Taras Bilous: Wojna w Ukrainie. Czy lewica ma pomysł na bezpieczeństwo międzynarodowe

[2022-10-23 17:07:46]

„Nie ma usprawiedliwienia dla inwazji Rosji na Ukrainę, ale NATO…” Trudno opisać, jakie emocje wywołuje we mnie i innych ukraińskich socjalistach to „ale”, powracające w wypowiedziach wielu zachodnich lewicowców. Po nim, niestety, często następują próby przedstawienia rosyjskiej inwazji jako obronnej odpowiedzi na „agresywne rozszerzenie NATO”, a tym samym przeniesienie gros odpowiedzialności za inwazję na Zachód.

Dotyczy to w szczególności artykułu Susan Watkins w „New Left Review”. Inwazję Rosji na kraj, który nie należy i prawdopodobnie nigdy nie wstąpi do NATO, autorka nazywa w nim „wojną Rosji z NATO”, w efekcie zaprzeczając podmiotowości Ukrainy. Watkins twierdzi ponadto, że prezydent Biden „bez wątpienia mógł zapobiec inwazji, gdyby był skłonny wynegocjować poważne porozumienie w sprawie granic wojskowych”.

To stanowisko skrytykowali wschodnioeuropejscy lewicowi autorzy, m.in. Jan Smoleński i Jan Dutkiewicz. Wskazali, że państwa Europy Wschodniej przystąpiły do NATO dobrowolnie i przy poparciu większości społeczeństwa, a zrobiły to z obaw o własne bezpieczeństwo, które zazwyczaj są ignorowane przez krytyków rozszerzenia północnoatlantyckiego sojuszu.

Ze względu na to, że kwestie te często są przeszkodą w lewicowych debatach o wojnie w Ukrainie, rozważmy je bardziej szczegółowo. Uważam, że są one również ważne dla kształtowania lewicowej strategii bezpieczeństwa międzynarodowego.

Finlandyzacja

Czy można było uniknąć tej wojny, zgadzając się na scenariusz, w którym Ukraina nie wstąpi do NATO? Poważna odpowiedź na to pytanie musi uwzględnić fakt, że Kreml w przededniu wojny zażądał o wiele więcej. W projekcie umowy między Rosją a Stanami Zjednoczonymi, opublikowanym przez rosyjskie MSZ 17 grudnia 2021 roku, stwierdzono, że Stany Zjednoczone nie będą rozwijać dwustronnej współpracy wojskowej z krajami, które wcześniej nie były członkami NATO (art. 4).

Można by przypuszczać, że ten punkt pojawił się w projektach tylko po to, by w trakcie negocjacji zostało pole do ustępstw. Są jednak powody, żeby w to wątpić. Tuż przed pojawieniem się tych projektów Dmitrij Trenin (dyrektor Centrum Carnegie w Moskwie) i Aleksandr Baunow (założyciel tego centrum) pisali, że ścisła współpraca Ukrainy z USA stała się dla moskiewskich elit równie trudna do zaakceptowania co przystąpienie Ukrainy do NATO.

Tak więc, mimo że media często sprowadzały żądania Rosji do neutralności Ukrainy, w rzeczywistości były one o wiele poważniejsze. Warto zaznaczyć, że europejskim państwom uchodzącym za neutralne, w szczególności Szwajcarii, Austrii, Szwecji i Finlandii, ich status nie przeszkadza w rozwijaniu współpracy wojskowej z USA. Wszystkie te kraje uczestniczą również w natowskim programie „Partnerstwo dla Pokoju”. Współpraca wojskowa między Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi rozpoczęła się, gdy Ukraina zadeklarowała swój „neutralny” status. Umowa o współpracy wojskowej między Ukrainą i USA została podpisana w 1993 roku, od 1997 roku Ukraina razem ze Stanami Zjednoczonymi współorganizują międzynarodowe ćwiczenia wojskowe Sea Breeze, w których w 1998 roku wzięła udział również Rosja.

Po 2014 roku współpraca wojskowa z USA i NATO była ważnym czynnikiem modernizacji ukraińskiej armii. Bez niej opór Ukrainy wobec inwazji rosyjskiej byłby dziś znacznie mniej skuteczny. Gdyby ta współpraca ustała na wniosek Rosji, Ukraina byłaby słabiej chroniona, a w efekcie władze ukraińskie byłyby zmuszone spełniać inne żądania Rosji.

Istotę rosyjskich roszczeń pod tym względem znacznie lepiej opisuje pojęcie „finlandyzacji”, przywoływane przez wielu autorów. W latach zimnej wojny Finlandia nie tylko nie przystąpiła do NATO, ale także uwzględniła liczne „życzenia” władzy radzieckiej, w tym rezygnację z udziału w planie Marshalla i zgodę na ekstradycję wszystkich uciekinierów z ZSRR.

