Glosa do klimatycznego Armagedonu
2019-07-09 14:12:55
Niemiecki filozof i kulturoznawca Peter Sloterdijk w jednej ze swych prac (>Kryształowy pałac<) napisał o Europejczykach, iż niebezpieczny podarunek Europy dany światu polega na tym, że to właśnie ona dostarczała kolejnych załóg niezbędnych do realizacji jej projektów kolonizacyjnych czy cywilizacyjnych, nie zanikł na skutek hamującego działania chrześcijańsko-mieszczańskiej tresury do posłuszeństwa. Ten stan rzeczy był (a może i jest po dziś dzień) podstawą świadomości, która utrzymywała się przez cały okres ekspansji. Świadomości w której także mieszczanom i chrześcijanom wolno było czynić wyjątki od własnych norm, o ile tylko pozwalały na to bądź wymagały tego okoliczności. I przyczyniały się do najszerzej pojętych zysków, korzyści, zdobyczy.

Wytępić całe to bydło
Tytuł książki szwedzkiego historyka
i dziennikarza Svena LINDQVISTA


Wszyscy jesteśmy Europejczykami. Ten okrzyk, to magiczne hasło niczym akt misteryjnych obrzędów brzmiało przed wyborami do PE niemal powszechnie. I jest nader często powtarzane przy każdej okazji, zwłaszcza w kontekście obecności Polski w UE. Ma być Unia czyli Europa, tęczowo-ultra liberalną z takimi paradygmatami jak wolność, demokracja, prawa człowieka lub narodowo-chrześcijańska, tradycyjna, wyłącznie strefą wolnego handlu. Jedynie szowiniści i nacjonaliści stronią od tego bon mottu: Europejczyk - choć i w ich przekazie znaleźć także można odnośniki do tego niepodważalnego zdawałoby się paradygmatu. Kultura chrześcijańska i związane z nią tzw. wartości, niczym mityczny Graal określać mają wyłącznie to co europejskie. Czyli cywilizowane, białe, patriarchalne, tradycjonalistyczne. Dziś to dotyczy także szczerych, liberalnych demokratów. Nad Wisłą i Odrą nie tyle chrześcijańsko-mieszczańska tresura, a raczej cień folwarku oraz pańszczyźniano-mesjanistycznych i patriarchalno-ziemiańskich rojeń kresowych mitów i legend o wielkiej Polsce sarmackiej niesionych na Wschód do azjatyckiej barbarii w postaci wiary i wartości typowych dla tamtej oligarchii magnacko-szlacheckiej stanowią to co pojmuje się za cloueuropejskości” .
Mit Europy, jej wizerunek jako uniwersalnego projektu polityczno-kulturowego, jego istota najpełniej się odczuwa podczas spoglądania na tron Karola Wielkiego w katedrze akwizgrańskiej. Były Prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean Claude Trichet zwrócił onegdaj uwagę na mistykę tego miejsca i drogowskaz dla współczesnych, euro-technokratycznych elit brukselsko-strasburskich odnośnie traktowania idei zjednoczonej Europy. Ale tron Karola Wielkiego symbolizujący imperium tego Franka przywołany przez Tricheta jest pojęciową, historyczną i polityczną manipulacją. Próba odbudowy Cesarstwa Rzymskiego podjęta przez tego króla (potem cesarza), namaszczonego przez papieża Leona III, w wersji chrześcijańsko-germańskiego Imperium w zachodniej części Europy i traktowanie jej dziś jako logo UE, a tym samym - uniwersalizmu, postępu i rozwoju ludzkości - jest co najmniej niestosowna. Po pierwsze – rzymskie wpływy to linia Dunaju i Renu. Tak wielu badaczy i myślicieli traktuje to co zwie się bezpośrednią latynizacją sensu stricte. Po drugie – imperium Karola wyszło podbojami i misją chrystianizacji poza Ren, podbijając brutalnie i eksterminując opornych w swych tradycjach pogańskich plemiona Germanów i Słowian zamieszkujących na wschód od tej rzeki. Chrystianizacja Europy zachodniej i powiązanie germańskich mitologii sławiących przemoc i kult siły z judeochrześcijańskim mesjanizmem i nawracaniem dała w dziejach Starego Kontynentu, a potem świata, opłakane i tragiczne efekty. Bronisław Łagowski celnie stwierdził, że chrześcijanie wyparli rzymskie, pogańskie wierzenia za pomocą i w imię najwznioślejszych zasad moralnych jakie ktokolwiek głosił. Trzeba dodać, że ci Europejczycy, biali chrześcijanie jako pierwsi w historii naszego gatunku podbój, agresję i niszczenie innych kultur podparli kultem miłosiernego Boga, religii miłości i szerzeniem ogólnoludzkiego uniwersalizmu. Ta kultura i jej wartości miały być (i po dziś dzień są tak prezentowane przez Europejczyków) najlepsze, najwznioślejsze oraz absolutnie uniwersalne.
