Paweł Jędral: Powrót makkartyzmu

[2026-02-02 20:57:57]

Latem 2024 Molly Nilsson wypuściła płytę, zajmującą się tematem amerykańskich represji wobec wrogów wewnętrznych w okresie zimnej wojny. Kilka miesięcy później wybory wygrał Donald Trump, którego administracja otwarcie mówi o walce z antyamerykańską działalnością.

Molly Nilsson to szwedzka artystka silnie powiązana z Berlinem, której twórczość od zawsze była polityczna, czasami balansując na granicy języka, który znamy z lewicowej publicystyki i memów. Już na starszych płytach mogliśmy znaleźć frazy takie jak: „It was a late capitalist night and I was feeling alright” („To byłą późnokapitalistyczna nocą i czułam się dobrze”) albo „That leaky roof is the proof, you see, it’s a trickle-down economy” („Twój cieknący dach to dowód na prawdziwość ekonomii skapywania”). Jej koncerty zazwyczaj naładowane są odniesieniami do sytuacji politycznej – jak chociażby ten z 2022 w warszawskim Niebie, gdzie komentowała czarne protesty i antyaborcyjny wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

W 2024 piosenkarka wzięła udział w programie Villa Aurora prowadzonym przez Musicboard Berlin we współpracy z Thomas Mann House, pozwalającym berlińskim artystom na rezydencję artystyczną w Los Angeles, w dawnym domu Liona Feuchtwangera – pisarza, poety i wczesnego przeciwnika reżimu nazistowskiego w Niemczech. Feuchtwanger to wyjątkowo ciekawa postać – prześladowany w Niemczech za żydowskie korzenie oraz lewicowe poglądy, uciekł do Francji, a następnie wyjechał do ZSRR (gdzie obserwował i początkowo pochwalał stalinowskie czystki), znów do Francji i w końcu USA. Tam w latach 40. i 50. był jednym z celów zainteresowania antykomunistycznej Komisji Izby Reprezentantów do spraw. antyamerykańskich aktywności: jako lewicowiec, były zwolennik komunizmu i apologeta praw człowieka. Jest też autorem sztuki „Diabeł w Bostonie”, porównującej klimat zimnowojennej Ameryki do procesów w Salem, do którego to porównania niedługo później – zyskując większą sławę – sięgnął Arthur Miller.

To właśnie w jego domu Molly Nilsson rezydowała przez trzy miesiące, co zaowocowało wydanym w lipcu 2024 albumem „Un-American Activities”. Płyta jest albumem konceptualnym, z całym obciążeniem jakie się z tym wiąże. Eksploruje tematy ucisku, makkartyzmu, faszyzmu i paranoi okresu zimnej wojny Treść dominuje tu nad formą i mimo typowych dla Nilsson gier słownych na przykład „Communist party” (dwuznaczność słowa, które może oznaczać partię i imprezę), czy oryginalnych zabiegów formalnych (teksty piosenek będące wpisem do pamiętnika albo rozmową telefoniczną). Album jest duszny – i choć pojawiają się nawiązania do aktualnych kwestii jak ludobójstwo w Palestynie czy wzrost poparcia dla AfD w Niemczech i skrajnej prawicy w ogóle – treść jest zdominowana przez postać i życie Feuchtwangera oraz historyczną nagonkę Komisji Izby Reprezentantów do spraw antyamerykańskich aktywności (House Un-American Activities Committee, HUAC) na amerykańską lewicę w okresie zimnej wojny. Większa część albumu poświęcona jest tematom takim jak socjalistyczne sentymenty amerykańskich artystów, próby szantażu i namawiania ludzi ze środowiska do szpiegowania i donoszenia na siebie nawzajem. Pobrzmiewa gorzka refleksja, że być może opresja w USA wcale nie była dużo łagodniejsza od tej w ZSRR czy III Rzeszy. Lion Feuchtwanger, patron jej rezydencji, w końcu poznał wszystkie trzy.

