Agnieszka Mrozik: Obywatelki-żołnierki

[2015-02-14 21:48:52]

To nie będzie recenzja porównawcza. Nie będzie, choć ilekroć wspominałam o niezwykłym odkryciu, jakim wydała mi się książka amerykańskiej badaczki Anny Krylovej Radzieckie kobiety w walce. Historia przemocy na froncie wschodnim (2010, wydanie polskie 2012), tylekroć słyszałam, że powinnam ją przeczytać równolegle z bardzo docenioną w Polsce publikacją białoruskiej pisarki Swietłany Aleksijewicz Wojna nie ma w sobie nic z kobiety (1985, wydanie polskie 2010) [1]. Powinnam zaś z uwagi na to, że obie publikacje łączy nie tylko podobny czas zaistnienia na polskim rynku wydawniczym, lecz także – przede wszystkim – temat: opowieść o kobietach walczących na froncie wschodnim w czasie II wojny światowej. Podobne jest też feministyczne ujęcie problemu: wrażliwość na doświadczenia kobiet, wsłuchanie się w ich głosy i otwartość na ich spojrzenie na wojnę.

Gdy szukałam śladów polskiej recepcji książki Krylovej, dość szybko zorientowałam się, że przeszła ona w Polsce właściwie bez echa, niczym kopciuszek została zepchnięta w cień swojej bardziej dostojnej siostry, książki Aleksijewicz – uhonorowanej Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus. Wpływ na to miało zapewne kilka czynników, takich jak: gatunek literacki i styl prowadzenia narracji (książka Aleksijewicz jest reportażem, zbiorem wywiadów z weterankami wojennymi, wypowiedzią silnie oddziałującą na emocje odbiorów, podczas gdy Radzieckie kobiety w walce to publikacja naukowa, zawierająca precyzyjny wywód, wymagająca innych kompetencji czytelniczych, większej świadomości metodologicznej); biografia autorki (Aleksijewicz to rosyjsko-białorusko-ukraińska pisarka i dziennikarka, często wypowiadająca się na tematy polityczne, nie zawsze w sposób odpowiadający białoruskim władzom; z kolei Krylova jest amerykańską historyczką, specjalizującą się w problematyce relacji między płciami w dwudziestowiecznej Rosji); historia publikacji (książkę Aleksijewicz otacza aura politycznego skandalu: gotowa w 1983 roku, z uwagi na „kontrowersyjne” treści nie była ogłaszana drukiem przez kolejne dwa lata; publikacja Krylovej nie obrosła podobną legendą); renoma wydawcy (książka Aleksijewicz ukazała się w wydawnictwie Czarne, mającym w ofercie jedną z najlepszych na polskim rynku serii reportażu, książkę Krylovej zaś wydała Replika, drukująca zarówno książki historyczne, jak i thrillery, poradniki, literaturę obyczajową czy powieści grozy); wreszcie takie zagadnienia techniczne, jak jakość przekładu, estetyka wydania czy szata graficzna. Ta ostatnia kwestia jest niezwykle ciekawa. O ile bowiem na oszczędnej, czarno-białej okładce książki Aleksijewicz widzimy młodą, ładną, uśmiechniętą kobietę z rozwianymi włosami, która odziana w schludny mundur stoi w otoczeniu zerkających na nią mężczyzn, o tyle brudnożółta okładka książki Krylovej przedstawia ukrytą w zaroślach osobę nieokreślonej płci, w charakterystycznej czapce-uszatce na głowie, dzierżącą w jednej ręce karabin snajperski, a drugą unoszącą w geście ni to powitania, ni to zakrywania twarzy. Wzrok odbiorcy przykuwa tu jednak coś innego: oto daleko za postacią z pierwszego planu rozpościera się wielki czerwony symbol sierpa i młota, wyłaniający się na horyzoncie niczym płonąca łuna pożaru. Jeśli dodamy do tego umieszczone na skrzydełkach okładki zapowiedzi innych książek wydawnictwa Replika – o Hitlerze, Adolfie Eichmannie oraz Irmie Grese, „okrutnej i pięknej funkcjonariuszce SS” – stanie się jasne, że książka Krylovej, w tytule której pojawiają się „radzieckie kobiety”, „walka”, „przemoc”, usytuowana została w określonym polu znaczeń: charakterystycznych dla polskiego dyskursu antykomunistycznego konotacji wszystkiego, co „wschodnie” z nazizmem, koszmarem, złem. W tym polu radzieckie kobiety, z bronią w ręku polujące na wroga, jawią się jako postacie na poły demoniczne, na poły – jako domyślnie wchodzące w męską przestrzeń wojennej przemocy – groteskowe.

