Ewa Majewska: Ponowoczesna kontrola w społeczeństwie obrazu

[2009-12-13 15:20:57]

Na marginesie wystawy Jacqueline Livingston



"Lecz i on, i jego pokolenie pisarzy odznacza się odwagą, której brak odczuwa się obecnie. Czy jest to wina wydawców, którymi rządzą księgowi, czy też pisarze nie potrafią wejrzeć w siebie, dość, że moje pokolenie dąży przede wszystkim do tego, by zyskać poklask tłumów i odnieść sukces - ze szkodą dla swobody mówienia prawdy"
E. Jong (o Henrym Millerze) w: "Diabeł na wolności", Książka i wiedza, 1996, s. 37.

Sztuka - jak twierdził H. G. Gadamer, filozof politycznie dość odległy od moich zainteresowań, niemniej czasem niezwykle precyzyjny - powinna "dawać do myślenia". Abstrahując od ściśle klasowego wydźwięku tej tezy, myślę, że możemy ją zupełnie serio powtórzyć w kontekście ekspozycji Jacqueline Livingston zaprezentowanej wiosną b.r. w gdańskim Pałacu Opatów. Konfrontacja z fotografiami rodzinnymi Livingston daje niepowtarzalną okazję do namysłu nad bliskością i intymnością, relacjami między płciami i pokoleniami w rodzinie, rewolucją seksualną i jej skutkami oraz aktywnością i nadaktywnością cenzury, która dziś wydaje mi się znacznie większa niż kiedykolwiek. Skandal wokół prac Livingston wybuchł w 1978 roku, którą to datę traktuję symbolicznie, jest to rok, w którym przyszłam na świat. Inaczej, niż być może niektórzy z Państwa, uważam jednak, że od tego czasu nie żyjemy w mniej cenzorskim społeczeństwie, wprost przeciwnie, szczególnie wyraźnie widać to właśnie w Polsce. Wydaje mi się, że prezentacja w Pałacu Opatów prac artystki deklarującej, iż "przeczytała ‘Masową psychologię faszyzmu’ Wilhelma Reicha, i uważa w związku z tym, że nie należy represyjnie wychowywać dzieci" [1], jest szczególnie trafna, gdyż odsłania dwa kluczowe w Polsce tematy cenzury: religię i obyczajność.


Vinceanna Nursing Bell & Vajra, 1994 © Jacqueline Livingston



W maju 2008 sąd skazał fińską artystkę Ullę Karttunen na kilka miesięcy aresztu (wyrok został podtrzymany, niemniej - sąd odstąpił od wykonania kary) za wykorzystanie - w instalacji poświęconej problemowi przemocy wobec najmłodszych pt. "Neitsythuorakirkko" ("Kościół Dziewicy-Dziwki") - cyfrowych wydruków pokazujących drastyczne sceny seksualnego molestowania dzieci. Obrazy te powstały bez udziału realnych modeli-dzieci, były fotomontażem. W całej Finlandii toczy się debata o to, czy przepisy o pornografii dziecięcej obowiązujące w tym kraju od niedawna, a stanowiące realizację unijnej dyrektywy o pornografii generowanej cyfrowo, nie są zbyt rygorystyczne. 22 lutego 2008 policja zajęła komputer, kartę pamięci z kamery Karttunen oraz szereg płyt cd z materiałami do pracy, zaś praca wystawiana w galerii Kluuvi w Helsinkach została skonfiskowana. Warto pomyśleć także o zmianach kodeksu karnego, jakie zaproponował polski rząd 1 kwietnia 2008. Na ich podstawie również polscy artyści mogliby trafić do aresztu za wytwarzanie obrazów przedstawiających dzieci w sytuacjach seksualnych, do których powstania nie wykorzystano modeli. Polski sejm ostatecznie przegłosował taką wersję poprawek do Kodeksu Karnego, na mocy której artystyczne przetwarzanie wizerunków nieletnich w sytuacjach intymnych nie kwalifikuje się do karania.

W czasach, gdy powstawały prace Jacqueline Livingston, nie istniały jeszcze ostre unijne dyrektywy, nie było nawet Unii Europejskiej. Wtedy w świecie zachodnim, zwłaszcza w USA, toczyła się ważniejsza batalia dotycząca praw kobiet. Niektóre aktywistki feministyczne uznały pod koniec lat 70., że "pornografia to teoria, a gwałt to praktyka". Ruszyły kampanie wylewające dziecko z kąpielą, zaś ruch feministyczny zaczął niebezpiecznie zbliżać się do skrajnej prawicy w pracach nad ustawodawstwem antypornograficznym.