Finlandia przystała na te warunki po klęsce w wojnie, w której była sojusznikiem nazistowskich Niemiec. Zdając sobie sprawę, że Związek Radziecki, gdyby tylko zapragnął, przekształciłby Finlandię w kolejnego „satelitę”, zgoda na pewne ograniczenia w zamian za utrzymanie suwerenności była dla Finów decyzją bardzo racjonalną. Natomiast Ukraina przed wojną nie znajdowała się w takiej sytuacji, a większość obywateli nie godziła się na spełnienie roszczeń Moskwy.

Istnieje oczywista różnica między pierwotną „finlandyzacją” a sytuacją w przededniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Fińska polityka neutralności uwzględniająca interesy ZSRR opierała się na porozumieniach między Finlandią a Związkiem Radzieckim, podczas gdy Kreml chciał rozstrzygnąć kwestię Ukrainy z USA i NATO. Kreml najwyraźniej stracił wówczas nadzieję, że uda się zmusić władze ukraińskie do podporządkowania się rosyjskim żądaniom lub że w Ukrainie dojdą do władzy siły prorosyjskie. Dlatego Kreml postanowił, wbrew woli społeczeństwa ukraińskiego, negocjować przyszłość Ukrainy z tymi, których uważano za „panów” tego rządu.

Warto zauważyć, że dla Kremla przedstawienie projektu traktatu nie musiało być ostatnią próbą zawarcia porozumienia, ale miało na celu legitymizację przesądzonej już inwazji. Nie wiemy dokładnie, kiedy Putin się na nią zdecydował. Dowiemy się tego prawdopodobnie dopiero po otwarciu archiwów Kremla. Możemy jednak oceniać informacje, do których mamy dostęp. Istotą rosyjskich propozycji był bez wątpienia podział Europy na strefy wpływów między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Nie wiem, czy Susan Watkins to rozumie, ale poparła to stanowisko w swoim artykule w „New Left Review”, pisząc: „Wezwanie Kremla do stabilnego ustalenia granic wojskowych jest dobrą propozycją”.

Kryzys kubański

Narodowa rewolucja w kraju leżącym w pobliżu imperialistycznego mocarstwa, które postrzega to terytorium jako swoją strefę wpływów. Próby ingerencji w politykę za pomocą brutalnej siły i lokalnych przeciwników rewolucji. Porewolucyjny rząd, który postrzega sojusz z innym supermocarstwem jako gwarancję bezpieczeństwa. Zagrożenie wojną nuklearną. To opowieść nie tylko o Ukrainie, ale także o innym kraju, z którym wielu autorów, w tym wspomniany już Dmitrij Trenin, porównywało Ukrainę – to opowieść o Kubie.

Oczywiście, zauważymy wiele różnic. Klasowe i ideologiczne oblicza rewolucji i supermocarstw bardzo się różniły. Jednak nie te różnice są decydujące z punktu widzenia bezpieczeństwa międzynarodowego. Kryzys kubański jest naprawdę dobrą analogią agresji Rosji na Ukrainę, więc przyjrzyjmy się mu bliżej.

Kryzys kubański wynikał z rozmieszczenia radzieckich pocisków nuklearnych na Kubie, a zakończył się ich demontażem w zamian za amerykańskie gwarancje nieagresji na Kubę i wycofanie amerykańskich rakiet z Turcji. Czy współpraca wojskowa między Kubą i ZSRR się po tym zakończyła? Nie. Czy wojska radzieckie (które władze Kuby postrzegały jako gwarancję bezpieczeństwa) zostały wycofane z Kuby? Także nie.

Z kolei w Ukrainie nigdy nie było i nie ma amerykańskich rakiet z głowicami nuklearnymi. Nawet członkostwo w NATO niekoniecznie wiąże się z rozmieszczeniem rakiet – w tym przypadku dobry wydaje się przykład Norwegii, która jako jedyny kraj NATO w okresie zimnej wojny miała granicę ze Związkiem Radzieckim i przez to była ostrożna w kwestii rozmieszczania rakiet na swoim terytorium.

Co więcej, Stany Zjednoczone nie tylko odmówiły Rosji gwarancji nierozszerzenia NATO, ale jednocześnie zaproponowały nowe umowy dotyczące kontroli zbrojeń. Według Aleksieja Arbatowa z Rosyjskiej Akademii Nauk, czołowego rosyjskiego eksperta ds. bezpieczeństwa i rozbrojenia, jeszcze niedawno podobne propozycje wysuwała Rosja – i były one warte zainteresowania jako możliwe drigi do osłabienia napięć i umocnienia europejskiego bezpieczeństwa. Tym razem jednak rosyjskie władze odrzuciły je na dalszy plan, jako „drugorzędne”.