Tymczasem lektura książki Anny Krylovej dość szybko pozwala się zorientować, że ambicją autorki jest rozsadzenie tak pojmowanego pola znaczeń. Radzieckie kobiety w walce to praca demaskatorska, rozprawiająca się z wieloma mitami, którymi obrosła problematyka wojenna, a konkretnie kwestia zaangażowania kobiet w działania zbrojne. Co to za mity? Po pierwsze przekonanie, że kobiety w wojsku, na wojnie, szczególnie w pierwszej linii, w okopach, wkraczają w męską przestrzeń, a zatem jeśli chcą w niej pozostać, jeśli chcą być traktowane poważnie, muszą przyjąć męską tożsamość i tym samym odrzucić kobiecość. Po drugie przeświadczenie, że kobiety powoływane są do wojska w drugiej kolejności, w sytuacji konieczności, gdy brakuje mężczyzn. Po trzecie pogląd, że kobiety w wojsku mogą wykonywać i wykonują wyłącznie „kobiece zadania”, czyli służą w oddziałach medycznych, w łączności, wywiadzie, administracji, zaopatrzeniu, gdyż nie nadają się do zabijania (z tym wiąże się z kolei pogląd, jakoby mężczyźni z zabijaniem nie mieli problemu). Wreszcie opinia, że mężczyźni nie tolerują kobiet w armii, strzegą płciowych podziałów na wojnie i robią wszystko, by pozbyć się żołnierek ze swojego otoczenia. Na przykładzie radzieckiego wojska, w którym w latach 1941–1945 służyło łącznie ponad 900 000 kobiet, z czego około 520 000 na stanowiskach bojowych na wszystkich odcinkach frontu wschodniego, Krylova analizuje fenomen masowego zaciągu młodych kobiet do armii, przygląda się zarówno ich żołnierskiej samoidentyfikacji, jak i reakcjom mężczyzn na fakt dzielenia pola walki z kobietami, bada role płciowe i międzypłciowe stosunki w wojsku, a także zastanawia się nad rolą państwa w procesie przeobrażania się „krajobrazów płciowych” w armii radzieckiej podczas II wojny światowej.

