Komentarze czytelników portalu lewica.pl Komentarze czytelników portalu lewica.pl

Przejdź do menu

Komentowany tekst

Marks powiedział, że był spalony.

Komentarze

Dodaj komentarz

trocki gej jest okej

barykada czystości ideologicznej, którą wznosicie dookoła siebie sprawi, że postulowaną rewolucję klasy robotniczej będziecie oglądać, co najwyżej w telewizji...

ton waszych wypowiedzi jest po prostu śmieszny (chodzi tu o ten rodzaj "śmieszność", który budzi lęk...).

wizja lewicy jaka prześwieca przez wasz przekaz blogowy, jest tak płaska jak podatek liniowy i równie zniuansowana...

chciałoby się powiedzieć: chłopaki może warto rozglądnąć się dookoła siebie! ale boję się, że jeden cytat z klasyka zastępuje wam trud krytycznej analizy społecznej, więc nawet nie próbuję.

wasza analiza rzeczywistości społecznej kończy się tam, gdzie krytyczne badanie świata ma swój początek; kończycie tam, gdzie brodaty klasyk postawił kropkę po pierwszym zdaniu, pierwszego rozdziału pewnego genialnego tekstu. ("Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego jest historią walk klasowych").

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-23 18:13:40, suma postów tego autora: 1805

Jakaś kpina?

"Jednak jasny i prosty przekaz, otwarcie na współpracę z różnymi związkami zawodowymi oraz co najważniejsze - cel, może spowodować kolejne małe kroki, które przybliżą do dobrej pozycji wyjściowej dla rewolucyjnej fali."

Parę linijek wyżej było bezsensowne nawalanie w ZNP, a tutaj jest mowa o współpracy z różnymi centralami.

Dlaczego twierdzę, iż nawalanie to było bezsensowne? Bo błąd popełniło kierownictwo związku, a nie szeregowi pracownicy. Wątpię, czy dla któregokolwiek z nauczycieli wynegocjowana wcześniejsza emerytura w wysokości 1210 zł brutto jest łakomym kąskiem. Jednak dla "odpowiedzialnego" kierownictwa SLD i ZNP to wystarczy do "zawarcia kompromisu" (jakby kompromis pracy z kapitałem był w ogóle możliwy...).

Aż chce się przypomnieć słowa Lenina: "Każdy kompromis jest zgniły".

autor: Partyjny beton, data nadania: 2008-12-23 20:06:02, suma postów tego autora: 185

Ten tekst

jest świadectwem ciekawych przewartosciowań na lewicy.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-23 21:36:51, suma postów tego autora: 20871

Ta wstawka

o Klein i Chavezie jest idiotyczna.

autor: Getzz, data nadania: 2008-12-23 23:34:33, suma postów tego autora: 3554

Rote,

Nie denerwuj się, przecież już Paweł Jaworski, flirtując z "bombą w piwnicy", odciął się od czarnego luda (od doktrynerów i purystów z "Dyktatury Proletariatu"), nie bojąc się nawet posądzenia o rasizm. Zwróć się lepiej bezpośrednio do liderów GPR. To oni przecież twierdzą, że GPR jest "starą lewicą rewolucyjną OTWARTĄ" na kwestie obyczajowe, genderowe itp., że "Trocki gej jest o'key" (podobnie zresztą jak internacjonalista.pl). Niech wreszcie zrobią z młodymi porządek. Bo znowuż NASZE na wierzch wyjdzie w szeregach GPR. Okaże się, że podziały idą W POPRZEK.

autor: BB, data nadania: 2008-12-23 23:55:10, suma postów tego autora: 4605

abcd,

Z tymi przewartościowaniami to przesadzasz. Młodzi GPR-owcy, podobnie zresztą jak i młodzi PPP-owcy, co często na jedno wychodzi, nie od dziś manifestują swoją niechęć do tzw. lewicy obyczajowej i dystansują się od alterglobalistów. Co z tego, skoro GPR OTWARCIE wspiera internacjonalistę.pl, mając gdzieś hierarchię wartości.

autor: BB, data nadania: 2008-12-24 00:12:32, suma postów tego autora: 4605

o wstawkach i kaczyńskim - bojowniku walki klas

wiesz, to nawet nie chodzi o to, że ta wstawka o klein i chavezie jest zupełnie idiotyczna (stawia mury...) i od czapy - problem raczej w tym, że po lekturze bloga GPR można odnieść wrażenie wręcz odwrotne. to niestety chyba nie przypadek, po prostu chłopaki już wszystko wiedzą, mają obcykany każdy wariant polityczny, i dlatego jadą ostro po bandzie, bo co się będą pierniczyć, nie? to, że przy okazji zdają się rozmijać z rzeczywistością (upraszczając ją) i dają się robić w wała bo, ktoś beknął "sprawiedliwość społeczna", to jest mało ważne w tym momencie... pewnie mają szczere intencje i czasami dobrze jest być naiwnym (oczywiście to powinno mieć jakieś granice).

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 00:13:35, suma postów tego autora: 1805

Partyjny Beton

Twoja uwaga jest słuszna. Chodziło mi o krytykę ZNP jako zarządu, nie samych nauczycieli. A we współpracy chodzi bardziej o działaczy niższego szczebla, niż padanie z Guzem czy Śniadkiem w objęcia. Uwzględniając twój głos pozwolę sobie dopisać do notki jedno zdanie to wyjaśniające. "Merytorycznej" uwagi Getzza nie powinienem komentować ale uznałem za słuszną wstawkę nie tyle o Chavezie i Klein, a osobach zachwycających sie nimi niemal bez cienia krytyki. Niestety większosc z nich jakoś nie ma ochoty poświęcić uwagi wydarzeniom na ich własnym podwórku. Wpisu rote_fachne nie ma co specjalnie komentować...widzi drzazgę (prostota z być może lekka nutka 'śmiesznego' patosu) w oku lewicowych bliźnich, zaś belki w swoim (bankructwo nowolewicowej, eklektycznej opcji) nie raczy zauważyć.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 00:27:49, suma postów tego autora: 201

diamat B-B

przecież ja się nie denerwuję, a gdzie tam! mam sporo sympatii do GPR, co nie znaczy, że nie pozwolę sobie na delikatną krytykę. oczywiście macie rację z tym, że na tym blogu wasze na wierzchu...dlatego też się odezwałem, bo to jałowe marudzenie. wiecie, że w waszym wypadku sprawa jest oczywista, typowe albo-albo: albo bawicie się w kolokwia i marksistowskie repetycje(co wychodzi wam chyba całkiem dobrze, lecz jest zupełnie nieprzydatne z politycznego punktu widzenia - zawsze wychodzi na to, że prawdziwych rewolucjonistów jest dokładnie sztuk 2), albo grzęźniecie w niby-analizach społecznych (co zupełnie wam nie wychodzi, bo na siłę mieszacie to z tym pierwszym - i wnioski polityczne też są te same). mam nadzieję, że ekipa gpr nie powtórzy tego waszego "dialektycznego" błędu...

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 00:28:12, suma postów tego autora: 1805

BB hierarchia wartości

mogę zapytać o te wartości? powiem szczerze, że zaintrygowało mnie to. jeśli można, to proszę o odpowiedź abstrahującą od plotek personalnych związanych z tymi, tamtymi, siamtymi, itp.

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 00:32:41, suma postów tego autora: 1805

saint_just

czy możesz określić tą moją "opcję". tak konkretnie? bez zbędnej retoryki. osobiście określam się jako "marksista", ale wiem, że to duży błąd skoro tylu mądrzejszych rewolucjonistów zarzuca mi tak poważne błędy, jak choćby to, że postrzegam świat dialektycznie... (potrafię dostrzec, że jest to inny świat niż 150 lat temu...nowolewicowy eklektyzm, co?)

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 00:41:24, suma postów tego autora: 1805

BB

Nikt nie krytykuje obyczajówki jako takiej. Krytykowane jest zrównywanie,a nawet wywyższanie takich postulatów ponad sprawy istotne dla ruchu robotniczego. Krytyka ta, jest oparta na empirycznym doświadczeniu, że bardziej wymierne rezultaty daje aktywny udział w działaniach związkowców, robotników niż chodzenie na nudne konferencje czy parady równości. Wasza krytyka czegokolwiek by nie dotyczyła, jest tylko usprawiedliwieniem waszego nieróbstwa. Ironiczne wywyższanie się rot'iego nad "prostaków z gpr" przypomina sentencje panienek, których nikt nie chce - "Jestem brzydka, ale za to czytam Miłosza".

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 00:41:27, suma postów tego autora: 201

ROTACJA

Wybacz, Damianie, nam - "amiszom lewicy", ale boimy się, że usuną cię z grupy za, dajmy na to, "seksizm", jak to już kiedyś bywało w NLR. Spotkało to np. Andrzeja Witula, który oprotestował podczas obozu "Czwórki" poczynania rodzimych genderowców, ostentacyjnie obnoszących się ze sztadarowym "TROCKIM GEJEM" ("Trocki gej jest okej"). Skąd nam to przyszło do głowy? Oskarżycielem i egzekutorem był wówczas Zbigniew Marcin Kowalewski, bliski przyjaciel i najbliższy sojusznik Floriana Nowickiego (obaj byli członkowie NLR).

autor: BB, data nadania: 2008-12-24 00:45:51, suma postów tego autora: 4605

rote,

Chyba zdajesz sobie sprawę, że proponowane przez Damiana Winczewskiego "ustawienie priorytetu na jeden podmiot klasę robotniczą" z góry wyklucza postulowane przez internacjonalistę.pl nowolewicowe równouprawnienie "całokształtu postulatów emancypacyjnych". Jest zatem zgodne z marksizmem, lecz co istotniejsze w konkretnym przypadku sprzeczne z postulowaną przez was i internacjonalistę.pl hierarchią wartości.

autor: BB, data nadania: 2008-12-24 01:01:08, suma postów tego autora: 4605

roti funny

Jak można określić konkretną opcję anonimowego użytkownika, znanego tylko z komentarzy ? Założyłem, że jesteś pozytywnie nastawionym do wszelkich altershitów fanem Chaveza, Klein i być może nawet królów- gejów ;) Nie wiem też jakie masz argumenty, na to iż postrzegamy świat takim, jakim był 150 lat temu. Świat się zmienił lecz nowa lewica, goszyści, eklektycy czy jak ich tam zwać zawiedli na całej linii. Dlatego my wracamy do sprawdzonego modelu, czyli klasy robotniczej jako głównej siły emancypującej z otwartą furtką dla innych - pod warunkiem, że uznają "przewodnią rolę" robotników. Ogólnie też trudno jest dyskutować z kimś, kto stawia siebie w roli "pojmującego wszystko szerzej" mentora i nie stawia konkretnych zarzutów, ograniczając się do ironii i trywializowania, co zresztą bardziej jest erystyką niż chęcią nawiązania dialogu.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 01:14:32, suma postów tego autora: 201

BB nie kokietujcie

Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że ów "seksizm" ma głębszy kontekst i nie powstał od tak sobie w mej głowie, może choć roti przyklaśnie za próbę głębszej interpretacji. W końcu ma to oparcie w pewnych materialnych warunkach bytowania, w kulturze, która nie wykształciła pojęć typu "puszczalski facet". Na osłodzenie dywagacji o pseudoseksistowkich teoriach powiem, że nierzadkim widokiem są "czytelniczki Miłosza" u boku postawnych panów, czy brzydale u boku ładnych kobiet. Tak więc BB odstawcie klawiature i do dzieła ! Druga młodość przed wami !

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 01:31:29, suma postów tego autora: 201

saint_just

no wiesz, nie dziw się, że ktoś patrzy na świat szerzej niż ty - sam ograniczasz się do bliżej nieokreślonej "analizy klasowej". napisać, że między klasami istnieje konflikt, to wyrazić zwykły banał, coś co dla każdego człowieka o lewicowych poglądach jest tak oczywiste, jak to, że 2+2+4. zabawa zaczyna się wtedy, kiedy zadajesz sobie trud zrozumieć istotę i dynamikę tej walki, formy (kulturowe, polityczne, społeczne, ideologiczne) w jakich się ona przejawia. mam wrażenie, że pisząc "robotnicy", "klasa robotnicza" masz na myśli "moja partia", albo "moja opcja polityczna". co to znaczy "przewodnia rola robotników"? w czym przewodnia? w rewolucyjnym przewrocie? w jaki sposób przewodnia? przewodnia rękami partii, tak? przewodnia w ramach związków zawodowych? podoba mi się też twoja "dialektyczna" logika: świat się zmienił...dlatego wracamy do "sprawdzonego modelu" walki politycznej. sprawdzonego gdzie? kiedy? sprawdzony przez kogo? w jakich warunkach politycznych, społecznych? w jakim momencie historycznym?

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 01:54:26, suma postów tego autora: 1805

saint_just

wcale się nie wywyższam nad nikogo z gpr, po prostu pokazuję, że ich analiza społeczna jest bardzo zawężona. to już jest wywyższanie się? musisz każdego, kto krytykuje od razu zaklasyfikować jako bywalca "salonów"? w głowie ci się nie mieści, że robotnicy mogą czytać książki?

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 01:58:18, suma postów tego autora: 1805

BB

oki, nie ma równouprawnienia walk i postulatów emancypacyjnych. czyli? możesz wyciągnąć z tego jakieś praktyczne i polityczne konsekwencje na dziś? rozumie, że sama satysfakcja z powiedzenia "walka o prawa robotnicze jest ważniejsza niż X,Y,Z" wam nie wystarcza, a zatem pytam o konkret.