Prezydent Kennedy złożył deklarację o nieagresji na Kubę i zgodził się wycofać amerykańskie rakiety z Turcji. Tym sposobem pokazał, że interesuje go przede wszystkim bezpieczeństwo. Natomiast Putin odrzucił propozycje USA i rozpoczął wojnę. Tym samym pokazał, że interesuje go przede wszystkim przywrócenie rosyjskiej kontroli nad Ukrainą lub przynajmniej podbój nowych ukraińskich terytoriów. Ostrożność państw zachodnich w stosunku do Rosji, nawet po otwartej inwazji na pełną skalę, pokazuje, jak puste są rosyjskie „obawy o bezpieczeństwo”. Rosja ma najlepszą ze wszystkich możliwych gwarancję bezpieczeństwa, której nie mają jej sąsiedzi – broń jądrową. Sam Kreml niestrudzenie nam o tym przypomina.

A co, gdyby Stany Zjednoczone poszły na większe ustępstwa wobec Rosji? I jakie by one były? W przededniu inwazji padło wystarczająco dużo oświadczeń o tym, że przystąpienie Ukrainy do NATO jest niemożliwe. Były sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer powiedział wprost: „Wszyscy, łącznie z Putinem, wiedzą, że Ukraina nie zostanie członkiem NATO w dającej się przewidzieć przyszłości. Jest to kraj buforowy. Może nigdy nie usłyszycie tego od sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, ale ja mogę powiedzieć to wprost, teraz”. Kreml zażądał jednak gwarancji. Na pomysł tymczasowego moratorium na rozszerzenie NATO najpierw zareagował wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow, mówiąc, że jest nie do zaakceptowania dla Rosji, a sam Putin skrytykował je na kilka dni przed inwazją.

Najprawdopodobniej tylko pełne spełnienie żądań zadowoliłoby Kreml. Co by to jednak oznaczało dla Ukrainy? Tuż przed inwazją sprawy Wołodymyra Zełenskiego, który teraz stał się polityczną supergwiazdą, nie układały się dobrze. Jego notowania spadały, podczas gdy rosły notowania jego głównego rywala, byłego prezydenta Petra Poroszenki. Zgoda Stanów Zjednoczonych na spełnienie roszczeń Rosji znacznie pogorszyłaby sytuację. A gdyby ukraiński rząd, tracąc poparcie USA, wyszedł naprzeciw niektórym żądaniom Kremla, gwarantowałoby to kryzys polityczny i eskalację przemocy. Niewykluczone, że stworzyłoby to znacznie lepsze warunki do inwazji wojsk rosyjskich w roli „rozjemców”. W rezultacie ukraińskie realia mogłyby być znacznie gorsze, niż są teraz.

Nie twierdzę, że w ostatnich miesiącach przed inwazją Zachód albo Ukraina na pewno nie mogły zapobiec wojnie. Ale poważna odpowiedź na to pytanie wymaga głębszej analizy i dostępu do archiwów Kremla. Myślę, że w przyszłości będzie to interesujące pytanie dla historyków. Na razie zachodnie środowiska lewicowe, które tak chętnie krytykują Stany Zjednoczone za to, co zrobiła Rosja, powinny powstrzymać się od stwierdzenia, że konieczne było po prostu podporządkowanie się roszczeniom Moskwy. W końcu to decyzja jednej konkretnej osoby – Władimira Putina, mogła w bardzo łatwy sposób zapobiec wojnie. Jedyne, co musiał zrobić, to nie wydawać rozkazu o inwazji.

Rozszerzenie NATO na wschód

Na szczęście istnieją pytania, na które historycy udzielili już przekonującej odpowiedzi. Być może najlepszą dotychczasową analizą rozszerzenia NATO jest książka Mary Elise Sarotte Not One Inch: America, Russia, and the Making of Post-Cold War Stalemate. Sarotte dobrze pokazuje, że NATO-wska polityka otwartych drzwi rzeczywiście podkopała współpracę między Rosją a Stanami Zjednoczonymi w zakresie kontroli zbrojeń i tworzenia szerszego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego. Rozszerzenie NATO dało przewagę rosyjskim rewanżystom i pogrzebało polityczne perspektywy liberałów, którzy opowiadali się za bliższą współpracą z Zachodem, jak na przykład minister spraw zagranicznych Andriej Kozyriew.