Kwestia tożsamości płciowej oraz identyfikacji żołnierskiej jest kluczowa w pracy Krylovej. Autorka pokazuje, że przyczyn masowego akcesu młodych kobiet do armii już latem 1941 roku należy upatrywać w wieloletniej przedwojennej socjalizacji radzieckiego społeczeństwa: jednakowym szkoleniu dziewcząt i chłopców w duchu gotowości do podejmowania aktywności militarnej, zaszczepianiu im takich samych marzeń i ambicji oscylujących wokół narodowego bohaterstwa, podsuwaniu tych samych wzorców osobowych – dzielnych żołnierzy-patriotów obojga płci. Nie znaczy to oczywiście, że dyskurs stalinowski, szczególnie drugiej połowy lat 30. XX wieku, był wolny od tradycyjnego myślenia o płci – dzielenia obowiązków wobec państwa na męskie (walka zbrojna) i kobiece (reprodukcja biologiczna narodu) – co ujawniło się szczególnie przy okazji debaty o zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 1936 roku. Jednak Krylova daleka jest od prostych polaryzacji, z którymi oswoiliśmy się przy okazji mówienia o początkach ZSRR, typu: kultura stalinowska lat 30. jako tradycyjna i represyjna płciowo była całkowitym przeciwieństwem, wręcz regresem względem emancypacyjnej kultury czasów rewolucyjnych i tuż porewolucyjnych. Autorka pokazuje raczej, że w kwestii polityki płci dyskurs stalinowski był mocno zróżnicowany czy nawet pęknięty: różne wzorce i ideały ról płciowych i relacji między płciami mieszały się w nim, nawzajem przenikały. O tym, do jakiego stopnia dyskurs ten nie był homogeniczny, świadczyć mają przeanalizowane przez badaczkę, krzyżujące się przekazy szkolne (w programach nauczania szkolenie paramilitarne dziewcząt jako przedmiot integracyjny, zbliżający je z chłopcami, było ważniejsze niż dystynktywne płciowo lekcje gospodarstwa domowego, w pewnym momencie wycofane ze szkół), medialne i popkulturowe (w 1934 roku na ekrany radzieckich kin wszedł film Czapajew, którego główna bohaterka, dzielna Anka-cekaemistka, zawładnęła masową wyobraźnią dziewcząt i chłopców; z kolei we wrześniu 1938 roku trzy młode lotniczki – Marina Raskowa, Polina Osipienko i Walentina Grizodubowa – odbyły lot z Moskwy na Daleki Wschód: pokonały dystans prawie 6000 kilometrów w nieco ponad dobę, czym ustanowiły nowy, spektakularny rekord kobiecy, ale przede wszystkim dowiodły, że kobiety nie są gorsze od mężczyzn w pilotowaniu samolotów), a także oficjalne wypowiedzi i decyzje władz, które nie precyzowały obowiązków kobiet i mężczyzn w obliczu zbliżającej się wojny, a dzięki posługiwaniu się płciowo niedookreśloną kategorią obywatela-żołnierza pozostawiały ją otwartą na dopowiedzenia zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Zdaniem Krylovej w dyskursie stalinowskim lat 30. było miejsce dla tożsamości płciowych nie tylko tradycyjnie męskich i kobiecych, lecz także wywrotowych, przekraczających granice płciowej normy. Lub inaczej – w projekcie stalinowskim kobiety i mężczyźni w zależności od okoliczności, w tym etapu życia, na którym się znaleźli, aktywowali różne tożsamości, dostosowywali je do własnych i zewnętrznych możliwości. Jako przykład badaczka podaje tożsamość macierzyńską, która po 1936 roku została oficjalnie dowartościowana w przekazie władz oraz mediów, a w życiu poszczególnych kobiet była każdorazowo aktualizowana i negocjowana, poddawana redefinicji, aż obrosła nowymi znaczeniami, zależnymi od sytuacji biograficznej kobiet. Przeanalizowane przez Krylovą listy młodych kobiet do redakcji czasopism prowadzących w 1936 roku ożywioną dyskusję na temat nowego prawa antyaborcyjnego świadczą o tym, że obywatelki ZSRR nie zgadzały się z uzasadnieniami esencjalizującymi kobiecość i sprowadzającymi ją do funkcji macierzyńskich – swoistej odpowiedzi na „prawa natury”, „zew ciała”, lecz optowały za macierzyństwem obywatelskim, a więc takim, które wymagało dostosowania do różnych zadań kobiecego życia: nauki, pracy, przyjemności itp.

W opinii Krylovej wychowanie pierwszego radzieckiego pokolenia kobiet i mężczyzn w kulturze, w której różne dyskursy płci i relacji płciowych krzyżowały się, zamiast dominować jedne nad drugimi, sprawił, że dużo łatwiej niż w innych armiach (badaczka podaje przykłady wojsk amerykańskich, brytyjskich i niemieckich) przedstawicielom obu płci przychodziło dzielenie pola bitwy, „wymienianie” się tożsamościami, tworzenie „alternatywnych przestrzeni bojowych”, gdzie żołnierze obojga płci walczyli ramię w ramię, gdzie wcale nierzadko kobiety dowodziły oddziałami złożonymi z samych mężczyzn, podobnie jak mężczyźni stali na czele bojowych formacji kobiecych. Autorka podkreśla, że to właśnie za sprawą dyskursów kładących nacisk na „nieopozycyjność binarnych ról płciowych” – równość i uniwersalizm zamiast fetyszyzacji różnicy płci – kobiety mogły dostrzec w sobie (a z czasem mogły być w ten sposób postrzegane) sprawne, świetnie wyszkolone, ambitne „jednostki bojowe”, zdolne do tworzenia „kolektywów bojowych”; mogły spojrzeć na wojsko jako na przestrzeń w zasięgu ich możliwości, a swoją w nim rolę rozumieć jako autonomiczną i podmiotową, nie zaś drugorzędną, zastępczą; mogły wreszcie zbudować własny obraz obywatelek-żołnierek, traktowanych przez państwo na równi z obywatelami-żołnierzami.

