Oczekiwania pani redaktor nie muszą spędzać snu z powiek szefowi SLD, gdyż politycznie poprawna wyobraźnia tej liberalnej katoliczki jest symptomem światopoglądu, od jakiego lewica powinna stać jak najdalej. Jeśli już można coś Grzegorzowi Napieralskiemu doradzić, to żeby zamiast mówić o tym, że krzyż powinien zniknąć z sali plenarnej Sejmu, sam przyniósł drabinę i go zdjął. Nie tylko przeszedłby od słów do czynów (a nawet do historii), usymbolizował swój sprzeciw, zrobił małą rewolucję w zatęchłym politycznym światku, ale także – szokując episkopat, Tadeusza Rydzyka i redaktora Miecugowa – pokazałby to, na co od dawna czeka formacja lewicowa: odwagę stania po stronie własnych przekonań, umiejętność brania za nie odpowiedzialności oraz przebojowość.
Problemem lewicy nie jest to, żeby odzyskać elektorat odebrany jej przez PiS, gdyż to zadanie jest "oczywistą oczywistością", lecz by bez lęku o to, co w springerowskim "Fakcie" napisze pani redaktor Kolenda-Zaleska, opowiedzieć się zdecydowanie po stronie państwa świeckiego. Idea ta należy do lewicowego etosu na równi z obowiązkiem stania po stronie wykluczonych i słabych, czego nie potrafią pojąć zastępy naszych medialnych świętoszków i rozmodlonych polityków katolicko-liberalnej i socjalno-paranoicznej prawicy. Z czysto politycznego punktu widzenia antyklerykalizm, który w Polsce mylony jest z ateizmem, wcale nie jest przegraną sprawą: mamy laicyzujące się społeczeństwo, bliższe Europie młode pokolenie, a także ludzi wierzących, którzy nie znoszą urzędników Pana B. za ich pazerność, obłudę, wpychanie nosów w nie swoje sprawy, niezdrową fascynację cudzą seksualnością i kłopoty z własną.
Polska lewica nie przegra ani na walce o świeckie państwo, ani na promowaniu postaw antyklerykalnych. Wyborcy nie wybaczą jej jednego: cichych sojuszów z PiS-em. I w tym punkcie zgadzam się z panią redaktor Kolendą-Zaleską.
Przemysław Szubartowicz
Tekst ukazał się w dzienniku "Trybuna".