W tym sensie rozszerzenie NATO rzeczywiście stworzyło sprzyjające warunki do rozpoczęcia tej wojny. Ale ważne jest również to, jak i dlaczego do tego doszło. Tony Wood w artykule dla „New Left Review” pisze, że „pojawienie się coraz bardziej agresywnego i zmilitaryzowanego rosyjskiego nacjonalizmu jest integralną częścią tego procesu [ekspansji NATO], która w dużej mierze do tego doprowadziła i wzmocniła ten proces”. Jednak w artykule Wooda zabrakło pytania, dlaczego rozszerzenie NATO wywołało taką reakcję. Moim zdaniem odpowiedź można znaleźć w książce Mary Sarotte, do której Tony Wood wielokrotnie się odwoływał.

Czy była to reakcja na zlekceważenie uzasadnionych rosyjskich względów bezpieczeństwa, tak jak argumentowało wielu autorów? Nie sądzę. Jak przystąpienie Czech i Węgier do NATO mogło zagrozić Rosji? Wystarczy spojrzeć na mapę, aby dać oczywistą odpowiedź: nijak. Dlaczego w takim razie ich przystąpienie do NATO zostało negatywnie odebrane przez Kreml? Bo do niedawna należały do radzieckiej strefy wpływów. A także dlatego, że ich przystąpienie było częścią tworzenia się nowego porządku międzynarodowego, w którym Rosja nie miała już statusu supermocarstwa równego Stanom Zjednoczonym.

Był to żal za utraconym imperium, który prowokował nastroje odwetowe. Sarotte wielokrotnie pokazuje to w swojej książce – na przykład, gdy Jelcyn domagał się specjalnego statusu dla Rosji w ramach programu „Partnerstwo dla Pokoju”, argumentując, że Rosja jest „wielkim krajem z dużą armią i bronią jądrową”. Zresztą, mieszkańcy Europy Wschodniej mogli obserwować te rosyjskie emocje na własne oczy. Zamiast więc mówić o fali rosyjskiego nacjonalizmu, jak to robi Tony Wood, myślę, że bardziej stosowne jest mówienie o transformacji rosyjskiego szowinizmu wielkomocarstwowego w odpowiedzi na rozszerzenie NATO. Gdy stało się jasne, że Rosja nie będzie miała tak uprzywilejowanej pozycji w nowym porządku międzynarodowym, jakiej chciały rosyjskie elity, pojawiła się wśród nich chęć rewizji tego porządku.

Książka Sarotte pokazuje również, że do pewnego momentu Stany Zjednoczone starały się brać pod uwagę rosyjskie nastroje, by nie zaszkodzić tworzeniu się bezpiecznego ładu międzynarodowego. Znalazło to odzwierciedlenie w programie „Partnerstwo dla Pokoju”, który powstał po to, aby rozszerzenie NATO nie odbywało się zbyt szybko, ale przerodził się w obszerniejszy projekt. Warto wspomnieć, że według Clintona „Ukraina jest rdzeniem całej idei” tego programu. W latach 90. dla wszystkich było jasne, że Ukraina nie będzie mogła wstąpić do NATO. Przystąpienie Ukrainy do NATO było czerwoną linią dla Moskwy, przede wszystkim z powodu tego samego wielkomocarstwowego szowinizmu, ze względu na szczególną rolę, jaką Ukraina odgrywa w rosyjskiej mitologii narodowej.

Według Sarotte to właśnie przez Ukrainę rządy wschodnioeuropejskie, które chciały, aby ich kraje przystąpiły do NATO, w ramach kompromisu zgodziły się na udział w Partnerstwie dla Pokoju. Jednak wydarzenia w Rosji, takie jak zamach na Biały Dom w Moskwie i wojna w Czeczenii, coraz bardziej skłaniały kraje wschodnioeuropejskie do wywierania presji na Stany Zjednoczone, aby pozwoliły im dołączyć do NATO. Udało im się wynegocjować rozszerzenie art. 5 i uchronić się przed możliwą agresją zbrojną ze strony Rosji. W rezultacie w Europie pojawiła się jednak nowa linia podziału, oddzielająca Ukrainę od jej zachodnich sąsiadów. Kraje mniej zagrożone rosyjską agresją zostały lepiej zabezpieczone, a Ukraina, dla której zagrożenie było największe, znalazła się w „szarej strefie”. Dlatego w grudniu 1994 roku, po opublikowaniu komunikatu w sprawie polityki otwartych drzwi NATO, w Kijowie zapanowała nerwowa atmosfera, a Moskwa była jeszcze bardziej rozwścieczona.

Inną negatywną konsekwencją rozszerzenia NATO był fakt, że proces przekształcenia KBWE/OBWE z konferencji na organizację międzynarodową nie został zakończony. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę OBWE stała się zupełnie nieistotną i najprawdopodobniej martwą organizacją. Nie powinno nam to jednak przeszkadzać w dostrzeżeniu alternatyw dla rozwoju międzynarodowego systemu bezpieczeństwa. Gdyby rozszerzenie NATO rozpoczęło się co najmniej kilka lat później, dałoby to OBWE szansę na stanie się organizacją o wiele bardziej efektywną.