Krylova pokazuje wszakże, że pojawienie się kobiet w armii radzieckiej i ich włączenie się w zmechanizowaną, nowoczesną wojnę, włącznie z używaniem broni i zadawaniem przemocy (co jest niewątpliwie jednym z największych tabu, jeśli chodzi o udział kobiet w walce), wywołały szok i opór wielu mężczyzn, które przełożyły się na próby dyskredytowania żołnierek. Badaczka rekonstruuje praktyki dyskryminacyjne w armii radzieckiej, począwszy od seksistowskich żartów, poprzez utrudnianie kobietom dostępu do służby wojskowej, odbieranie im przydziałów do konkretnych jednostek, po odsyłanie „na tyły” w geście chronienia przed przemocą. Wskazuje jednak również na stopniowe przeobrażanie się nastrojów w armii – powstawanie „alternatywnych krajobrazów płciowych” z kobietami nie tylko w rolach towarzyszek broni, lecz także dowódczyń – na czym zaważyć miała wojskowa polityka władz radzieckich.

Z pracy Krylovej wynika, że państwo radzieckie poprzez swój nieoficjalny, ale niewątpliwy udział w mobilizacji i rekrutacji kobiet do armii, ich przeszkoleniu, przyznawaniu przydziałów bojowych i stopni wojskowych, wydawaniu decyzji o awansowaniu kobiet i odznaczaniu ich, a także tworzeniu atmosfery wsparcia dla kobiecych ambicji i docenienia ich postaw odegrało niezwykle ważną rolę w przeobrażeniu się płciowego krajobrazu wojska. Krylova zwraca uwagę, że była to przez dłuższy czas bardziej rola obserwatora niż aktywnego uczestnika tego procesu (zresztą, jak podkreśla, do końca wojny panowało publiczne milczenie na temat roli państwa w przebiegu rekrutacji i przeszkolenia militarnego kobiet), lecz mimo wszystko rola bez precedensu. To właśnie dzięki postawie władz radzieckich, które operowały w swoich wojennych przekazach różnymi językami na temat ról płciowych i relacji między płciami w społeczeństwie oraz prowadziły zróżnicowaną politykę płci w armii (na przykład organizowały szkolenia dla kobiet podejmujących nie tylko uchodzącą za kobiecą służbę medyczną, wywiadowczą, administracyjną, łącznościową, lecz także zdefiniowaną jako męska służbę w jednostkach bojowych, w tym tak specjalistycznych – wymagających stosownych umiejętności technicznych oraz predyspozycji psychologicznych – jak oddziały snajperów, minerów, czołgistów, lotników, spadochroniarzy, marynarzy, operatorów karabinów maszynowych), pozycja kobiet w radzieckich siłach zbrojnych była inna niż w wojskach aliantów czy w armii niemieckiej. Mimo podobieństwa pragnień, wyobrażeń i ambicji militarnych kobiet w różnych krajach europejskich i poza Europą, tylko kobiety radzieckie – właśnie dzięki nieoficjalnemu, a jednak namacalnemu wsparciu państwa, przejawiającemu się zarówno w sprawach proceduralnych (na przykład zrównaniu stopni wojskowych kobiet i mężczyzn), jak i bytowych (przykładem może być wydanie decyzji o produkcji kobiecych, czyli mniejszych, mundurów i obuwia) – zyskały w czasie II wojny światowej możliwość walki na równych z mężczyznami prawach.