Komisja Izby Reprezentantów do spraw antyamerykańskich aktywności (House Un-American Activities Committee, HUAC) powstała w 1938 roku, jednak jej największe znaczenie i najbardziej represyjny charakter ujawniły się pod koniec lat 40. i w latach 50. XX wieku. Komisja stała się jednym z głównych narzędzi państwowej walki z domniemanym zagrożeniem komunistycznym w Stanach Zjednoczonych, wpisując się w klimat zimnowojennej paranoi. HUAC razem z senatorem Josephem McCarthym, który zasłynął ekstremalną polityką antykomunistyczną, od której nazwę bierze „makkartyzm”, jest do dziś jednym z symboli państwowej opresji w USA. McCarthy – jak również wielu urzędników HUAC – twierdził, że tysiące komunistów infiltrowało rząd, wojsko, instytucje federalne i środowiska kulturalne. Prowadząc publiczne przesłuchania i oskarżenia bez dowodów, doprowadził do zwolnień i zniszczenia kariery wielu osób.

Niebędąca służbą wywiadowczą, lecz posiadajaca szerokie uprawnienia śledcze komisja Kongresu, w praktyce działała podobnie do służb specjalnych, z którymi zresztą pozostawała w ścisłej współpracy. Prowadziła publiczne i zamknięte przesłuchania, inwigilację, wzywała obywateli do składania zeznań pod przysięgą, żądała ujawniania poglądów politycznych i kontaktów, a zebrane informacje przekazywała innym instytucjom państwowym, w tym FBI. Komisja zasłynęła również kontrowersyjną praktyką publikowania list osób uznanych za „podejrzane”, co często prowadziło do społecznego ostracyzmu. Amerykańska partia komunistyczna w skutek działania McCarthy’ego i HUAC, z siedemdziesięciu tysięcy swoich członków w latach 30., spadła do mniej niż dziesięciu tysięcy na początku lat pięćdziesiątych.

Szczególnym obszarem zainteresowania HUAC były środowiska artystyczne i lewicowe. Komisja aktywnie badała działalność twórców filmowych, pisarzy, muzyków, intelektualistów oraz działaczy związkowych. Najbardziej znanym przykładem tej działalności były przesłuchania w Hollywood i tak zwane czarne listy. Znalezienie się na nich skutkowało utratą pracy i wykluczeniem zawodowym osób odmawiających współpracy lub uznanych za posiadające niewłaściwe sympatie polityczne. Groźba kary grzywny za obrazę Kongresu, więzienia czy zniszczenia kariery sprawiały, że wiele osób decydowało się na współpracę i wskazywanie nazwisk innych osób z lewicowych, socjalistycznych czy po prostu podejrzanych środowisk. W ten sposób komisja sprzyjała donosicielstwu i niszczeniu środowisk na polityczne zamówienie, a nie w oparciu o faktyczne zagrożenie. Wśród historyków panuje konsensus, że HUAC znalazła bardzo niewielu aktywnych sowieckich agentów, a sam McCarthy nie znalazł ani jednego. Choć HUAC (na przykład w sprawie Algera Hissa) i powiązane dochodzenia ujawniły pojedynczych informatorów ZSRR, przytłaczającą część ofiar śledztw i represji stanowili niewinni ludzie, oczernieni przez lekkomyślne oskarżenia.

