Grażyna Latos: Betlejem. Życie w sferze ciągłego konfliktu

[2014-12-24 11:32:16]

Do Betlejem przyjechałam 2 czerwca bieżącego roku na wolontariat w palestyńskiej organizacji kobiecej. Zależało mi na wspieraniu działań skierowanych przeciw przemocy wobec kobiet. Chciałam także uzyskać nowe doświadczenia, poznać inspirujących ludzi, odbyć przynajmniej kilka ciekawych wycieczek i poobserwować życie codzienne w nowych dla mnie realiach. Teraz mogę powiedzieć, że zrealizowałam wszystkie swoje zamierzenia, ale w szczególności to ostatnie. Zwłaszcza po 12 czerwca.

Konflikt



Właśnie tego dnia niewielkie miasteczko Betlejem obiegła wiadomość, że znaleziono ciała trzech młodych Izraelczyków, o których porwanie został oskarżony Hamas. Nasiliły się aresztowania Palestyńczyków, a żołnierzy izraelskich można było w sercu Zachodniego Wybrzeża zobaczyć coraz częściej. W położonym niedaleko Jerozolimy lesie, w akcie rewanżu za śmierć Izraelczyków, spalono żywcem 16-letniego Palestyńczyka. Niemal co dzień, również w imię zemsty, Palestyńczycy byli atakowani przez izraelskich osadników, którzy rzucali kamieniami w ludzi i samochody, strzelali do zbiorników z wodą, podpalali drzewka oliwne oraz spychali z jezdni samochody z palestyńskimi rejestracjami.

Z początkiem lipca nadszedł ramadan. Przez cały miesiąc, każdego wieczoru, Palestyńczycy atakowali izraelskie punkty kontrolne oraz wieże strażnicze.

*



Scenariusz wieczornych wydarzeń jest wszystkim dobrze znany. Bohaterowie pierwszego aktu to kamienie bezradnie rozbijające się o dzielący Izrael i Palestynę mur. Czasem także fajerwerki, koktajle Mołotowa i foliowe torebki wypełnione farbą. Widzami byli przede wszystkim mężczyźni. Tłumy mężczyzn. W ich przypadku ciekawość pokonywała strach w starciu, które nie pozostawiało najmniejszych szans na remis. Adrenalina uzależnia. Stali więc z napojami, palili papierosy i oglądali wydarzenia rozgrywające się przed nimi niczym film 3D. Patrzyli na swoich przyjaciół z kamieniami w dłoniach, cierpliwie czekali na akt drugi.

Dymna zasłona i zielone światełka ze snajperskich karabinów tworzyły nastrój, który trudno zapomnieć, ale jeszcze trudniej opisać. Po chwili oczekiwania za zasłoną dostrzec było można w pełni uzbrojonych izraelskich żołnierzy. Kiedy brama w murze otwierała się i wjeżdżał przez nią izraelski jeep, ostrzegawczy dzwonek dla tych czekających, którzy pozbawieni byli mocnych nerwów, brzmiał po raz ostatni. „Yalla!” – krzyknął w moim kierunku młody mężczyzna. Nadszedł czas uciekać, kolejnych wydarzeń nie można było bowiem przewidzieć.

*



Trudno opisać emocje i wrażenia człowieka, który nieprzyzwyczajony do działań wojennych nagle znajduje się w strefie konfliktu. A przynajmniej mnie jest trudno opisać swoje odczucia. Choć gdy myślę o tym w tej chwili, na miesiąc przed powrotem do domu, wyraźnie czuję, że moje ciało wciąż jeszcze pamięta emocje. Wyostrzone zmysły, dziwne napięcie w mięśniach, tysiące myśli w głowie i niepokój. A najbardziej niepokojące było dla mnie to, że dla osób przyzwyczajonych do życia w sferze konfliktu to uczucie jest codziennością.

Starcia, do jakich dochodziło między izraelskimi żołnierzami oraz (po drugiej stronie muru) mieszkańcami Betlejem, Bajt Dżala i Bajt Sahur, rozgrywały się na terenie położonego w samym sercu Zachodniego Brzegu Aida Camp. W obozie tym mieszkało kilka dobrze mi znanych kobiet, w tym koleżanka z organizacji, w której odbywałam wolontariat. Sabha (imiona wszystkich bohaterów tekstu zostały zmienione) jest matką kilkumiesięcznej córeczki. Każdego wieczoru, gdy słyszałam o rannych, myślałam o niej. Każdego ranka, gdy spotykałam ją w pracy, oddychałam z ulgą. Ona jednak nie tylko nie była w stanie poczuć ulgi, lecz nawet uwierzyć, że kiedyś może ona stać się także jej udziałem. – Tutaj sytuacja nigdy nie jest stabilna. Nie wiesz, co będzie jutro, niczego nie da się przewidzieć. Dziś się śmiejesz, jutro płaczesz. Tak wygląda nasze życie. W ciągłym napięciu – mówiła.

