Biedroń nie zbawi lewicy
2018-05-04 15:00:10
Od klęski projektu Zjednoczonej Lewicy w 2015 roku cała lewica jest w rozsypce, intelektualnej, organizacyjnej i jakościowej. Co jakiś czas jednak na zbawcę lewicy kreowany jest Robert Biedroń, prezydent Słupska, który sam określił się liderem opozycji.

Ekscytacja mediów dotycząca kolejnych sondaży prezydenckich nabiera tempa. Pomijając ich celowość na dwa lata przed wyborami, należy zauważyć, że apetyt Roberta Biedronia rośnie. Staje się on wielką nadzieją części lewicy i liberalnego centrum, które znużone jałowym sporem pomiędzy PO i PiS szukają swojego idealnego kandydata. Kogoś, komu można zaufać i powierzyć losy państwa. Robert Biedroń do tej pory wykluczał start w wyborach prezydenckich. Teraz jego język się zmienia. Co więcej, nie wyklucza nawet, że założy swoją własną partię. Czy jednak jego ewentualna partia będzie klasyczną socjaldemokracją? Bardzo wątpliwe.

Robert Biedroń bardzo niechętnie wypowiada się o swojej własnej tożsamości ideowej i swojej wizji lewicy. Jego przeszłość jest dość klasyczna w polskiej polityce. Przez wiele lat był członkiem i działaczem SLD. Przez wiele lat stał na czele Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie wykonywał tytaniczną pracę na walce ze stereotypami odnoście mniejszości seksualnych. W 2011 roku został posłem Ruchu Palikota, partii na czele której stał były polityk PO, Janusz Palikot. On również przez wielu uważany był za „mesjasza lewicy”. Wielu na tę lewicowość Janusza Palikota dało się nabrać. Andrzej Rozenek, wówczas rzecznik prasowy klubu poselskiego Ruchu Palikota, stwierdził w programie "Młodzież kontra”, że różnica pomiędzy SLD a Ruchem Palikota jest taka, iż ten pierwszy ma lewicowy program na gospodarkę a partia Janusza Palikota liberalny. Ten przypływ szczerości potwierdzały kolejne głosowania.

Od 2014 roku, kiedy Robert Biedroń został prezydentem Słupska, rozpoczęła się jego szybka medialna kariera. Dobrze ułożony, wykształcony, znający języki, epatujący językiem wolności, demokracji i poszanowania mniejszości, szybko zyskiwał w skostniałej i zabetonowanej scenie politycznej. Dziś Robert Biedroń to w dużej mierze celebryta. Jawił się jako jedyna alternatywa dla Schetyny i Kaczyńskiego. I nadal nim jest. Tyle tylko, że jego wizja lewicowości jest, delikatnie mówiąc, oderwana od praktycznych lewicowych koncepcji. Nie mam na myśli tego, że Robert Biedroń chyba nigdy, a przynajmniej publicznie się tym nie szczycił, nie uczestniczył w pochodzie 1 maja, tradycyjnym lewicowym święcie świata pracy. Szokuje coś zupełnie innego. Chodzi o jego otwartą współpracę z Leszkiem Balcerowiczem, guru polskiego neoliberalizmu.

Ta współpraca trwa już od jakiegoś czasu. Dla lewicowego elektoratu postać byłego ministra finansów jest synonimem darwinizmu społecznego, symbolem cięć socjalnych i schładzania gospodarki, osobą, która zaorała polski przemysł. Robert Biedroń sam przyznawał, że będąc prezydentem Słupska dostrzega społeczne oczekiwanie na aktywną politykę publiczną odpowiadającą na bolączki społeczne. Z Leszkiem Balcerowiczem będzie to bardzo trudno zrealizować. Robert Biedroń stwierdził- „Rozmawialiśmy o finansach miasta o możliwości restrukturyzacji budżetu. Pan premier Balcerowicz jest ekspertem w tej dziedzinie i dlatego cieszę się, że chce nam pomóc”.

Czy głosując na Roberta Biedronia nie głosujemy czasem za powrotem neoliberalnej wizji rozwoju? Wizji, która wyklucza olbrzymie rzesze społeczeństwa i skazuje na degradację? Z PiS nie wygra się broniąc tylko demokracji i swobód obywatelskich. Do tego potrzebny jest zrównoważony rozwój, czyli coś, czego zabrakło przez wszystkie lata po 1989 roku. Państwo prawa to nie tylko wolne sądy, swobody obywatelskie, przestrzeganie Konstytucji. To również przestrzeganie zasady sprawiedliwości społecznej, którą gwarantuje nam obecna Konstytucja. Robert Biedroń to zatem wymarzony kandydat liberalnego centrum. Prezydent Słupska zapewniał, że Leszek Balcerowicz doradzać będzie za darmo. A podobno nie ma darmowych obiadów.



poprzedni komentarze