W rezultacie HUAC funkcjonował przede wszystkim jako mechanizm politycznej kontroli i zastraszania. Choć formalnie działał w ramach prawa, w praktyce stał się symbolem represji wobec artystów, lewicy i krytyków władzy oraz ostrzeżeniem, jak łatwo demokratyczne instytucje mogą zostać użyte do ograniczania wolności obywatelskich. Bezpośrednim kontynuatorem tradycji HUAC był COINTELPRO – program tajnych i często nielegalnych działań FBI prowadzonych w latach 1956–1971 w Stanach Zjednoczonych. Ich celem było inwigilowanie, infiltracja, dyskredytowanie i rozbijanie działalności organizacji politycznych i aktywistycznych uznanych przez FBI za „sowieckie”, wywrotowe lub zagrażające porządkowi politycznemu. Programowi podlegały różne grupy – od Partii Komunistycznej USA i przeciwników wojny w Wietnamie, przez ruchy praw obywatelskich i „Nową Lewicę”, po organizacje feministyczne, społeczności rdzenne i Black Panther Party. FBI stosowało inwigilację, podsłuchy, infiltrację poprzez agentów, dezinformację i kampanie oszczerstw służące podsycaniu wewnętrznych konfliktów i prowadzące ostatecznie do rozpadu zwalczanych środowisk. często łamiąc przy tym prawa konstytucyjne i naruszając wolności obywatelskie. Program został ujawniony w 1971 roku po wycieku tajnych dokumentów, co wywołało publiczne oburzenie i późniejsze dochodzenia Kongresu.

Kilka miesięcy po premierze płyty Nilsson wybory w USA wygrał Donald Trump, którego administracja w 2025 roku zaczęła wdrażać formy państwowej opresji coraz bardziej przypominające te z okresu zimnej wojny. Chociaż ciężko przypisywać Nilsson zdolności prorocze, w dziwny sposób jej „Jackboots are back in style” – kawałek niepasujący do większości albumu, bo odnoszący się do współczesnej Europy, a nie USA okresu zimnej wojny – w ostatnim roku nagle bardziej odpowiada sytuacji w Stanach Zjednoczonych i reszcie albumu, niż było to pierwotnie w intencji autorki.

Święty Ken od przecieków

Ken Klipperstein to enfant terrible amerykańskiego dziennikarstwa. Trzydziestoośmiolatek współpracujący między innymi z „Young Turks”, „The Nation” czy „The Intercept”, w ostatnich latach znany jest głównie z ujawniania dokumentów rządowych i manifestów sprawców głośnych zamachów, których nie publikowały inne media.To dzięki niemu w 2024 „wyciekło” dossier J.D. Vance’a przygotowane przez sztab Trumpa i przez jego ręce docierały do opinii publicznej kolejne memoranda między innymi Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego, sugerujące niezgodne z prawem polecenia nowej administracji, dokumenty wewnętrzne dotyczące braku właściwych działań podczas pandemii, tłumienia protestów Black Lives Matter czy rzekome manifesty i listy Luigiego Mangione czy zabójcy pracowników izraelskiej ambasady w Waszyngtonie, z maja tego roku – Eliasa Rodrigeza. Wiele leaków Klippersteina zostało zweryfikowanych jako rzetelne, reszty nie da się na tym etapie jednoznacznie potwierdzić, jednak jest on traktowany przez poważne amerykańskie media jako dobre źródło informacji .

Klipperstein jest też internetowym „dobrym trollem”, często urządzającym pranki czy prowokacje wymierzone w prawicowych kongresmenów, antyszczepionkowców czy magnatów z Doliny Krzemowej. Wszystko to sprawia, że jest solą w oku ruchu MAGA i samego Donalda Trumpa. Klippenstein zresztą był z powodu ujawnianych dokumentów odwiedzany przez FBI za kadencji obecnego prezydenta. Określono go jako „cel wpływu obcych państw”.

Ostatnie miesiące Klipperstein poświęcił głównie na ujawnianie kolejnych dokumentów dotyczących trumpowskiej walki z „antyamerykańskimi” środowiskami i wartościami. Walki niebezpiecznie przypominającej czasy, o których śpiewała Molly Nilsson.

Antyamerykańskie aktywności

Retoryka pozbywania się „antyamerykańskich” aktywności (anti-american activities), towarzysząca administracji Donalda Trumpa od przynajmniej połowy 2025 roku, nie może nie przywodzić na myśl HUAC i najciemniejszych lat makkartyzmu.