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 02:18:58, suma postów tego autora: 1805

W KWESTII ZASADNICZEJI

Jak już pisaliśmy problematyka obyczajowa, czyli cała kwestia kulturowa, w marksizmie znajduje swoje miejsce jako zagadnienie sprzeczności nieantagonistycznych, czyli sprzeczności trwających już po wyjściu ludzkości ze stadium prehistorii do historii, czyli coś w rodzaju końca historii jako prehistorii, realizuje się najlepiej w luźnych organizacyjnych ramach kółkowych. Współgra z postulatem pełnej autonomii, demokracji bezpośredniej i uczestniczącej, pełnej wolności i przezwyciężającej sprzeczności między materialnym a idealnym.
Tymczasem walka o interes ekonomiczny klasy robotniczej przeciwnie wymaga formy partyjności, albowiem sprzeczność, jaką reprezentuje jest sprzecznością antagonistyczną.

autor: BB, data nadania: 2008-12-24 09:05:37, suma postów tego autora: 4605

ABCD,

jesteś niesamowitym hipokrytą... Pod jednym wątkiem zachwalasz rewolucyjne odłamy lewicy, pod innym zaś- bronisz zysków pracodawców "bo tworzą miejsca pracy" i walisz w Marksa... Można to wytłumaczyć tylko jednym- zależy Ci na rozbiciu lewicy, na tym żeby była podzielona, zwalczała się nawzajem. Żeby wygrała pseudo-socjalistyczna prawica spod znaku Obywatela...

autor: Luke, data nadania: 2008-12-24 09:31:24, suma postów tego autora: 1782

Saint_Just

W takim razie dziękuję za zrozumienie i przepraszam za błędną interpretację fragmentu tekstu. Cóż, wyczulony jestem...

autor: Partyjny beton, data nadania: 2008-12-24 09:58:26, suma postów tego autora: 185

"FURTKA"

Widzę, że cenzura zadziałała. Nie pierwszy to już raz wypadł wpis BB. Z kobiecym wdziękiem spróbuję to powiedzieć inaczej.
Damianie, czy "furtką" tą może być charyzmatyczny lider GPR w podkasanej spódnicy na platformie genderowej Manify, wyróżniający podział na "starą lewicę rewolucyjną zamkniętą" ("Dyktatura Proletariatu") i "starą lewicę rewolucyjną otwartą" (posttrockiści z GPR włącznie)? Nie przypadkiem artykuł Floriana Nowickiego lansujący taki właśnie podział przypomniał ostatnio portal internetowy internacjonalista.pl. Wybacz, ale całkiem zgrabnie wpisujecie się w kulturową ofertę internacjonalisty.pl. i KPiORP, notabene kreując genderowe oblicze PPP.

autor: EB, data nadania: 2008-12-24 11:14:34, suma postów tego autora: 856

Wybieg Zamknięty.

Roti, co do roli klasy robotniczej i jej "przewodniej roli" polecam poczytać sobie publikacje na stronie gpr, tudzież klasyków. Co do sprawdzonych metod, polecam sobie analizę jak dochodzono do zdobyczy socjalnych(podpowiedź - nie była to zasługa wystąpień studenckich) i dlaczego realizacja pozostałych postulatów emancypacyjnych była możliwa z reguły dopiero po osiągnięciu pewnego statusu materialnego w danym kraju. Jeżeli mamy dyskutować na poważnie, to przedstaw swoją, "szeroką" analizę i swoimi konkretnymi poglądami postaraj się przekonać i naprowadzić na świetlaną drogę ! Inaczej, prowadzone przez ciebie gierki słowne nie mają sensu, bo ja się na to nie łapie. O robotnikach czytających książki - kolejny śmieszny chwyt, nieco poniżej pasa, który ma sugerować niedocenienie przez "samozwańczą awangardę" szerokich horyzontów robotnika. Nigdzie nie napisałem, że cały "szeroki" dorobek intelektualny lewicy to można o kant dupy potłuc. Owszem, niektóre teksty takiego Żiżka są nawet ciekawego. Nie sądzę jednak by robotnicy czytali do poduszki opasłe tomy jego apologetów z KryPola, gdzie robi on za autorytet we wszystkich sprawach. Nie chodzi nawet o to, czy robotnik jest mądry czy za głupi by coś zrozumieć. Chodzi o to, że ludzie czytają z reguły wolą czytać to co ich dotyczy. Filozofowie czytają raczej o filozofii niż o rybach morskich, lekarze literaturą medyczną, a nie książkę o metodach wytapiania stali. Tak samo robotnicy czytają o sprawach pracowniczych. I to w zasadzie tyle, nie chodzi o to, by jak chcą bratkowscy olać wszystko po za robotnikami(którymi zresztą i tak się nie zajmują) jeno żeby zajmować się głównie pracownikami i sprawami ich dotyczącymi. Więcej zrobisz dla geja, gdy dzięki twoim staraniom wzrośnie mu płaca niźli zorganizujesz święto Korybuta Wiśniowieckiego. Więcej zrobisz dla Chaveza poprawiając los polskich pracowników niż robiąc jakieś fiesty na jego cześć, albo polemizując z kolesiami z wybiórczej. Ostatecznie też więcej zrobisz na promowania różnych "szerokich analiz" gdy poprawa statusu materialnego ludzi sprawi, że będą mieli oni czas i ochotę czytać takie rzeczy. Tylko tyle, a nie współczujące refleksje rotiego nad mym ubogim stanem ducha czy mitomańskie, jak zwykle niecelne wywody bratkowskich.
Tak więc koniec fantazji, czas na konkrety.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 13:37:52, suma postów tego autora: 201

BB, (komentarz tak na szybko, bo karp stygnie...)

metafizyka, metafizyka, metafizyka. po trzykroć metafizyka. wystarczy was o coś zapytać konkretnie, a gubicie się niczym jaś i małogosia w wielkim lesie idei. rzucacie mi w twarz metafizycznym ochłapem (wasz komentarz pt. "W KWESTII ZASADNICZEJI") o raczej stalinowskiej, a nie marksowskiej proweniencji i to ma wystarczyć za odpowiedź? no błagam was, normalnie potraficie pisać plotkarskie elaboraty na 3 strony, a kiedy niedouczony waszym zdaniem goszysta i eklektyk zada konkretne pytanie chcecie go zbyć prymitywną formułką: "Tymczasem walka o interes ekonomiczny klasy robotniczej przeciwnie wymaga formy partyjności, albowiem sprzeczność, jaką reprezentuje jest sprzecznością antagonistyczną."? zabawne te wasze zupełnie niedialektyczne formułki. a co jeśli zapytałbym skąd wziął się wam ten przeskok z "interesu klasy robotniczej" do "formy partyjności", to co prócz cytatów z lenina jesteście w stanie mi zaproponować? dlaczego "interes klasy robotniczej" nie może w konkretnym momencie historycznym i przy konkretnych warunkach społeczno-politycznych wymagać organizacji np. związkowej? skąd ta bajka o sprzecznościach antagonistycznych i nieantagonistycznych? co to znaczy sprzeczność antagonistyczna w sensie politycznym? czy sprzeczności nieantagonistyczne (cokolwiek to jest) nie mogą przybierać form antagonistycznych? można pytać dalej (dyskurs scholastyczny ma to do siebie, że generuje pytania), co macie na myśli pisząc "pehistoria", "historia", "ludzkość", itp. nie wiem, może chłopaków z gpr taka metafizyczna, niby-marksowska i niby-dialktyczna mowa trwa zadowoli, w każdym razie od was - jako nie goszystowskich i nie eklektycznych leninistów - można wymagać więcej prawda?

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 13:42:41, suma postów tego autora: 1805

saint_pius

święty piusie,

nie wiem skąd ta niechęć do myślenia u ciebie, ale to już twoja rzecz, i nie będę w to wnikał. oczywiście, klasyków czytam - po prostu interesowało mnie ja ty ich rozumiesz, ale skoro na konkretne pytania nie odpowiadasz (pytałem niekonkretnie? zadałem przecież pytania do konkretnych twoich słów), więc widzę, że twoje rozumienie lektury i pojęć, którymi się posługujesz jest raczej intuicyjne.

nie skomentuję też bzdury o tym, że realizacja innych postulatów niż socjalne, wymaga "pewnego statusu materialnego w danym kraju". rozumiem, że walki narodowowyzwoleńcze i antykolonialne odbywały się w krajach zamożnych o sporym statusie materialnym. nie wspomnę też, że np. w obrębie samego ruchu robotniczego walczono o równouprawnienie kobiet, czy walczono z antysemityzmem. (oczywiście możesz napisać, że te walki emancypacyjne odbywały się tylko dlatego, że ruch robotniczy było na nie stać, a robotnicy osiągnęli pewien status materialny, dlatego przyszła im do głowy walka o coś innego...).

nie rozumiem dlaczego usilnie starasz się wpieprzyć mnie w jakiś "salonowy" klimat - ja naprawdę wiem, że trzeba walczyć o "socjalne zdobycze" (dziś walczyć przede wszystkim o ich utrzymanie). widocznie twoje myślowe płaskostopie wyklucza możliwość walki z kapitalizmem prowadzonej równocześnie z szeregiem innych walk, dlatego jak ktoś daje ci do zrozumienia, że robi obie rzeczy równocześnie, to wydaje ci się to jakąś aberrację, może perwersją?

nie pozuj na mega-działacza-rewolucjonistę, bo to śmieszne; póki co wychodzisz na jak dla mnie na zwykłego wałą, który uważa, że coś wie (ta raz), choć nie potrafi powiedzieć co konkretnie, a dwa, że wydaje mu się, że jest rewolucjonistą, bo pomacha sloganami (to dwa).

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 14:42:13, suma postów tego autora: 1805

Luke,

gdybyś nie był lewicowcem bardzo świeżego chowu, to wiedziałbyś, że lewica jest podzielona i zwalcza się nawzajem od wielu, wielu lat, zanim w ogóle powstało tutejsze forum i zanim ABCD napisał pierwszy post. Was nie trzeba zwalczać - wy już dawno zwalczyliście się sami.

autor: Durango 95, data nadania: 2008-12-24 14:49:52, suma postów tego autora: 3848

Rotek,

widzę że tu siedzisz, więc pozwól, że nawiążę do naszej poprzedniej dyskusji, którą musiałem zakończyć przedwcześnie z przyczyn obiektywnych.
Otóż zainteresowała mnie ta wzmianka o "starej marksistowskiej lewicy", z którą związany był twój dziadek z Jerozolimy. Mógłbyś doprecyzować jakie to było ugrupowanie? Robotnicza Partia Izraela (Mapaj), która rządziła w czasie inwazji na Egipt w 1956 oraz na Egipt i Syrię w 1967? Zjednoczona Partia Robotnicza (Mapam) czyli lewicowi syjoniści? A może Komunistyczna Partia Izraela (Maki), która też poparła wojnę z Arabami w 1967? Co prawda z tej ostatniej wyodrębniła się wtedy antywojenna frakcja Rakah ale składała się praktycznie z samych Arabów.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-12-24 15:45:43, suma postów tego autora: 3102

angka (jako, że dobrze mi się trawi)

słuchaj mój drogi angka, źle zrozumiałeś, bo nie, "dziadek z jerozolimy", tylko "dziadek ze lwowa", a potem z kłodzka. mówiąc o dziadku miałem na myśli polską lewicę przedwojenną. w izraelu dziadek z nikim nie trzyma, sympatyzuje jedynie z anarchistami. co ty na to? we łbie się nie mieści, co? ;-)

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 17:46:44, suma postów tego autora: 1805

Miały być konkrety, a jest przynudzanie...

"święty piusie,

nie wiem skąd ta niechęć do myślenia u ciebie, ale to już twoja rzecz, i nie będę w to wnikał" - co chcesz mianowicie osiągnąć takimi wstawkami ? chyba tylko obrazić, bo w swej mądrości nie próbujesz wyłożyć konkretnych swoich poglądów i przy ich pomocy nawrócić mnie na jasną stronę mocy.

"oczywiście, klasyków czytam - po prostu interesowało mnie ja ty ich rozumiesz, ale skoro na konkretne pytania nie odpowiadasz (pytałem niekonkretnie? zadałem przecież pytania do konkretnych twoich słów)," - Pytanie wydało mi się na tyle głupie, że dałem taką, a nie inną odpowiedź. Moim zdaniem, to właśnie klasa robotnicza jako jedyna posiada w sobie siłę do jak to określiłeś "rewolucyjnego przewrotu" i przewroty z jej rolą przewodnią mają największą szansę na uniknięcie degeneracji. Chodzi mi o to, że rewolucje przyprowadzane w oparciu o chłopstwo i drobnomieszczaństwo (kuba, chiny) od początku prowadzą do powstania zdegenerowanych państw robotniczych. Oczywiście istotna jest tutaj rola rewolucyjnej partii. Szczegóły moich podzielanych prze zemnie poglądów na temat partii znajdują się na stronie GPR w tekście "rewolucyjna partia robotnicza", a co do samej klasy robotniczej i mozliwości sprawowania przezeń władzy, w broszurze "władza robotnicza".

"więc widzę, że twoje rozumienie lektury i pojęć, którymi się posługujesz jest raczej intuicyjne.
" - Oświeć mnie zatem, jak powinno wyglądać, o ile dobrze rozumiem "profesjonalne" rozumienie lektury i pojęć ?

"nie skomentuję też bzdury o tym, że realizacja innych postulatów niż socjalne, wymaga "pewnego statusu materialnego w danym kraju". rozumiem, że walki narodowowyzwoleńcze i antykolonialne odbywały się w krajach zamożnych o sporym statusie materialnym."

Oczywiście tu masz rację, zagalopowałem się i walki o postulaty głównie charekteru "obyczajowego" zrównałem z wszystkimi innymi walkami emancypacyjnymi.

"nie wspomnę też, że np. w obrębie samego ruchu robotniczego walczono o równouprawnienie kobiet, czy walczono z antysemityzmem."

A czy ja pisałem o tym, że nie walczono ? Czy taki prostak jak ja, musi ci przypominać, że walka o pewne postulaty, a ich realizacja to zupełnie inne sprawy ?

"nie rozumiem dlaczego usilnie starasz się wpieprzyć mnie w jakiś "salonowy" klimat "

Nie wpieprzam cie w nic. Bawi mnie po prostu twoja próżność intelektualna i chęć wykazania jacy to inni są miałcy.