Życie



Aresztowania i niekończące się przetrzymywania w aresztach, bez podania przyczyn, bez wyroku sądu, za to z zastosowaniem przemocy psychicznej. Zabieranie palestyńskiej ziemi i budowanie na niej izraelskich osiedli dla osadników. Podwójne opodatkowanie, ciągły brak wody, brak pracy, punkty kontrolne, mur, brak nadziei na szybką poprawę sytuacji... Tak wygląda życie większości Palestyńczyków bez względu na to, czy właśnie dochodzi do przerzucania się rakietami przez Hamas i Izrael, czy nie. To jest życie pod okupacją i dopóki okupacja trwa, dopóty nie może to być życie dobre. Nie dla ogółu.

*



– Żyjemy w więzieniu, ale to jest największe więzienie na świecie. Może więc można dostrzec jakieś plusy... Zamiast celi mam własne mieszkanie, dostęp do sklepów i dużą swobodę w pożytkowaniu wolnego czasu. Może nie jest tak źle? Tyle że ja niczego nie zrobiłem, żeby się znaleźć w jakimkolwiek więzieniu… – mówił mi Schiblly, urodzony w Kuwejcie i wychowany w Jordanii Palestyńczyk, który do Palestyny przyjechał po skończeniu piątego roku życia i żyje tam wciąż bez dowodu osobistego. Z perspektywy ludzi w podobnej sytuacji (a jest ich wielu) to „więzienie” nie jest wcale takie duże. Bez dowodu osobistego Schiblly nie przekroczy żadnego z punktów kontrolnych. Jego życie ogranicza się więc do trzech miasteczek: Betlejem, Bajt Dżala i Bajt Sahur.

Oczywiście posiadanie palestyńskiego dowodu osobistego w Palestynie pomaga, ale nie daje pełni swobód, jakimi cieszą się obywatele większości krajów. Zwłaszcza w przypadku osób, które zdecydowały się zamanifestować swój sprzeciw wobec okupacji. Część z nich ma zakaz wjazdu do Jerozolimy. Część nie ma szans udać się gdziekolwiek. – To Izrael decyduje o naszych dowodach, paszportach i wyjazdach. Źle żyjesz z Izraelem? Nigdy nie zobaczysz świata – tłumaczył Tarek, którego podanie o przyznanie palestyńskiego dowodu dla urodzonej w Jordanii córki właśnie zostało po raz kolejny odrzucone. Ma jeszcze miesiąc na próby, potem jego córka skończy 5 lat. Jeśli wyjedzie poza Palestynę bez palestyńskiego dowodu, będzie mogła wrócić na takich samych zasadach jak wszyscy zagraniczni turyści: na trzy miesiące. Tyle że ona ma tu całą rodzinę. – Izraelczycy lubią utrudniać nam życie. Zwłaszcza jeśli się z nimi zadarło, wówczas robią trudności na każdym możliwym kroku – kończy Tarek.

Kiedy pozna się trudności życia na Zachodnim Brzegu, nietrudno dostrzec także sposoby, za pomocą których ludzie starają się owe trudności pokonywać. Wśród tych swoistych strategii przetrwania wyróżniam trzy główne: długofalową pracę na rzecz zmiany, która daje nadzieję na lepszą przyszłość; krótkofalowe akty sprzeciwu, służące przede wszystkim podnoszeniu morale; życie niezaangażowane politycznie, możliwie jak najbardziej „normalne”.

Mirna – muzułmanka, z którą współpracuję jako wolontariuszka – od ośmiu lat pracuje nie tylko na rzecz poprawy sytuacji kobiet w Palestynie, lecz także odmiany losu pozostających pod izraelską okupacją Palestyńczyków. Mirna wie, że zmiany nie nadejdą z dnia na dzień: jutro także będzie musiała przeżyć w warunkach, które nie będą odstawać od dzisiejszych. Marzy o lepszej przyszłości dla swoich dzieci, sukcesywnie pracuje więc na lepsze pojutrze, popojutrze czy inną bliżej nieokreśloną przyszłość. Mirna jest w Palestynie pierwszą poznaną przeze mnie działaczką, która współpracuje także z organizacjami izraelskimi. Zarówno ona, jak i jej izraelskie koleżanki narażone są na krytykę ze strony rodzimych organizacji, które podobną współpracę określają mianem zdrady. A jednak Mirna wierzy, że jeśli pokój jest możliwy, trzeba do niego dążyć wszystkimi pokojowymi metodami – i to właśnie robi. Ona, a także wielu innych działaczy oraz działaczek z palestyńskich organizacji i grup nieformalnych, którzy realizują plan powolnej, ale sukcesywnej zmiany.

Sąsiedzi i bracia żyjącej w Aida Camp Mirny wolą inne sposoby. Oni właśnie stanowią jedną z najaktywniejszych grup, która w czasie trwania ramadanu każdego wieczoru udawała się pod sąsiadujący z ich obozem mur, by przez kilka godzin wytrwale okładać go kamieniami. Długofalowe strategie są poza polem ich zainteresowań. Swój sprzeciw wobec okupacji chcą wyrazić tu i teraz, bez obmyślania planów i zbędnego gadania. Wykrzyczenie „Allah akbar” wystarczy.