Autorki publikacji "Sex Wars", streszczające historie amerykańskich "wojen o seksualność" (nazwa książki nawiązuje do serii filmowej "Star Wars", czyli "Gwiezdnych Wojen", trochę chyba po to, by pokazać ogólniejszy wymiar całej kampanii), twierdzą, że "ekranem, na który projektowano podówczas w zasadzie wszystkie sprawy, takie jak kobiecość, płeć, intymność, nagość, seksualność i bezpieczeństwo, była rodzina"[2]. Prace Jacqueline Livingston dotyczą dokładnie tej kwestii i traktują ją w sposób szczególnie interesujący: niezgodny ani z dogmatycznym stanowiskiem feminizmu antypornograficznego, ani z konserwatywnym przywiązaniem do ścisłego oddzielania sfery prywatnej, rodziny i intymności od sfery publicznej. Deklarująca swoje przywiązanie do antydogmatycznej propozycji antyfaszyzmu Wilhelma Reicha artystka nie szuka półśrodków ani strategii godzenia mieszczańskich norm obyczajowych z progresywną krytyką seksistowskich i patriarchalnych tabu. Wprost przeciwnie, odważnie uznała, iż życie jej i jej rodziny będzie odbiegało od normy tabu seksualnego - i że może nie tylko stać się elementem cyklu fotografii, ale również stanowić element upublicznionej ekspozycji artystycznej. W jej domu od lat sześćdziesiątych obowiązywała nagość, Livingston starała się obejść tabuizację nagości między innymi wymyślając projekty plaż nudystów oraz przyjmując gości w domu bez ubrania. Ten długi proces odsłaniania ciała powoduje, że prezentowanie w galeriach fotografii jej nagich krewnych nie jest jałową skandalizacją przekraczania obyczajowego tabu, tylko elementem szerzej zakrojonej działalności na rzecz wyjścia poza mieszczańskie ograniczenia. Za cenę utraty posady uniwersyteckiej, ryzykując odebranie jej praw rodzicielskich, artystka dowiodła, że przekraczanie granicy między sferą prywatną i sferą publiczną nadal stanowi społeczne i kulturowe tabu.

Podział na sferę prywatną i publiczną jest od wielu lat przedmiotem krytyki zarówno w dyskursie marksistowskim, jak i feministycznym. Krytykując zezwierzęcenie człowieka pracy, który jest w stanie, w ramach cyklu praca-odpoczynek-praca, zaspokoić jedynie swoje "zwierzęce" potrzeby, czyli spanie, jedzenie, kopulację i sen oraz zwracając uwagę na to, że "w mieszczańskiej rodzinie kobieta jest proletariuszem, zaś mężczyzna - kapitalistą" Marks i Engels położyli podstawy pod odrzucenie oddzielenia rodziny od sfery politycznej. Przypomnienie o godności człowieka pracy zabrzmiało wyjątkowo głośno również w Katedrze Oliwskiej, gdzie pod koniec lat 80., o godności człowieka pracy w swojej homilii mówił ks. Józef Tischner. Dla mnie osobiście ta pierwsza świadoma konfrontacja z lewicowym językiem praw pracowniczych była bardzo znacząca i myślę, że warto o niej dziś wspomnieć, skoro nieopodal tej katedry - Jacqueline Livingston upominała się o inną godność: kobiet i dzieci; intymności, seksualności, nagości i ciała - z mojej perspektywy - równie ważnych, jak godność człowieka pracy. Pracując z kobietami-ofiarami przemocy domowej, bitymi dziećmi, napastowaną seksualnie młodzieżą i nauczycielkami, ofiarami handlu ludźmi, pracując z osobami na ogół bezsilnymi wobec tych wszystkich procesów, stałam się wielką zwolenniczką odsłonięcia tego, co prywatne, albo raczej - odrzucenia zideologizowanego i maskującego przemoc myślenia, według którego rodzinę dzieli od świata publicznego nieprzekraczalny mur i źródłowa różnica.