W tej perspektywie to kim jest ów Europejczyk - do którego to pojęcia i związanego z nim systemu wartości wielu moich Rodaków tak ochoczo i bezrefleksyjnie chce się zapisać – decyduje parabola łącząca Akwizgran i Brukselę, gdzie przed Parlamentem Europejskim stoi …… pomnik króla Leopolda II. Tron Karola Wielkiego i pomnik bodajże chyba największego zbrodniarza epoki kolonialnej, czasów które pomnożyły niepomiernie dobrobyt „białych Europejczyków”, to jest w znacznym stopniu esencja tego co wypełnia pojęcia Europy i jej dokonań. Te czasy, poczynając od Karola Wielkiego przez krzyżowe wyprawy, kolonizację świata z ludobójstwem w Kongu Leopolda – na końcu tego procesu są dwie wojny światowe jakie Europa zafundowała ludzkości - jednocześnie zepchnęły resztę ziemskiej populacji w niebyt upodlenia, nędzy i poddaństwa. W których często ludność tych regionów tkwi po dziś dzień, a warunki w jakich żyją miliardy ludzi są echem kolonializmu, imperializmu Zachodu i eksploatacji w imię zysków, stanowiących clou gospodarki rynkowej.
I nawet Oświecenie, które w narracji jego twórców i filozofów-założycieli miało nieść wolność, swobody, godność i pełnię życia wszystkim ludziom, całej planecie zostało spacyfikowane przez ten europejsko-chrześcijański mesjanizm. Te idee i głoszone prawdy o wolności, godności człowieka od politycznej praktyki dzieliła i dzieli cieniutka granica. Najlepiej to widać na przykładach Tomasza Jeffersona i Jacquesa Billaud-Varenne’a („oświeceniowcy” z teorii i praktyki, a zarazem posiadacze niewolników).
W tej grożącej nam inwazji klimatycznych uciekinierów i emigrantów nie wolno zapominać o konsumpcji napędzającej model neoliberalnej gospodarki jaką preferują za pomocą mediów mainstream i „wielcy tego świata” od kilku dekad. Jej przyczyny również leżą w dekadach rabunkowej eksploatacji bogactw Ziemi przez „białego człowieka” kolonizującego pozaeuropejskie kultury i cywilizacje. I jeśli nie zmieni się podstawowy paradygmat kapitalistycznego gospodarowania – opisany przez Karola Marksa – gdzie naczelną zasadą pozostaje zawsze zysk (dziś to zysk natychmiastowy gdyż czekanie 50- 100 lat na efekty jest przejawem niezrozumienia „ducha czasów” narzuconych przez neoliberalne dogmaty) - nic nas nie uchroni przed zagładą. Historia Ziemi daje mnóstwo przykładów eliminacji tych gatunków, które nie były zdolne przystosować się do zmiennych warunków. Dzieje Majów, kilku kultur przed-inkaskich z Ameryki Łacińskiej, ludu Rapa Nui (Wyspa Wielkanocna), Mohendżo Daro z Indii itd. także o tym dobitnie zaświadczają. Homo sapiens wytępił u zarania swej ekspansji inne podgatunki ludzkie – neandertalczyka, homo floresiensis czy denisowian. „Biali ludzie” podczas kolonizowania innych kontynentów wytracił całkowicie m.in. Guanczów (W-y Kanaryjskie) czy lud Pallawah (Tasmania). Aborygenów w Australii czy Indian w Ameryce, Inuitów na Dalekiej Północy sprowadzili do ludzkiego „rodzaju endemicznego”. Dziś stajemy przed unicestwieniem siebie samych z racji niepohamowanej żądzy zysku, podboju oraz ciągłej, niepohamowanej ekspansji. Dochodzi do tego rozbuchana konsumpcja i żądza posiadania kolejnych coraz to bardziej wyrafinowanych dóbr przez nieliczną warstwę ludzi z tzw. elit. I permanentne pomnażanie mitycznego kapitału.
