Ocet i sól na PRLowskich półkach autora nie przyprawiał o mdłości ?
A mnie się właśnie ten Halloween strasznie podoba, w odróżnieniu od walentynek, ten właśnie kicz mnie cieszy. I gore’we kiczowate maski i kiczowate dynie. Nawet sobie taką kiczowatą dynię kupiłam, wstawiłam do niej podgrzewacz do herbaty i postawiłam na oknie. Cieszę się z tego jak dziecko, tzn. dokładnie jak moje dziecko, które Hallween też uwielbia. Dziecko dostało zaś maskę zębatego szkieleta w katurze i lateksowe ręce jak u maskotki Iron Maiden. Kiedy mam jak okazję to z chęcią użądzam sobie też kiczowatą Halloweenową imprezkę, serwując języki, tzn. niepokrojone ozorki, bloody mary i opowiadając historię o duchach, ale w tym roku chyba zrezygnuję, bo mam wątpliwości, co do niemieckiego poczucia humoru (w tym wypadku oczywiście nie nomen omen autorze, lecz „przypadkowa zbieżność nazwisk”).
A dlaczego mi się podoba? Myślę, że dlatego, iż ten cały Halloween nawet w wersji komercyjnej jest i tak lepszy od pełnego nadęcia i zadęcia i smutku na komendę Wszystkich Świetych w wydaniu polskim. Od dziecka nie mogłam znieść tych tłumów snujących się z poważnymi minami na cmentarzu. Żeby nie być zle zrozumianą, rozumiem że ktoś troszczy się o groby bliskich, chodzi na cmentarz, przeżywa żałobę i szanuję to. Jako dziecko chodziłam z babcią regularnie na grób jej zmarłej siostry i ani mi w głowie nie powstała chęć żeby się z tego naśmiewać. Ale we wszystkich świętych dostrzegam tylko tłumy ogarnięte sztucznym, mieszczańskim nastrojem podniosłej żałoby. I zawsze rosnie we mnie wtedy nieodparta chęć żeby założyć lateksową maskę i zrobić: „BUUU!!!, somebody dance on my grave, let me seeeeee”. To święto ma w sobie coś z atmosfery tych wszystkich żałób narodowych i to zawsze mnie dziko irytuje. Sama nie wiem do końca dlaczego, ale nieodmiennie. Z tego powodu jestem całym sercem za irlandzką wersją święta zmarłych, choćby przybyła do nas- robiąc po drodze nie potrzebne kółko- i zahaczając o USA.
a ja tam nie świętuje z zadęciem i odęciem ani kiczem , po prostu olewam Jezu Krystowe "wszystkich Uświęconych" i świętuje Dziady , miłe to i naturalne wypomnienie przodków a i napić się i zjeść można z tymi co odeszli.
Życzę świadomości kultury rodzimej z okazji świąt.
I przyprawia mnie o mdłości na pólkach pustych i pełnych.
i zawsze to samo jak sie krytykuje rynek: a w peerelu... a u was Murzynów biją.
Puste półki w PRL musiały wyglądać głupio, ale to nie znaczy że ten marketowy syf wygląda niegłupio
Prawdą jest, że za PRL-u półki w sklepach czasami były puste. A wiesz dlaczego? Bo pełne były lodówki. Pełne półki nie świadczą o dobrobycie. O dobrobycie świadczą pełne lodówki.
A teraz półki w hipermarketach uginają się pod towarami, a lodówki w domach wielu polskich rodzin świecą pustkami.
Za PRL-u nikt nie kupował 10 deko żółtego sera "tylko cienko proszę pokroić". Siła nabywcza najniższej płacy robotnika fizycznego była mniej więcej na poziomie dzisiejszej średniej pensji (ponad 3 tys. zł).
walentynki chore są to fakt, ale z okazji wszystkich zmarłych to bym chętnie jak na wschodzie urządził sobie imprezę na grobach bliskich