Specjalna Misja Obserwacyjna OBWE odegrała ważną rolę w uregulowaniu wojny w Donbasie. Ale wpływ misji mógłby być znacznie większy, gdyby jej mandat został rozszerzony. Ukraina wielokrotnie o to zabiegała, ale dzięki konsensusowi decyzyjnemu w OBWE Rosja ciągle blokowała tę decyzję. Tym samym Kreml sabotował realizację art. 4 protokołu mińskiego, który przewidywał misję obserwacyjną OBWE wzdłuż całej granicy ukraińsko-rosyjskiej, w strefie walk (a nie na dwóch przejściach granicznych, na których monitoring zgodziła się Rosja do jesieni 2021 roku). To oczywiście nie przeszkodziło Rosji w obłudnym oskarżaniu Ukrainy o nieprzestrzeganie porozumień mińskich.

Dwa sojusze

Zanim przejdziemy do sedna sprawy, przyjrzyjmy się kwestii stosunku do sojuszy wojskowych. Moim zdaniem musimy przestać postrzegać je jako absolutne zło. Dla tych, którzy są przyzwyczajeni do takiego postrzegania NATO, pomocne może być porównanie go z jego rosyjskim odpowiednikiem – OUBZ, czyli Organizacją Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

Po pierwsze, taki pogląd wyklucza postrzeganie NATO jako zjawiska kontrowersyjnego, które z jednej strony służy jako przykrywka dla amerykańskiego imperializmu, a z drugiej jest instrumentem ochronnym dla wielu mniejszych państw. Tak samo jak OUBZ jest przykrywką dla rosyjskiego imperializmu i została niedawno wykorzystana do stłumienia powstania ludowego w Kazachstanie, służy również jako ochrona stosunkowo demokratycznej Armenii. Uznanie tego faktu nie czyni nikogo zwolennikiem ani amerykańskiego, ani rosyjskiego imperializmu.

Po drugie, okazało się, że NATO nie było Ameryce potrzebne do inwazji na Irak – z powodu sprzeciwu Francji i Niemiec. Nie bez znaczenia jest również to, że Kazachstan odmówił wysłania wojsk do Ukrainy, chociaż inwazja rozpoczęła się półtora miesiąca po tym, jak Kreml pomógł stłumić powstanie właśnie w Kazachstanie. Tak jak Ameryka obeszła opór NATO, tworząc „koalicję chętnych”, tak i Rosji odmowa ze strony Kazachstanu nie przeszkodziła w rozpoczęciu inwazji na Ukrainę. Nie powinniśmy więc zapominać, że kluczową kwestią w obu przypadkach jest imperializm (amerykański lub rosyjski), a nie NATO i OUBZ.

Po trzecie, konieczne jest zaprzestanie utożsamiania wszelkich działań militarnych państw członkowskich sojuszy wojskowych z działaniami tych sojuszy. To nie NATO jako organizacja prowadzi obecnie operację wojskową na północy Syrii – robi to Turcja. I problemem jest tutaj turecki imperializm, a nie NATO. Podobnie jeśli Turcja zaatakuje Grecję, to nie NATO zaatakuje jednego ze swoich członków. Byłby to raczej koniec NATO. Przeciwko Ukrainie walczy teraz nie OUBZ, a Rosja z pomocą Białorusi. Na szczęście Kazachstan i Armenia nie biorą udziału w wojnie.

Nie należy też utożsamiać ze sobą NATO i „Zachodu”, jak zrobiła to Susan Watkins w stwierdzeniu „NATO wygrało zimną wojnę bez jednego strzału”. Ale to nie NATO wygrało Zimną wojnę, a Zachód, który oddał w niej wiele strzałów. NATO było tylko jednym z narzędzi. Nic dziwnego, że grupa państw, z których część prowadziła agresywną politykę neokolonialną, miała wśród wielu instrumentów sojusz obronny, którego funkcje zmieniły się dopiero po ich zwycięstwie w zimnej wojnie.

Po czwarte, o ile Stany Zjednoczone i Rosja mogą się obejść bez NATO i OUBZ i nadal prowadzić swoją imperialistyczną politykę, o tyle dla państw Europy Wschodniej i Armenii nie ma lepszej alternatywy. Dlatego nie sprzeciwiałbym się teraz przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO. Akcesja tych państw o długiej tradycji neutralności może sprawić, że NATO nie będzie większym, a mniejszym problemem. Dopóki nie możemy zaproponować lepszej alternatywy dla krajów, które szukają ochrony w tego typu strukturach, nie powinniśmy zachęcać ich do rezygnacji z tej możliwości.