"a naprawdę wiem, że trzeba walczyć o "socjalne zdobycze" (dziś walczyć przede wszystkim o ich utrzymanie)."

Ja wiem, ze ty wiesz. Nie jest tylko do końca jasne, czy nadajesz temu priorytetowość.

"widocznie twoje myślowe płaskostopie "

i powiedz kto tu sie wpieprza w salony ?

"wyklucza możliwość walki z kapitalizmem prowadzonej równocześnie z szeregiem innych walk, dlatego jak ktoś daje ci do zrozumienia, że robi obie rzeczy równocześnie, to wydaje ci się to jakąś aberrację, może perwersją?"

Podszedlem do tej dyskusji na luzie, ale teraz mnie lekko zdenerwowales. Gdzie do k.... nędzy napisalem, ze nie można prowadzić kilku walk równocześnie ? Mi chodzi jedynie, że jedne walki są mniej, a drugie bardziej priorytetowe. Ogólnie popieram pewnie te same postulaty co ty. Można chodzić i na demo pracownicze i na manife. Jednak to pierwsze zawsze dla mnie będzie o wiele bardziej istotne.

"nie pozuj na mega-działacza-rewolucjonistę, bo to śmieszne;"

W calym zyciu nigdy nie powiedzialem o sobie, że jestem wielkim działaczem i rewolucjonistą, inteligentem. Mierzi mnie jedynie podniecanie się swoją własną wiedzą i tropienie wszędzie jakiś antyintelektualnych, homofobicznych etc. spisków.

"póki co wychodzisz na jak dla mnie na zwykłego wałą,"
lekki stresik czy jak ? Niestety ty mi pozujesz na zarozumialca, dla którego ważna treść musi mieć koniecznie takie, a nie inne opakowanie. Jeżeli jest inaczej, wietrzysz już jakiś spisek. Coś w stylu, że jak pokażą ci pewne treści w teatrze, operze to się tym zachwycisz. Jak pokażą ci to samo w Świat wg. Bundych to uznasz to za debilizm.

"który uważa, że coś wie (ta raz), choć nie potrafi powiedzieć co konkretnie,"

To, że czasem nie wyrażam konkretnie swojej wiedzy wynika z mojego lenistwa, ale jeżeli cie to jakoś połechta możesz przyjąć wiedzę, że jestem jakimś tumanem co przeczytał dwa bryki nt. marksizmu :)

"a dwa, że wydaje mu się, że jest rewolucjonistą, bo pomacha sloganami (to dwa)."

Tu znowuż przesadzasz. Wole slogany bo są bardziej zrozumiałe, żeby wyrazić jakiś pogląd nie zawsze trzeba pisać wielostronicowych analiz (choć czasem wypada).

Twój problem polega na tym, że nie do końca rozumiesz co pisze. A właściwie nie chcesz zrozumieć. Szukasz na siłę jakiś wrogich treści i atakujesz ofiarę, by dać upust swojej próżności. Jestem niemal w 100% pewien, że moją krytykę przesady w wielbieniu chaveza i zajmowania się nim zamiast spraw krajowych uznajesz za atak na chaveza w ogóle. Krytykę podniecania się Naomi Klein odczytujesz jako krytykę wszelkiej nie-markistowskiej próby krytyki neoliberalizmu. Krytykę śmiesznych zabaw w próbach czczenia królów-gejów odczytujesz jako homofobię. ETC.
Tropisz więc wrogie treści i próbujesz osiągnąć samozadowolenie poprzez dyskutowanie, samemu zresztą nie przedstawiając spójnej wykładni swoich poglądów. Życzę więc "szerszego" spojrzenia na krytykę niektórych spraw bliskich twemu sercu.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-24 19:23:01, suma postów tego autora: 201

A co z sektorem usług?

Czy to też ma być ta klasa robotnicza? Alleluja.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-24 20:40:18, suma postów tego autora: 1199

święty_

przeczytałem. rozumiem i przyjąłem do siebie twoje - nie wiem jak to nazwać - zarzuty, czy tam inne obiekcje. mam tylko jedno pytanie, o co chodzi z tymi królami gejami, bo za cholerę nie potrafię tego z niczym polepić? pytam serio. nie wiem o co chodzi.

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-24 23:53:05, suma postów tego autora: 1805

FAKT FAKTEM

Fakt, uważamy, że nie ma równouprawnienia walki o wyzwolenie klasy robotniczej i walk emancypacyjnych o charakterze czy to obyczajowym, czy choćby narodowościowym. Jaki z tego wynika konkret? Otóż ten, że kiedy pojawiają się sprzeczności między kryteriami walki emancypacyjnej konieczności wyboru nie można zignorować, bo jest narzucona przez samą rzeczywistość. Gdyby było inaczej, istnienie nowej lewicy nie byłoby nacechowane eklektyzmem i nie prowadziłoby do rozmycia tożsamości lewicowej. Przecież od dziesięcioleci tzw. nowa radykalna lewica skutecznie odcina się od stalinizmu i prowadzi swoją politykę wielości walk emancypacyjnych. Z efektami, które pozwalają nam, amiszom lewicy, mieć głęboko gdzieś wasze podyktowane egzystencjalnym lękiem połajanki na temat naszego nieróbstwa czy braku skuteczności. Jak mówi Żiżek i z czym należy się, niestety, zgodzić: czasami lepiej powstrzymać się od działania. Zamiast zmieniać świat należałoby go dobrze zinterpretować.
Polemiki, które prowadzimy służą wypracowaniu interpretacji nowej sytuacji. Wasze rozumienie nowej sytuacji sprowadza się do akceptowania pozornych cech rzeczywistości jako oczywistych bez próby pogłębionej interpretacji poza odrzuceniem roli klasy robotniczej wraz z powstaniem społeczeństwa postindustrialnego oraz oceną skutków rewolucji proletariackiej. W istocie akceptujecie tezy socjologii pisanej z punktu widzenia interesów burżuazji, czyli takiej, która uznała, że sprzeczność między klasą robotniczą a burżuazją stała się nieaktualna, oraz tezy sowietologicznej o niezbywalnie autorytarnym charakterze walki rewolucyjnej prowadzonej pod kierownictwem partii robotniczej. Pierwsza teza sprowadza się do odrzucenia marksizmu, ponieważ albo Marks się mylił od początku, albo świat się zmienił tak, że jego koncepcja nie ma w nim zastosowania. Druga teza sprowadza się w istocie do tego samego, chyba że zinterpretuje się Marksa jako zwolennika rozmytej koncepcji klasy robotniczej i klas jako takich.

autor: BB, data nadania: 2008-12-25 07:53:14, suma postów tego autora: 4605

iluzja iluzją (do BB)

wszystko pięknie, gdyby nie to, że po pierwsze: widzicie tylko to, co chcecie dostrzec (to tak w kwestii tego, że tylko wy dostrzegacie realność konfliktu klasowego i konfliktów, problemów, walk, itp. z walk klasowych wynikających, i z walką klasową związanych;); a po drugie nie jesteście w stanie odnieść się do problemu politycznych ram organizacji klasy robotniczej dzisiaj, stąd też pływanie w odpowiedzi na moje pytania dot. po prostu polityki (to tak w kwestii niedialektycznego, dlatego metafizycznego i bezkrytycznego przekładania uwarunkowanych historycznie, określonych dla konkretnych uwarunkowań społeczno-politycznych form organizacyjnych - to problem - dla marksistów pseudoproblem - w którym grzęźniecie jako, że wasz błąd tkwi w "metodzie", że tak powiem - jako goszysta i eklektyk wychowany na lukacsu). w czym zatem problem? jedynie w tym, że zabawę w zawłaszczenie marksa traktujecie ponad problem użytku z marksa, i przypuszczam stąd ta wasza permanentna, absolutna alienacja polityczna i teoretyczna - coś jakby sekta? to smutne, że zwykłe muzealnictwo w waszych ustach to już np. "socjologia marksistowska", a zabawa w hermeneutykę to już "walka klas".

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 11:37:15, suma postów tego autora: 1805

Rote,

chyba zaczynam kumać: dziadek z Jerozolimy czyli ze Lwowa sympatyzujący ze starą lewicą marksistowską czyli anarchistami. Wszystko jasne :))).
Generalnie masz rację: we łbie mi się to nie mieści. A mówiąc wprost uważam, że zmyśliłeś sobie tego dziadka w ramach pracowitego tworzenia swojego image'u zaszczutego przez złe, nietolerancyjne społeczeństwo punka-geja-proletariusza-Żyda-kogotamjeszcze. Tobie zaś pewnie nie mieści się we łbie mój dziadek (autentyczny): górnik, gastarbeiter w Belgii, członek tamtejszej partii komunistycznej i bojownik ruchu oporu, repatriant z 1946 roku, który jeszcze w 1950 zgłaszał się na ochotnika do Korei. Ale nie przejmuj się - ty jemu też byś się nie mieścił w głowie.

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-12-25 12:36:50, suma postów tego autora: 3102

Z innej beczki:

dla ciebie, "marksisto", myślenie dialektyczne polega na spostrzeżeniu, że "świat się zmienia"? Głębokie! :))) A czy prymat bazy nad nadbudową też się zmienił w tym zmieniającym się świecie?

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-12-25 12:37:16, suma postów tego autora: 3102

PS.

Teraz zauważyłem, że ty to pisałeś, biedaku, w wieczór wigilijny. To inni siedzieli w tym czasie z bliskimi przy stole, jedli barszcz i karpia, oglądali mniej lub bardziej przydatne prezenty, rozmawiali, śpiewali kolędy, pili wódkę - a ty stukałeś w klawiaturę. :(

autor: Angka Leu, data nadania: 2008-12-25 12:37:51, suma postów tego autora: 3102

Angka Leu

Powtarzasz się

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 13:12:40, suma postów tego autora: 1199

angka

chyba nie wytrzeźwiałeś jeszcze po tej wigilii :) :) :) :) :) :) :) :) :) :)

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 13:21:52, suma postów tego autora: 1805

angka

czy "baza" i "nadbudowa" zmieniają się w czasie, czy może to jedynie te same, niezmienne formy obiektywnej rzeczywistości, którym jedynie to my goszyści przydajemy różne znaczenia (bo taka moda na salonach)?

rozumiem, że prymat "bazy" nad "nadbudową" jest dla ciebie transcendentny i pozahistoryczny? (cokolwiek ten "prymat" znaczy dla ciebie - szczerze wątpię, żebyś przemyślał tę kwestię. wybacz, może w kwestii łotewskich nazistów-patriotów jesteś specem, ale w dyskurs marksistowski to ty się nie pchaj, bo to nie szlak dla ciebie, zgubisz się).

no i przede wszystkim, czy ty były (?) faszysta nie czujesz się nieswojo używając marksowskich pojęć?

jeszcze jedno: z tym dziadkiem-komunistą to wypaliłeś, żeby wybielić swoją brunatną przeszłość?

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 13:44:39, suma postów tego autora: 1805

ŁAMIGŁÓWKA PÓŁGŁÓWKA

Może byłoby łatwiej, gdybyś wyrażał się precyzyjniej. Niechlujstwo w wysławianiu się jest jedną z cech nowolewicowych, może bardziej nawet irytującą niż bezpodstawna arogancja.
Po pierwsze, co to znaczy, że widzimy tylko to, co chcemy dostrzec? Czy chodzi ci o to, że dostrzegamy fakt, że tylko my dostrzegamy konflikt klasowy, czy o to, że nie dostrzegamy tego, że wy też dostrzegacie konflikt klasowy? Obstawiamy, że chodzi ci o to drugie, ale łatwiej byłoby, gdybyś potrafił wysłowić to, co naprawdę chcesz powiedzieć. Ale jeżeli to drugie, to skoro tylko my dostrzegamy konflikt klasowy i problemy, walki itp. z tych walk klasowych wynikające i z nimi związane, to akurat raczej zarzuca nam się to, że nie doceniamy właśnie owych problemów i walk z nimi związanych. Np. walk emancypacyjnych typu obyczajowego. Jeżeli jednak dostrzegamy problemy związane z tymi innymi typami walk (nieklasowych), to jak można bez popadania w głupotę stawiać nam zarzut, że dostrzegamy problemy. A co? Bo ich nie ma? Nowolewicowcy widzą świat prosto i prostacko. Fakt, dla was żadnych problemów nie ma. Jedyny problem to dinozaury, takie jak my. Gdyby nie my, na pewno potrafilibyście się wszyscy cudownie dogadać, a wasza skuteczność wzrosłaby o 300%.
Podsumowując – bezdenna głupota twojej wypowiedzi wynika głównie z faktu, że mózg nie potrafi pracować, kiedy nie potrafi się nawet sformułować zagadnienia. Zastosuj starą, dobrą maksymę: dobrze postawiony problem, to połowa rozwiązania.
Na czym według ciebie miałoby polegać odniesienie się do "politycznych ram organizacji klasy robotniczej"? Konkretnie. Konkretnie odnosimy się krytycznie do bardzo konkretnych form organizacji na lewicy, np. do PPP czy do koncepcji partii antykapitalistycznej (pluralistycznej). Czy można konkretniej? Nie są to formy organizacji klasy robotniczej, bo nie takie są intencje twórców tych organizacji – mimo początkowych deklaracji Z.M. Kowalewskiego w odniesieniu do PPP. Dyskusji na temat klasy robotniczej nie będziemy tu streszczać, bo nasze stanowisko i istota sporu są obecne w całej naszej publicystyce. Nazywanie formy organizacyjnej drobnomieszczaństwa organizacją robotniczą nie rozwiązuje problemu. Jeżeli wziąć pod uwagę historię lewicy, to odejście od klasy robotniczej tak lub inaczej uzasadniane jest faktem, a kompromis w postaci rozszerzenia pojęcia klasa robotnicza na część drobnomieszczaństwa niczego tu nie zmienia. Jeżeli mówimy o zmianach kontekstu historycznego, to akurat bierzemy go pod uwagę – w przeciwieństwie do nowej lewicy, która pragnie zachować frazeologię marksistowską, a zasadniczy problem – czy klasa robotnicza jeszcze istnieje? – obchodzi, zamiast sobie nań odpowiedzieć. Jeżeli podział klasowy, w odróżnieniu od stanowego czy kastowego, jest specyficzny dla kapitalizmu, to rozmycie klasy robotniczej przy zachowaniu celu stawianego przez Marksa ma dobijające znaczenie dla marksizmu. Wskazywałoby na fundamentalny błąd Marksa. Jeżeli jednak marksizm zachowuje swoją wartość, to nie można poszerzać terminu klasa robotnicza na wszystko, co podlega niesprawiedliwościom typu kastowego czy stanowego.
Jeżeli więc niechęć do nawrotu do przedmarksowskich form myślenia o ustroju sprawiedliwym jest uważana za niechęć do brania pod uwagę konkretnohistorycznego kontekstu, to odwracamy krytykę twierdząc, że uzgadnianie ad hoc teorii z przypadkowymi (bo nie przemyślanymi krytycznie) realiami jest dowodem na głupotę, której nie pochwalałby nawet Lukacs, nawet w stalinowskim zaślepieniu.
Koronnym zarzutem rote fahne jest to, że nie mamy najmniejszego zamiaru rozwiązywać problemów wynikających z błędnie zinterpretowanej rzeczywistości, w której za fakty materialne podstawia się myślenie życzeniowe kilku ambitnych posttrockistów z miniaturowych partyjek w niezaspokajalnym zamierzeniu masowych. Mamy na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie zabierać się za łamigłówki półgłówka.
Po przestudiowaniu dogłębnym mądrości rote fahne i jemu podobnych proponentów i oponentów nowolewicowego wyznania wiary widać jasno, jaki zarzut przeciwko nam pojawia się w każdym akapicie (niezależnie od deklaracji). Mianowicie to, że zawłaszczamy Marksa. Bo i po co wam on? Skoro nie potraficie z niego zrobić użytku. Wychodzi z was pies ogrodnika: sami nie potraficie skonsumować, ale innym żałujecie. Pokażcie, że potraficie skorzystać z Marksa. Ale na razie potrafiliście tylko pokazywać, gdzie się nie zgadza z linią waszej partii-matki.