„Stany Zjednoczone potrzebują krajowej strategii mającej na celu badanie i zakłócanie działalności sieci, podmiotów oraz organizacji, które podżegają do przemocy politycznej, tak aby organy ścigania mogły powstrzymać spiski przestępcze, zanim doprowadzą one do aktów przemocy politycznej” – stwierdza , podpisane przez Trumpa po zabójstwie Charliego Kirka, Prezydenckie Memorandum do spraw Bezpieczeństwa Narodowego numer 7 (NSPM-7), które deklaruje wojnę z krajowym terroryzmem, obejmującą szerokie spektrum poglądów.

Administracja Trumpa bierze na cel nie tylko organizacje lub grupy, lecz także pojedyncze osoby oraz „podmioty”, które – jak stwierdza NSPM-7 – mogą zostać zidentyfikowane na podstawie któregokolwiek z następujących „wskaźników”, mającego prowadzić do potencjalnej przemocy:

- antyamerykanizm,
- antykapitalizm,
- antychrześcijańskość,
- popieranie obalenia rządu Stanów Zjednoczonych,
- ekstremizm w kwestiach migracji,
- ekstremizm rasowy,
- ekstremizm w kwestiach płci,
- wrogość wobec osób wyznających tradycyjne amerykańskie poglądy na rodzinę,
- wrogość wobec osób wyznających tradycyjne amerykańskie poglądy na religię,
- wrogość wobec osób wyznających tradycyjne amerykańskie poglądy na moralność.

Każdy z powyższych terminów jest… delikatnie mówiąc, nieostry i można pod niego podciągnąć wiele postaw i poglądów. Pod ekstremizm w kwestiach migracji podpada pomoc nielegalnym migrantom (którzy często w ostatnich dniach zostają w domach, unikając służb migracyjnych, a podstawowe produkty przynoszą im wolontariusze i aktywiści) czy sama krytyka działalności ICE (Immigration and Customs Enforcement) – agencji antyimigracyjnej, której brutalne działania, przemoc i często nielegalne, pozbawione procedur deportacje czy akty terroru są opisywane w mediach regularnie. ICE powstała prawie 25 lat temu w wyniku „walki z terroryzmem” po zamachach z 11 września 2001 roku, kiedy to zwiększono regulacje i ograniczono prywatność i wolność w imię efektywnego zapewnienia bezpieczeństwa.. ICE, które przez ostatnich 20 lat była jedynie jedną z wielu federalnych agencji, po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa w 2025 stała się największą i najhojniej finansowaną. Reklamy rekrutacyjne ICE, z których naśmiewa się „South Park”, wyświetlano na meczach piłki nożnej, a komicy i krytycy określają agencję mianem amerykańskiego gestapo. Takie skojarzenie pojawia się w związku z brutalnymi aresztowaniami i bezwzględnymi deportacjami osób przebywających w USA oraz takich, które mimo legalnego pobytu wyrażają „nieprawomyślne poglądy” (jak chociażby w sprawie Mahmouda Khalila). ICE i administracja Trumpa działają brutalnie, dławiąc wszelkie protesty wobec swojej działalności. W 2025 32 osoby zmarły w aresztach ICE (osiągając niechlubny rekord z 2004, kiedy antymuzułmańska i antyterrorystyczna panika sięgnęła szczytu). Do tego doszedł szereg osób zabitych podczas zatrzymań. W grudniu funkcjonariusz ICE zastrzelił czarnoskórego Keitha Portera w Los Angeles. We wrześniu ubiegłego roku funkcjonariusze ICE śmiertelnie postrzelili inną osobę pod Chicago. Dwie osoby zginęły po tym, jak zostały potrącone przez pojazdy podczas ucieczki przed służbami imigracyjnymi, kalifornijski pracownik rolny spadł z dachu szklarni i złamał kark podczas nalotu ICE w lipcu ubiegłego roku. Zabita w Minneapolis w styczniu 2026 przez agenta ICE trzydziestosiedmioletnia biała Amerykanka, Renee Nicole Good, była kolejną osobą zmarłą podczas zatrzymań. Wkrótce dołączył do niej kolejny obywatel USA, pielęgniarz Alex Pretti, zamordowany 24 stycznia. Jednocześnie krytyka czy protesty wobec działań tej agencji są dla administracji Trumpa podstawą do stosowania środków karnych – zgodnie z nową strategią bezpieczeństwa wewnętrznego.