Oczywiście, na te praktyczno-psychologiczne rozpoznania artystki nałożyła się lektura szeregu autorów i autorek analizujących rolę represji seksualnej dla współczesnej kultury - Freuda i Marksa, ale również Reicha i Marcusego, a także feministek - kontestujących to rozdzielnie sfery publicznej i rodzinnej - takich jak Alison Jaggar, Carole Pateman czy Luce Irigaray (przypominającej, wbrew Freudowi, że nasza kultura oparta jest na mordzie na matce, zaś mord na ojcu był znacznie późniejszy). Wszyscy oni zwracają uwagę na męskocentryczny charakter norm i tabu obyczajowych, zaś autorzy tacy jak Adorno, Horkheimer, Reich czy Marcuse proponowali dodatkowo, by sztywny kodeks represji seksualnej traktować jako jedną z przyczyn rozwoju faszyzmu - przyczynę powstawania "osobowości autorytarnej" - warunek konieczny akceptacji faszyzmu. Tym tropem poszła, jak sądzę, Jacqueline Livingston - jej prace to próba "wyrugowania z duszy faszyzmu", jak pisał Gilles Deleuze o kontrakcie masochistycznym. Prace Livingstone możemy czytać jako taki kontrakt, zaś wszystkie restrykcje, z jakimi się spotkały, jako formę urzeczywistnienia umowy ze społeczeństwem, która ostatecznie okazała się dla artystki czymś w rodzaju kontraktu masochistycznego.

Warto zaznaczyć, że Marks i Engels mieli w tej kwestii prekursora - socjalista utopijny Ch. Fourieur, nota bene autor pojęcia "feminizm", proponował już wcześniej rezygnację z seksualnych tabu i zamkniętych mieszczańskich rodzin, a postulował wspólne wychowywanie dzieci w falansterach. Analogiczną krytykę rodziny sformułowali jeszcze wcześniej ludzie tworzący, chyba moją ulubioną, rodzinę w historii, czyli Mary Wollstonecraft (autorka "The Vindication of the Rights of Women") oraz William Godwin - ojciec brytyjskiego skrzydła politycznego zwanego "radykalnym" (wolnościowego socjalizmu). Byli oni zresztą rodzicami Mary Shelley, autorki "Frankensteina", i przez długie lata żyli w wolnym związku, gardząc panującymi ówcześnie normami.


Self Portrait; Door & Field, 1964 © Jacqueline Livingston



Livingston upomina się o zamykaną dotąd w przestrzeni prywatnej intymność i bliskość w sposób wolny od konfrontacji. Jej fotografie - w tym również i te przedstawione w Gdańsku - stanowią egzemplifikację tego, co mogłoby stać się z przestrzenią publiczną, gdyby pozwolić do niej przeniknąć opiekuńczości, trosce, ale również bliskości i uczuciom. Wchodząc w przestrzeń publiczną z tematyką zamykaną dotąd prywatności, Ligvingston zarazem znosi szereg sprzeczności i zakazów.

Gdyby ktoś dzisiaj wyrwał mi kartkę wyborczą i wyrzucił z lokalu wyborczego mówiąc, że głosowanie nie jest dla kobiet, zostałby w najlepszym razie wyśmiany. Ale jeśli kobieta fotografuje swojego rozebranego syna, trzymającego ręce na penisie, a następnie prezentuje swoje fotografie publicznie, to może zostać uznana w najlepszym razie za ekshibicjonistkę, zaś w najgorszym - za producentkę pornografii lub wręcz za osobę nadużywającą swoich praw rodzicielskich lub wymuszającą czynności seksualne. Każda z tych aktywności jest traktowana jako przestępstwo i karana na mocy kodeksu karnego. Jak pisał Teodor W. Adorno pod koniec lat 50., "społeczeństwo mieszczańskie uporało się z seksem podobnie, jak z proletariatem: wtłaczając go w swoje ramy"[3]. W społeczeństwach współczesnych seksualnością zarządzają, zdaniem Adorno, dwa imperatywy: zasada "healthy sex life", według której każdy musi prowadzić aktywne życie seksualne, zaś dynamika wymiany boyfriendów naśladuje rytm wymiany towarów w społeczeństwie późnego kapitalizmu oraz zasada mechanicznej reinstalacji obyczajowych tabu, szczególnie w kontekście seksualności dziecięcej. "Ochrona" tej seksualności przed "perwersjami" dorosłych stała się głównym elementem współczesnej władzy pastoralnej. W imię "ochrony dzieci" instalowane są dziś przepisy ingerujące w podstawowe wolności obywatelskie; właśnie w imię tego dyskursu zarządzaniu ulega twórczość i wyobraźnia dorosłych. Warto może zapytać, jak działa taka nadproduktywność i nadaktywność dorosłych, jakiego typu skutki wyłaniają się z dyskursu antypedofilskiego.