autor: BB, data nadania: 2008-12-25 14:44:23, suma postów tego autora: 4605

rote_fahne

jest jedynym człowiekiem na świecie, który wierzy w ideologię New Left. Poświęca się dla niej, pisze, walczy, demaskuje...
Naprawdę wspaniały człowiek. Szkoda, że nie znalazł sobie mądrzejszej idei.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-25 15:15:16, suma postów tego autora: 20871

odpowiedź na wyzwiska frustratów

pozwolę sobie przemilczeć fragmenty będące zwykłą inwektywą; jak zawsze sprytnie obchodzicie bardzo konkretne pytania sprowadzając wszystko do gry jednych przeciw drugim (czyli BB vs. reszta świata); z sektami tak już jest; członkowie sekt z definicji wiedzą wszystko lepiej, widzą wszystko szerzej, doznają łaski oświecenia pełniej, odczytują teksty klasyków jedynie słusznie - tylko oni, rzecz jasna, nie mogą się mylić. moje polityczne współczucie dla takich "rewolucyjnych" "krytyków" jak wy, budzi przede wszystkim wasz pomysł na partię robotniczą (i jak sądzę, na walkę antykapitalistyczną w ogóle) i to co ją określa: partia robotnicza tworzy się dzięki deklaracjom jej twórców. rozumiem, że jesteście pełni deklaracji i intencji. przypuszczam też, że odpowiednia ilość deklaracji podanych w odpowiednio przyprawionym estetycznie marksistowsko-leninowskim sosie sprawiłaby, że nawet tak znienawidzona przez was ppp stałaby się partią robotniczą, ba, nawet rewolucyjną! to właśnie wasz "marksizm". [tak na koniec: niektóre wasze pytania uważam za bardzo sensowne, może nawet najważniejsze w tym momencie, np. pytanie o ramy organizacyjne, strategie polityczne, itp. tylko po co wam na nie odpowiadać, skoro wasza zarzut będzie jeden: lenin by się z tym nie zgodził. to to ja akurat wiem, a interpretatorów lenina nie potrzebuję. sam czytam].

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 15:32:47, suma postów tego autora: 1805

rote,

a jak się rodzi - zwłaszcza u nas, tu i teraz - partia robotnicza?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-25 15:56:25, suma postów tego autora: 20871

Droga do partii robotniczej:

Najpierw się tworzy komitet, a potem tygodnik. A potem nie ma ani komitetu, ani tygodnika.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-25 15:58:19, suma postów tego autora: 20871

Saint -Just

W swojej dyskusji z rote fahne wspominasz coś o (nie)możliwości prowadzenia dialogu. Odpowiedz zatem proszę na jedno pytanie.

Jak się ma do DIALOGU wystąpienie na blogu w którym członek grupy o nazwie GPR nagle odkrywa że trzeba dać priorytet walce robotniczej, bo SLD to liberałowie oraz dodaje od siebie co następuje:

Dowiadujemy się, że głównym problemem lewicy (sic!) są 1) goszyści, 2) "hegemoniczny dyskurs", 3) KryPol, 4) oraz intelektualni guru nowej lewicy czyli Żiżek i ... Naomi Klein (?) (notabene - nie lepiej od razu Folucault z ALthusserem?)
Pozostałe cudzysłowy sobie podaruję. Nie trzeba dodawać że od początku do końca są to klisze propagandowe, co do których nawet się nie ukrywa, że pochodzą prościusieńko od użytkownika ABCD (jedynym wyjątkiem jest chyba król-gej, ale to pomijam, bo to już jest kompletna dziecinada formułowac taki "zarzut" w jednym worku).

Wyjaśnię, że też jestem generalnie sceptyczny wobec "kartezjańskiego dualizmu gejo-workerystycznego". I chyba większość ludzi na lewicy (nie koniecznie komuniści) wie że kwestii walki pracowniczej należy się priorytet. Podstawowe pytanie brzmi więc: po co w ogóle robić taki wpis? Czy to ma być dojrzała dyskusja? Byłbym wdzięczny za minimalne chociaż wyjaśnienie.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 16:06:22, suma postów tego autora: 1199

Angka Leu

Poza tym jako szanujący się chadek nie powinieneś się zbytnio afiszować z tą wódą w Wigilię.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 15:49:31, suma postów tego autora: 1199

Angka Leu P.S.

Zawsze myślałem że picie wódki w Wigilię to domena zoologicznych antryklerykałów, wyznawców ideologii cwaniactwa, którzy czytają "NIE" i głosują na SLDówek.

Czyż nie?

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 16:27:40, suma postów tego autora: 1199

PANTOFELEK I SZTANDAR ALTERGLOBALIZMU

I bardzo dobrze, rote fahne. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Na twoim przykładzie widać wyraźnie, że łatwiej jest przemilczeć cudze inwektywy, niż powstrzymać się od własnych.
No to po kolei. Po pierwsze, w jednym zdaniu mieścisz sprzeczne twierdzenia: sprowadzanie wszystkiego do gry jednych przeciw drugim nie jest tożsame z wizją BB vs. reszta świata. Pierwszy człon zdania opisuje sytuację typu wojna wszystkich ze wszystkimi i nie może być łączone z drugim członem spójnikiem "czyli", bo to drugie opisuje zupełnie inną sytuację: BB przeciw reszcie świata. No ale, jak już wspomnieliśmy, trudno od ciebie oczekiwać spójnej wypowiedzi.
Po drugie, nowolewicowe sekty stanowią rozproszoną lewicę, chociaż nie różnią się doktrynalnie. A przecież nie są one wcale sektami, tylko organizacjami otwartymi, pluralistycznymi i niezwykle elastycznymi ideowo. Nie różni ich bynajmniej stosunek do myśli klasyków. Sądząc po dyskusjach na różnych forach, różnią się jedynie ambicjami swych liderów, personalnymi animozjami i freudowskimi urazami psychicznymi. Dorabianie ideologii do takich podziałów jest działaniem jałowym, szczególnie, że istnieje niemal nieograniczona przepływowość członków między tymi grupkami. Kierunek przepływu jest określony tzw. skutecznością w działactwie. Nic dziwnego, że ograniczone umysłowo pionki owej gry nie potrafią docenić innych kryteriów podziałów, jak ten, który jest dla nich osobiście istotny. Trudno od pantofelka oczekiwać, że będzie się przejmował kryteriami innymi niż te, które pozwalają mu na podział komórkowy. W ogóle nie dostrzega nic poza tym kryterium. Inne kryteria uznaje z góry za sprytny pretekst, który ma na celu zredukowanie szans jego przetrwania w darwinowskiej walce o byt.
Szczególnie nienawistny jest ten pantofelek, który odrzuca darwinowską walkę o byt, nazywając ją jałowym działactwem.
Po trzecie, skąd przypuszczenie, że naszym pomysłem na partię robotniczą jest arbitralna deklaracja? To się nazywa w psychologii przeniesieniem. Bierzecie swoje natręctwa za nasze. Dopóki nie zaczęliśmy was krytykować, nie było problemu robotniczości. Tradycja posttrockistowska, to była tradycja przyswajania wszystkiego, co kojarzy się przyjemnie w ramach demokracji burżuazyjnej. Bez żadnych ograniczeń, bo to oznaczałoby pogwałcenie wolności (jednostkowej). Zupełnie arbitralnie deklarujecie przywiązanie do tradycji trockistowskiej czy robotniczej.
Po czwarte, znowu niespójność myślowa: gdyby nam na deklaracjach zależało, to nie odróżnialibyśmy się od was. W końcu deklaracji na tzw. radykalnej lewicy nie brakuje. Bylibyśmy jednymi z was, prowadzącymi wojnę przeciw koniunkturalnym przeciwnikom u boku koniunkturalnych sojuszników. Ale nie bylibyśmy przecież "sektą". Jeżeli uważasz, że nie różnimy się od was niczym poza większym sprytem, to nie jesteśmy sektą. Jeżeli jednak utrzymujesz, że jesteśmy sektą, to nie jesteśmy jednymi z was, czyli że różnimy się czymś bardziej zasadniczym niż wasze gówniane spory oparte na kalkomanii z Zachodu. Twoje zarzuty wobec nas są wewnętrznie sprzeczne, ponieważ nie potrafisz się zdecydować, czy jesteśmy w gruncie rzeczy takimi samymi dupkami, jak wy, tylko sprytniejszymi (tak sprytnymi, że nie mamy prawie żadnych zwolenników, co zwalnia nas od konkretnej roboty i związanego z tym wysiłku), czy też jesteśmy rzeczywiście kimś całkiem różnym od was, ale nie jesteś w stanie przyjąć, że możemy na serio mówić to, co mówimy. Sądzisz, że to tylko wybieg taktyczny, a jak zostaniemy sami na placu broni, to podniesiemy porzucony sztandar alterglobalizmu. "Sztandaru alterglobalizmu nie oddamy!" krzyczysz więc, a z tobą inne pantofelki.
Po piąte, co do Lenina, to akurat odwołujemy się do niego w kontekście sporu o istotę partyjności vs. zasada kółkowości. Istnieje duża analogia między sytuacją, w której był Lenin, a dzisiejszą. Spór bowiem idzie o to samo: demokracja burżuazyjna a partyjność, czyli opowiedzenie się za interesem klasy robotniczej. Szerzej jest to spór o pojmowanie socjalizmu (marksowskie czy utopijne, socjaldemokratyczne). Nie używamy Lenina jako argumentu, mówimy tylko: wybór socjaldemokratyczny był taki i to z niego wynikło, zaś wybór Lenina był taki i to z niego wynikło. Wybór Lenina nie jest dziś bynajmniej powszechnie akceptowany wśród nowej lewicy, więc nie może służyć jako argument rozstrzygający na zasadzie autorytetu. Twój zarzut, że używamy Lenina jako argumentu jest więc bezsensowny, ba, sprzeczny z twoimi sugestiami, jakobyśmy byli tacy sprytni. Jeżeli już jakoś instrumentalnie używamy Lenina, to raczej jako intelektualnej prowokacji, podobnie jak Żiżek. Z tym, że u nas się nie kończy na prowokacji i nie wycofujemy się rakiem, jak słoweński filozof.

autor: BB, data nadania: 2008-12-25 17:43:47, suma postów tego autora: 4605

rote_fahne

Po pierwsze. zarzucanie komuś metafizyki, niedialektyczności, stalinizmu może być w kontekście kilkuzdaniowych (góra kilkunasto) wpisów na forum tylko argumentem ad personam. Kiepsko to świadczy o kimś kto do w swoich wpisach potrafi tylko w ten sposób zwracać się do oponentów.

Po drugie. naprawdę wątpię by myślenie dialektyczne polegało na wypominaniu komuś że zegary tykają, ze świat jest inny niż 150 lat temu, bo pojawia się pytanie ("jak w każdym scholastycznym dyskursie"), co się zmieniło. Bo świat naprawdę zmienia się cały czas, ale nie ma to wpływu na skuteczne zastosowanie koła, ani na to, że powtarzając Parmenidejskie "jest tylko to co jest i niema tego czego niema" zawsze mówimy prawdę.

