Tomasz Sosnowski: Krwawe żniwo mitu żydokomuny

[2016-04-10 23:31:47]

Tydzień po ataku Niemców na ZSRR, 29 VI 1941 roku Reinhard Heydrich szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy wysłał do dowódców podległych sobie Einsatzgruppen dalekopis przypominający wytyczne w sprawie tak zwanych akcji samooczyszczających, mające obowiązywać w początkowym okresie militarnej okupacji sowieckich terenów. Warto przytoczyć jego fragment, do niedawna nieznany polskim historykom:
„Nie należy stawiać przeszkód dążeniom do samoczyszczenia, występującym w antykomunistycznych i antyżydowskich kręgach na nowo zajętych obszarach. Przeciwnie należy je wywoływać, nie pozostawiając śladów, intensyfikować, jeśli to potrzebne oraz kierować na odpowiednie tory, w taki jednak sposób żeby miejscowe „koła samoobrony” nie mogły powoływać się na rozporządzenia, lub udzielone politycznie przyrzeczenia”.

Jakie było ideologiczne i emocjonalne tło pogromów, które polska ludność przeprowadziła swym żydowskim sąsiadom w wielu miasteczkach Podlasia w czerwcu i lipcu 1941? Tomasz Gross, w swym polskim wydaniu książki Sąsiedzi jedynie mimochodem nakreślił przyczyny pogromów w Jedwabnem i pobliskim Radziłowie. Wyjaśnia to historyk Mirosław Tryczyk w książce Miasta śmierci napisanej w oparciu o materiały 700 procesów karnych toczących się po wojnie, rekonstruując przyczyny i przebieg tragicznych wydarzeń.

Tereny Jedwabnego i okolic długo przed wojną cieszyły się wątpliwą sławą regionu, którego ludność zarażona była bakcylem nacjonalizmu i antysemityzmu. W zachodniej części województwa białostockiego miały miejsce pikiety, podczas których narodowcy bili osoby wychodzące ze sklepów żydowskich i niszczyli zakupione towary. Niejednokrotnie inspirowali je miejscowi księża, wśród których większość (wg raportu wojewody białostockiego z 1934 r.) sympatyzowała z endecją lub była członkami SN, wielu z nich często odmawiało pochówku socjalistom i komunistom. O skali sympatii jaką na tamtych terenach cieszyła się endecja, świadczy m.in. fakt, że w wyborach w 1937 r. w Jedwabnym i okolicach frekwencja wyniosła jedynie 10%, co było wynikiem ogłoszonego przez nacjonalistów, a wspieranego z ambon, bojkotu wyborów. Po wybuchu II wojny światowej tereny te znalazły się początkowo pod okupacją sowiecką. Miejscowi Żydzi byli oskarżani, zgodnie z rozpowszechnionym mitem żydokomuny, o sympatię do okupanta i donoszenie do NKWD. Autor książki Miasta śmierci dowodzi, że oskarżenia te były na ogół bezpodstawne, a Żydzi nie byli przez sowieckie władze faworyzowani.

Tryczyk podaje liczby aresztowanych przez NKWD w rejonie jedwabieńskim do czerwca 1940 roku. Na 37 tysięcy Polaków zamieszkujących rejon aresztowano 753, a z 1400 miejscowych Żydów aresztowi poddano 94, co stanowiło odpowiednio 2% miejscowej populacji Polaków i 6% populacji Żydów. Mimo to, mit żydokomuny okazał się trwały, a Żydów obwiniono między innymi o spowodowanie aresztowań mieszkańców Jedwabnego, które miały miejsce 19/20 czerwca 1941 roku.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej wojska hitlerowskie błyskawicznie, bo 23 czerwca, zajęły Jedwabne, pozostawiając tam jednak niewielki posterunek żandarmerii. Ukonstytuowały się, jak w innych miasteczkach regionu, polskie władze cywilne i polska milicja, a ich istnienie Niemcy tolerowali do późnej jesieni 1941 roku. Od razu też zaczęły się pierwsze samosądy na Żydach i domniemanych komunistach. Ludność żydowską polska milicja zmuszała ponadto do wykonywania poniżających prac - pielenia rynku łyżkami i czyszczenia wychodków gołymi rękoma.

