Wasze zyski = wasze straty
2020-05-09 23:22:12

Firmy nie są wieczne. Po 5 latach działalności w Polsce upada średnio 70% nowych małych i średnich firm. Gdyby tak każda upadającą firma miała być utrzymankiem z budżetu, otrzymywać dodatkowe zwolnienia z ZUS i odszkodowania z naszych podatków to zaraz zawaliłaby się gospodarka całego państwa. Pomysły strajkujących obecnie przedsiębiorców, którzy domagają się kolejnych zwolnień podatkowych oraz odszkodowań za pojawienie się na świecie wirusa są całkowicie absurdalne. To niezdrowa fantazja ludzi, którzy przyzwyczaili się do uprzywilejowanego traktowania.

To normalne i zdrowe, że w realiach rynkowych wiele firm znika i następnie na ich miejsce pojawiają się nowe. Na tym polegają konkurencja i kapitalistyczny wyścig najzdolniejszych, od tego są mechanizmy rynkowe, by mogły przetrwać tylko rentowne i przyszłościowe inicjatywy. Firmy, które dziś upadają tworzą miejsce dla tych, które zaraz się rozwiną. Podatki zbierane od niezamożnych pracowników nie są po to, aby finansować nieopłacalne inicjatywy, czy zapewniać płynność finansową liniom lotniczym, które przez trzy lata mogą nie przynosić żadnych zysków.

Firmy służą wypracowaniu zysku i w tym też sensie ich cele nie są też koniecznie zbieżne z celami państwa, którego głównym zadaniem jest zabezpieczenie społeczeństwa i realizacja potrzeb na rzecz całej wspólnoty. Budżet państwa nie służy ratowaniu prywatnych instytucji i w związku z tym nie jest też zobligowany do tego by je holować. Jeśli przedsiębiorcy naprawdę chcą w ten sposób ratować swoje firmy to niech zbierają składki wyłącznie od właścicieli firm i utworzą dodatkowy budżet alternatywny - pieniądze ciężko pracujących ludzi pracy i osób zarabiających płacę minimalną nie są do tego, by służyć do utrzymania zarobków przedsiębiorcy kasującego miesięcznie po 4 - 20 tys. zł. Kryzys jest przy tym spowodowany czynnikiem niezależnym (pandemią) i to nie jest też wina państwa, że "wolny rynek" nie potrafi szybko dostosować się do tych zmiennych okoliczności.

Postulaty strajkujących przedsiębiorców są w związku z powyższym głęboko klasistowskie i kolejny raz zmierzają do obcięcia funkcji opiekuńczych państwa. To o tyle idiotyczne, że ci sami ludzie chcą z budżetu rekompensat. Chcą więc być utrzymankami państwa (które oskarżają o spowodowanie kryzysu = pandemii) i jednocześnie wycinać funkcje opiekuńcze państwa, którymi sami pragną zostać objęci. Chcą utrzymać swoje zyski i jednocześnie jeszcze bardziej pozbyć się odpowiedzialności za ubezpieczenie społeczne swoich pracowników. Chcą więc powrotu do dzikiego, pierwotnego kapitalizmu, gdzie wszystkie zyski należą do kapitału i ten sam kapitał jest też zwolniony z kosztów ubezpieczeń społecznych i opieki nad życiem. Takich firm i takiego kapitalizmu po prostu nie chcemy. I nie potrzebujemy. Funkcja przedsiębiorcy swoją drogą też nie jest społecznie niezbędna i należy się spodziewać, że (także w wyniku pędzącej akumulacji) liczba właścicieli będzie coraz mniejsza.