Szkice lewicowej strategii bezpieczeństwa międzynarodowego
Decyzje podjęte w latach 90. i po roku 2000 przeszły już do historii, a przeszłości nie można cofnąć. Koncentrowanie się teraz na tych błędach jest jak krytykowanie traktatu wersalskiego w 1939 roku, gdy stał się on już przestarzały. Potrzebujemy teraz konkretnych rozwiązań, które mogą przyspieszyć klęskę Rosji i uczynić współczesny świat bezpieczniejszym. Z drugiej strony, podobnie jak w przypadku traktatu wersalskiego, stare błędy muszą być lekcją w kształtowaniu powojennej polityki.

Czy rozszerzenie NATO miało wpływ na początek tej wojny? Tak. Ale możemy o tym mówić na bardzo różne sposoby. Kiedy lewicowcy i „realiści” mówią, że rozszerzenie NATO „sprowokowało” Rosję, tym samym stwierdzają, że w pewnej mierze rosyjska inwazja na Ukrainę jest uzasadniona, nawet jeśli sami zaraz temu zaprzeczają. Susan Watkins robi dokładnie to samo, gdy twierdzi, że rosyjska inwazja została „sprowokowana”. To tak samo, jak powiedzieć, że rewolucja kubańska i współpraca urzędu Fidela Castro z ZSRR sprowokowały USA. Oczywiście, dla „realistów” powiedzenie czegoś takiego nie jest problemem, ale kto z lewicowców będzie w ten sposób usprawiedliwiał agresywną politykę Stanów Zjednoczonych wobec Kuby?

Fakt, że rewolucja kubańska była znacznie bardziej postępowym zjawiskiem niż ukraiński Majdan, nie usprawiedliwia takich podwójnych standardów. Jeśli państwo imperialistyczne postrzega rewolucję jako zagrożenie dla siebie, socjaliści nie mogą tej rewolucji potępić tylko dlatego, że poparło ją inne, rywalizujące supermocarstwo. Warto też zauważyć, że dotyczy to nie tylko Majdanu z lat 2013–2014, ale także pomarańczowej rewolucji z 2004 roku. Właśnie po niej, na kilka lat przed szczytem NATO w Bukareszcie, który zadeklarował, że Gruzja i Ukrainą „staną się członkami” sojuszu, nastąpiła wyraźna zmiana w rosyjskiej polityce, która pokazała, że rosyjskie elity postrzegają wydarzenia w Ukrainie jako zagrożenie dla siebie.

Porównanie z Kubą pokazuje również, że różnego typu kwestie związane z bezpieczeństwem należy traktować inaczej. Rozmieszczenie pocisków nuklearnych w pobliżu granic kraju i przyjęcie sąsiedniego kraju do bloku wojskowego lub współpraca wojskowa z rywalizującym państwem to zupełnie różne kwestie. Musimy apelować i zabiegać o wielostronne ograniczenie rozmieszczania broni jądrowej (i ogólnie o globalne rozbrojenie jądrowe). Czasem jednak jedyną realną alternatywą dla współpracy wojskowej z jednym imperialistą jest całkowite podporządkowanie kraju drugiemu. Uprzywilejowani mieszkańcy krajów zachodnich, którzy nie muszą się martwić, że ich kraj zostanie podbity przez Rosję, nie mają moralnego prawa do krytykowania tych, którzy szukają ochrony we współpracy z ich państwami. A jeśli krytykujemy jakiś rodzaj współpracy wojskowej, ta krytyka nie powinna przeradzać się w poparcie dla podziału świata na strefy wpływów.

Czy to oznacza, że lewica powinna poprzeć rozszerzenie NATO? Nie. Moja odpowiedź nie spodoba się wielu mieszkańcom Europy Wschodniej, ale wniosek, do którego doszliśmy, jeszcze bardziej mi się nie podoba. Jan Smoleński i Jan Dutkiewicz przekonywali, że uczciwa intelektualna krytyka rozszerzenia NATO powinna przerodzić się w krytykę wschodnioeuropejskich polityków i wyborców, którzy przyjęli ideały demokracji i samostanowienia narodowego. Tak jednak nie jest. Demokracje wschodnioeuropejskie miały suwerenne prawo do dokonania takich wyborów, jakie uważały za najlepsze dla własnego bezpieczeństwa. Ale przystąpienie kraju do organizacji międzynarodowej zależy od decyzji obu stron. Stany Zjednoczone także musiały dokonać wyboru, który zapewniłby możliwie największe bezpieczeństwo nie tylko tym, którzy do NATO przystąpili, ale także tym, którzy nie mieli perspektywy członkostwa. Z tego punktu widzenia szybkie przejście na politykę otwartych drzwi było błędne.