W książce Krylovej wyczuwalne jest przeświadczenie o wyjątkowości doświadczenia wojny przez radzieckie kobiety. Wyjątkowa ma być przy tym nie tylko nieporównywalna z żadnym innym wojskiem skala zjawiska obecności kobiet w armii, w tym zwłaszcza kobiet walczących z bronią w ręku i dowodzących oddziałami, mająca wpływ na przeobrażenie „krajobrazu płciowego”, lecz także realizacja przez porewolucyjne pokolenie dziewcząt i chłopców tożsamościowych założeń komunizmu w zakresie wytworzenia „nowego radzieckiego człowieka”. Inaczej niż Swietłana Aleksijewicz, która poprzez akcentowanie różnicy płci wydobywa doświadczenia wojenne kobiet i esencjalizuje je dzięki podkreśleniu odmiennych niż u mężczyzn reakcji fizjologicznych i emocjonalnych, cielesnych oraz psychicznych, Anna Krylova skłania się raczej ku podejściu uniwersalistycznemu. Podczas gdy Aleksijewicz już w tytule swojej książki akcentuje dobitnie, że „wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, Krylova unika myślenia o płci w kategoriach opozycyjnych. Nie mówi zatem ani o tym, że „wojna to męska sprawa”, a kobiety wstępujące do wojska, „wdzierają się w męską przestrzeń”, „przejmują męską tożsamość”, „porzucają kobiecość” itd. Bliskie jest jej raczej myślenie o złożoności pola dyskursywnego, w którym poruszali się w czasie II wojny światowej radzieccy mężczyźni i kobiety, czerpiący z różnych słowników pojęciowych, wytwarzający na użytek chwili nowe kombinacje ról płciowych oraz relacji między płciami. Autorka omawia na przykład funkcjonowanie żeńskich pułków lotniczych sformowanych przez znaną z pobicia przedwojennego rekordu w lotach kobiet Marinę Raskową; innym razem analizuje początkowo napięte (bo akcentujące różnicę płci), a z czasem „znormalizowane” (równościowe) stosunki panujące w męskich oddziałach dowodzonych przez kobiety i odwrotnie – w żeńskich jednostkach bojowych kierowanych przez mężczyzn; podaje jednak również przykłady oddziałów, w których tradycyjne relacje płci stanowiły milczące założenie, nawet jeśli praktyka wojskowego życia odstawała od konwencjonalnych stosunków płciowych.