Wychowanie na lukacsu musisz mieć bardzo powierzchowne jeśli w ten sposób, podchodzisz do tej kwestii zakotwiczenia form organizacyjnych w konkretnych warunkach (tak rzeczywiście problem tkwi w metodzie). jeśli formy organizacyjne są rzeczywiście aż tak bardzo zakotwiczone, że muszą być unicestwiane po kilkudziesięciu latach, to dlaczego ta cecha nie przysługuje innym społecznym tworom "człowieka" - językowi, filozofii, technice. Bądźmy konsekwentni (bo chyba nie uważasz że jedynie formy organizacyjne są tak nietrwałe). Niech wszystko zostanie przyporządkowane absolutnie konkretnym warunkom. Wtedy cały proces, kumulatywny charakter "napięcia", że użyje tu wyrażenia heraklitejskiego, między teorią a praktyką, czy, mówiąc banalnie, teoretycznej i praktycznej wiedzy ludzkiej zostaje pozbawiony ciągłości i zredukowany do niezwiązanych ze soba pojedynczych momentów. Znajdujemy się na antypodach marksizmu, nawet lukacsowskiego gdyż to on najmocniej naciskał (i słusznie) na to jak zasadniczym postulatem dialektyki jest podporządkowanie części (w tym wypadku konkretnych momentów) całości - Totalitat (ciągłemu procesowi rozwoju).

nie neguje wcale tego że wszystko co stwarza człowiek jest zakotwiczone w konkretnych formacjach społecznych i w konkretnych warunkach (popadłbym w odwrotną jednostronność), ale tak radykalne postawienie tej sprawy oznacza że w każdej chwili człowiek musiałby wyrzucać do kosza cała wiedzę dlatego że w całości jest już nieuchronnie skażona konkretnymi warunkami więc sekundę później gdy te uległy zmianie ona nie ma już żadnego znaczenia.

Nawet lepiej. ponieważ jak wykazał to Hegel (a może to tez jest kwestia konkretnych warunków...) poznanie następuje ZAWSZE po tym "kiedy rzeczywistość zakończyła już swój proces kształtowania się i stała się czymś gotowym" to traci ono jakikolwiek sens gdyż rzeczywistość jako następujące po sobie, niezależne, "konkretne warunki" uniemożliwia jakiekolwiek oddziaływanie zwrotne poznania (w formie praktycznej działalności) na siebie. Co z tego że przy okazji unicestwiasz po drodze sens filozofii, której celem jest ujecie świata w jego jedności. Sa tylko konkretne warunki. bardzo dziękuje za takie bronienie marksizmu przed metafizyką i eklektyzmem ("boże chroń mnie przed przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam").

naprawdę tak samo jak nie trzeba do każdego konkretnego przybijania gwoździ wymyślać nowego narzędzia, tylko ulepszać młotek, tak samo jeśli po doświadczeniach tylu proletariackich rewolucji jest coś co można robić z partią leninowska to jedynie odrzucić z niej to co trzyma ją w ówczesnych warunkach (czyli w swoim duchu nie jest leninowskie), ulepszyć ją, podnieść na wyższy poziom, a nie wylewać dziecko z kąpielą. I to tylko jeśli taka potrzeba rzeczywiście istnieje (a każdy kto choć trochę interesował się SDPRR(b) wie że niewiele jest na razie do poprawienia). To jest rozumienie dialektyczne, które nie polega na frazesie że "wszystko się zmienia" bo to wie każdy, tylko na tym że w toku rozwoju przezwyciężenie danej formy organizacyjnej może nastąpić tylko poprzez jej włączenie do wyższej formy organizacyjnej, a nie poprzez jej jednostronne odrzucenie.

Jak do tej pory interes klasy robotniczej zawsze wymagał, nawet nie jakiejś formy partyjności, tylko konkretnej partii leninowskiej. Historia rewolucji od 1848 roku pokazuje że same związki zawodowe, albo luźne grupki "przyjaciół" (w rzeczywistości anarchistycznych i lewackich awanturników), nie są w stanie stać się jednością z robotnikami (naprawdę już sam sposób zorganizowania dołów SDPRR(b) pokazuje jak mogła i jak była ona zjednoczona z klasa która reprezentowała). O ile pozytywnie potwierdza ta tezę rewolucja rosyjska, to rewolucja hiszpańska najdobitniej potwierdza to negatywnie (brak partii leninowskiej, sprawił że zmarnowano sytuacje w czasie której można byłoby przeprowadzić 10 rewolucji).Jak do tej pory nie widać aby wraz z upływającym czasem coś się zmieniło w kwestii konieczności istnienia partii leninowskiej jako organizacji politycznej proletariatu. Każda kolejna rewolucja (nawet te nie tak odległe w czasie, jak np Portugalia 1975) to potwierdzała.

Interes klasy robotniczej (całej klasy a nie jej części, poszczególnych zawodów itd) nie może w konkretnym momencie historycznym i przy konkretnych warunkach społeczno-politycznych wymagać JEDYNIE organizacji związkowej i to nie tylko dlatego że fakty nam to podają wprost na tacy. wynika to rozumowania i aparatu pojęciowego samego klasycznego marksizmu, ba sformowane to zostało w samym manifeście, wielokrotnie potwierdzane w listach między marksem i engelsem. związek zawodowy nie jest organizacja która jest w stanie prowadzić walkę polityczna. Walka klasowa jest walka polityczna, a nie ekonomiczna (czyli nie jednostkowa walka zakładowa, nie suma wielu takich walk, ale jednością walk zakładowych podniesiona na poziom państwa) Więc zarówno teoria jak i praktyka organizacji marksistowskich dowodzi że partia (a dzięki doświadczeniom rosyjskim, wiemy że nie byle jaka partia) jest jak na razie jedyna formą organizacyjna która może zapewnić klasie robotniczej polityczna walkę i polityczna władze, bo jest to jedyna sprawna forma organizacji politycznej.

jeśli uważasz że jest inaczej to proszę bardzo. wskaż coś co byłoby jaskółka nowej politycznej formy organizacyjnej która spadnie z nieba i znikąd przystosuje się do konkretnych warunków, i uwiarygodnij to nam zarówno przed trybunałem rozumu jak i przed trybunałem praktyki.

Po trzecie. prymat bazy nad nadbudowa jest bardzo konkretny. wie to każde dziecko, że wstrzymanie produkcji w danym kraju grozi unicestwieniem wszelkich stosunków społecznych i "konkretnym" umieraniem z głodu wielu ludzi. nie wiem co w tym transcendentnego.

autor: LO, data nadania: 2008-12-25 19:07:33, suma postów tego autora: 142

tasiemiec i proporczyk niby-marksizmu

czyli jednak zgadzacie się z tym co napisałem o waszym sekciarstwie? [pomijam fakt, że z zarzutu sekciarstwa wobec innych, chcecie uczynić lekarstwo na sekciarstwo własne - tak jakby to było wielką tajemnicą, że nie jesteście sami w tym szaleństwie? zamiast wykazać, że jednak macie racje - co jest bardzo trudne i byłoby zadaniem dla nie lada gigantów, bo prócz egzegezy pisma wymagałoby choćby minimum zaangażowania politycznego, tudzież "obserwacji" i rzetelnej krytyki społecznej - wolicie pokrzyczeć na innych, pomachać łapkami, zelżyć kogoś, poplotkować. taka zabawa, takie czary mary hokus pokus, a nuż ktoś uwierzy w nasz "marksizm"].

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 19:09:54, suma postów tego autora: 1805

LO

Wtrącę się. Zdaje się że przypisujesz rote fahne tezę, iż zachodzi jakaś tajemnicza bezpośrednia przyczynowość między bazą a nadbudową i na tym opierasz cały wywód przeciw. Tymczasem to założenie jest błędne, jak mniemam.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 19:33:58, suma postów tego autora: 1199

P.S. Jednostronna

przyczynowość rzecz jasna, zredukowana do poziomu czysto jednostkowego w dodatku (Jak gdyby ideologie były czymś w rodzaju baniek mydlanych unoszących się na heraklitejskiej rzece, następujące jedna po drugiej bez związku między sobą nawzajem).

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 19:38:59, suma postów tego autora: 1199

kulą w płot

Rote fahne: nie, nie zgadzamy się. Znowu trafiłeś kulą w płot.

Sal: to chyba ty coś wmawiasz LO. Całokształt stosunków między bazą a nadbudową nie sprowadza się do żołądka, ale żołądek bywa ostatnią instancją racjonalności. Czasami tak bywa, że kulturowa otoczka zapośredniczająca zostaje zniszczona. To się nazywa barbarzyństwo.

autor: BB, data nadania: 2008-12-25 19:49:44, suma postów tego autora: 4605

Zawsze

w tym kontekście polecam zastanowić się nad jednym cytatem:

O moim poglądzie, że określony sposób produkcji i odpowiednio z nim związane stosunki produkcji, krótko mówiąc: "ekonomiczna struktura społeczeństwa stanowi realną podstawę, na której wznosi się nadbudowa prawna i polityczna i której odpowiadają określone formy świadomości społecznej", w "sposób produkcji życia materialnego warunkuje społeczne polityczne i duchowe procesy życiowe w ogóle" — powiedziano tam, że jest to wprawdzie słuszne w odniesieniu do dzisiejszego świata, w którym dominują interesy materialne, ale nie dla średniowiecza, gdzie dominował katolicyzm, ani dla Aten i Rzymu, gdzie dominowała polityka. Przede wszystkim dziwne jest łaskawe przypuszczenie, jakoby komukolwiek nie znane były te oklepane frazesy o średniowieczu i świecie starożytnym. Jedno jest oczywiste: ani średniowiecze nie mogło żyć samym katolicyzmem, ani świat starożytny samą polityką. Wręcz odwrotnie: sposób, w jaki zdobywały to, co potrzebne do życia, wyjaśnia, dlaczego tu polityka a tam katolicyzm odgrywał główną rolę. Niewiele trzeba zresztą mieć wiadomości np. z historii rzeczypospolitej rzymskiej, aby wiedzieć, że jej ukrytą historię stanowi historia własności ziemskiej. Skądinąd już Don Kichot odpokutował za mylny pogląd, jakoby błędne rycerstwo dawało się jednakowo pogodzić z wszystkimi ekonomicznymi formami społeczeństwa.
----------
Istotny jest fragment: "sposób, w jaki zdobywały to, co potrzebne do życia, wyjaśnia, dlaczego tu polityka a tam katolicyzm ODGRYWAŁ GŁÓWNĄ ROLĘ".

Fragment ten jest (niestety) sprzeczny z dogmatycznym marksizmem, który opowiada wciąż formułki o bazie i nadbudowie. Czy Marks był przez to ideologiem "lewicy obyczajowej"? Nie. Marksowi chodzi o to, że sposób produkcji, a więc konflikt klasowy, jest kluczem interpretacyjnym do każdej formacji społecznej, a nie o to, że "ważna jest baza, bo nadbudowa to epifenomeny i koniec kropka". Jak się jednego od drugiego nie odróżnia, to można ględzić w nieskończoność i brnąć w coraz bardziej mglistą scholastykę. Oczywiście - można być leninistą, workerystą etc. i wierzyć, że konieczna jest partia robotnicza - ale nikt nie ma prawa odsądzać innych z tego powodu od czci wiary marksistowskiej.



autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 20:00:26, suma postów tego autora: 1199

BB

Obawiam się że w takim wydaniu jak napisaliście wyżej "marksizm" sprowadza się do (dość banalnego) "realizmu" w patrzeniu na świat... Ot, wszyscy muszą jeść i produkować, żeby żyć.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 20:47:17, suma postów tego autora: 1199

Salu,

To wszystko prawda. Co jednak z tego wynika z przytoczonego cytatu? Że dowolna aktywność człowieka ma swoją specyficznie społeczną postać. Człowiek nie może istnieć poza społeczeństwem zachowując swe człowieczeństwo. Niemniej metoda Marksa charakteryzuje się tym, że jest historyczna. Ukazuje zmienność społecznych i cywilizacyjnych sposobów organizowania materialnego życia ludzi. Chyba że chcesz nam wmówić, że na początku był Bóg i Bóg zobaczył, że dobre jest, aby człowiek jadł i sprawił, iż rolnik zaczął orać, a piekarz chleb wypiekać, po to, aby Abraham mógł robić to, co dobre, czyli jeść.
Wynikałoby z tego, że jedzenie jest poniekąd okolicznością przypadkową, ponieważ dobrych rzeczy mógł Bóg ustanowić wiele. Dlatego też nie ma większego znaczenia, czy Abraham sam sobie sieje i orze, i wypieka, czy też robi to ktoś za niego. Oczywiście, może kiedyś dojdziemy do momentu, że człowiek nie będzie musiał jeść, co będzie stanowiło dowód na to, że jedzenie jest okolicznością przypadkową.
Tego typu rozumowanie jest charakterystyczne dla buddyzmu, jak się wydaje. Twoja krytyka stwierdzenia LO jest tego samego typu, co czyniona przez Dalaj Lamę i jemu podobnych ludzi (skądinąd niezwykle ciekawych i autentycznie dobrych) krytyka materializmu. Wystarczy przestać być materialistą, aby przestać być tyranizowanym przez materialne potrzeby.
Prymat bazy nad nadbudową oznacza w praktyce opowiedzenie się za prymatem materializmu. Praktycznie stanowi jedyną przesłankę nieopartego na sentymentalizmie przekonania, że ludzie mają prawo zmieniać swój los, ponieważ są równi w materialnych potrzebach. Wydaje się, że odrzucenie tego filozoficznego przesłania skazuje nas na odrzucenie Marksowskiego, cynicznego podejścia do kwestii klasowości i zmusza do przyjęcia właśnie sentymentalnego odłamu socjalizmu, który jest bliski współczesnej nowej lewicy.

autor: BB, data nadania: 2008-12-25 21:04:32, suma postów tego autora: 4605

?