Jak Marie Sarotte i ukraiński historyk Serhij Płochij zaznaczyli we wspólnym artykule, że w latach 90. Stany Zjednoczone miały szansę rozwiązać kwestię bezpieczeństwa Ukrainy znacznie lepiej i znacznie mniejszym kosztem, niż to miało faktycznie miejsce. Po pierwsze, mogły nadać priorytet rozwojowi programu „Partnerstwo dla Pokoju”, zamiast dążyć do szybkiego rozszerzenia NATO. Po drugie, mogły udzielić Ukrainie skutecznych gwarancji bezpieczeństwa w memorandum budapesztańskim. Właśnie tego domagała się wtedy Ukraina, ale pod wspólnym naciskiem Stanów Zjednoczonych i Rosji rząd ukraiński musiał zgodzić się na rozwiązanie bez znaczenia. Nieudzielenie takich gwarancji w zamian za pozbycie się broni jądrowej było fatalnym błędem, który na dłuższą metę zadał jeszcze większy cios rozbrojeniu nuklearnemu niż rozszerzenie NATO.

Opowiedzieliśmy o przeszłości. A jakie wnioski można wyciągnąć z podejścia lewicy do przyszłego bezpieczeństwa narodowego? Zachodnioeuropejska lewica w ostatnich dziesięcioleciach, jeśli nawet proponowała alternatywę dla NATO, była to idea wspólnego międzynarodowego systemu bezpieczeństwa, obejmującego „Zachód” i „Wschód” po zakończeniu zimnej wojny. Jeśli nawet w latach 90. taki system miałby sens, to po 2008 roku takie projekty wyglądały nierealnie, a po 2014 przerodziły się w kiepski żart.

Z jakiegoś powodu jednak ci sami lewicowcy uparcie ignorowali fakt, że to Rosja stała się głównym przeciwnikiem reform i wzmocnienia OBWE. Reszta europejskiej lewicy, w tym lewica polska, jako alternatywę dla NATO proponuje europejski system bezpieczeństwa: wspólną armię, tarczę antyrakietową, politykę energetyczną i tak dalej. Taki system może pomóc członkom Unii Europejskiej, nie pomoże jednak tym, którzy znajdują się poza nią. Wręcz przeciwnie: projekt ten grozi budową „fortecy Europa” (to samo można zresztą powiedzieć o poprzednim pomyśle). Dlatego priorytetem musi być bezpieczeństwo globalne.

Jak pisałem w swoim Liście do zachodniej lewicy, potrzebujemy globalnej polityki i globalnego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego. Wiem, że idea reformy ONZ wywołuje wielki sceptycyzm, ale jak dotąd nie widziałem, by którykolwiek z krytyków zaproponował lepszą alternatywę. Zamiast szukać wymówek dla bezczynności, musimy szukać możliwych sposobów, by naciskać na zmiany. Co jest bardziej utopijne – reforma ONZ czy stworzenie od podstaw sprawniejszego systemu, który zjednoczyłby kraje globalnego Południa i globalnej Północy?

Niestety, nawet w odpowiedzi na wypowiedź Zełenskiego na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa o potrzebie reformy ONZ znalazłem w lewicowych mediach jedynie wyjaśnienie, dlaczego jest to niemożliwe. Ale ten artykuł wskazuje nie tylko na to, co zawiera, ale także na to, o czym nie wspomina: rezolucja „Jedność dla pokoju”. Przykład ten pokazuje, że reforma nie jest niemożliwa. Jeśli Radzie Bezpieczeństwa nie uda się zreformować, to jej rola musi zostać zmarginalizowana. W rzeczywistości, gdy pisałem ten artykuł, zrobiono krok w tym kierunku: Zgromadzenie Ogólne, z inicjatywy Lichtensteinu, przyjęło rezolucję wzywającą do zwołania nadzwyczajnej sesji Zgromadzenia Ogólnego, gdy członek Rady Bezpieczeństwa stosuje prawo weta.

Przed nami perspektywa eskalacji konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. I w tym konflikcie międzynarodowa lewica nie może powtórzyć błędów, które często popełniała w stosunku do Rosji. Możliwe, że Chiny nie będą się sprzeciwiały podzieleniu strefy wpływów ze Stanami Zjednoczonymi, ale tego lewica nie powinna popierać. Zamiast martwić się o interesy Chin, jak w przypadku Rosji, trzeba pomyśleć o tym, jak uchronić małe kraje przed dominacją wszystkich państw imperialistycznych. W szczególności międzynarodowa lewica musi zastanowić się nad tym, jak obronić Tajwan, nie dopuszczając do wojny, a nie jak zmusić Tajwan do poddania się Chinom.