W grudniu 2025 roku Ken Klippenstein opublikował wyciek dokumentu z Departamentu Sprawiedliwości, który – jak twierdzi – zawiera wewnętrzną instrukcję od prokuratorki generalnej USA Pam Bondi,, która to nakazuje FBI „skompletować listę grup lub podmiotów prowadzących działania mogące stanowić krajowy terroryzm” oraz określa, kogo agencja ma identyfikować jako podejrzanego.

Według tego memorandum oficerowie mają śledzić i identyfikować osoby lub organizacje wyrażające:

- sprzeciw wobec egzekwowania prawa i przepisów imigracyjnych,
- skrajne poglądy na rzecz masowej migracji i otwartych granic,
poparcie dla „radykalnej ideologii genderowej”, co pokrywa się z wcześniejszymi przeciekami sugerującymi, że nowa administracja Trumpa i FBI ma traktować między innymi środowiska osób transpłciowych jako środowiska potencjalnie ekstremistyczne czy politycznie wrogie,
- postawy określane jako antyamerykańskie, antykapitalistyczne lub antychrześcijańskie.

Bondi miała dodatkowo zlecić zwiększenie „widoczności” i aktywności infolinii FBI, która zachęcałaby obywateli do zgłaszania podejrzanych o wyżej wymienione zachowania –czyli zwykłego donosicielstwa. Trudno jest uzasadnić wolnością słowa lub troską o dobro publiczne tworzenie systemu skupionego na prześladowaniu osób wspierających migrantów i osoby LGBTQ. Dokument mówi też o wprowadzeniu systemu nagród pieniężnych za informacje prowadzące do identyfikacji i aresztowania liderów tych grup oraz o tworzeniu „współpracowników” (cooperators) do dostarczania informacji i zeznań przeciwko innym członkom.

W tekście wskazano także, że agencje federalne (w tym Zespoły Zadaniowe do spraw. Terroryzmu, Joint Terrorism Task Forces) mają używać wszystkich dostępnych narzędzi śledczych, by zmapować „pełną sieć kluczowych aktorów”, a ich działania mają objąć retrospektywnie incydenty sięgające nawet pięciu lat wstecz.

To w tym miejscu – czyli jawnym, szerokim programie werbowania donosicieli, oraz wprowadzeniu systemu nagród (jako uzupełnienia już istniejącego systemu kar), celując we własnych obywateli, administracja Trumpa sięga do najgorszych tradycji HUAC i COINTELPRO. O ile można się spierać, czy działania z okresu zimnej wojny nie były uzasadnione faktycznym konfliktem między mocarstwami i chęcią kontrowania wpływów służb sowieckich, o tyle naprawdę ciężko jest dzisiaj kupić narrację o walce z ideologią woke i antifą jako wiarygodne uzasadnienie walki z własnymi obywatelami.

Klippenstein jeszcze w 2025 podkreślał, że wiele mainstreamowych mediów zignorowało temat NSPM-7, a nowo opublikowane memorandum pokazuje, iż administracja traktuje kwestię „ekstremizmu krajowego” poważnie, przeznacza przeciwko niemu środki i zamierza prowadzić działania na szeroką skalę. Fakt, że administracja Trumpa mianem domestic terrorist określiła zabitą Rene Good czy protestujacych przeciwko ICE w Minneapolis, potwierdza, że miał rację – i że terrorystą, tak jak komunistą w latach 50., może dziś zostać praktycznie każdy.