Wielość dyskursów płciowych i seksualnych w stalinowskiej Rosji przedwojennej i powojennej Krylova wyszukuje w oparciu o zróżnicowane źródła, z których korzysta w swej pracy. Są to materiały prasowe, rozporządzenia państwowe, statystyki, teksty (pop)kulturowe, ale też wypowiedzi samych kobiet: ich listy, autobiografie, wspomnienia; teksty pochodzące zarówno z okresu przed wojną, jak i późniejsze (autorka notuje, że między latami 60. i 80. XX wieku dokonał się prawdziwy boom pisarstwa wspomnieniowego weteranek wojennych; za część tego zjawiska uznaje także wywiady z żołnierkami przeprowadzone przez Aleksijewicz – w tym sensie praca białoruskiej dziennikarki jest dla niej jednym z wielu źródeł, przetwarzanych w szerszą opowieść o kobietach walczących na froncie wschodnim). Właśnie w związku ze źródłami pragnę jednak sformułować jedno z dwóch zastrzeżeń do pracy Krylovej. Otóż jej niezwykle wnikliwe analizy tekstów – otwarte na wielość zawartych w nich sensów, a przez to zdolne do nadawania im nowych znaczeń – nie zawsze są wrażliwe na kontekst ich powstania, a zatem także na ich – zmieniającą się pod wpływem owego kontekstu – poetykę, styl, konwencję wypowiedzi. Autorka pomija na przykład – niezwykle istotną dla myślenia o projekcie „nowego radzieckiego człowieka” – kwestię specyficznego decorum tekstów z epoki stalinowskiej (a nawet późniejszej): ich zanurzenie w etosie wielkości i dumy ze zwycięstwa, obecne w nich nuty heroiczne, kult braterstwa i wspólnoty zjednoczonej w patriotycznym wysiłku, a zatem gotowej wznieść się ponad podziały etniczne, klasowe, płciowe. Owa swoista nieuważność (brak wyczulenia?) na kwestie narracyjne i stylistyczne czy poetologiczne – zbyt rzadkie stawianie pytania o to, kto mówi, kiedy i w jaki sposób – sprawia, że autorka „kupuje” niekiedy pewne konstrukty i kreacje, bez refleksji nad momentem i celem ich powstania. Widać to szczególnie w tych miejscach, w których powoławszy się na głosy samych żołnierek przyjmuje z całym dobrodziejstwem ich deklaracje woli walki oraz dumy z uczestnictwa w walce na równi z mężczyznami, marginalizuje zaś aspekt krytyki wojny, który tak silnie wybrzmiał w przeprowadzonych przez Aleksijewicz wywiadach z weterankami w późnych latach 70. i wczesnych 80., a zatem wtedy, gdy o pewnych sprawach można już było opowiedzieć inaczej. Najprawdopodobniej obie autorki podporządkowały de facto wypowiedzi żołnierek swej tezie nadrzędnej: w przypadku Aleksijewicz jest nią przekonanie, że młyn wojny przemielił życie kobiet, a młyn stalinizmu (czy szerzej: komunizmu) przemielił ich pamięć, odciął od „rzeczywistych” (czytaj: kobiecych) doświadczeń za sprawą nałożenia na nie heroicznego sztafażu; z kolei Krylova (re)konstruuje radziecki kobiecy podmiot jako dumnie, bohatersko konstytuujący swą sprawczość w walce prowadzonej na równi z mężczyznami. Kto wie, być może pisarki doszłyby do innych wniosków lub przynajmniej skomplikowały obraz wyłaniający się z ich badań, gdyby zdecydowały się spojrzeć na wypowiedzi weteranek wojennych jako na pewien rodzaj kreacji publicznych, konstrukcji wytworzonych w konkretnych czasach, miejscach i momentach historii, nastawionych na realizację określonych celów?

Drugie zastrzeżenie do książki Krylovej dotyczy samego pola jej badań. Omawiająca udział radzieckich kobiet w walce przeciwko nazistowskiemu najeźdźcy autorka koncentruje się na jednym konkretnym typie żołnierek – kombatantek walczących w pierwszej linii, ramię w ramię z mężczyznami, które posługiwały się różnymi rodzajami nowoczesnej broni, okaleczały i zabijały. Z jednej strony jest to uzasadnione: badaczka, o czym już była mowa, stawia sobie za cel podważenie pewnych tabu czy zdemaskowanie mitów, którymi obrósł temat udziału szczególnie tych właśnie kobiet w wojnie. Z drugiej jednak strony za sprawą wyeksponowania wkładu kombatantek, przy pominięciu czy zmarginalizowaniu udziału innych kobiet czy może raczej innego udziału kobiet w walce: administracyjnego, medycznego, łącznościowego, wywiadowczego, aprowizacyjnego itd., Krylova, chcąc nie chcąc, odtwarza hierarchię ważności wojskowych zadań i obszarów walki. Nawet jeśli nie określa przestrzeni okopów mianem męskiej, a przestrzeni „tyłów” mianem kobiecej, poprzez wybór tematu badań i sposób prowadzenia narracji powiela tradycyjne myślenie o tym, co w czasie wojny liczy się przede wszystkim, co jest czy też ma być obiektem pragnień i ambicji żołnierzy obojga płci. Można zaryzykować stwierdzenie, że Krylovej udziela się „magia okopów” – fascynacja tymi obszarami, w których radzieckie kobiety były pionierkami, gdzie przełamywały kulturowe tabu, przekraczały kolejne granice. Bo to właśnie transgresja, nawet jeśli dokonywała się z przeszkodami, staje się świadectwem wspomnianej już wyjątkowości doświadczenia wojennego radzieckich kobiet czy radzieckiej armii w ogóle [2].