8 lipca 1940 roku gestapowcy zainicjowali rozmowy z zarządem miasta, prawdopodobnie polecając mu przystąpienie do eksterminacji Żydów. Wedle zeznań świadków, Niemcy zażądali, by oszczędzić rzemieślników fachowców, jednak obecny na miejscu Bronisław Sz., stolarz, zaprotestował mówiąc, że Polacy mają wystarczająco dużo własnych rzemieślników. Jednocześnie Niemcy odmówili wydania Polakom broni, w związku z czym uczestnicy pogromu posługiwali się pałkami, szpadlami, siekierami, a także kilkoma zdobytymi przy rozbrajaniu Rosjan karabinami.

W wyniku ustaleń z gestapo, burmistrz Marian K. polecił chętnym mieszkańcom Jedwabnego, których stawiło się kilkudziesięciu, by uczestniczyli w zaganianiu Żydów na rynek. Tam do 10 lipca głodzono ich i bito, każąc nosić pomnik Lenina, śpiewać „Przez nas wojna, za nas wojna” oraz „Hitler złoty, dał Żydom roboty”. 75 najmłodszych i najsilniejszych Żydów zakatowano nad wykopanym przez nich zbiorowym grobem. Pozostałych uformowano w pochód pod wodzą sędziwego rabina każąc mu nieść czerwoną szmatę i zagnano do stodoły gdzie zostali spaleni żywcem. W tym samym czasie pozostała ludność miasteczka grasowała po żydowskich mieszkaniach, szukając chorych i ukrywających się jeszcze Żydów.

Oto zeznania ocalałego Szmula W.:
„Potem stodoła została oblana benzyną i podpalona, po czym poszli bandyci po żydowskich mieszkaniach szukając pozostałych chorych i dzieci. Znalezionych chorych sami zanieśli do stodoły, a dzieci wiązali po kilka za nóżki, i przytaszczali na plecach, kładli na widły i rzucali na żarzące się węgle. Po pożarze z jeszcze nierozpadłych ciał wybijali siekierami złote zęby z ust”.

W pogromie i rabowaniu dobytku żydowskiego dobrowolnie uczestniczyli także mieszkańcy Radziłowa, Wąsosza, Szczuczyna i innych okolicznych miejscowości, gdzie pogromy dokonały się już wcześniej. Z 1600 osób narodowości żydowskiej zamieszkałych przed wojną w Jedwabnem, pogrom przeżyło jedynie około 200.

Wedle podobnego scenariusza odbył się pogrom w Radziłowie, miasteczku oddalonym kilkanaście kilometrów od Jedwabnego. Tam już 25 VI 1941 r. zjawiła się na posterunku żandarmerii delegacja Polaków pytając czy grozi kara za zabicie Żyda. „Niemcy odpowiedzieli, że Żydów nie chroni żadne prawo i można czynić z nimi co się podoba”.

Jak pisze w oparciu o zeznania świadków Tryczyk, „polscy sąsiedzi przychodzili nocami, włamywali się do wybranych wcześniej mieszkań żydowskich, wyciągali mężczyzn na dwór i katowali tak długo, aż ich zabili (…). Dopiero wtedy następował atak na ich dom, rabunek, pobicie rodziny i dzieci, często połączone ze zgwałceniem młodych Żydówek (…). Najgłośniejszego tego rodzaju ataku w Radziłowie dopuścił się miejscowy milicjant Ludwik K., który w biały dzień wywlókł na ulicę matkę i córkę z rodziny B i po kolei je zgwałcił a następnie zamordował uderzeniami kolby karabinu”.

Co ciekawe, za dnia polscy sąsiedzi zachowywali się poprawnie. Upadek porządku publicznego i puszczanie hamulców moralnych następowało powoli. I tak na przykład felczer M. członek zarządu miasta opatrywał Żydów, podczas gdy jego syn uczestniczył w aktach samosądów.

W Radziłowie pogrom, zarządzony na rozkaz miejscowego polskiego zarządu miasta, dowodzony przez milicjantów, wcześniejszych uczestników antysowieckiej partyzantki, zaczął się 7 lipca i trwał przez 3 dni. W tym czasie oddział gestapo, który wcześniej pojawił się w mieście, był nieobecny. Tutaj też poprowadzono Żydów na rynek, a następnie do znajdującej się nieopodal stodoły. Pochód prowadził miejscowy ksiądz Dołęgowski, z krzyżem. Podobnie jak w Jedwabnem całe wydarzenie było dokumentowane przez Niemców za pomocą aparatów fotograficznych.