Fact-checking przeciwko Ameryce


Wrogami państwa są jednak nie tylko imigranci, lewica, mniejszości seksualne czy antychrześcijanie. Administracja Trumpa wprowadza nową politykę wizową, która pozwala odmawiać wiz osobom uczestniczącym w „cenzurowaniu wolności słowa”. W praktyce dotyczy to pracowników fact-checkingu i moderacji treści online. Ujawnione w grudniu memorandum Departamentu Stanu nakazuje urzędnikom konsularnym sprawdzać historię zatrudnienia i profile społecznościowe aplikantów, szczególnie dla wiz H-1B – czyli wiz pracowniczych dla specjalistów. Decyzja jest jedną z wielu nowych restrykcji wizowych w ramach szerszej polityki ograniczającej legalną imigrację, jednak wyróżnia się na ich tle swoim uzasadnieniem: celowe atakowanie osób zajmujących się fact-checkingiem i moderacją wydaje się wpisywać w konflikt między Unią Europejską a amerykańskimi technologicznymi gigantami, które zyskują na sprzedaży własnych platform na cele kampanii wpływu i siania dezinformacji przez państwa trzecie.

Ameryka nigdy nie była rajem

Działania administracji Trumpa i wprowadzenie tak szerokich form represji mogą nam się wydawać przekroczeniem granic, ale warto pamiętać o jednym – to nie jest w USA nowe zjawisko. Z perspektywy Europy, a szczególnie Polski, która od dekad ma tendencję do romantyzowania Stanów Zjednoczonych – najpierw jako symbolu dobrobytu i przeciwnika komunistów, a potem jako sojusznika, gwaranta naszego bezpieczeństwa i głównego wytwórcy konsumowanej przez nas kultury – łatwo jest ulec poczuciu, że USA przed erą Trumpa było zdrowym, prawidłowo funkcjonującym państwem.

Jeśli jednak za kryterium przyjmiemy kwestię przemocy i opresji wobec własnych obywateli i mieszkańców, USA nigdy nie było krainą wolności. Cały XX i XXI wiek – od Jim Crow Laws na początku XX wieku, przez HUAC, COINTELPRO, walkę z sektami i milicjami w latach 90., sekurytyzację będącą wynikiem „wojny z terrorem” po 11 września, czy obecne rządy Trumpa – USA nigdy nie było rajem. To państwo, które nie oferując swoim obywatelom standardu świadczeń – który uznajemy za podstawowy dla rozwiniętych państw – regularnie poddawało opresji duże części swojej populacji. Pod pozorem często wyobrażonego zagrożenia kolejne grupy, uznawane za antyamerykańskie czy nie-amerykańskie (w ramach bardzo wąskiej i zmiennej definicji amerykańskości) były poddawane działaniom operacyjnym albo systemowej przemocy, która byłaby nie do przyjęcia w III RP czy większości państw Europy. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejny prawicowy polityk w czerwonej czapeczce będzie opowiadał nam o USA jako the land of the free.

CNN donosi, że ICE i Departament Bezpieczeństwa Narodowego prawdopodobnie tworzą bazy danych nieprawomyślnych obywateli, co wpisuje się w opisaną wcześniej strategię – oraz zupełnie wprost przypomina o czarnych listach HUAC.

Według materiałów notatka służbowa wysłana w tym miesiącu do agentów tymczasowo przydzielonych do miasta prosiła ich o „zarejestrowanie wszystkich obrazów, tablic rejestracyjnych, dokumentów tożsamości oraz ogólnych informacji o hotelach, agitatorach, protestujących itp., abyśmy mogli zebrać to wszystko w jednym, skonsolidowanym dokumencie”. Załącznikiem był plik pod nazwą „zbieranie informacji wywiadowczych bez zatrzymań”, w którym agenci mieli zapisywać dane osobowe protestujących, z którymi się spotykają. Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikował internetowy formularz zgłoszeniowy umożliwiający każdemu chętnemu przekazywanie informacji o osobach rzekomo nękających funkcjonariuszy ICE.