Pewne bazowe intuicje w tym zakresie wskazała Kinga Dunin w swoim felietonie poświęconym jednemu z głośniejszych w Polsce przypadków aresztowania lekarza podejrzewanego o pedofilię. Jak czytamy w zbiorze jej felietonów Zadyma, "czy jednak w pogoni za pedofilem i jego zwolennikami nie czujemy się zbyt szlachetni i niewinni?"[4]. Dunin zapytuje również o podłoże zainteresowania pedofilią wysokonakładowych gazet brukowych i przytomnie lokuje je w ekonomii - czytelnik pożąda skandalu i ekscytacja pedofilią jest jedną z bardziej dochodowych form współczesnego czytelniczego zaangażowania. Jakiego typu motywacje leżą u źródeł tej perwersyjnej, należałoby dodać, satysfakcji, z jaką przeglądamy ociekające moralnym oburzeniem artykuły, w których autorzy tropią i demaskują "perwertów"? Jak dowodził Adorno, "Jednym z najbardziej ewidentnych wyników badań nad osobowością autorytarną była ścisła współzależność pomiędzy typem charakterologicznym, który szczególnie skłaniał się do popierania reżimu totalitarnego oraz urojeniami prześladowczymi na tle seksualnym"[5]. Problem "produktywności zakazu", efektów i skutków odmowy i wyparcia określonych form pożądania pozostał nadal nierozwiązany. Aktualnie dyskutowana w mediach sprawa gwałtu na 13-latce dokonanego przez wybitnego polskiego reżysera świetnie pokazuje, jak bardzo selektywnie traktowana jest "ochrona dzieci" i do jakich nadużyć dochodzi, gdy zamiast starań o bezpieczeństwo i wolność od przemocy wobec dzieci skupiamy się na kwestiach drugorzędnych. Sprawa Polańskiego świetnie pokazuje, że sam zakaz nie rozwiązuje problemu.

Jak dowodziła Linda Nead, autorka książki "Akt kobiecy", kategoria obsceny sprzyjała penalizacji i patologizacji wszelkich zachowań uważanych za nienormatywne - to, czego "nie należało wystawiać na widok publiczny" obejmowało bowiem stosunki homoseksualne, ale również inne zachowania sytuujące się w sferze pogranicza - tego, co budzi obrzydzenie[6]. Pornografia jest jednym z klasycznych przykładów "obsceny". To przedstawienia, które często łączą tabuizowaną i wypieraną sferę seksualności z elementami "abiektu" - tym, co stanowi granicę akceptowalnych form reprezentowania cielesności - wydzielinami z ciała, zachowaniami łamiącymi ustanowione tabu, przekraczaniem granic tego, co uznane za obrzydliwe. W pornografii mamy do czynienia z szeroką przestrzenią "nieoznaczoności" - tego, co poza prawem, i co zarazem wręcz zachęca do zastosowania środków bezpośredniego przymusu celem wprowadzenia porządku do tego, co "nieuporządkowane" (tą kategorią posługuje się skądinąd kościół katolicki w odniesieniu do zachowań osób homoseksualnych). Tymczasem wstydliwej konsumpcji kaset video i płyt dvd (zamkniętej w granicach przeznaczonego pornografii getta) towarzyszy dziś szereg programów, a nawet całych stacji emitujących tylko pornografię oraz inwazja pornografii w muzeach, szczególnie w wydaniu Jeffa Koonsa i jego byłej żony, Ciccioliny. W książce "Seks, demokratyzacja pornografii i media", Brian McNair nazwał takie formy obecności pornografii w kulturze "porno-chic" po to, by pokazać jeden z aspektów łączących pornografizację mediów z przełamaniem szeregu barier obyczajowych i społecznych. Krytycznie referując historię cenzury obyczajowej w mediach anglosaskich oraz stopniowe przedostawanie się pornografii do mediów i przestrzeni tradycyjnie utożsamianych z kulturą wysoką (elitarnych galerii, muzeów sztuki współczesnej), McNair pokazuje klasowy kontekst wojen seksualnych. W jego interpretacji inwazja "obsceny" do kultury popularnej sprzyjała między innymi oswojeniu problematyki mniejszości seksualnych przez opinię publiczną. Wpisując się w postmodernistyczny nurt badań nad kulturą popularną Mc Nair wskazuje, że ekspansja pornografii w sferach kultury i mediów przyczyniła się do wcielenia szeregu postulatów emancypacyjnych, w tym w szczególności do wyzwolenia seksualnego kobiet, odpatologizowania homoseksualności i częściowego przynajmniej zaakceptowania innych mniejszości seksualnych[7]. Pornografia stała się, zdaniem McNaira "szykowna", co poskutkowało nie tylko jej akceptacją, ale również demokratyzacją gustów i pragnień.