Niektórzy lewicowi autorzy zwracają uwagę na to, że ludność państw, które wstrzymały się od głosu na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie agresji Rosji na Ukrainę, stanowi łącznie prawie połowę ludności świata. Ale przedstawienie tego jako po prostu stanowiska tej połowy ludzkości jest ignorowaniem chińskiego imperializmu i indyjskiego skrajnie prawicowego rządu. Moim zdaniem ważniejsze było stwierdzenie Barbary Crossette, że małe państwa, w tym sąsiedzi Indii, w dużej mierze poparły Ukrainę. Najwidoczniej czują się zagrożone ze strony sąsiednich mocarstw.

Nie musimy idealizować ONZ. Jak dotąd jest to narzędzie mało efektywne. I nawet bez problemu prawa weta stałych członków Rady Bezpieczeństwa istnieją poważne problemy z Kartą Narodów Zjednoczonych. Jak słusznie zauważa Darrell Möllerdorf, leżąca u podstaw Karty Narodów Zjednoczonych zasada suwerennej równości państw oznacza wspieranie najazdów zbrojnych innego państwa na zaproszenie oficjalnego rządu tego państwa w celu stłumienia rewolucji, ale potępia wspieranie przez państwo ruchów rewolucyjnych w innych krajach. Jest to sprzeczne z ideami socjalistycznego internacjonalizmu. I pod tym względem ci lewicowcy, którzy usprawiedliwiali rosyjską inwazję na Syrię, powołując się na zasadność tej inwazji, w rzeczywistości zdradzili wszelkie socjalistyczne zasady.

Mimo wszystkich niedociągnięć ONZ pozostaje jedyną realną alternatywą dla sojuszy militarnych, chroniącą słabsze kraje przed podbojem przez silniejszych sąsiadów i najbardziej obiecującym narzędziem demokratyzacji ładu międzynarodowego i zwiększenia wpływu małych i biednych państw.

Być może właśnie teraz, ze względu na to, co robi Rosja, po raz pierwszy istnieje realna szansa na zreformowanie ONZ. W ostatnich dziesięcioleciach było to praktycznie niemożliwe, a za kilka lat konfrontacja między Chinami i Stanami Zjednoczonymi może się tak zaostrzyć, że znów będzie to niemożliwe. Dlatego musimy działać w tym kierunku właśnie teraz. A największa odpowiedzialność spoczywa na lewicy w krajach, które są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa.

Taras Bilous



przełożyła Aleksandra Kosior



Taras Bilous jest ukraińskim historykiem, aktywistą społecznym i redaktorem magazynu „Спільне”.

Artykuł opublikowany w czerwcu 2022 r. w magazynie "Спільне", a jego polskie tłumaczenie na stronie "Krytyki Politycznej".


.








drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Konferencja "Związki zawodowe w II RP (1918-1939)"
Warszawa, X Pawilon Cytadeli
3 grudnia (sobota), godz. 12.00-15.00
Demonstracja STOP ATAKOM NA KURDYSTAN
Ambasada Turcji. ul. Rakowiecka 19
29 listopada (wtorek), godz. 18.00
Lewica po neoliberalizmie
Wrocław, Wydział Nauk Społecznych Uniwersyteu Wrocławskiego
25.11.2022 (piątek), od godz. 10.00
Polscy Hodżyści
Partia lewicowa na symulatorze politycznym
Discord
Teraz
Historia Czerwona
Komintern (SH)
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek

Więcej ogłoszeń...


1 grudnia:

1929 - W Warszawie ukonstytuowało się Robotnicze Towarzystwo Służby Społecznej powstałe z inicjatywy Centralnego Wydziału Kobiecego CKW PPS.

1934 - W Leningradzie zamordowano na polecenie Stalina członka Biura Politycznego i sekretarza KC WKP(b) Siergieja Kirowa; początek represji przeciwko działaczom partyjnym i kadrze Armii Czerwonej.

1955 - Czarnoskóra Rosa Parks nie ustąpiła białemu miejsca w autobusie w Montgomery (Alabama). Początek bojkotu autobusów, który trwał 381 dni i uczynił Martina Luthera Kinga przywódcą ruchu na rzecz równouprawnienia czarnej ludności w USA.

1987 - Zmarł James Baldwin, pisarz afroamerykański. Aktywnie wspierał działalność Martina Luthera Kinga i ruch praw obywatelskich.

1996 - Zmarła Zofia Wasilkowska, polityk polskiej lewicy, wieloletnia sędzia Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, pierwsza kobieta-minister w historii Polski.

2011 - Zmarła Christa Wolf, niemiecka pisarka, czołowa postać literatury NRD.

2011 - Ałmazbek Atambajew (SDPK) został prezydentem Kirgistanu.

2018 - Andrés Manuel López Obrador (MORENA) został prezydentem Meksyku.


?
Lewica.pl na Facebooku