Wietnam
2020-08-16 18:40:53
To cholerne bombardowanie nic nie dało.
Zrzuciliśmy więcej bomb niż w całej Europie w czasie
wojny i gówno z tego wyszło.

Robert McNamara


Właśnie minęła kolejna rocznica incydentu w Zat. Tonkińskiej. To płytka – głębokość nie przekracza nigdzie 60 metrów - część Morza Południowochińskiego przez którą przebiega granica pomiędzy Wietnamem i Chinami. Ponad 55 lat temu od owego incydentu rozpoczęły się bombardowania Demokratycznej Republiki Wietnamu (Wietnam Północny) przez lotnictwo USA co stanowiło dramatyczną eskalację tlącego się do tej pory konfliktu w Indochinach, dając początek długiej, krwawej, pozostawiającej do dziś dnia ślady (zwłaszcza we florze Półwyspu Indochińskiego posypywanej masowo przez lotnictwo amerykańskie środkami chemicznymi) wojnie. W jej wyniku zginęło ponad 50 000 żołnierzy USA (ok. 313 tys. było rannych, w tym ponad 150 tys. doznało trwałego kalectwa). Wietnam Południowy stracił ok. 200 000 żołnierzy a ponad 0,5 mln osób cywilnych zostało zabitych. Wietnam Północny ogółem utracił ponad 1,3 mln ludzi (tak żołnierzy jak i ludności cywilnej). Taki był kosztowny efekt tej prowokacji i błędu – jak się dziś okazuje – strony amerykańskiej. Potem w owym błędzie trwano przez lata, do samego, niesławnego, końca bojąc się przyznać do owej pomyłki, a może i celowej prowokacji, mającej doprowadzić do militarnej interwencji. Myśleli tak i postępowali – kryjąc swą niekompetencję, imperialne zakusy i chęć rządzenia światem, zwierzęcy anty-komunizm i pospolity militaryzm - prezydenci USA, a także lwia część amerykańskiej elity politycznej, gros senatorów i kongresmenów, a przede wszystkim wojskowy establishment.
Jest sierpień 1964. Wcześniej, bo 31 lipca niszczyciel USS >Maddox< wznowił zawieszoną akcję wspierania komandosów południowowietnamskich na dwóch wysepkach należących do Wietnamu Północnego. Był to więc akt niewypowiedzianej – na razie - agresji wobec terytorium Północnego Wietnamu. Okręt ten uprawiał też szpiegostwo elektroniczne, prowadząc nasłuch radiostacji północno-wietnamskich. Znajdował się na wodach terytorialnych Wietnamu Północnego
Napięcie w rejonie Morza Południowo-chińskiego rosło już od dawna. Amerykanie intensywnie pomagający kolejnym dyktatorom w Wietnamie Południowym gromadzą w tym rejonie flotę, przerzucają na Filipiny i Tajwan piechotę morską oraz sprzęt wojskowy szykując się do interwencji na szeroką skalę. Już od połowy lat 50. CIA prowadziła operacje dywersyjne przeciwko Wietnamowi Północnemu rządzonemu przez Komunistyczną Partie Demokratycznej z charyzmatycznym prezydentem, bohaterem walk z kolonializmem francuskim i okupacja japońską, Hô Chi Minhem na czele. Socjalistyczne, postępowe reformy prowadzone w północnej części podzielonego wzdłuż 17 równoleżnika kraju stały w kontraście z sytuacją panującą na południu pod rządami kolejnych reżimów wojskowych, wspieranych przez USA. Amerykanie w oparciu o Wietnam Pd. i Filipiny tworzyć zamierzali szeroką bazę dla swych wojsk mogących od południa szachować Chiny.
Wspomniane operacje CIA polegały na nocnych rajdach najemników południowowietnamskich, tajwańskich i południowokoreańskich (szkolonych na Filipinach) a przerzucanych łodziami rybackimi do Wietnamu Północnego, gdzie niszczyli obiekty gospodarcze i militarnie instalacje. Łodzie patrolowe Wietnamu Północnego musiały więc siłą rzeczy intensywnie operować w tych obszarach.
Na incydent w Zatoce Tonkińskiej z sierpnia 1964 roku złożyły się dwa wydarzenia: wymiana ognia pomiędzy niszczycielem USS >Maddox< a trzema wietnamskimi kutrami torpedowymi w dniu 2 sierpnia oraz zdarzenie z dnia 4 sierpnia kiedy to niszczyciele USS >Maddox< i USS >Turner Joy< otworzyły ogień do niezidentyfikowanego celu radarowego. Takie informacje na temat owego konfliktu znajdziemy w mediach. Otóż dn. 2.08.1964 USS >Maddox< poinformował o ataku północno-wietnamskich kutrów torpedowych. W odwecie (i przy wsparciu lotnictwa startującego z lotniskowca USS >Ticonderoga<) zatopiono wietnamski kuter torpedowy i uszkodzono dwa inne obiekty pływające. Sam niszczyciel odniósł powierzchowne uszkodzenia. Po incydencie wycofał się na wody południowo-wietnamskie.
7.08.1964 roku Senat USA zatwierdził rezolucję w sprawie Zatoki Tonkińskiej dającą przyzwolenie prezydentowi Lyndonowi Johnsonowi na eskalację działań zbrojnych przeciwko Demokratycznej Republice Wietnamu. Miało polegać ono na rozpoczęciu przez US Air Force silnych, dywanowych bombardowaniach terytorium Wietnamu Północnego. Wyniki głosowania w Kongresie – 416 za, nikt się nie wstrzymał i nikt nie był przeciw. W Senacie „za” głosowało 88 senatorów, a 2 było przeciw.