"Wystarczy przestać być materialistą, aby przestać być tyranizowanym przez materialne potrzeby."
A gdzie ja to powiedziałem? Imputujecie mi jakieś bzdury.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 21:23:42, suma postów tego autora: 1199

LO

tak na szybko.

wcale nie postuluje JEDYNIE walki związkowej, nie napisałem tak i bardzo mi daleko do takiego stanowiska. po prostu sugerowałem, że w konkretnych warunkach postulaty ekonomiczne, stają się również postulatami politycznymi i mogą być częścią walki antykapitalistycznej (spełniając przy okazji wiele innych zadań; nie twierdzę, że każde działanie zw. zawodowego z definicji jest "polityczne", wolę to dodać, żeby nie było potem wciskania, itp.), a zatem również związek zawodowy może być narzędziem walki (z czym ty się nie zgadzasz, pisząc, że walka klasowa jest walką polityczną, a nie ekonomiczną i że stoi o tym jak byk w listach marksa i w pismach lenina). uważam, że partia jest bardzo ważnym elementem walki antykapitalistycznej, ale nie jedynym (czyli chyba się w tym miejscu różnimy i to znacznie).

co do konkretnej formy partii, to nie do końca rozumiem twój wywód tam, gdzie zdajesz się łączyć model leninowski partii z jej dialektycznym "uaktualnieniem" (piszesz to w kontekście swoich wcześniejszych uwag o dialektyce), pisząc, że należy odrzucić wszystko, co trzyma partię leninowską w ówczesnych warunkach (zgadzam się), a równocześnie chcesz zachować jej leninowski charakter? toż przecież jej leninowski charakter nie wziął się z "głowy" lenina (taki sąd miałby niewiele wspólnego z marksizmem, zgodzisz się? to nie byłby dialektyczny sąd, prawda?) i nie przez przypadek "leninowski" charakter partii okazał się skuteczny w konkretnym momencie historycznym w konkretnym epizodzie walki klasowej, w konkretnym miejscu, w konkretnych okolicznościach historyczno-społecznych, politycznych. oczywiście można traktować model leninowski partii, tak jak traktuje się młotek czy koło, jako właściwie narzędzie ahistoryczne, zawsze skuteczne, jako coś za co po prostu można chwycić, złapać w swoje polityczne łapska, i do dzieł!. nie, "partia" to niestety nie to samo co "młotek"...właśnie to uważam za błąd, i tu sam sobie poniekąd przeczysz (mowa o dialektyce). a to, że konieczna jest partia robotnicza (właściwie pytanie brzmi "jaka", a nie czy jest potrzebna?!) to przecież jest oczywiste i nigdzie tego nie podważam.

co do dialektyki, historii poznania i wiedzy. porównywanie "języka" (rozumiem, że mówisz o języku jako medium komunikacji?) z formą organizacji politycznej jaką jest "partia", czy "filozofią", tudzież "techniką", aby wykazać, że tak język, jak i partia są równie "nieprzekraczalne", to zwykły chwyt retoryczny. "nauka" (pytanie: jaka konkretnie nauka? - nie zapominaj o tej leninowskiej przestrodze, chyba, że ty ciągle piszesz o nauce-w-ogóle?) tak jak "technika" i "filozofia", itp., ma swoją historię (z jej instytucjami, swoistymi dyskursami, dziedzinami, zagadnieniami, kadrą, metodami, itp. oraz przełomami w ich paradygmatach, itd.). chyba że naprawdę uważasz, że dajmy na to rozwój nauki (jakiej nauki? nauki-w-ogóle?) jest ciągły, i że np. chemia oparta na teorii flogistonu to ciągle ta sama chemia tylko trochę bardziej rozwinięta niż ta najnowsza, bo dodano do niej nowe elementy teoretyczne... (zdaje się, że tak uważasz, co wynikałoby z tego co piszesz o dialektyce, czyli że najnowsza chemia włączyła chemię flogistonową w swój dyskurs, a nie po prostu ją odrzuciła...).

co do prymatu bazy nad nadbudową, to nie wiem do czego zmierzasz; do tego, że baza (siły wytwórcze) po prostu absolutnie determinuje nadbudowę? przecież to stalinowska bzdura. to miałeś na myśli? czy może chciałeś powiedzieć, że ludzie muszą jeść, żeby żyć, bo jak nie jedzą regularnie to się wzajemnie mordują i zasadniczo rozsypuje nam się wtedy "społeczeństwo"? to już ten cały właściwy marksizm i to co ma on do powiedzenia w kwestii relacji baza-nadbudowa?

co do argumentów ad personam, scholastyki, metafizyki, stalinizmu - masz sporo racji.

autor: rote_fahne, data nadania: 2008-12-25 21:24:43, suma postów tego autora: 1805

Do BB:

"Oto Armia Zbawienia która wyszła z podziemia lecz od razu kazano jej wrócić. Nasza armia jest mała..."
CKOD "Armia Zbawienia"

Z pozdrowieniami;)

autor: A.Warzecha, data nadania: 2008-12-25 22:40:02, suma postów tego autora: 2743

salu,

masz trochę racji o tyle, że zdecydowana większość lewicy twierdzi werbalnie, że walki o prawa pracowników i mniejszości nie należy oddzielać. Przyciśnięta do dyskusyjnego muru, zgodziłaby się nawet, że tematyka pracownicza jest ważniejsza.
Aczkolwiek, na lewicy są aktywne i takie jednostki i grupy, które w swoim okresie "Sturm und Drang" nie odzielały dwóch rodzajów walki, a teraz zajmują się już tylko emancypacją obyczajową.
Zauważ jednak ciekawą rzecz. Wyobraźmy sobie, że ktoś deklaruje, że interesuje go tylko płaszczyzna ekonomiczna. Wówczas pewna charakterystyczna grupa ideologów i publicystów z polskiej lewicy umieści go bez żenady na "lewym skrzydle nazizmu".
A teraz przyjrzyjmy się politykom i dziennikarzom, którzy nie ukrywają, że w swoich poglądach ekonomicznych są daleko od lewicy. Czy ta sama charakterystyczna grupa ocenia ich równie surowo, jak zwolenników skoncentrowania się na ekonomii? Łatwo dostrzec, że nie.
Widać, że tematykę obyczajową uważa się we wspomnianej koterii za coś w rodzaju szyboletu. W Holandii, podczas II wojny światowej, ruch oporu bronił się przed niepożądaną infilitracją, każąc kandydatom do niego wymówić słowo "Scheveningen". Kto je wymowił niepoprawnie (a nie będąc Holendrem, musi się podobno zrobić tu błąd), odpadał. Tak wyłapywano zwłaszcza Niemców udających Holendrów.
Polskiej lewicy próbowano narzucić tematykę obyczajowo-mniejszościową jako taki szybolet.
Zabiegi te budzą rosnący sprzeciw.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-25 22:54:30, suma postów tego autora: 20871

Szybolet

W tej łamigłówce, którą stworzyłeś, obawiam się że jest jednak trochę na odwrót.

Tych którzy deklarują liberalizm obyczajowy ORAZ niestety ekonomiczny domniemana "grupa" sklasyfikuje po prostu jako liberałów (a nie "liberalnych konserwatystów"). Natomiast tych którzy powiedzą: "owszem, część prospołecznych rozwiązań lewicy tak, ALE żadnych projektów mniejszościowo-obyczajowych" - nie sklasyfikuje jako lewicę, lecz jako prawicę.
(Poza tym pominąłeś istotny wymiar stosunku do władzy.)

Innymi słowy zachwiałeś proporcję. Aby zasłużyć na miano lewego skrzydła nazizmu trzeba czegoś więcej, aniżeli tylko ścisłej koncentracji na sprawach ekonomicznych. I na odwrót - czysty liberalizm ekonomiczny jest sam w sobie alarmującym komunikatem.
I to jest prawdziwy szybolet.


autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 23:53:47, suma postów tego autora: 1199

P.S.

W tych sprawach niestety trzeba jednak wciąż uczyć się od księcia Spinozy.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-25 23:59:00, suma postów tego autora: 1199

BB

Siła marksizmu nie polegała na tym, że oświecił ludzi iż są równi w swoich potrzebach. To na swój sposób uczyniło już Chrześcijaństwo. Siła marksizmu leżała raczej w porzuceniu moralizmu i wizjonerstwa na rzecz kategorii bliskich bardziej dyskursowi filozofii prawa.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-26 00:35:33, suma postów tego autora: 1199

salu,

z tym Spinozą, to nie rozumiem.
Marksizm do filozofii prawa też mi średnio pasuje, choćby dlatego, że Marks zaczął od radykalnej negacji tej ostatniej w heglowskim wydaniu.
Jeżeli chodzi o to, że marksizm odcina się od moralizującego postulowania, to pewnie racja, ale nie jest to jego differentia specifica, bo w tej dziedzinie już wszystko zrobił Hegel.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 08:24:11, suma postów tego autora: 20871

Absurdem

jest umieszczać na prawicy kogoś, kto opowiada się za własnością publiczną w służbie zdrowia (i prymatem tej formy własności w mediach). Obojętne, co nasza hipotetyczna osoba sądzi o kwestiach mniejszościowych.
Problem ze stosunkiem pewnej części lewicy do liberałów ekonomicznych jest taki. Publicznie stwierdza się tam, że liberałowie tej odmiany trochę się mylą (nieraz prywatnie przyznając im dużo racji). Wskazaną różnicę w poglądach uważa się za przesłankę spokojnej dyskusji w mediach czy w dyskusjach panelowych.
Natomiast zwolennik opcji prospołecznej w gospodarce i orientacji antyamerykańskiej w polityce zagranicznej, jeżeli tylko powie, że jego zdaniem kwestie obyczajowe są dziś mało istotne, z punktu widzenia interesującej nas części lewicy staje się wrogiem w ideologicznym dżihadzie.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 08:50:27, suma postów tego autora: 20871

JATKA W CZERWONYM TRAMWAJU

"Wyobraźmy sobie, że ktoś deklaruje, że interesuje go tylko płaszczyzna ekonomiczna. Wówczas pewna charakterystyczna grupa ideologów i publicystów z polskiej lewicy umieści go bez żenady na 'lewym skrzydle nazizmu'".
Wybacz, ABCD, ale nie musimy sobie tego nawet specjalnie wyobrażać. Wystarczy sięgnąć do twórczości Przemysława Wielgosza i spółki.
Warto jednak pogrzebać głębiej. Nie chodzi tu przecież tylko o płaszczyznę ekonomiczną czy domniemaną jednostronność. Rzecz dotyczy przede wszystkim STRONNICZOŚCI (stania po stronie klasy robotniczej) i SOCJALDEMOKRATYCZNEGO ZAPOŚREDNICZENIA, a ściślej biorąc odrzucenia przez nas tej drogi budowy rewolucyjnej partii robotniczej.
Zwrot "tylko płaszczyzna ekonomiczna" nie jest przecież równoznaczny ze stawką na klasę robotniczą, której wyrazem mógłoby być raczej wyrażenie "tylko klasa robotnicza". Tu chodzi o coś więcej. Naszym zdaniem socjaldemokratyczne zapośredniczenie, a tym bardziej mieszczące się w tym zapośredniczeniu modne i niedoprecyzowane pomysły alterglobalistyczne, "antykapitalistyczne" czy "pluralistyczne" rozmywają już na wstępie jednoznaczny, klasowy charakter słusznej skądinąd inicjatywy budowy partii robotniczej. W tym kontekście zwrot "lewe skrzydło nazizmu" wyraża jedynie emocje konkurencyjnej drobnomieszczańskiej opcji politycznej w "czerwonym tramwaju", która wszelkimi sposobami stara się zdusić konkurencję.
Tak już w historii bywało. Przypomnijmy sobie chociażby podziały w polskim ruchu robotniczym w kwestii niepodległości.

autor: BB, data nadania: 2008-12-26 11:03:04, suma postów tego autora: 4605

PUNKT WYJŚCIA

"Naprawdę tak samo jak nie trzeba do każdego konkretnego przybijania gwoździ wymyślać nowego narzędzia, tylko ulepszać młotek, tak samo jeśli po doświadczeniach tylu proletariackich rewolucji jest coś co można robić z partią leninowską to jedynie odrzucić z niej to co trzyma ją w ówczesnych warunkach (czyli w swoim duchu nie jest leninowskie), ulepszyć ją, podnieść na wyższy poziom, a nie wylewać dziecko z kąpielą. I to tylko jeśli taka potrzeba rzeczywiście istnieje (a każdy kto choć trochę interesował się SDPRR(b) wie że niewiele jest na razie do poprawienia). To jest rozumienie dialektyczne, które nie polega na frazesie, że 'wszystko się zmienia', bo to wie każdy, tylko na tym, że w toku rozwoju przezwyciężenie danej formy organizacyjnej może nastąpić tylko poprzez jej włączenie do wyższej formy organizacyjnej, a nie poprzez jej jednostronne odrzucenie.
Jak do tej pory interes klasy robotniczej zawsze wymagał, nawet nie jakiejś formy partyjności, tylko konkretnej partii leninowskiej. Historia rewolucji od 1848 roku pokazuje, że same związki zawodowe, albo luźne grupki 'przyjaciół' (w rzeczywistości anarchistycznych i lewackich awanturników), nie są w stanie stać się jednością z robotnikami (naprawdę już sam sposób zorganizowania dołów SDPRR(b) pokazuje jak mogła i jak była ona zjednoczona z klasą którą reprezentowała). O ile pozytywnie potwierdza tą tezę rewolucja rosyjska, to rewolucja hiszpańska najdobitniej potwierdza to negatywnie (brak partii leninowskiej, sprawił że zmarnowano sytuacje w czasie której można byłoby przeprowadzić 10 rewolucji). Jak do tej pory nie widać aby wraz z upływającym czasem coś się zmieniło w kwestii konieczności istnienia partii leninowskiej jako organizacji politycznej proletariatu. Każda kolejna rewolucja (nawet te nie tak odległe w czasie, jak np. Portugalia 1975) to potwierdzała.
Interes klasy robotniczej (całej klasy a nie jej części, poszczególnych zawodów itd.) nie może w konkretnym momencie historycznym i przy konkretnych warunkach społeczno-politycznych wymagać JEDYNIE organizacji związkowej i to nie tylko dlatego, że fakty nam to podają wprost na tacy. Wynika to z rozumowania i aparatu pojęciowego samego klasycznego marksizmu, ba sformowane to zostało w samym manifeście, wielokrotnie potwierdzane w listach między Marksem i Engelsem. Związek zawodowy nie jest organizacją, która jest w stanie prowadzić walkę polityczną. Walka klasowa jest walką polityczną, a nie ekonomiczną (czyli nie jednostkowa walka zakładowa, nie suma wielu takich walk, ale jednością walk zakładowych podniesiona na poziom państwa). Więc zarówno teoria jak i praktyka organizacji marksistowskich dowodzi, że partia (a dzięki doświadczeniom rosyjskim, wiemy że nie byle jaka partia) jest jak na razie jedyną formą organizacyjną, która może zapewnić klasie robotniczej polityczna walkę i polityczną władzę, bo jest to jedyna sprawna forma organizacji politycznej".