W 1994 r. ówczesny premier Kanady Stephen Harper kajając się przed obywatelami Kanady nie europejskiego pochodzenia, autentycznymi Amerykanami z urodzenia i tożsamości, miał powiedzieć: „Od końca XIX wieku do 1969 roku ponad 150 tys. dzieci odebrano rodzicom i umieszczono w przy-zakonnych sierocińcach gdzie poddawane były psychicznej i seksualnej przemocy”. W Australii, tej enklawie cywilizacji „białego człowieka” na Antypodach do owych praktyk dodawano przymusową sterylizację bądź kastracje dzieci aborygeńskich tak aby nie było przyrostu naturalnego wśród rdzennej ludności.
Wielu autorów wywodzi nazistowską hekatombę XX wieku właśnie z tych europejskich, imperialistycznych i post-judeochrześcijańskich wartości. Holocaust nie był anomalią obcą tej cywilizacji. Odwrotnie, takie fakty oraz wydarzenia są jej immanencją, a Holocaust stał się zwieńczeniem procesów zaczynających się pewnie „u tronu Karola Wielkiego”. Dziedzictwa i dokonania Karola oraz Leopolda zamykają klamrą określoną, sporą część europejskich białych tzw. wartości, tradycji, praktyk. Tu mieszczą się np. zdobycie Jerozolimy w 1099 r. przez pierwszą wyprawę krzyżową, rzeź Konstantynopola w 1204, Armagedon uczyniony autochtonom w Nowym Świecie zarówno przez katolików jak i protestantów, kolonizacja Azji, Australii czy Afryki, powstania Sipajów w Indiach czy Bokserów w Chinach, podbój dzisiejszej Namibii przez Niemców (pacyfikacja Namów i Herero przez wojska von Trothy) i dziesiątki, setki podobnych wydarzeń. Handel niewolnikami i te 20-30 mln (?) ludzi wywiezionych z Czarnego Lądu do Nowego Świata gdy do miejsca przeznaczenia docierała tylko 50-60 % tych nieszczęśników - to kolejne tragiczne epizody przyczyniające się do dewastacji i degradacji tych obszarów z których dziś nadejdą dziesiątki, a może i setki milionów, uchodźców i imigrantów. Proces ten zapewne wyglądał będzie podobnie jak inwazja plemion germańskich na Imperium Romanum poczynając od II wieku n.e. I trwał będzie pewnie równie długo przynosząc analogiczne, tragiczne często, skutki.
Na zakończenie takich rozważań warto jedynie przywołać fragment wystąpienia Bertranda Russella niedługo po tragedii w Hiroszimie i Nagasaki (wydźwięk tych słów jest uniwersalny i pozostaje cały czas niezwykle aktualnym): „Zwracamy się do was jako ludzie do ludzi. Pamiętajcie o swoim człowieczeństwie i zapomnijcie o wszystkim innym. Jeśli zdołacie - to otworzycie drogę ku nowemu społeczeństwu. Jeśli wam się to nie uda, staniecie wobec ryzyka powszechnej zagłady”.
I to jest też inna perspektywa na dramatyczny kryzys przed jakim stoją Europa i cywilizacja "białego człowieka". Czy Europejczyk podzieli los neandertalczyka, człowieka z jaskini Denisowa, potem – Guanczów i Celtów zależy już nie tylko od jego dobrych chęci, sążnistych projektów, niekończących się konferencji i medialnych sprawozdań podawanych w dramatycznym tonie. Muszą zmienić się od zaraz paradygmaty i całość organizacji naszego globalnego życia. I przede wszystkim – myślenia o takich rudymentach jak kapitał, zysk, wartość dodatkowa, konsumpcja, podatki, inwestycje itd.




poprzedni komentarze