broken Republic” (wydanej w Polsce pod tytułem „Indie Rozdarte”) na praktykę dokonywania zbrodni i napaści na cywilów przez służby policyjne, po to, żeby winą oskarżyć tych z którymi walczy państwo. Roy skupiła się na przypadkach chłopów z dżungli środkowych Indii, ale takie przestępstwa dokonywane mogły być także w innych częściach kraju. Istnieje prawdopodobieństwo, że część z przestępstw przypisywanych separatystom w Kaszmirze, popełniono „pod fałszywym sztandarem” przez wojsko lub policję celem podkopania społecznego zaufania do ruchu niepodległościowego i skompromitowania go.

W starej części Srinagaru część budynków jest wciąż z drewna. Ale buduje się dużo nowych, murowanych. Atmosfera miasta jest równie egzotyczna co wodne miasto na jeziorze Dal. Wąskie uliczki, kamieniczki, ludzie ubrani w tradycyjne kaszmirskie stroje, sklepiki, bazary, kramy. Tutaj jest też największy meczet w mieście Dżamija Masdżit. Z tego miejsca po piątkowych modłach często ruszają demonstracje i oprócz uniwersytetu, to tutaj koncentruje się życie polityczne srinagarskiej ulicy.
Na ulicach w centrum są posterunki wojska i policji zabezpieczone blokiem bejruckim i drutem kolczastym. Podszedłem do policjanta stojącego w takim posterunku i zapytałem dlaczego tam stoi. Bez uśmiechu, rozglądając się wokoło odpowiedział, że „kto szanuje państwo ten nie ma się czego obawiać. A jak ktoś nie szanuje... to... problem”. Przy innym takim posterunku zapytałem czy mogę zrobić zdjęcie. Policjant mi pozwolił i nawet ustawił się z uśmiechem do zdjęcia, prezentując broń. Jego koledzy z tyłu rewidowali chłopaka który przechodził chwilę wcześniej. Budynek telewizji jest otoczony przez wojsko, w sąsiednich uliczkach są zasieki z drutu kolczastego, stanowiska strzelnicze. Telewizja jest chroniona jak baza wojskowa. W Srinagarze jest chwilowo spokojnie ale w każdej chwili coś się może wydarzyć.

Bartłomiej zindulski



Artykuł jest fragmentem blogowego reportażu „Z notesem w północnych Indiach” https://perspektywa.wordpress.com/2016/09/07/z-notesem-w-polnocnych-indiach-reportaz/.
Choć został napisany w 2016 roku, wciąż pozostaje aktualny, szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń w Kaszmirze.

Na zdjęciu policyjna blokady w Srinagarze fot. Bartłomiej Zindulski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

16 lipca:

1896 - Urodził się Trygve Lie, norweski polityk lewicowy, jeden z liderów Partii Pracy. W latach 1946-1952 pełnił funkcję Sekretarza Generalnego ONZ.

1978 - Została założona Partia Socjalistów Katalonii.


 
Lewica.pl na Facebooku