Część komunikatów rządowych sugeruje, że listy miałyby być publiczne, służąc przy tym utrudnieniu pracy zawodowej i piętnowaniu osób protestujacych przeciwko ICE. „Jedna rzecz, na którą teraz naciskam… stworzymy bazę danych, w której osoby aresztowane za ingerencję, utrudnianie działań i napaść uczynimy sławnymi” — powiedział w styczniu w Fox News Tom Homan, doradca Trumpa do spraw granic. „Pokażemy ich twarze w telewizji. Poinformujemy ich pracodawców, sąsiadów i szkoły, kim są ci ludzie”.

Pojawiają się doniesienia o agentach straszących zatrzymanych i protestujących umieszczeniem w takiej bazie, a także nagrania tej treści. Wideo z Maine ze stycznia pokazywało federalnego agenta zapisującego numer rejestracyjny samochodu kobiety obserwującej go podczas jego „pracy” i mówiącego jej: „Mamy miłą małą bazę danych. Teraz jesteś uznana za krajowego terrorystę”.

W poniedziałek, 26 stycznia, dyrektor FBI Kash Patel powiedział, że agencja prowadzi dochodzenie w sprawie czatów na Signalu, używanych przez obserwatorów do dzielenia się informacjami o działaniach ICE, ostrzegając w konserwatywnym podkaście, że ludzie nie mogą „tworzyć sytuacji, które nielegalnie prowokują i narażają funkcjonariuszy na niebezpieczeństwo”.

W niedzielę 25 stycznia i we wtorek 27 stycznia rzeczniczka Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego oświadczyła, że Departament nie prowadzi bazy danych krajowych terrorystów.

Paweł Jędral



Tekst pochodzi ze strony internetowej Magazynu Kontakt.

fot. Chad Davis, Wikimedia Commons


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Warszawska Socjalistyczna Grupa Dyskusyjno-Czytelnicza
Warszawa, Jazdów 5A/4, część na górze
od 25.10.2024, co tydzień o 17 w piątek
Fotograf szuka pracy (Krk małopolska)
Kraków
Socialists/communists in Krakow?
Krakow
Poszukuję
Partia lewicowa na symulatorze politycznym
Discord
Teraz
Historia Czerwona
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca

Więcej ogłoszeń...


22 lutego:

1840 - W Deutz urodził się August Bebel, jeden z twórców i liderów niemieckiej socjaldemokracji.

1846 - Rewolucja krakowska: Rząd Polski ogłosił zniesienie poddaństwa i pańszczyzny, obiecał parobkom uposażenie z dóbr narodowych, a rzemieślnikom utworzenie warszatów narodowych.

1848 - Wiosna Ludów: we Francji wybuchła rewolucja lutowa.

1900 - Likwidacja drukarni "Robotnika" przez rosyjską policję.

1944 - Urodził się Ryszard Bugaj, polityk i ekonomista. Działacz opozycji w okresie PRL, współzałożyciel Solidarności Pracy (1990) oraz Unii Pracy (1992), przewodniczący UP w latach 1993–1997.

1948 - 58 osób zginęło, a 123 zostały ranne w zamachu bombowym w Jerozolimie, przeprowadzonym przez żydowską organizację terrorystyczną Irgun.

1949 - Zawieszenie broni w wojnie izraelsko-arabskiej.

1954 - Po raz pierwszy podano dzieciom szczepionkę przeciwko polio.

2014 - Matteo Renzi z Partii Demokratycznej został premierem Włoch.


?
Lewica.pl na Facebooku