Incydent z 2 sierpnia był ponoć pomyłką obsługujących radar marynarzy. Dziś jednak wiadomo, iż była to świadoma mistyfikacja administracji prezydenckiej wspólnie z CIA, wykorzystująca fakt, iż załoga USS >Maddox< była pijana. Ten fakt stanu nietrzeźwości załogi USS >Maddox< i przypadkowa strzelanina zostały cynicznie wykorzystane do pchnięcia machiny wojennej ku brutalnej interwencji. Alkoholowe upojenie załogi niszczyciela przez dekady skutecznie trzymano w tajemnicy. Potwierdzają haniebność tej sytuacji współcześnie źródła wywiadowcze amerykańskich sojuszników (m.in. Izraela). Doskonale wpisywał się ten incydent w usprawiedliwienie rozpoczęcia bombardowań północno-wietnamskich portów, co nastąpiło następnego dnia o świcie. Akceptacja Senatu i Kongresu USA była już tylko pro formą stanu faktycznego.
W 1965 r. prezydent Lyndon Johnson, znany z nietypowych zachowań i wypowiedzi, tak komentował to wydarzenie w prywatnej wypowiedzi: O ile wiem, to nasza marynarka strzelała do wielorybów. W roku 1971 pracownik Pentagonu Daniel Ellsberg przekazał dziennikarzom dokumenty znane jako Pentagon Papers, zawierające również materiały na temat incydentu. Wynikało z nich, że raporty na temat wydarzenia zostały sfałszowane. 30 listopada 2005 odtajnienie dokumentów z owego okresu oficjalnie potwierdziły, iż administracja prezydenta Johnsona otrzymała nieprawdziwe informacje na temat incydentu. Mimo, iż zdawano sobie sprawę z niejasności sytuacji w raportach Biały Dom skwapliwie wykorzystał je do rozpoczęcia przygotowanego od dawna ataku lotnictwa na Wietnam Północny. Wojna rozgorzała na dobre.
Robert McNamara w latach 1961–1968 sekretarz obrony USA, po latach w jednym z wywiadów wspomniał, iż otoczenie prezydenta zdawało sobie sprawę z fikcyjności tego ataku wietnamskich kutrów na USS >Maddox<. Przygotowane do bombardowań lotnictwo nie mogło już jednak czekać. Na pytanie prowadzącego wywiad dziennikarza czy nie ma wyrzutów sumienia za dokonaną manipulację i ostatecznie za wojnę, w której zginęło ponad dwa miliony ludzi odpowiedział: „Nie, bo taki atak wietnamski na okręty USA mógł się zdarzyć".
Więc nie fakty, a wiara i własne wyobrażenia, chęci i interes polityczny, wystarczą do podjęcia, a potem wytłumaczenia, dowolnych decyzji, nawet najwyższej rangi, jak wojna niosąca śmierć tysięcy ludzi, zniszczenia, cierpienia, tragedie. Konieczne jest tylko dokonanie wcześniej odpowiednich manipulacji opinią społeczną, co najmniej swego własnego społeczeństwa i sojuszników.
Czy dziś, 56 lat po zdarzeniu w Zat. Tonkińskiej w wyniku którego zginęło ponad 2 mln ludzi, a setki tysięcy odniosło obrażenia i zostało do końca życia kalekami, przy zwielokrotnionych (w stosunku do lat 60-tych XX wieku) możliwościach medialnych korporacji pozostających na smyczy kapitału wspartych technologią, manipulacja opinią publiczną w wymiarze globalnym nie powoduje obojętności i milczącej zgody opinii publicznej na podobne niegodziwości ? Medialna klaka, pospolite kłamstwa, manipulacje i zmasowana propaganda przygotowywały haniebny atak na Jugosławie, potem na Afganistan, Irak, Libię i Syrię,. Dziś - milczenie o dronach zabijających niewinnych, przypadkowych ludzi. Dalej - Raczak i masowe morderstwo kosowskich wieśniaków (którego nie było), bron chemiczna i jądrowa w Iraku (której także nie było), miliony dolarów na kampanie prezydencka Sarkozy’ego (i potrzeba ich zwrotu) jako główny – acz skrywany publicznie - argument za obaleniem Kaddafiego i zniszczeniem Libii etc. etc. Media milczały albo mówiły w setkach, tysiącach newsów zupełnie coś innego.
Dziś gdy napięcie w różnych miejscach świata i z różnych przyczyn niezwykle przypomina opisywaną tu atmosferę w Azji pd-wsch. w przededniu otwartej interwencji USA możliwość konfliktu na skalę przewyższającą wojnę w Wietnamie kilkakrotnie. W takich okolicznościach wystarczy, iż kolejny Gavrilo Princip strzeli do jakiegoś saudyjskiego notabla czy amerykańskiego dyplomaty (podaję te dwa przykłady gdyż to rejon Zat. Perskiej – a de facto: cały Bliski Wschód - obok Morza Południowo-chińskiego i Libii są beczką prochu). Albo gdy znów amerykańscy chłopcy na statku zakotwiczonym w wymienionych rejonach tęgo popiją i zaczną się bawić w strzelaninę. Np. do łodzi Strażników Rewolucji patrolujących wody terytorialne Iranu lub chińskich kutrów patrolowych.

poprzedni komentarze