Strajk przedsiębiorców ujawnia fundamentalną sprzeczność: kapitaliści z jednej strony chcą maksymalizować swoje zyski kosztem eliminacji wszelkich podatków i składek, ale z drugiej strony nie są już w stanie przetrwać w realiach kapitalistycznej gry rynkowej, więc patrzą z utęsknieniem na bezpieczeństwo i stabilność, które oferuje zwykły państwowy etat. Oni chcą etatów! Rzecz jednak w tym, że właściciele nie chcą przejść na etat np. nauczyciela i dostać pieniądze wystarczające im zwyczajnie do godnego życia. Oni chcą dostawać z budżetu równowartość swoich dotychczasowych zysków. Chcą eliminacji rzeczywistego kapitalizmu na rzecz wypłat pochodzących bezpośrednio z publicznych środków. Chcą dostawać od państwa tyle, ile zarabiali działając na kapitalistycznym rynku, co jest nie tylko niemożliwe, ale i kompletnie absurdalne.

Oczywiście nie oznacza to, że przedsiębiorcy, a zwłaszcza pracujący w ich zakładach pracownicy, nie powinni otrzymać wsparcia z budżetu.

To wsparcie powinno mieć jednak inny charakter. Przede wszystkim - o czym pisałem już wielokrotnie - państwo na czas kryzysu powinno samodzielnie tworzyć nowe miejsca pracy i zakłady, które umożliwiałyby walkę z rosnącym bezrobociem i gwarantowały tracącym pracę nowe zatrudnienie. W przypadku firm borykających się z trudnościami w związku z szalejącą pandemią państwo powinno odpowiednio je oceniać i pomagać tym, które są przyszłościowe i będą mogły już zaraz wrócić na prostą. Ta pomoc nie powinna jednak odbywać się za darmo. Wsparcie państwa musi oznaczać oddanie mu części udziałów. Dokładnie tak, jakby jednej firmie pomagała inna firma. Niedopuszczalne jest też obniżanie składek na zdrowie i ubezpieczenie społeczne. Polski degresywny system podatkowy już i tak (i to od dekad) uprzywilejowuje właścicieli. Państwo nie może być przysłowiowym samobójcą i nie może pomagać rezygnując ze swoich własnych wpływów, bo byłoby to równoznaczne z wbiciem noża we własne plecy. Wszyscy borykający się z trudnościami i pozbawieni środków do życia przedsiębiorcy powinni mieć też (razem z pracownikami) zagwarantowane kryzysowe świadczenie w wysokości płacy minimalnej lub pensję w wysokości 2379,66 zł brutto, czyli w wysokości najczęściej wypłacanego obecnie pracownikom w Polsce wynagrodzenia. To drugie świadczenie powinno być też powiązane z szybkim skierowaniem do pracy na kryzysowe stanowisko pracy utworzone przez państwo.

Z szerszej perspektywy musimy też zauważyć, że małe i średnie firmy nie są kluczowe dla funkcjonowania gospodarki epoki kryzysu. Coraz większa niepewność i coraz większa liczba upadłości małych i średnich przedsiębiorstw to proces w sposób naturalny związany z rozwojem kapitalizmu. Co najmniej od czasów Smitha i Marksa, a już na pewno od epoki Róży Luksemburg wiemy, że rozwój kapitalizmu to ciągła monopolizacja i tworzenie się monopoli. Małe i średnie firmy, które nie są w stanie przetrwać w rywalizacji z większymi nie mogą stać się pasożytami i utrzymankami państwa - zamiast tego to państwo powinno przejmować ich funkcje, powinny też powstawać spółdzielnie pozbawione funkcji właścicielskiej i zarządzane oddolnie, które zasługiwałyby na dużo większe wsparcie z budżetu. Samo państwo musi też samodzielnie inwestować w rozwój własnych zakładów pracy i przejmować duże, upadające firmy, aby móc zagwarantować zatrudnienie i stabilność jak największej liczbie obywatelek i obywateli. Przyszłość to duże firmy w rękach państwa, rozwój własności społecznej i oddolne inicjatywy spółdzielczo-robotnicze. Nie wieczny powrót do kapitalistycznej idylli rodem prosto z fantazji korwinistów na temat XIX wieku.

Społeczeństwo owszem istnieje. A firmy upadają. Ale upadające firmy nie oznaczają upadającego społeczeństwa. To proste.


poprzedni komentarze