Ukraiński spleen
2020-09-30 17:23:19
Drodzy Ukraińcy, my żyjemy w wiecznym kłamstwie.
Kłamstwo w religii, kłamstwo w nauce, w edukacji,
w wychowywaniu dzieci, w mediach
.
Liubow’ TETRIENKO
(reżyserka kijowskiego Teatru „Bravo”)

Ukraina przestała być centralnym punktem mediów i mainstreamu. Jej miejsce zajęła Białoruś i demonstracje przeciwko urzędującemu Prezydentowi. Sytuacja dryfuje ku powtórzeniu – choć nie dosłownie – scenariusza ukraińskiego, majdanowego.
A sytuacja nad Dnieprem i Dniestrem daleka jest od normalizacji. I nie chodzi tylko o dramatyczny spadek poziomu życia, spowodowany chaosem i kompletnym brakiem profesjonalizmu elit rządzących dziś w Kijowie w czasie pandemii COVID-19, lecz przede wszystkim brakiem wizji kierunku rozwoju państwa. Można wysnuć wniosek na podstawie licznych i różnorakich wypowiedzi komentatorów oraz analityków, iż dzisiejsza Ukraina to państwo na skraju upadku, coś w rodzaju europejskiego Somalii lub Libii. Struktury państwa nie działają lub są tragicznie niewydolne, skorumpowane, uzależnione od wszechogarniającej oligarchii. Zbrojne ugrupowania tzw. nac-patriotów (czyli ochotników walczących na wschodzie Ukrainy podczas rządów Piotra Poroszenki), stanowiące co prawda zdecydowaną mniejszość, ale agresywne, zdeterminowane i przekonane o swoich jedynych racjach, ugruntowujące swoją pozycję mitem rewolucji godności (jak nazywa się Majdan z 2013/14) uzurpują sobie prawo do narzucania innym swoich poglądów oraz wizji państwa siejąc terror, napadając na oponentów, dokonując wymuszeń i porwań (Charków, Połtawa, Mariupol). I nikt ich z racji zasług, patriotyzmu i szerzonej rusofobii nie pociąga do jakiejkolwiek odpowiedzialności karnej. Coraz powszechniejsze staje się wśród pozostałych Ukraińców – depopulacja od chwili rozpadu ZSRR na tych terenach przybrała rozmiary dwucyfrowej emigracji (w samej Rosji pracuje oficjalnie ponad 3 mln obywatel Ukrainy) – mniemanie, iż ich kraj jest krajem upadłym. W najlepszym wypadku – amerykańską półkolonią.
W rok po wyborach prezydenckich i parlamentarnych, gdzie Wołodymir Żełeński a potem jego drużyna (tzw. sługi narodu) odnieśli druzgocące zwycięstwa, rankingi elity rządzącej w Kijowie spadły do nienotowanego w historii Ukrainy poziomu po tak krótkim okresie sprawowania władzy. Z 73 % głosujących na Zełeńskiego dziś popiera go poniżej 30 %. Nie wierzących jemu respondentów – z tytułu rozdźwięku między zapewnieniami przedwyborczymi i praktyką polityczną minionego roku – jest o wiele więcej niż dowierzających. W przypadku ze-drużyny (jak nazywa się parlamentarną frakcję prezydencką) spadek poparcia jest jeszcze bardziej dramatyczny (niecałe 20 % udziela jej aktualnie poparcia).
Zwraca się uwagę, iż w chwili rozpoczynania Majdanu w 2013 roku Wiktor Janukowycz cieszył się poparciem ok. 30 % obywateli.
Skandale różnych rozmiarów szarpiące rządzącą ekipę nie mają wpływu na cokolwiek. Podobnie jak u nas – psy szczekają (media i komentatorzy), a karawana (rządzących) idzie dalej na nic nie zwracając uwagi. Nawet publiczne oświadczenie bliskiego do niedawna stronnika Poroszenki i nacjonalistów, niejakiego Dawida Żwanii - czynnego majdanowca i człowieka od czarnej roboty - że uczestniczył w „zorganizowanej grupie przestępczej” (jak określił to co działo się na Majdanie i po jego zwycięstwie) nie spowodowało jakichkolwiek reakcji prokuratury i politycznych elit. Nawet oskarżenie kolejnych parlamentarzystów sług narodu o korupcję, gwałt bądź zamawianie prostytutek na koszt budżetu nie wywołało jakichkolwiek reakcji władz frakcji czy samego Prezydenta, który był akuszerem całej parlamentarnej ze-drużyny.
Kolejnym przykładem na całkowitą degeneracją elit ukraińskich są taśmy posła Derkacza z nagrań rozmów – niesłychanie kompromitujących i stawiających obie podsłuchane i nagrane strony w niezwykle podejrzanym świetle – Poroszenki z Bidenem (2016 r.). Ich degradujący wymiar – we wszystkich przestrzeniach ukraińskiego życia publicznego – funkcjonuje nie tylko w sferach psychologicznych, obywatelskich, społecznych. One pokazują doskonale autentyczną półkolonialną zależność Ukrainy od USA gdzie nie tylko obsadą najważniejszych urzędów państwowych (prokuratura generalna, urząd antykorupcyjny, bank państwowy, wszystkie centralne urzędu itd.) dyryguje amerykańska ambasada i Biały Dom, ale nawet podejmowanie jakichkolwiek przedsięwzięć prawnych wobec korupcji w którą są zamieszani Amerykanie zatrudnieni na Ukrainie oraz ich akolici zależy od waszyngtońskich ingerencji (Biden jr, Sytnik, Suprun).