Jak zeznał po wojnie Antoni O.:
„Wzdłuż domu mieszkalnego siostry mojej matki wykopany był rów. Tam mężczyźni stawiali dzieci żydowskie w wieku od 6 do 10 lat. Jak dziecko było starsze wpędzano je razem z dorosłymi do stodoły. Dzieci ustawiano po 10 koło siebie i mój wuj Władysław D, który miał jako jedyny karabin - strzelał w pierwszego. Pociski przez przejściu przez ciało pierwszego dziecka, zabijało następnego. Mówili, że szkoda kulek na Żydów”. Metodę tę nazywano na „dziesiątaka”: „Skutek był taki, że wiele tych postrzałów nie było śmiertelnych i wiele dzieci Polacy pochowali żywcem. Zabijano w ten sposób i dorosłych.” W masakrze zginęło 800 osób. Po 3 dniach Niemcy przybyli do Radziłowa, zakazali dalszych mordów, a spod trupów wydostali żywego żydowskiego chłopca, którego odesłano do getta w Łomży. Wielu sprawców radziłowskiej masakry działało później w NSZ czy Armii Krajowej Obywatelskiej, dokonując antysemickich aktów zbrodni, a po wojnie walcząc w antykomunistycznym podziemiu.

Oto opis z Radziłowa:
„Sz. i jego siedmioletniego syna zastrzelił w łóżku jego furman. Następnie oba ciała pogrzebał w dole ze skrzyniami na śmieci koło jego mieszkania. Starą, chorą matkę, mordercy wyciągnęli z łóżka położyli na otwartym wozie i mocno popędzili konia. W szybkim biegi spadła spod koła, o które zaczepiła się jej koszula nocna i wlokła się po kamiennym bruku. Kiedy przyniesiono ją z masakry zostały po niej zakrwawione nogi”.

W Wąsoszu, masakra wedle tego samego scenariusza łącznie ze spaleniem części ofiar w stodole, rozegrała się 5 lipca 1941 r. Zeznanie Menachema F.: „5 lipca 1941 obstawiła polska policja miasteczko Wąsosz (pow. grajewski) Chuligani miejscowi mordowali w domu i poza domem, kobiety gwałcili, ucinali piersi, małe dzieci rozbijali o mur, zabito też żony komandirów sowieckich (…) trupom obcinano palce ze złotymi pierścieniami, ze szczęk wyrywano złote zęby, gdy w domu zastali rodziców i dzieci to najpierw mordowali dzieci (…) Pogrom trwał 3 dni. Tyle czasu dali im Niemcy na mord i grabież. Zginęło około 1200 Żydów, przeżyło 15”. Zeznanie Stanisława D. mieszkańca Wąsosza uczestniczącego w zaganianiu Żydów do okopów przeciwczołgowych, gdzie mieli zostać zamordowani: „Widziałem naocznie jak J. Antoni kazał się wszystkim Żydom kłaść na ziemi, przy czym jedna osoba kładła się głową w jedną stronę, a druga w przeciwną. Następnie J. Antoni bił po głowach tych ludzi posiadanym narzędziem. Była to sprężyna, na końcu której miał odważnik wagowy. Czy wszystkich uderzył chociaż po razu, w to wątpię, bo robił to błyskawicznie, a następnie krzyknął do stojących opodal ludzi: Kurwa go mać, zasypywać”. Zofia L, Polka, tak precyzuje sposób działania zbrodniarzy z Wąsosza: „Kazali się układać ludziom na wznak, przykładali łopaty do gardeł i wbijali nogami. I już człowieka nie było”.

W swej książce Tryczyk wymienia jeszcze inne miejscowości na Podlasiu, gdzie dokonywały się podobne dobrze udokumentowane zbrodnie, które zamiast pogromami, z uwagi na ich zorganizowany charakter należałoby nazwać chyba zbrodniami ludobójstwa. Są to Szczuczyn, gdzie inicjatorem zbrodni był agent gestapo Mieczysław K., stojący na czele samozwańczego sądu „antykomunistycznej trójki” złożonej z siebie i dwóch miejscowych narodowców, a gdzie mordowano między innymi zaostrzonymi brzozowymi kołkami. Jest to Goniądz, gdzie na czele komitetu antykomunistycznego stał folksdojcz Bernard K. Tam Żydów mordowano sztyletami, bagnetami i kijami, wyciągając ich domów, a systematyczne mordy trwały od połowy lipca do połowy września 1941 roku.

