Przemysław Wielgosz: Przyszłość w czterech smakach

[2018-11-18 20:35:21]

Peter Frase postanowił zaryzykować. Wszedł na pole, z którego wszelka myśl krytyczna, i nie tylko ona, została dawno wygnana lub sama zeń zrejterowała. Napisał książkę o przyszłości i to od razu w czterech wariantach.

Od czasów ostatniej epoki marzeń o radykalnym przekształceniu stosunków społecznych i budowie lepszej przyszłości upłynęło ładnych kilka dekad. Ówczesne wybieganie ku temu co będzie, lub może czekać, unosiło się ona na falach, antyfaszyzmu, destalinizacji, dekolonizacji i rewolucji 1968 r. Sytuacja zmieniła się w latach 80. i 90. minionego wieku, gdy sojusz neoliberałów, neokonserwatystów i postmodernistów skutecznie obrzydzał nam wszelką myśl o tym co będzie i być może, piętnując ją jako nieuchronnie totalitarną lub – w wersji postmodernistycznej – totalizującą, co jednak w praktyce na jedno wychodzi. W konsekwencji żyjemy dziś w epoce, w której projekty polityczne szukają uprawomocnienia nie w możliwej do osiągnięcia przyszłości, ale w dawno minionej przeszłości. Ma to swoje konsekwencje praktyczne. Fetyszyzowana przeszłość może nam zaoferować co najwyżej fatalistyczną wizję losu zbiorowości, w której zamyka się teraźniejszość, utrącając rysujące się w jej obrębie alternatywy polityczne czy ekonomiczne. Dopóki pozostają zwróceni plecami do przyszłości, ci którzy chcieliby się wyrwać z ciasnych ram istniejącego status quo znajdują się na pozycjach z góry przegranych. Widać to dobrze dziś, gdy w obliczu głębokiego kryzysu kapitalizmu, lewica, która doskonale sobie radzi w stawianiu diagnoz na temat genezy i charakteru globalnego załamania, zarazem nie jest w stanie zaproponować żadnej pozytywnej alternatywy.

Nic zatem dziwnego, że książka Frase’a oferująca wizję nie jednej, ale aż czterech przyszłości stała się wielkim sukcesem. Całkiem zresztą zasłużenie. Autorowi udało się bowiem przywrócić lewicowemu dyskursowi utopijne rysy, których tak bardzo mu ostatnio brakowało. Nie oznacza to wszakże, że Cztery przyszłości oferują domknięte obrazy lepszego świata w stylu socjalizmu utopijnego, z którego tak bezlitośnie dworował Karol Marks. Frase jest w istocie bliższy temu ostatniemu niż Fourierowi czy Owenowi. Jego celem było zarysowanie możliwych scenariuszy przebiegu najbliższych dekad, i uchwycenie warunków koniecznych sprzyjających ruchowi pogrążonego w kryzysie świata kapitalistycznego w tę, czy inną stronę. Zamiast snucia fantazji na temat tego jak być powinno, Frase stara się odpowiedzieć na pytanie jak do tego dojść startując z teraźniejszości. I choć udało mu się tylko częściowo, bo np. wśród uwzględnionych parametrów projektowanych wersji przyszłości zupełnie pomija kwestie geopolityczne, to i tak jego książka w pełni zasługuje na miano lektur obowiązkowych.

Według redaktora pisma "Jacobin" stoimy na rozstaju dróg. W takim momencie, który socjolog Immanuel Wallerstein nazywa bifurkacją, rzeczywistość społeczna wypada z dotychczasowych ram i wydaje się bardziej wrażliwa na oddziaływanie woli politycznej. Innymi słowy, to w którą stronę potoczy się historia w większym stopniu zależy od nas (czyli ewolucji układu sił społecznych). Wbrew temu co sugeruje podtytuł (Wizje świata po kapitalizmie) nie mamy co liczyć na to, że historia sama odeśle system, panujący kosztem zaspokajania społecznych potrzeb, na śmietnik. Kapitalizm jaki znamy ma według Frase’a aż dwie opcje – może zatem pójść w stronę rentyzmu lub eksterminizmu. Obie raczej mało zachęcające, na szczęście nie jesteśmy na nie skazani, albowiem ten sam zestaw uwarunkowań może, przy sprzyjających wiatrach, doprowadzić nas do socjalizmu lub komunizmu.

Więcej czy mniej kapitalizmu?