Mam natomiast wrażenie, że w analizie dziecięcej seksualności nie tylko nie nastąpił rozwój, ale doczekaliśmy się wręcz backlashu, który niepostrzeżenie ugruntował się jako światopoglądowa norma i straszy sankcjami choćby za próby obrony praw piętnastolatki do sypiania z dorosłymi mężczyznami. Paternalistyczne uznanie tak rozumianego "dziecka" za podmiot niebędący w stanie podejmować samodzielnych decyzji odnośnie swego życia, ciała i psychiki, wydaje się być kompletnie niedostępny jakimkolwiek próbom reinterpretacji. I znów - interesuje mnie tu przede wszystkim podejście do zakazu i jego własna funkcjonalność - powszechnie uważa się, że zakaz wyruguje przemoc seksualną wobec dzieci, tymczasem tak się oczywiście nie dzieje, zaś sankcjom podlegają na ogół artystki, które zajmują się problematyką seksualności z intencją zgoła odmienną, niż sprawcy przemocy, którzy oczywiście na ogół karani nie są.

Gayle Rubin opisuje szereg podjętych w USA działań mających na celu penalizację pornografii dziecięcej oraz podaje kilka przykładów bezpośrednich działań cenzorskich w przestrzeni sztuki, przytacza również historię prac Jacqueline Livingston[8]. Pod koniec lat 70. praktycznie wszystkie stany USA przyjęły ustawy zakazujące nie tylko komercyjnego posługiwania się pornografią dziecięcą, ale również prywatnego posiadania pornografii z udziałem nieletnich. Ustawę tę amerykański senat przegłosował stosunkiem głosów 400 do 1. Rubin podkreśla, że gdy w 1978 roku Jacqueline Livingston została po otwarciu wystawy zwolniona z pracy na uniwersytecie w Cornell, firma Kodak zarekwirowała część negatywów z jej zdjęciami, a czasopisma "MS. Magazine", "Art News" i inne odmówiły publikacji reklam jej prac. Livingston stała się przedmiotem dochodzenia służb socjalnych w kwestii zasadności posiadania przez nią praw rodzicielskich. Co prawda, ostatecznie muzea sztuki współczesnej kupiły jej prace, jednak kilka lat jej życia zostało zmienione w koszmar w imię ochrony dziecka[9].


Self Portrait with Sam, Living with Teenagers, 2009 © Jacqueline Livingston



Prace Jacqueline Livingston, w tym - również te wystawione w tym roku w Gdańsku - opowiadają nam intymną historię rodziny. Artystka od lat 60. fotografuje swoich najbliższych, zdjęcia te są pełne miłości, bliskości i stanowią faktycznie próbę przekraczania granicy między prywatnym i publicznym także w tym sensie, że artystka przynosi do galerii, więc - do przestrzeni publicznej - obrazy swoich najbliższych, w tym - kąpiele matek i dzieci wannie, siedzenie w ogrodzie czy bawienie się ze sobą swojego syna, tudzież wizyty całej rodziny na plaży nudystów. Patrząc na prace Livingston widzowie są na ogół zaskoczeni możliwością zbliżenia się do obcej rodziny w takim stopniu, jak jest to możliwe w kontakcie z jej pracami, niemniej - ta bliskość wynika również z tego, że artystka stara się znieść podział na rodzinę i sferę publiczną, fotografuje tak, że przestrzeń zarezerwowana dla najbliższych staje się dostępna widzowi - bez skandalizacji i szoku. Okazało się, że skandalizacja jest oczywiście elementem współczesności, że w drugiej połowie lat 70. trudno jest uniknąć zarzutu o pornografię, czy nawet pedofilię. Wygrywając procesy w USA, Livingston przekonująco dowiodła swoich intencji, i spłaszczanie jej działań na polu fotografii do "pornografizacji" na szczęście nie znajduje podstaw, natomiast - jak przekonali się również widzowie gdańskiej wystawy - piękno jej zdjęć, łagodność i intymny charakter jej fotografii nadal przypominają o ważnym feministycznym postulacie uchylania społecznych podziałów.