Niezależnie jednak od wspomnianych zastrzeżeń praca Krylovej stanowi fascynujący przyczynek do badań nad sytuacją kobiet na frontach II wojny światowej, a także analiz specyfiki stosunków płciowych w armii radzieckiej – źródeł i przejawów odmienności tych stosunków od układów panujących w wojskach mocarstw zachodnich. Autorka nie ogranicza się do zrekonstruowania procesu wytworzenia owej odmienności, ale wypracowuje narzędzia, które mogą posłużyć do dalszych badań nad dyskursami płci i seksualności – nad ich różnymi kombinacjami i krzyżówkami – prowadzącymi do rekonceptualizacji ról płciowych i relacji między płciami w wojsku czy szerzej – w społeczeństwie, a tym samym do przebudowania znaczeń zjawisk i procesów znanych i już, wydawałoby się, przebadanych.

W warunkach polskich narzędzia wypracowane przez Krylovą mogłyby pomóc zmierzyć się z tabu otaczającym w poprzednim ustroju i dzisiaj obecność kobiet w szeregach Armii Ludowej: przełamywać milczenie na ten temat, to znów przezwyciężać jego stereotypowe ujęcia. Przykładowo podjęta w PRL-u między innymi przez historyczkę Eleonorę Syzdek i towarzyszący jej zespół badaczy refleksja nad platerówkami, czyli sformowanym w czerwcu 1943 roku w Sielcach nad Oką I Samodzielnym Batalionem Kobiecym im. Emilii Plater, była specyficzna: oto przypomnieniu bohaterstwa kobiet walczących na froncie wschodnim towarzyszyło w badaniach historyków zacieranie wyjątkowości warunków powstania formacji i samej aktywności bojowej żołnierek (walka z bronią w ręku), co odbyło się w drodze wpisania wysiłku wojennego kobiet w dyskurs narodowy z jego konwencjonalnymi rolami płciowymi – mężczyzn-wojowników i kobiet-pomocnic [3]. Z kolei w PRL-owskiej kulturze popularnej groza odmienności doświadczenia platerówek oswajana była przez śmiech (komedia Rzeczpospolita babska z 1969 roku) bądź odwołania do stereotypów ról płciowych obecnych w języku potocznym (w piosence Platerówki, wykonanej przez zespół Primo Voto i Jolantę Szydłowską na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu ’85, żołnierki zostały nazwane „babami upartymi, co się do wojska pchały” i zachęcone do „rozejrzenia się za chłopakami”). Po 1989 roku z pamięci o platerówkach nie zostało nawet tyle. Jak wskazuje Joanna Kałużna, jeśli postaci żołnierek znad Oki w ogóle pojawiają się w polskiej zbiorowej pamięci, to usytuowane zostają w określonym polu znaczeniowym, którego ramy wyznacza dyskurs antykomunistyczny: jako kobiety zwerbowane do „wojska komunistycznego”, „wschodniego” platerówki łatwiej niż kobiety walczące w innych formacjach, na przykład w oddziałach Armii Krajowej, są posądzane o rozwiązłość, szukanie przygód, świadczenie usług seksualnych, alkoholizm itp.[4]

Być może więc właśnie dzięki narzędziom wypracowanym przez Annę Krylovą udałoby się raz jeszcze spojrzeć na „fenomen” platerówek w historii polskiej wojskowości czy szerzej – polskiego wysiłku wojennego i spróbować zobaczyć tę formację w innym niż dotychczas świetle: po to, by oddać jej honory, ale przede wszystkim, by zastanowić się nad tożsamością polskich kombatantek oraz „krajobrazem płciowym” polskiej armii, o którego przeobrażeniach zdecydował niewątpliwie kontekst polityczny. Ostatecznie przecież kobieca formacja bojowa, podobnie jak całe polskie wojsko na froncie wschodnim, powstała u boku Armii Czerwonej, z którą dzieliła nie tylko pole bitwy, lecz także reguły funkcjonowania, w tym w obszarze ról i relacji płciowych. Pytanie, do jakiego stopnia polska armia zachowała na tym polu narodową „specyfikę”, z jej konwencjonalnym porządkiem płci, a do jakiego stopnia przeobraziła się pod wpływem innych dyskursów płci i seksualności, wydaje się dobrym punktem wyjścia do nowych, fascynujących badań na tym mało znanym bądź po prostu zaniedbanym obszarze.