Frase zarysowuje kształt każdej z opcji. I tak rentyzm, czyli hierarchia i dostatek, to z grubsza kontynuacja neoliberalnego kapitalizmu z finansową dominantą jaki znamy od czterech dekad. Ogólne zarysy tego porządku można wywieść z dotychczasowej historii finansjeryzacji, oraz tego co na temat przyszłości światowej gospodarki mają do powiedzenia gremia w stylu G8, Davos, decydentów Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Komisji Europejskiej. Zorganizowany tak kapitalizm będzie w stanie zapewnić dostatek dóbr, ale za sprawą klasowych ograniczeń demokracji i odwróconej redystrybucji właściwych neoliberalizmowi, dotyczyłby on jedynie elity finansowej, natomiast reszcie społeczeństw przypada zadłużenie (a także konsumpcja na kredyt) i niestabilne miejsce w hierarchii z tendencją do osuwania się ku jej dołowi.

O ile rentyzm nie oferuje zbyt wiele tym, którzy nie załapują się do górnych 1-5%, to druga z rysujących się na horyzoncie możliwości dalszego trwania kapitalizmu – eksterminizm – może budzić co najwyżej przerażenie. Sprowadza się ona do połączenia hierarchii z niedostatkiem, co w praktyce oznacza jeszcze więcej bogactwa dla bogatych i reżim społecznego apartheidu trzymający skutecznie w ryzach resztę populacji. Także i w tym wypadku zarysy porządku eksterministycznego możemy już sobie wyobrazić na podstawie sytuacji panującej w wielu regionach świata – na granicach UE, gdzie agencja Frontex po społu z dyktaturą turecką topi uchodźców w Morzu Śródziemnym, w głodzonej i oblężonej Stefie Gazy, w bantustanach Zachodniego Brzegu Jordanu, w chińskich strefach przemysłowych, w rozpadających się na bogate enklawy i ludowe getta miastach Afryki, Azji i Ameryki Południowej, gdzie demokrację politykę wyparła polityka bezpieczeństwa, a biedotą zarządza się przy pomocy specjalnych jednostek wojska i policji. Triumfujący eksterminizm zaostrzy i upowszechni te zjawiska upodabniając nasz świat do wizji z filmu Elizjum (choć sam autor, raczej nietrafnie, przywołuje tu Mad Maxa).

Frase przekonuje, że nawet w obecnych warunkach nie jesteśmy skazani na powyższe opcje. O ile nie chcemy dalej brnąć w rentyzm albo w otwarte barbarzyństwo eksterminizmu mamy szanse na dwie drogi ku postkapitalizmowi. Pierwsza, czyli komunizm, nazywany też przez autora światem Star Treka, oferuje dostatek połączony z równością. Druga, socjalizm, to równość i niedostatek. Warunkiem komunizmu jest tu uspołecznienie owoców rozwoju technicznego i możliwość rozwoju takich technologii, które będą służyły demokratyzacji zarządzania gospodarką i procesami politycznymi. Autor ułatwia sobie nieco zadanie w zasadzie pomijając kwestię władzy klasowej, czyli podmiotów i strategii mających doprowadzić do systemowej transformacji ku komunizmowi (a także socjalizmowi). Skupia się na wdzięczniejszym poletku zmian technologicznych, szczególnie zaś na robotyzacji, która miałaby wreszcie uwolnić nas od pracy jednocześnie zapewniając dostatek dóbr. Pomijając kwestię układu sił społecznych, wizja ta ma dwa istotne słabe punkty. Pierwszy to próba wyprowadzenia komunizmu, a zatem zmiany systemowej, z dochodu podstawowego, będącego zaledwie jedną z burżuazyjnych polityk społecznych. Druga, to całkowite pominięcie konsekwencji kryzysu klimatycznego.

Frase uwzględnia zmieniający się klimat w swoim opisie alternatywy socjalistycznej, która w istocie stanowi nie tyle utopijny postulat, co egalitarną odpowiedź na odczuwalne już konsekwencje globalnego ocieplenia. Socjalistyczny niedostatek, nie jest u Frase’a wynikiem strukturalnych słabości tego projektu, ale skutkiem warunków pozostawionych mu w spadku przez ustępujący pola kapitalizm: pustynnienia ziem uprawnych, deficytów wody, wyczerpania zasobów naturalnych, konieczności transformacji energetycznej oraz porzucenia konsumpcyjnego stylu życia.