Wszędzie, gdzie dokonywano masowych mordów – w Rajgrodzie, Kolnie, Suchowoli, Brańsku, Jasionówce - powtarza się ten sam schemat: mordów dokonywano z antykomunistycznymi hasłami na ustach, pod formalną nieobecność niemieckich władz, lub przy ich bezczynności. W miejscowościach takich jak Szczuczyn, czy Brańsk, gdzie utworzono getta Polacy uczestniczyli w systematycznych mordach Żydów w zasadzie przez całą okupację, między innymi służąc w szeregach tzw. Hilfspolizei.

Co szokujące, po wojnie władze niezwykle łagodnie obchodziły się ze zbrodniarzami. Przestępcy sądzeni na podstawie tak zwanego dekretu sierpniowego, wydanego w 1944 r. przez PKWN nie byli skazywani za zabójstwo, jeśli uczestniczyli jedynie w zadenuncjowaniu lub ujęciu i doprowadzeniu Żyda.

I tak Bernard K. inicjator wydarzeń w Goniądzu, gdzie zamordowano przynajmniej 180 Żydów został wyrokiem z 3 lutego 1949 r. skazany na 5 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw publicznych.

Antoni L, nauczyciel z Rajgrodu, na którego rozkaz zabito ponad 100 Żydów, przedwojenny członek Stronnictwa Narodowego, przewodniczący samozwańczego polskiego samorządu zwanego Komitetem Wyniszczenia Komunizmu wyrokiem sądu z 7 maja 1958 roku został uniewinniony.

Dlaczego tak się stało?

Wielu ze tych sprawców po wojnie było członkami PPR i PZPR. Przede wszystkim jednak władze komunistyczne troszcząc się o swoją popularność wśród miejscowej ludności starały się zatuszować zbrodnie dokonane przez polskie milicje w czerwcu i lipcu 1941 roku. Często manipulowano świadkami, starając się ich skłonić do zmiany zeznań i przypisania zbrodni Niemcom.

Dopiero dziś, prawda o polskich zbrodniach tamtego okresu, często paradoksalnie dzięki prokuratorom IPN-u, wychodzi na jaw.

Zbrodnie te, powinny skłonić nas do refleksji nad historią polskiego nacjonalizmu, którego propaganda zebrała w czasie wojny tragiczne żniwo. Główny ideolog polskiego nacjonalizmu Roman Dmowski nie widział, przypomnijmy, sprzeczności między tradycją katolicką a szowinistycznym, wzywającym do odizolowania Żydów w gettach i odebrania im praw obywatelskim, antysemityzmem. W 1935 roku pełen podziwu dla „narodowej rewolucji” w Niemczech napisał o niesławnych ustawach norymberskich: „Takie prawodawstwo jest wzorowane na prawodawstwie epoki, która miała najmądrzejszą politykę w stosunku do żydów, na średniowieczu i nauce Kościoła Katolickiego”.

Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Warszawa, Wydawnictwo RM, 2015.

Recenzja ukazała się na stronie http://przeglad-socjalistyczny.pl.

Tomasz Sosnowski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Chcemy WETA
Warszawa, Pałac Prezydencki, Krakowskie Przedmieście
22 lipca (sobota), godz. 18.00
"Bez Dogmatu" - zaproszenie do współtworzenia pisma
do 15 sierpnia
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

28 lipca:

1794 - W wyniku przewrotu 9 thermidora został zgilotynowany Maksymilian Robespierre, przywódca jakobinów.

1914 - Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii; początek I wojny światowej.

1921 - Sekretarz generalny CKW PPS Jerzy Sochacki zrezygnował z funkcji, nie godząc się ze zmianą stanowiska kierownictwa PPS wobec wojny z Rosją Radziecką.

1942 - W Warszawie aresztowany został przewodniczący KC Polskich Socjalistów, H. Wachowicz. Jego funkcję objął W. Markowski.

1944 - W lasach gościeradowskich zginęła w walce z hitlerowcami Wacława Marek, włókienniczka, działaczka KPP, sekretarz 5 Okręgu PPR.

1954 - Urodził się Hugo Chavez, prezydent Wenezueli, przywódca rewolucji boliwariańskiej.

1957 - Powstała Międzynarodówka Sytuacjonistyczna, inspirowana pismami Guy Deborda.

1990 - Powstała Solidarność Pracy z Ryszardem Bugajem i Karolem Modzelewskim. W czerwcu 1992 przekształciła się w Unię Pracy.

2005 - IRA ogłosiła zakończenie walki zbrojnej.


 
Lewica.pl na Facebooku