Wszelkie zainteresowanie dziecięcą seksualnością utożsamiane jest z brutalną przemocą wobec dzieci. Pracując w stowarzyszeniu, które realizuje projekty edukacji feministycznej oraz antyprzemocowej, mam notorycznie do czynienia z tą kwestią[10]. Problem "kolczyka w pępku nastolatki" jest jedną z najżywiej dyskutowanych kwestii wszędzie tam, gdzie nauczycieli i nauczycielki powinno interesować przede wszystkim uświadomienie młodzieży strategii zapobiegania i przeciwdziałania przemocy, w tym również seksualnej. Skupiając się na dziecięcych pępkach czy pośladkach nie dotykamy najbardziej palących kwestii związanych z brutalizacją obyczajów szkolnych, tudzież brakiem elementarnej wiedzy o prawach dziecka - młodzież (nauczyciele skądinąd też) nadal epatowana jest przerysowanym, drapieżnym demonem seksualności czającym się w zalotnym ubiorze czy spojrzeniu. Prawdziwe mechanizmy przemocy i kontroli, oparte na społecznie utrwalonych relacjach władzy i stereotypowym wizerunku mężczyzny jako tego, który panuje nad społeczeństwem, a szczególnie - nad kobietami i dziećmi - pozostają poza zasięgiem zainteresowania szanownych wychowawców narodu, gdyż ujawnienie ich oznaczałoby zarazem skuteczną renegocjację rodzinnego i szkolnego kontraktu posłuszeństwa, do którego zawarcia zmuszana jest młodzież i dzieci. W sytuacji, gdy rażąca ilość zachowań przemocowych (w tym gwałt i molestowanie seksualne) odbywa się wobec dzieci i młodzieży w rodzinach, z rąk ich rodziców, krewnych czy znajomych, poważne podjęcie kwestii źródeł przemocy musi napotkać opór w kraju, gdzie rodzina stanowi świętość.

Analizie tego problemu poświęcili się Deleuze i Guattari, gdy w "Anty-Edypie" podjęli próbę wskazania paranoidalnego wymiaru faszyzmu i jego wykluczeń oraz jego skrytych podstawy w mieszczańskiej kompozycji rodziny. O produktywności zakazu pisał również Michel Foucault, gdy w "Historii seksualności" i innych tekstach polemizował z "hipotezą represji". Tam, gdzie dotychczasowa krytyka wskazywała na wyłącznie "negatywne" skutki zakazu, Foucault pokazał istnienie całego bogactwa nowych form pożądania wyrastających wskutek (a nie: przeciw) represji i zakazowi. Pokazał on między innymi jak wojsko, szpital czy klinika syci namiętne poszukiwanie przyjemności, jak egzaltacja formami zniewolenia libido produkuje własne formy pożądania. Rozważany w tym kontekście "zakaz pedofilii" okazuje się nie tyle strategią zapobiegania wykorzystywania nieletnich do zaspokajania potrzeb perwersyjnych dorosłych, ale machiną produkowania praktyki pożądania obłożonej zakazami. Analizowane z tej perspektywy propozycje wzmocnienia procedur zakazujących tworzenia wizerunków pornografii pedofilskiej mogą okazać się dodatkowym wzmocnieniem tego i tak wypartego libido. Dodatkowo - zakazywanie produkowania obrazów pedofilskich bez udziału ewentualnie poszkodowanego modela stanowi w tym kontekście raczej świadectwo wyjątkowej fiksacji polskiego prawodawcy na seksualności dziecięcej, niż formę skutecznej ochrony dzieci przed nadużyciami.