ZGODA LO. TO MOŻE BYĆ PUNKT WYJŚCIA (brakuje jeszcze szerszej wizji). Szkopuł w tym, że posttrockistom to najwyraźniej nie odpowiada.


autor: BB, data nadania: 2008-12-26 11:33:49, suma postów tego autora: 4605

ABCD

W przypadku Spinozy chodzi o zasadę "określoność jest negacją", w tym nawet pozorny brak określoności. Jest to trochę taki "szybolet" - niby posta formułka logiczna, ale potraktowana plastycznie daje rezultaty w analizie postaw politycznych.

Co do Marksa: chodzi o to, że marksizm w perspektywie historycznej był w stanie ukazać dwuznaczność kategorii prawno-ideologicznych kształtujących rzeczywistość mieszczańską po Kodeksie Napoleońskim. Nie tylko Krytyka Ekonomii Politycznej, ale i towarzyszącej jej ideologii prawnej.

Natomiast co do reszty, to tu już nawet w mniejszym stopniu chodzi o kwestie polityczne, co o podstawową kulturę. Są np. ludzie, którzy pewnie nigdy nie sięgną do "O", ale nie dlatego, że nic by ich tam nie zainteresowało, lecz dlatego, że coś dziwnego zaobserwowali w internecie.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-26 13:54:22, suma postów tego autora: 1199

DOCHODZENIE KOLEJNEJ ORIENTACJI

Nie przypadkiem autorzy Lewej Strony Mocy - organu propagandowego Grupy na rzecz Partii Robotniczej, czyli blogu na którym się znajdujemy, nie akcentują leninowskiego charakteru własnej partii. Dla nich nie jest to ani punkt wyjścia, ani punkt dojścia. Dochodzą oni co najwyżej do "orientacji na klasę robotniczą" w specyficznych okolicznościach. Podstawowym warunkiem "dochodzenia" jest status GPR jako polskiej sekcji Komitetu na rzecz Międzynarodówki Robotniczej (CWI). Kolejnymi są: tradycja trockistowska, spuścizna Czwartej Międzynarodówki, wspieranie działalności niezależnych związków zawodowych, zwłaszcza WZZ "Sierpień'80", współpraca - wespół zespół z KPiORP - z Polską Partią Pracy oraz "orientacja" (modne i otwarcie kojarzące i ukierunkowujące pozostałe alterglobalistyczne "orientacje" słowo) na... klasę robotniczą.

autor: BB, data nadania: 2008-12-26 14:28:23, suma postów tego autora: 4605

salu,

ty, kontestator, powołujesz się na kulturę w drobnoburżuazyjnym znaczeniu tego słowa?
A czytelników, których masz na myśli (w liczbie tres faciunt collegium) be żalu oddamy Recyklingowi idei.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 14:54:30, suma postów tego autora: 20871

Co do reszty

Do formułki o determinacji i negacji nie potrzeba Spinozy, bo znał ją każdy żak średniowieczny. Nie ma ona zresztą związku z tematem naszej dyskusji.
A do ukazania dwuznaczności kategorii prawno-ideologicznych w XIX-tym wieku marksizm nie wystarczy. Między innymi dlatego, że zbyt topornie i pochopnie rozcierał te kategorie (jako nadbudowę) na swoim kamieniu filozoficznym (totalności determinowanej w ostatecznej instancji przez bazę ekonomiczną). Co ułatwiało mu rysowanie naiwnej utopii porewolucyjnej przejrzystej wspólnoty bez inwersji i ambiwalencji.
Mann i Mounier słusznie, choć na puszczy, wołali, żeby marksiści przestudiowali, na początek, Hoelderlina i Kierkegaarda.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 15:01:30, suma postów tego autora: 20871

No i co

by mieli tu pomóc Hoelderlin z Kierkegaardem?

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-26 19:12:35, suma postów tego autora: 1199

Oj, dużo, salu,

dużo.
Weź chociażby podkreślaną przez Kierkeggarda problematycznośc komunikowania (czy to własnych przekonań, czy prawdy).
Tymczasem Fredi i Karli po prostu stwierdzają prawdę (trochę jak samoucy, którzy biorą się do nauczania innych, trochę jak pastorzy). Manierę tę przejął od nich Lenin... Dalszy ciąg wiadomy.
A gdyby Kapitał był podpisany np. Johannes Anti-Climacus, a Państwo i Rewolucja - Vigilius Petersburgensis?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 19:38:31, suma postów tego autora: 20871

Abcio,

Znowu piłeś na rogu Lisa-Kuli i Piłsudskiego.

autor: BB, data nadania: 2008-12-26 20:20:14, suma postów tego autora: 4605

A

z Hoelderlina warto wziąć antropologię:
Ostatnia strofa Patmos zaczyna się prawie tak, jak manifesty Marksa i Engelsa:
Za długo, za długo już
Chwały bogów nie widać...
Oczywiście, bogów należy zastąpić rewolucją czy proletariatem.
Ale co dzieje się potem?
A nam jakaś siła, haniebnie, z piersi wydziera serca
Bo każdy Bóg żąda ofiar...
Czciliśmy matkę Ziemię, a ostatnimi czasy
Światło Słońca, bezwiednie...
No właśnie, jaki względnie znaczący odłam lewicy brał pod uwagę, że podmiot ewentualnbej rewolucji jest współokreślony przez czasy ofiar z ludzi, kultu ziemi czy solarnego oświecenia?
No i, oczywiście, skala utopii też jest do przejęcia:
...Jesteśmy bez serc, jak cienie,
Póki nasz ojciec, Eter, nie pozna wszystkich z osobna.
Tymczasem zstępuje do do nas - tu na dół, między cienie,
Syryjczyk, Syn Najwyższego, i mrok rozświetla pochodnią.
...I uwięziona dusza,
Uśmiecha się, jaśnieje, a oczy lgną ku światłu
Tytani w ramionach Ziemi śpią spokojniej śnią,
Nawet złowrogi Cerber chłonie ów blask i zasypia.
Przyznajmy, że wizje marksistowskie - "Robinson" i "biuro połączone z fabryką" się do tego nie umywają.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-26 20:48:00, suma postów tego autora: 20871

ABCD

jak rozumiem w pierwszym poście sugerujesz że wszelkie roszczenie do "jedynej słusznej prawdy" kończy się zbrodniczym totalitaryzmem? Jakbym skądś to znał.

(podpowiedź: kiedyś kosztowało 2 zł 80 gr., teraz tylko 1, 50 - no ale to i tak nic w porównaniu z hasłem "16 stron gratis!").

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-27 21:42:44, suma postów tego autora: 1199

Nie, salu,

sugeruję, że podmiot krytykujący pewną strukturę ideologiczno-prawną sam jest w nią uwikłany. A więc, demaskując ją, zarazem albo demaskuje sam siebie, albo mimowolnie odsłania to, co u niego powinno zostać zdemaskowane. Co, między innymi, wyklucza kontaminację własnych stwierdzeń z nauką (błąd późniejszego Marksa i Engelsa). Ale też nie pozwala rozwiązywać tego problemu przez utożsamienie się z podmiotem (takim jak proletariat), którego stanowisko poznawcze miałoby być wolne od wskazanej aporii.
Pseudonimowe autorstwo Kierkeggarda wydaje mi się oferować ciekawsze propozycje w związku z tą kwestią niż oryginalne rozwiązania Marksa i Engelsa. A także świadomość potencjalna proletariatu u Lukacsa itd.
Szerzej patrząc, polska prawica była tak niemądra, jak twierdzisz, wkrótce po zdobyciu władzy. Od tego czasu znacznie się rozwinęła. Klasy hegemoniczne, by wspomnieć Medyceuszy czy Ludwików, w ogóle rzadko się zadowalają piewrwotnie i ciasno klasową głupotą, którą zdradzały w okresie walki o dominację.
A kto zajął miejsce prawicy jako dogmatycznie i monotonnie skrzeczącej papugi?
"Wiedz bowiem, miły mój Damonie,
Że dzisiaj jest tu step,
Gdzie wczoraj Jowisz był na tronie,
Tam dziś panuje..."
Dorymuj sobie sam, Horacy!

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-27 22:44:18, suma postów tego autora: 20871

Przykład

Każdy, a przynajmniej co drugi prawacki intelektuś eksploatuje pełnymi garściami dorobek Marksa.
A gdzie lewica doładowująca się umysłowo np. Bierdiajewem?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-27 22:57:08, suma postów tego autora: 20871

szał paradaise

Chyba nie do końca się rozumiemy

1. Ja niczego nie odkrywam.Ja tylko przypominam. Tak mi się zebrało pod wpływem ostatnich wydarzeń, jak i tego iż największe emocje wśród czytelników tego portalu wzbudzają tematy pozaekonomiczne. Blog to tendencyjne felietony, gdzie raczej nie ma miejsca na "rewolucyjne odkrycia".
2.Największym problemem lewicy jest obecna sytuacja społeczno-ekonomiczna. Jednak niepokoi mnie fakt, że za dużo uwagi poświęca się sprawom, które nijak nie uderzają w neoliberałów. Analizowanie przez KryPola przysłowiowych już hegemonicznych dyskursów i zajmowania się różnymi bzdurami nijak uderze w system, a wręcz jest prawicy na ręke. Nic dziwnego, że różne Sierakowskie brylują w mediach. Ludzi utożsamiających się z New Left nie ma zbyt wielu, nie są też zbyt groźni, ba może nawet mogli by kiedyś wspomóc "old left". Problem z nimi jest taki, że często kreują wizerunek lewicy, jako wyalienowanych dziwaków zajmujących się niegroźnymi dla kapitalizmu sprawami. Jest to pewne przejaskrawienie, ale wymaga ona być może równie jaskrawego przypominania o banałach, jakim jest orientacja lewicy na klasę robotniczą.
3. Uzupełniając poprzedni punkt. Ja wcale nie jestem zawziętym żiżkożercą, czy kleinofobem. Piszą oni ciekawe rzeczy i nieraz można się z nimi zgodzić. Ja krytykuję tylko nadmierne podniecanie się tymi osobami i robienie z nich autorytetów w niemal każdej sprawie. Oczywiście zamiast o nich można by coś napisać o Altim, lecz ja po prostu użyłem nazwisk jako pewnych sloganów, akurat tamte nazwiska są obecnie najbardziej topowe.
4. Dziecinadą to jest robienie zarzutu, że niektóre moje obiekcje pokrywają się (umiarkowanie) z pretensjami abcd. To coś w stylu : jesteś naziolem, bo oni też krytykują obecny system. Zestawianie pewnych rzeczy w oderwaniu od kontekstu to raczej przejaw prawicowego myślenia(komunizm=nazizm). Nie uważam abcd za naziola, ale użyte prze zemnie porównanie wydaje się oddawać twoje procesy myślowe. Wasze personalne animozje zresztą mnie niespecjalnie interesują.
5. Szczerze przyznam, że lubię sobie przyswajać skróty typu Jaco Żako, KryPol, Alti itp ponieważ są całkiem zabawne. Zapewne wg. naszego nieustraszonego analityka świadczy to o tym, że muszę być marionetką abcd o_0.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-28 02:40:59, suma postów tego autora: 201

ABCD,

Opowiedzenie się za podmiotem, takim jak np. proletariat, nie jest żadną przeszkodą na drodze do poznania naukowego, ale wręcz jego warunkiem. Dlatego, że nie stwarza złudnych pozorów poznania absolutnego i niezaangażowanego, czyli rzekomo obiektywnego. Przez jasne określenie punktu widzenia stwarzamy możliwość weryfikacji (bądź falsyfikacji) głoszonych twierdzeń. Ale w ramach określonych założeń. Ani Marks, ani tym bardziej my nie głosimy, że marksizm jest rozwiązaniem wszystkich tajemnic ludzkości łącznie z zagadką życia pozagrobowego. Tym bardziej nie rości sobie marksizm pretensji do rozwiązywania takich spraw, jak kwestie mniejszości seksualnych w ramach społeczeństwa burżuazyjnego. Jednym słowem, rewolucja marksistowska nie ustanawia końca historii, ale koniec prehistorii człowieka.
Analiza marksowska zajmuje się społeczeństwem kapitalistycznym i możliwością jego przezwyciężenia, co zakłada zniesienie zarówno burzuazji, jak i proletariatu. Podmiot poznający znosi więc sam siebie w procesie przekształcania rzeczywistości, co otwiera nowe horyzonty obejmujące nowe kwestie, które jednak nie biorą się z powietrza, ale z poprzedniego rozwoju społecznego.
Dialektyka konkretu i abstraktu na tym właśnie polega - a mianowicie, że nie sposób dobrać się do abstraktu bez posłużenia się ograniczającym, jednostronnym i bardzo niedoskonałym konkretem. Próby ominięcia tej rafy kończą się, tak jak to przedstawiał Anatol France jako dysputę bodajże aniołów z diabłami, czyli jako jedno przeciągłe pierdzenie.

autor: BB, data nadania: 2008-12-28 10:20:02, suma postów tego autora: 4605

Saint-Just

Faktycznie, chyba nie do końca się rozumiemy. Cóż, trochę na siłę sprowadzasz moje zapytanie do formy karykaturalnej. Dla Ciebie może to i ułatwienie, ale - jak już wspomniałem - niezbyt dialogowe.

Ograniczę się do tego fragmentu:

"Dziecinadą to jest robienie zarzutu, że niektóre moje obiekcje pokrywają się (umiarkowanie) z pretensjami abcd. To coś w stylu : jesteś naziolem, bo oni też krytykują obecny system. Zestawianie pewnych rzeczy w oderwaniu od kontekstu to raczej przejaw prawicowego myślenia(komunizm=nazizm)."