Klimat zmienia (prawie) wszystko

Autor Czterech przyszłości zestawia komunizm z rentyzmem, a socjalizm z eksterminizmem. Sugeruje tym, że w przypadku korzystniejszej ewolucji sytuacji, gdy np. kryzys klimatyczny jakimś cudem nie uderzy z siłą większą od tej jaką już możemy obserwować, będziemy wybierali między rentyzmem a komunizmem – dwiema możliwościami zarządzania dostatkiem. Jeżeli jednak sprawy potoczą się gorzej, czekają nas reżimy zarządzania niedoborami – eksterministyczny lub socjalistyczny. To dość przekonujące, ale całkiem możliwe, że Frase ulega tu zbyt wielkiemu optymizmowi, bo wiele wskazuje na to, że obie pary trzeba będzie połączyć.

Jeżeli uwzględnimy nowe ramy, które ewolucjom stosunków społecznych narzuca kryzys klimatyczny możemy zaryzykować twierdzenie, że zwycięstwo rentyzmu, w dalszej perspektywie (po zderzeniu z rzeczywistością determinowaną przez zmiany klimatu) prowadzi do eksterminizmu, a komunizm, na tej samej zasadzie, do socjalizmu. Wówczas okazuje się, że zamiast czterech, czekają nas tylko dwie przyszłości. Dokładnie tak, jak to sformułowała Róża Luksemburg ponad sto lat temu, mamy do wyboru socjalizm albo barbarzyństwo.

Czy oznacza to, że nakreślone przez Frase’a ramy przyszłości są naiwnie optymistyczne? Niekoniecznie. Historia, do której warto sięgać szczególnie, gdy chce się myśleć i mówić o przyszłości, pokazuje, że nawet bardzo trudne uwarunkowania społeczne (ekonomiczne i polityczne) i środowiskowe (ubóstwo żywnościowe) nie muszą zamykać drogi do zmian łączących egalitaryzm z dostatkiem dóbr. Tak stało się na przykład w połowie XX wieku w Skandynawii. Nie sposób też pominąć fakt, że wiele podobnych projektów, łączących, demokratyzację, redystrybucję i polityki ekonomiczne z planami wykorzystania nowych technologii zakończyło się klęską w wyniku nieobecnych u Frase’a uwarunkowań geopolitycznych (Czechosłowacja 1968, Chile 1970-73). Aby z podobnych doświadczeń wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość trzeba jednak wizję Frase’a uzupełnić o kluczowy element, czyli teorię przejścia, która wskazałaby jakie zbiorowe aspiracje i dążenia, jakie dynamiki konfliktu klasowego i jakie konkretne grupy dysponują dziś możliwością popchnięcia świata w stronę dostatniego egalitaryzmu. Cztery przyszłości takiej analizy nie dają, ale ich lektura z pewnością przekonuje o jej konieczności.

Peter Frase, Cztery przyszłości. Wizje świata po kapitalizmie, tłum. Maciej Szlinder, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2018, s. 131.

Przemysław Wielgosz


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

PROTESTY ŻÓŁTYCH KAMIZELEK WSTRZĄSAJĄ FRANCJĄ - CO SIĘ DZIEJE?
Warszawa, ul. Długa 29, I piętro, sala 107
12 grudnia (środa), godz. 18.30
PPS dlaczego się nie udało, kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

12 grudnia:

1841 - W Londynie powstała Gromada Praga Ludu Polskiego. Nazwa nawiązywała do rzezi Pragi w powstaniu kościuszkowskim. Organizacja w swym programie głosiła rewolucję agrarną oraz łączyla socjalizm z chrześcijaństwem.

1886 - Urodził się Adam Pragier, ekonomista, działacz socjalistyczny, poseł PPS, za rządów sanacji więzień twierdzy brzeskiej.

1890 - W Berlinie powstało Towarzystwo Socjalistów Polskich.

1916 - Zmarła Helena Patursson, pisarka pochodząca z Wysp Owczych, feministka.

1925 - Położono kamień węgielny pod budowę pierwszej kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

1946 - Francja: Na czele mniejszościowego rządu złożonego z samych socjalistów stanął Leon Blum.

1947 - Palestyna: Żydowska organizacja terrorystyczna Irgun przeprowadziła zamachy bombowe na autobusy w Hajfie i Ramli. Zginęło 27 osób, a 30 zostało rannych.

1969 - Włochy: 17 osób zginęło, a 88 zostało rannych w wyniku wybuchu bomby podłożonej przez neofaszystów w Mediolanie.

2015 - Arabia Saudyjska: Po raz pierwszy kobiety wzięły udział w wyborach samorządowych.


 
Lewica.pl na Facebooku