Wielu innych spośród poznanych przeze mnie Palestyńczyków również miało swoje sposoby, by wyrazić brak zgody na izraelską okupację. Chociażby bojkot izraelskich produktów spożywczych czy nieobsługiwanie w sklepach klientów pochodzenia izraelskiego. Nie jest jednak oczywiście tak, że polityką interesują się wszyscy. Część osób koncentruje się na swojej karierze czy rozwijaniu biznesu. Niektórym wychodzi to nawet całkiem nieźle. Nie można jednak zapominać, że stanowią oni zdecydowaną mniejszość.

Sam ma zaledwie 24 lata, ale już teraz jest właścicielem dobrze prosperującej kawiarni. Żyje w pięknym domu, ma dwa sportowe samochody i – w przeciwieństwie do większości swoich tutejszych kolegów – możliwość podróżowania. Youseff i jego siostra Kawla należą do Palestyńczyków dysponujących izraelskim dowodem tożsamości. Oboje zawodowo zajmują się muzyką. Choć całe dnie spędzają w Betlejem i Bajt Dżala, ich dom mieści się w Jerozolimie. Oni także należą do tych szczęśliwców, którym wyjazd poza mur nigdy nie wydawał się czymś trudnym. Dalecy od problemów zwykłych Palestyńczyków, mogą w spokoju skupić się na swoich karierach, powiększaniu majątków, flirtach i rozrywce. W zupełnie innej sytuacji jest Amir. Choć mieszka w pobliżu kawiarni Sama, nigdy nie był jej gościem. Jak twierdzi, zupełnie go na to nie stać. Amir ma trzech braci i dwie siostry – wszystkich w wieku szkolnym, ale do szkoły nieuczęszczających. Najstarszy brat Amira ma szesnaście lat, pracuje w coffee shopie, przygotowując dla klientów fajki wodne. Także jego piętnastoletnia siostra finansowo wspiera rodzinę, pracując w gastronomii – w tej samej restauracji, co ich ojciec. Matka opiekuje się najmłodszym rodzeństwem i prowadzi dom. Całymi dniami liczy pieniądze, które rodzina zdobywa niemal wyłącznie dzięki turystom, i martwi się, gdy sytuacja ulega takiemu pogorszeniu, że zaczyna turystów odstraszać. – Ja nie jestem szczególnie zainteresowana polityką. Nie wkraczam w nią. Ale polityka każdego dnia wkracza do mojego domu i nie pozwala mi o sobie zapomnieć – powiedziała mi matka Amira.

*



Do Betlejem przyjechałam w tym roku na miesiąc. Swój bilet zmieniałam jednak trzykrotnie i ostatecznie pozostałam w Palestynie trzy razy dłużej, niż planowałam. Nie mogłam wyjechać. Poznani ludzie, ich historie i problemy przywiązały mnie do palestyńskiej ziemi. Po trzech tygodniach pobytu w Polsce znów wyjechałam. Konflikt, który znałam z okresu wakacji, wygasł. – Wojna się skończyła – tymi słowami powitał mnie znajomy, którego spotkałam po okresie nieobecności na betlejemskiej ulicy. – Ale problemy pozostały – zakończył.

Grażyna Latos



Tekst ukazał się w kwartalniku „Bez Dogmatu” 2014, nr 101-102.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Czym jest wolność ?
Wrocław, Przejście Garncarskie 2, Cafe-księgarnia >TAJNE KOMPLETY<
27.01.2022 (czwartek), h. 17.00
GNIEW LUDOWY POZA PRAWICOWYMI POPULIZMAMI
Warszawa, Wspólny Pokój, ul. Jazdów 10/2,
19 stycznia, godz. 18.00-21.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa

Więcej ogłoszeń...


27 stycznia:

1905 - Początek strajku powszechnego na terenie Królestwa Polskiego.

1919 - Powołano Państwowy Urząd Pośrednictwa Pracy zajmujący się rejestrowaniem bezrobotnych i pośrednictwem w ich zatrudnianiu.

1945 - Armia Czerwona oswobodziła wieźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

1971 - Zmarł Jacobo Arbenz, lewicowy polityk gwatemalski, od 1951 prezydent. Obalony w 1954 w wyniku zamachu stanu wspieranego przez CIA.

2000 - Socjaldemokrata Ivica Račan został premierem Chorwacji.

2005 - Zmarł Johannes Rau, polityk niemiecki, działacz SPD, prezydent RFN w latach 1999-2004.

2010 - Zmarł Howard Zinn, historyk, emerytowany prof. Uniwersytetu w Bostonie, działacz lewicowy, antywojenny i na rzecz praw obywatelskich, autor wielu książek w tym m.in. "A People's History of the United States"

2011 - W Jemenie wybuchło powstanie przeciwko złej sytuacji materialnej, bezrobociu, korupcji, ograniczaniu swobód obywatelskich i długoletnim rządom prezydenta Alego Abdullaha Saliha.

2018 - Nicolás Maduro ogłosił legalizację lewicowego Ruchu My Jesteśmy Wenezuelą (MSV) jako partii politycznej i przydział karty wyborczej Nuevo Camino Revolucionario do tego ruchu.


?
Lewica.pl na Facebooku