Z tym ABCD to chodzi o co innego. Język jakim się posługujemy, nie jest niewinnym narzędziem, tylko narzuca sposób postrzegania rzeczywistości (tu nie chodzi o slang, tylko o schematy myślowe). A jeżeli w diagnozie własnej sytuacji posługujesz się w zasadzie wyłącznie schematami ABCD, to znaczy, że jesteś już przez niego - jak to się mówi - "dyskursywnie shegemonizowany", czyli - mówiąc prościej, że "myślisz cudze myśli chcąc myśleć własne". Może nie jesteś marionetką, bo jesteś wolny, ale mimowlnie przejmujesz cudzą definicję sytuacji, służącą cudzym celom. Niestety. I to miałem na myśli, nie twierdząc przy tym, że ABCD jest "naziolem", a już w Twoim przypadku do głowy by mi to nie przyszło. (Przeciwnie - to raczej ABCD byłby skłonny uznać za GW - jak napisałem - że "skrajne ideologie lewe czy prawe w gruncie rzeczy prowadzą do tego samego")

I jaki jest efekt? Nie zależy Ci już na dialogu, tylko na znalezieniu wroga. Chcąc nie chcąc wrzucasz wszystko do jednego worka. Klein (mimo zastrzeżeń) zlewa Ci się z konferencjami genderowymi i to jest w jej przypadku najważniejsze. Alternatywą pozostaje jedynie dobra stara klasa robotnicza...

Inaczej mówiąc - wystąpienie na blogu wyraża głównie pewien "regres antyinteligencki". Coś w rodzaju strategii mimikry: "mam już dosyć nowinek z Zachodu, chcę żeby było tak, jak kiedyś, na szczęście na forum lewica pl znalazłem odpowiedź na mój problem, a teraz przedstawię to jako wyraz mojej siły ideowej".

No i wybacz - jeżeli tak Ci zależy na kwestiach wizerunkowych i partii masowej, to nie wiem, czy akurat "klasa robotnicza" jest najszczęśliwszym pomysłem, aby przyciągnąć ludzi. Co z tymi usługami? Co z samozatrudnieniem? Co z właścicielami trzyosobowych firm? A bezrobotni? Zastanawiałeś się chociaż ile procent PKB wyrabia w Polsce przemysł?

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 11:00:34, suma postów tego autora: 1199

P.S.

Wskaż mi kogokolwiek na tym forum, kto robi "autorytety w niemal każdej sprawie" z Żiżka albo Klein. Osobiście nie zauważyłem ani jednego użytkownika. Odkąd pojawił się Żiżek nawet w dobrym tonie jest dystansować się od niego, a co do poglądów politycznych Klein - wiadomo. Oto przykład że przejmujesz się nieistniejącym problemem stworzonym przez zgoła innych użytkowników. Cytując byłego premiera RP, "oni mogą sobie tego nie uświadamiać..."

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 11:08:20, suma postów tego autora: 1199

sal,

a jaki procent PKB wyrabiają członkowie klubów Krytyki politycznej (zwanej w moim "shomogenizowanym hegemonicznym dyskursie" - Krypolem )?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 11:24:40, suma postów tego autora: 20871

BB,

wpadliście.
U Marksa jest na odwrót: to do konkretu dobieramy się przez niedoskonałe abstrakty (por. Wprowadzenie do krytyki ekonomii politycznej).
Zostaliście przyłapani co najmniej na rewizjonizmie, jeśli nie na czymś gorszym.
A jeżeli sól zwietrzeje, czym solona będzie?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 11:27:15, suma postów tego autora: 20871

ABCD

W sumie słusznie piszesz, ale problem samoodniesienia w przypadku lewicy przybiera trochę inny kształt. Myślenie prawicowe opiera się na zanegowaniu polityki i jej ukryciu w wartości, a przez to łatwiej jej zająć pozycję uniwersalną. Lewica zwykle - na odwrót - chce demaskować wartość jako ukrytą politykę. A przez to budując własną perspektywę skazana jest na negowanie możliwości "view from nowhere". Co prawda są na to różne sposoby, ale to już wystarczająco wyeksploatowany problem, więc mam wrażenie, że go tworzysz trochę na siłę.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 11:37:35, suma postów tego autora: 1199

Nie żebym się na tym znała

ale mam niejasne wrażenie, że Sal Paradise zajmuje w tym momencie stanowisko zbliżone do (nazywanego przez niektórych faszystą) Alasdaira MacIntyre'a, komunitarianina w wersji mocno prawicowej i konserwatywnej (który sam o sobie twierdzi, że komunitarianinem nie jest).

Tego stanowiska nie należy zresztą utożsamiać z moim.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-12-28 12:30:45, suma postów tego autora: 626

sal

1. Czepiasz się dosłownie kilku zabawnych formułek, których użyłem nie dla jakiejś naukowej analizy jałowości new left, tylko dla wyrazistego zasygnalizowania pewnego problemu. Być może powinienem być bardziej oryginalny, ale podobnymi schematami rozumują różne osoby z różnych środowisk, a i również osoby na codzień apolityczne, którym przedstawi się niektóre kwiatki z obozu KryPola :)
2. Z tym naziolem to napisałem tylko na wszelki wypadek, bo już różne nadinterpretacje się w życiu widziałem...
3. A co do cudzych celów. Chyba zbytnio demonizujesz. Jesteś za bardzo emocjonalnie wciągnięty w wasz personalny spór. Wydaje ci się, że jeżeli ograniczyć rolę krypolizmu w kształtowaniu wizerunku lewicy to zyska na tym...no właśnie kto ? łobywatel ? Ja staram się właśnie pokazać, że "ośrodki ciężkości" lewicy leżą po za wydawnictwami, uniwersytetami (co nie znaczy, że nie ma ich tam wcale). Uważam, że ze strategicznie nie ma sensu obstawać po stronie środowiska krypola i entuzjastycznie nastawionych do tego eklektycznych środowisk typu sms,fms,ms czy jakieś Racje. Naprawdę nie sądze, żeby to doprowadziło do jakiejś hegemonii "bad guys", którzy mogli by zniszczyć ciebie, mnie i zawładnąć biedną lewa stroną,
4. Wróg by się nie znalazł, gdyby ten "wróg" każdej krytyki nie odczytywał jako "antyinteligencki" zamach.
5. Klein(a raczej nadmierne podniecanie się nia) i konferencje genderowe to nie to samo, ale stanowią różne symptomy tej samej choroby.
6.Odpowiedzi na mój problem nie znalazłem na forum lewica.pl, a nieco bardziej empirycznie gdyż trudno jest przekonać ludzi do lewicy kierując się ideologią i bełkotologią new left. Z tego wszystkiego broni się jedynie antyklerykalizm(choć nie jest to w sumie wynalazek NL) i niektóre wywody np. Żiżka czy Klein.Niestety jesteś jak kapłan, który każdą krytykę traktuje jako coś w rodzaju antyinteligenckiego przewrotu. Cóż ja na to poradzę.
7.Powtarzałem już wiele razy - nie jestem zwolennika zamknięcia się tylko i wyłącznie na klasę robotniczą. Usługi i drobne pojedyncze,kilkuosobowe czy rodzinne firmy, bezrobotni to strategiczny i b.ważny sojusznik.
Jednak ich także nie przekona się opowiadając o konferencjach genderowych, czy pogadankami jak to Żiżek ma racje we wszystkim.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-28 12:41:03, suma postów tego autora: 201

front

O zgrozo. Rozumiem że to atak propagandowy? Mogłabyś łaskawie sprecyzować, aby nabrał większej siły?

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 12:44:31, suma postów tego autora: 1199

Saint-Just

No cóż, zastanów się tylko, czy tą drogą rzeczywiście ograniczysz rolę krypolizmu w kształtowaniu wizerunku lewicy, o ile w ogóle jest ona tak istotna. Obawiam się, że jeśli coś "empirycznie" odstrasza od KP, to raczej "logo Lenin".... A szufladkowanie ludzi przez pryzmat formułek w rodzaju "new left" niewiele tu pomoże.

Co do Łobywatela - zgoda - jemu też to niewiele pomoże, ale to wątpliwe pocieszenie. Ale to nie jest gra o sumie zerowej, lecz ujemnej. Nie zyska nikt, co najwyżej SLD będzie zalegać na scenie do końca świata.

No ale widzę, że Cię nie przekonam, więc nie nalegam na dalszą dyskusję.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 14:18:18, suma postów tego autora: 1199

MASZ RACJĘ

Niemniej, ABCD, po otrzymaniu abstrakcji w tyglu procesów dialektycznych, stają się one kategoriami porządkującymi rzeczywistość, a nawet ją zmieniającymi. Np. proletariat. Czy na tym etapie jest on jeszcze abstraktem, czy już konkretem? Jako konkret (bo utrwalony w praktyce społecznej) staje się podmiotem oddziałującym na rzeczywistość, a więc i na proces tworzenia nowych abstraktów. Dlatego też przyjęcie jego punktu widzenia nie ma nic wspólnego z brakiem naukowości, ale pozwala na organizowanie procesu poznania naukowego, o ile rozumie się historyczność tego narzędzia i nie przypisuje mu funkcji leżących poza jego sferą.
Alternatywą jest tworzenie abstraktów, które nie zużywają się w trakcie przemian społecznych, a więc i nie wyjaśniają niczego konkretnie. Proces ich tworzenia polega z grubsza na introspekcji. Dzięki temu sprawia wrażenie nieomylnego, danego raz na zawsze, czyli naukowego w sensie obiektywnym. Tymczasem, nawet w naukach ścisłych, jak fizyka, okazuje się, że teoria klasyczna, Newtonowska, zostaje przezwyciężona przez teorię względności. Punkt widzenia nie jest żadną przeszkodą w naukowości, ale koniecznym etapem w poznaniu.

autor: BB, data nadania: 2008-12-28 14:23:29, suma postów tego autora: 4605

sal,

opozycja:ludzie przeciw formułkom, trąci empiryzmem, który z obszaru marksizmu egzorcyzmował przecież Alti.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 17:37:05, suma postów tego autora: 20871

Nic podobnego

Alti wszak pisał na przykład tak:

"Absolutnym warunkiem wszelkiego poznania LUDZI jest rozbicie w proch filozoficznego (teoretycznego) mitu człowieka".

W tym sensie był empirystą, albo lepiej - nominalistą. Podobnie ma się rzecz z New left.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 17:49:20, suma postów tego autora: 1199

Formułka

(nomen omen), że Marksizm jest antyempiryzmem, pojawia się u Altiego dość często.
Pamiętam, że jeden z polskich fanów Altiego, W. Mejbaum, dość gęsto się sumitował, że na gruncie założeń jego idola dość trudno wyjaśnić, dlaczego Marks w Kapitale odnosi się nie tylko do teorii z dziedziny ekonomii politycznej, lecz także - jak to określił Leni - do "Mount Blanc materiału faktycznego".
Tu zresztą mowa o ideologicznym oddziaływaniu pewnych struktur czy ośrodków na środowiska lewicy.
Czy kategorie Altiego albo jego ucznia Machereya, czyli Machiego, nie znalazłyby na tym polu wymarzonego pola do popisu?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 18:19:47, suma postów tego autora: 20871

Na razie

rozkminię to Bartim.
Barti twierdził, że plakatowy Murzyn, salutujący do trójkolorowego sztandaru, jest uosobionym mitem, racjonalizującym zależność tubylców od metropolii w Paryżu.
W mojej terminologii, ten gest salutowania jest szyboletem, odróżniającym lojalnych krajowców od krajowców złych, którzy gotowi są zrobić Francji przykrość pod Dien Bien Phu.
Przez analogię, lewicowiec wypowiadający mityczne słowa typu "Zizek" albo "heteronormatywność", składa koronny dowód, że jest lewicowcem łaskawym i całkowicie nieszkodliwym dla warstwy panującej.

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 18:42:51, suma postów tego autora: 20871

Nie

odważę się. Precyzować.

autor: front_ludowy, data nadania: 2008-12-28 19:09:52, suma postów tego autora: 626

Rozkminiaj

ABCD, rozkminiaj na zdrowie.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-28 19:13:15, suma postów tego autora: 1199

Rozumiem,

salu, że ta rozkminka przypadła Ci do smaku?

autor: ABCD, data nadania: 2008-12-28 21:25:13, suma postów tego autora: 20871

ABCD

Niespecjalnie. Aczkolwiek swojego smaku nie narzucam.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-29 00:29:32, suma postów tego autora: 1199

front

Kaman.

Zrób to. Chyba że chodzi o ukryty faszyzm u Platona, czy coś równie ogólnikowego. Wtedy - fakt - daj Sobie spokój.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-29 00:36:34, suma postów tego autora: 1199

sal

Zgodziłbym się z tobą w sprawie krypolizmu, gdyby chłopcy sierakowcy faktycznie swoimi analizami stwarzali zagrożenie dla systemu albo wręcz działali na rzecz jakiejś antykapitalistycznej alternatywy. Tymczasem na razie bliżej im było do prób galwanizacji eseldowskiego trupa.

autor: Saint_Just, data nadania: 2008-12-29 22:08:06, suma postów tego autora: 201

Seint -Just

Nie bardzo rozumiem. Mi chodziło przede wszystkim o to, że nie należy przeceniać wpływu KP wśród środowisk lewicowych, a nie o to, co robią - bo to że grają przy SLD, to chyba jasne. Innymi słowy - że poruszasz się (niepotrzebnie) na osi opozycji "Stara lewica" contra "Nowa lewica" (czyli KP). Podczas gdy to jest to opozycja całkowicie niepraktyczna. Bo po pierwsze jest 1) skrajnie ogólna, po drugie 2) ma charakter historyczny. To tak jakbyśmy się kłócili, czy lewica to "romantyzm czy oświecenie". Trzeba myśleć przyszłościowo.

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-30 18:30:05, suma postów tego autora: 1199

Errata

Saint. Przyzwyczajenie klawiaturowe z drugiej strony Renu :/

autor: sal paradise, data nadania: 2008-12-30 18:45:02, suma postów tego autora: 1199

Dodaj komentarz