Upowszechniane w atmosferze skandalu informacje o seksualnym napastowaniu nieletnich i między nieletnimi, dramatyczne historie filmów i zdjęć dziewcząt poddających się lub poddanych czynnościom seksualnym uniemożliwia skuteczne podjęcie kwestii dobrowolności relacji (w tym także seksualnych), granic osobistych tudzież konsensualnej zgody, stanowiących przecież podstawę udanego życia seksualnego tak dorosłych, jak i - nie bójmy się tego powiedzieć - dzieci.

Wprowadzanie w tej atmosferze poprawek do Kodeksu Karnego, na mocy których nawet wytworzone bez udziału dzieci wizerunki nieletnich w sytuacji seksualnych miałyby stać się zakazane stanowiłoby dla mnie nie tylko poważne zakłócenie swobody ekspresji seksualnej i artystycznej dorosłych, ale również, a może nawet przede wszystkim, formę eskapistycznego uniknięcia gruntownego podjęcia problemów wykorzystywanych seksualnie, gwałconych, czasem nawet - zabijanych dzieci[11]. Powaga polskiego parlamentu, w którym jeszcze całkiem niedawno można było usłyszeć, że "należy fizycznie karcić dzieci", jest narażona na szwank, gdy debatuje on o tym, czy na ekranie mojej komórki lub komputera może wyświetlić się na przykład fotografia wykonana przez Jacqueline Livingston[12]. Z perspektywy tych skrótowych rozważań o reprezentacjach seksualności warto spróbować na nowo postawić zagadnienie cenzury. Okazuje się ono pojęciem z gruntu uwikłanym w binarne rozumienie seksualności jako tego, co samo w sobie jest wolne, niezależne i emancypacyjne, natomiast poddane presji zewnętrznego względem siebie zakazu okazuje się być zniewolone i potrzebować wyzwolenia. Taka optyka jest typowa dla analiz praktyk cenzorskich, niemniej z badań nad seksualnością podjętych przez Michela Foucaulta i potem również przez Gayle Rubin wyłania się inna strategia myślenia cenzury - nie jako czynnika zewnętrznego względem seksualności i zniewalającego ją, ale jako elementu życia społecznego już uwikłanego w złożoną pracę wyparcia i cenzury. Takie myślenie o działaniach cenzorskich może nam pozwolić na uwzględnienie problemu "naszej wewnętrznej policji", o której pisali w Anty-Edypie Deleuze i Guattari, a którą później sproblematyzował Jacques Ranciere w swoich badaniach nad estetyką i demokracją. Także ci, którzy podejmują kwestie seksualności i jej zakazów uwikłani są i uwikłane w praktyki cenzorskie, wobec czego pretendowanie do roli wyzwolicieli może się tu wydawać nadużyciem. Tworzenie i rozwijanie wyobrażenia o cenzurze jako czynniku przychodzącym do seksualności (czy do sztuki) z jakiegoś "zewnątrz" pozwala nam łatwo stanąć "przeciwko" nie problematyzując własnego uwikłania w strategie władzy. Pozwala też myśleć o seksualności jako sferze nieuspołecznionej, źródłowo apolitycznej, nie uwikłanej w machinę społecznej i ekonomicznej reprodukcji. Tymczasem seksualność jest elementem szerszej domeny tego, co społeczne, i podobnie jak wszystkie inne elementy tej sfery podlega kształtowaniu, naznaczaniu i reprodukowaniu praktyk i strategii władzy.

Zatem, jeśli cenzurę postrzegać jako element zarządzania seksualnością raczej, niż jej "zewnętrze" - może w rozlicznych praktykach i próbach "zakazywania" doszukamy się nie tylko form represji, ale również ekspresji tego, co pożądane i pożądające. W takim ujęciu działanie cenzora zobaczymy jako wyraz jego pragnienia, w takim samym stopniu uwikłany w oczekiwania i normy społeczne, jak nasz gorący protest wobec jego działania. Może wtedy działanie na rzecz wolności okaże się nieco bardziej prawdopodobne, gdyż nie będzie bazowało na fikcji łatwego oddzielenia tego, co wolne od tego, co represjonujące. Być może również w takiej perspektywie pojedyncze działania cenzorskie łatwiej będzie zobaczyć jako wyraz jednej większej strategii - leczenia symptomów raczej, niż społecznych podstaw ewentualnych problemów.