Nadchodzące w październiku wybory lokalne na Ukrainie mogą się okazać klęską Partii Prezydenta. I partia władzy jaką stała się ze-drużyna kombinuje wszystkim sposobami jak by tu w niektórych regionach nie dopuścić do wyborów. Np. podjęto decyzję, iż na NIE-OBJĘTYCH (czyli kontrolowanych przez Kijów) obszarach Donbasu z tytułu zagrożenia militarnego wybory lokalne się nie odbędą. Pozbawia się ok. 500 tys. ludzi praw wyborczych. Paradoksem jest to, iż na tych samych terenach wybory prezydenckie i parlamentarne w ub. roku się odbyły. Wygrała tam ze-drużyna i Zełeński. Jak wiadomo wymienione bezpieczeństwo nie uległo jakiemukolwiek pogorszeniu. Odwrotnie – przestrzegane jest porozumienie o przerwaniu ognia (zresztą na tych obszarach w ub. roku było także bezpiecznie o czym świadczy spokojny i bezkonfliktowy przebieg obu wyborów).
Takie rozwiązanie jest podyktowane dramatycznymi sondażami wieszczącymi ze-drużynie totalną klęskę na tamtym obszarze. Dla Kijowa jest wygodne utrzymanie dotychczasowego, wojennego, wojskowego i nakazowego (nie wedle woli wyborców regionu) statusu tamtejszych władz.
Zarzuty ukraińskiej opinii publicznej kierowane pod adresem Zełeńskiego i jego wybrańców w parlamencie dot. niespełnienia obietnic wyborczych i prowadzenia polityki takiej jak czynił to odrzucony przez 75 % głosujących Poroszenko. Nie ma pokoju na Wschodzie, szaleje drożyna, poziom i jakość życia dramatycznie spadają, dokonano przegłosowania niezwykle kontrowersyjnego prawa dot. sprzedaży ziemi obcokrajowcom mimo sprzeciwu ponad 80 % obywateli (chodzi o międzynarodowe koncerny rolno-spożywcze od dawna szykujące się na przejęcie urodzajnych ziem ukraińskich). Wszelkie decyzje dot. gospodarki, polityki, edukacji, ochrony zdrowia etc. są dokonywane pod dyktatem MFW, Banku Świtowego i obcych, zachodnich ambasad. Nastąpiła w ciągu 6 lat od Majdanu (a proces ten w ostatnim roku wydatnie przyśpieszył) de-industrializacja Ukrainy.
O zagrożeniu wolności słowa (próby zamykania i ingerencji w programy opozycyjnych kanałów telewizyjnych – np. 112, ZiK, NewsOne czy NASZ – bądź uciszanie prawne niepokornych you-tuberów) oraz chaosie związanym z brutalną i nieprzemyślaną ukrainizacją przestrzeni publicznej szkoda wspominać. Prawie ¾ społeczeństwa – czyli tych którzy nie są zwolennikami tzw. nac-patriotów i Poroszenki – uważa, iż Ukraina staje się coraz bardziej upadłym państwem. Emigracja rośnie, nawet do Turcji.
Dla zdecydowanej większości z tych ¾ przeciwników obecnych porządków w Kijowie idolem do niedawna był A. Łukaszenka. Mimo protestów i napiętej sytuacji na Białorusi owa admiracja bat’ki nad Dnieprem i Dniestrem nie opadła jakoś znacznie.
I dlatego m.in. bezrefleksyjne poparcie protestów na Białorusi może się okazać czymś na podobieństwo życzeń karpi proszących o przyśpieszenie wigilii. Sytuacja u naszego wschodniego sąsiada znad Dniepru jest tu swoistym memento. Pokazuje jak ludzie zupełnie nie przygotowani, nie odpowiedzialni, polityczni dyletanci kierowani z tylniego siedzenia przez geopolityczne i korporacyjne mastodonty, pozostający na garnuszku neoliberalnych fundacji czy obcych rządów, bez programu pozytywnego dostają się w wyniku rewolty do władzy. I nie jest tak, że bezkrytyczne stanowisko wobec tego co się dzieje na Białorusi wedle optyki czarno-białej jest jedynie prawdziwym. I że kto nie stoi obok Cichanuoskiej – de facto człowieka przypadkowego w polityce, paprotki, coś na kształt groteskowego Guaido w Wenezueli - jest od razu stronnikiem Łukaszenki czy agentem Kremla.

PS: 29.09 to na Ukrainie rokroczny dzień pamięci dziesiątek tysięcy ofiar Babiego Jaru. Wielu komentatorów i dziennikarzy zwraca dziś uwagę, że tylko w wystąpieniu Wołodymira Zełeńskiego jeden raz wybrzmiał termin nazizm i naziści w kontekście sprawców tej tragedii. Pozostali politycy, działacze, osoby publiczne itd. skrzętnie omijali te pojęcia grzęznąc w nacjonalistyczno-patriotycznej nowomowie. Tak jak decyzja sądu, iż admiracja herbu dywizji SS Galicja nie jest niczym zdrożnym to kolejne przykłady toksycznego klimatu w którym pogrąża się przestrzeń publiczna nad Dnieprem.












poprzedni komentarze