11 listopada, czyli z choroby śmiać się nie wypada
2016-11-14 22:40:28



W XIX wieku jedną z rozpowszechnionych w społeczeństwach europejskich rozrywek, było obserwowanie pacjentów placówek dla umysłowo chorych. Dziś czasy mamy bardziej cywilizowane i z ludzi chorych śmiać się nie należy. Odpowiednik tej dawnej rozrywki dają nam wydarzenia 11 listopada, mające sławić tak zwane Święto Niepodległości. W tym roku zabawy też było co niemiara.

Znęcanie się warto zacząć od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ten nawiązujący do piłsudczykowskich tradycji polityk złożył kwiaty pod pomnikiem znanego przyjaciela Piłsudskiego – Romana Dmowskiego. W dodatki obecny przy złożeniu kwiatków przedstawiciel Stronnictwa Narodowego (Piłsudski pieszczotliwie określał takich mianem „wszy”) nazwał Kaczyńskiego „Naczelnikiem państwa”. Mieszanka niczym kefir z kiszonymi ogórkami.

Połączyć różne tradycje zapragnął również z okazji 11 listopada Mateusz Kijowski. Wódz (Naczelnik?) KODu zarządził, że wszyscy od Dmowskiego do Piłsudskiego są równie ważni. Aby pięknie łączyć zapowiedział marsz walczący między innymi o to aby kasjerki siedziały w niedziele w supermarketach. Zareklamował też wydarzenie 11 listopada wizerunkiem znanego demokraty Romana Dmowskiego. Przy okazji zapewnił również, że w kolejnych latach chciałby pójść na organizowany przez nacjonalistów Marsz Niepodległości. Cóż, da się zrobić. KODowcy zaczęli już wypraszać ze swoich marszów feministki, czy „lewaków” oraz sławić żołnierzy przeklętych. Jestem pewien, że jeśli pan Kijowski ostrzyże się na jeża, a jego zwolennicy pobiją na kolejnej demonstracji jakiegoś „czarnucha” albo „pedała”, da się załatwić.

Na mini Marszu Niepodległości w Krakowie około 200 kiboli skandowało „Śmierć wrogom ojczyzny” oraz „Roman Dmowski, wyzwoliciel Polski!” na zmianę z „Wisła Kraków!” oraz wezwaniami do wieszania komunistów. Jestem pewien, że gdyby z drugiej strony puścić podobną grupę skandującą to samo, tylko z dodatkiem „Cracovia!”, a między nimi położyć maczety, problem by się sam rozwiązał.

Tymczasem na Warszawskim Marszu Niepodległości nacjonaliści, a raczej mocno zataczający się kibole, spalili... no właśnie, spalili flagę Śląska, którą pomylili z flagą Ukrainy. O interpretację znaczenia flag doszło ponoć nawet do pryncypialnego sporu. Opcja „Je...ć UPA i Banderę!” wyszła z niej górą. Furorę robi obecnie w sieci zdjęcie, na którym uczestnicy marszu narodowego oznaczają moczem Muzeum Narodowe w Warszawie. Po takim oznaczeniu na pewno będzie jeszcze bardziej patriotyczne, w formie, treści, a nawet zapachu.

poprzedni komentarze