W kontekście prac Jacqueline Livingston doszła do głosu przede wszystkim potrzeba kontroli, takie umieszczenie kategorii "obsceny", by mogła ona zrealizować swój główny imperatyw wyrzucenia poza mainstream niechcianych i kontrowersyjnych tematów. Zakazywanie prezentacji prac Livingston pokazuje przede wszystkich specyficzną niechęć wchodzącego w ponowoczesność społeczeństwa wobec rodziny - wszak Livingston pokazuje ją zdecydowanie realistycznie. Wykluczenie rodziny, ciała i seksualności poza nawias publicznej prezentacji w galerii czy muzeum jest przede wszystkim dowodem niechęci, swoistej mizoginii ujawniającej się nienawiścią do prezentowanego na fotografiach kobiecego spojrzenia. Podobnie jak Virginia Woolf przyjrzała się kiedyś sposobowi, w jaki kobieta patrzy na kobietę w książce Mary Carmichael, tak teraz Jacqueline Livingston przybliża nam współczesną cenzurę, nie dopuszczającą kobiecego spojrzenia. O ile mężczyzna może dziś oglądać i fotografować rodzinę, o tyle kobieta nie powinna w ogóle podejmować problematyki rodziny w sposób odbiegający od konwencji i ustalonych reguł jej prezentowania. Czy nie dlatego, że udałoby się jej odsłonić jako zgoła nie obsceniczne coś, przed czym dziś opuszczamy wzrok?

Przypisy
1. Zob. J. Livingston, "My Story", publikacja dostępna on-line, http://magazine.14850.com/9403/censorship.html
2. Zob. L. Duggan, N. Hunter, "Sex Wars", Routledge 1998, np. Nan Hunter pisze w artykule o sprawie Sharon Kowalski, że "The concept of the Family functions as a giant cultural screen", tamże s. 99.
3. T.W. Adorno, "Seksualne tabu i prawo dzisiaj", w: "Lewą Nogą", 16/2004, s. 411.
4. Zob. K. Dunin, "Wszyscy jesteśmy pedofilami" w: K. Dunin, "Zadyma", Kraków 2007, s. 145.
5. Zob. Adorno, dz. cyt, s. 412.
6. Zob. Nead, L., "Akt kobiecy: sztuka, obscena i seksualność", Poznań 1998
7. Zob. McNair, B., "Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażana", Warszawa, 2004.
8. Zob. Rubin, G., "Rozmyślając o seksie: zapiski w sprawie radykalnej teorii polityki seksualności", w: "Lewą Nogą" 16/2004, s. 169-170.
9. Tamże, s. 170-171.
10. Zob. http://www.wstronedziewczat.org.pl/
11. Zob. http://www.kprm.gov.pl/s.php?doc=1318, projekt nowelizacji można ściągnąć tu: http://ms.gov.pl/projekty/proj07130a.rtf
12. W przyjętej w 2005 roku Ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zawarty został artykuł dopuszczający fizyczne "karcenie" dzieci, choć w artykule 40 Konstytucji zostało napisane, że "zabrania się stosowania kar fizycznych".

Jacqueline Livingston, Album rodzinny, Muzeum Narodowe w Gdańsku, Pałac Opatów, 26.04-31.05.2009. Kuratorka: Mariola Malinowska-Balińska.

Ewa Majewska


Tekst ukazał się w internetowym piśmie "Artmix" (www.obieg.pl).

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


6 sierpnia:

1925 - We Lwowie rozstrzelano działacza komunistycznego Naftalego Botwina, skazanego przez sąd doraźny za zabicie policyjnego prowokatora.

1945 - Japonia: Amerykanie zrzucili bombę atomową na Hiroszimę, zabijając 78 100 mieszkańców i ciężko raniąc 37 424. 13 983 osób uznano za zaginione. Dziesiątki tysięcy zostało napromieniowanych lub odniosło inne obrażenia.

1969 - Zmarł Teodor W. Adorno (właśc. Theodor Ludwig Wiesengrund), niemiecki filozof i socjolog, jeden z przywódców neomarksistowskiej szkoły frankfurckiej.

2009 - Zmarła Savka Dabčević-Kučar, była szefowa rządu Socjalistycznej Republiki Chorwacji (wchodzącej w skład nieistniejącej już Socjalistycznej Federalnej Republiki Jugosławii) i zarazem pierwsza kobieta-premier w historii Europy.

2010 - W Nowym Jorku zmarł Tony Judt, amerykańsko-brytyjski historyk pochodzenia żydowskiego,


?
Lewica.pl na Facebooku