Anna Krylova, Radzieckie kobiety w walce. Historia przemocy na froncie wschodnim, przeł. Kamil Janicki, Replika, Zakrzewo 2012, ss. 423.


Przypisy:
[1] S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, przeł. J. Czech, Wołowiec 2010.
[2] Inaczej na obecność kobiet w wojsku i ich udział w walce patrzy Weronika Grzebalska. Analizująca zaangażowanie kobiet w powstanie warszawskie w 1944 roku autorka upomina się o uznanie różnych form kobiecej aktywności wojskowej i przyznanie im równorzędnego statusu. Nie wprowadza tym samym znaczącego rozróżnienia na aktywność bojową, czyli z bronią w ręku, i aktywność „pomocniczą”, unika podziałów na zadania i przestrzenie ważne (elitarne) i drugorzędne. Być może ułatwia to zadanie autorce fakt znikomej obecności kobiet w powstańczych jednostkach bojowych, w których udział „z założenia” zarezerwowany był dla mężczyzn. Grzebalska obnaża tradycjonalizm polskiego dyskursu narodowego, który zasadzał się na konwencjonalnych rolach płciowych i pilnie strzegł granic między nimi. Wskazuje też, że jeśli zdarzały się sytuacje, w których tradycyjny porządek płci był podważany, to działo się to w jednostkowych przypadkach, nigdy zaś systemowo. W. Grzebalska, Płeć powstania warszawskiego, Warszawa 2013.
[3] Zob. Platerówki. Wojenne i powojenne losy kobiet-żołnierzy I Samodzielnego Batalionu im. Emilii Plater, red. E. Syzdek, Wrocław 1988.
[4] Zob. J. Kałużna, „I Samodzielny Batalion Kobiecy im. Emilii Plater w kontekście polityki wobec przeszłości”, [w:] Gender jako determinanta w przestrzeni prywatnej i publicznej, red. I. Andruszkiewicz, A. Balczyńska- Kosman, J. Kałużna, E. Kania, Poznań 2012, s. 33-42.

Recenzja pochodzi z kwartalnika „Bez Dogmatu” 2014, nr 101-102

Agnieszka Mrozik


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Czerwoni Kosynierzy Gdyńscy 1939 - prawda czy mit?
Warszawa, Siedziba Stowarzyszenia Wolnego Słowa, ul. Marszałkowska 7
25 września (poniedziałek), godz. 17.30-20.30
Gender Studies IBL PAN - rekrutacja
Warszawa, ul. Nowy Świat 72
do 20.10.2017
Zapal Znicz Dla Kacpra
Katowice, Rynek
23 września (sobota), godz. 18.00-21.00
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

25 września:

1906 - Urodził się José Figueres Ferrer, polityk kostarykański. W latach 40-tych założył Partię Socjalemokratyczną, a następnie Partię Wyzwolenia Narodowego (PLN). W latach 1948-49, 1953-58 i 1970-74 prezydent Kostaryki.

1939 - Podczas nalotu lotnictwa niemieckiego na Warszawę zniszczony został dom przy ul. Wareckiej 7, siedziba CKW PPS, redakcji i drukarni "Robotnika".

1962 - Proklamowanie Algierskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

1981 - Sandra Day O'Connor jako pierwsza kobieta została wybrana sędzią Sądu Najwyższego USA.

1996 - W Irlandii zamknięto ostatnie azyle sióstr magdalenek.

2003 - Zmarł Edward Said, amerykański teoretyk postkolonializmu. Autor m.in. "Orientalizmu".

2005 - W wyborach do Sejmu PiS zdobyło 26,99% (155 mandatów), PO - 24,14% (133), Samoobrona - 11,41% (56), SLD - 11,31% (55).

2010 - We Wrocławiu odbył się II Marsz Równości, którego tematem przewodnim było poparcie dla związków partnerskich.


 
Lewica.pl na Facebooku