Andrzej Mencwel: Polska zdziecinniała

[2015-05-08 20:44:41]

Z prof. Andrzejem Mencwelem rozmawia Kacper Leśniewicz

Dlaczego od wielu lat zajmuje się pan twórczością Stanisława Brzozowskiego?

– Dlatego, że jest to pierwszy poważny pisarz nowoczesny w Polsce. Oczywiście współcześni Brzozowskiemu Stefan Żeromski czy Stanisław Wyspiański działali dużo szerzej i mocniej, ale byli zbytnio zanurzeni w polskiej przeszłości, a więc ograniczeni nią – „stygmatami niewoli”, jak się wówczas pisało. Natomiast Brzozowski widział od razu nasze problemy i dylematy w skali europejskiej, co wtedy było właściwie tożsame ze skalą uniwersalną. Jeśli dziś chce się myśleć o Polsce nie jako o kliencie Europy, ale jako o jej współtwórcy, powinno się czytać Brzozowskiego. Mamy współtworzyć dzieje powszechne, a nie tylko wydobyć się z niewoli zaborców i zdobyć niepodległość. To, co Brzozowski nazywał „filozofią dojrzałości dziejowej”, miało być świadomością podmiotu historii powszechnej, czyli całej ludzkości, a nie tylko ideologią lokalnego wyzwolenia Kraju Przywiślańskiego.

Brzozowski jest przekonany, że nie stoimy na zewnątrz historii, ale jesteśmy nią samą, tworzymy ją każdego dnia. Nie możemy z tej historii się wyzwolić, bo wszystko, co jest w nas, pochodzi od niej. To brzmi jak zachęta do aktywnego udziału w tworzeniu rzeczywistości.

– Więcej niż zachęta, wręcz zobowiązanie! Ponieważ byliśmy przez ponad stulecie zniewoleni, byliśmy niejako przedmiotami historii, ukształtowała się w Polakach mentalność przedmiotowa – historia jest zewnętrzną, obcą siłą, nadciąga jak burza i niszczy to, co nam najbliższe. II wojna światowa ze wszystkimi swoimi skutkami mentalność tę jeszcze umacniała. Brzozowski był pierwszym pisarzem, który chciał tę mentalność zmienić i całą swoją energią intelektualną zwracał się przeciw niej. Nie możemy naprawdę wybić się na niepodległość, jeśli nie zaczniemy myśleć o sobie jako o podmiocie historycznym. Czyli sprawcy własnych dziejów.

Rozumiał niepodległość szeroko, nie tylko w państwowym sensie terytorialnym.

– Zgadza się – rozumiał niepodległość jako suwerenność całego naszego ludzkiego dzieła. Niepodległość państwowa jest warunkiem koniecznym takiej suwerenności, ale nie wystarczającym. Myślę, że dzisiaj to przesłanie okazuje się bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej. Dzisiaj, w porównaniu z sytuacją sprzed I wojny światowej, mamy warunki niebywale sprzyjające. Wyzwolenie wszystkich sił społecznych, skupienie mocy twórczych jest więc tym ważniejsze. Można powiedzieć, że gdy w tamtym okresie czegoś nie stworzono – choć zdziałano wiele – można to było usprawiedliwić złą sytuacją. Współcześnie takie usprawiedliwienia nie mają już racji bytu.

Brzozowski dostrzegał złożoność życia społecznego oraz czynną obecność klas pracujących. Oddalał obraz rzeczywistości zdominowanej przez klasę dotąd panującą na rzecz wizji pełnego historycznego uspołecznienia.

– Siła jego przemyśleń polega na skupieniu uwagi na problematyce społecznej. Precyzyjnie, z niebywałym wyczuleniem i wrażliwością społeczną wchodzi on w otaczającą rzeczywistość. Podstawową kategorią jego myśli było uspołecznienie, ale co ono oznacza? Po pierwsze, podważenie zastanych stosunków społecznych, wyzwolenie tych, którzy są wyzyskiwani, uprzedmiotowieni. Po drugie, odzyskanie przez całe społeczeństwo dziejowej sprawczości, czyli czynnego, świadomego tworzenia rzeczywistości. Brzozowskiego fascynowały uczestnictwo klasy robotniczej w rewolucji lat 1904-1906, dynamika i samoorganizacja tej klasy; dzięki temu zrozumiał, czym jest całość społeczeństwa i jego wewnętrzne stosunki. Cała problematyka społeczno-kulturowa jest wpisana w dzieła Brzozowskiego.

Szkodliwa popularność Trylogii

Brzozowski krytykował kulturę, która była wytworem szlachty i ziemiaństwa.


– Uważał, że istotą rzeczywistości ludzkiej jest kultura w rozumieniu antropologicznym – więzi międzyludzkie, stosunki społeczne, normy moralne, reguły obyczajowe itp. Od najdrobniejszych ogniw tej rzeczywistości, takich jak małżeństwo i rodzina, po największe – jak klasy i narody. Tym, co jego zdaniem wciąż dominowało w ówczesnej kulturze polskiej, było dziedzictwo szlachecko-ziemiańskie. Mówiąc obrazowym skrótem, którego użyłem w swojej książce, na pełną mas robotniczych industrialną Łódź nakładano ciągle normy i reguły wyniesione z ziemiańskiego białego dworku. Kluczową kwestią „Legendy Młodej Polski” było orzeczenie, że cała polska substancja narodowa się zmieniła, ale wzory kultury pochodzą z innego świata. Sprzeczności były więc nieuchronne. Brzozowski sądził, że mogą się okazać katastrofalne. Dlatego był tak krytyczny wobec tamtego dziedzictwa i uważał, że cała kultura w rozumieniu społecznym wymaga radykalnego przepracowania. Począwszy od tego, jak mają wyglądać relacje mężczyzn i kobiet, rodziców i dzieci, aż do wzorów kultury narodowej i światowej.

Dominujące wzory wyniesione z kultury szlachecko-ziemiańskiej znakomicie legitymizował Henryk Sienkiewicz. Brzozowski swoje projekty formułował w opozycji do niego.

– Sienkiewicz nie tylko wypowiadał tamtą rzeczywistość, on ją przede wszystkim odnowił. Trylogia była triumfalną, gdyż niezwykle popularną, restauracją tradycji szlacheckich. Dlatego już pozytywiści, Aleksander Świętochowski, Bolesław Prus czy Eliza Orzeszkowa, krytykowali Sienkiewicza. Brzozowski idzie jednak dalej. Jego zdaniem, Sienkiewicz dokonuje odnowienia szlacheckiego panowania. Robi to z wielkim artystycznym talentem, co Brzozowski uznaje, krytykuje natomiast przesłanie dzieła Sienkiewicza, jego sprzeczność ze współczesną rzeczywistością społeczną. Uważa nawet popularność tego dzieła za szkodliwą.

Co jeszcze różniło świat, który utrwalał w powieściach Henryk Sienkiewicz, od tego, który postulował w swoich dziełach Stanisław Brzozowski?

– To są dwa różne wzory kultury. Wystarczy porównać to, co pisali Sienkiewicz i Brzozowski o małżeństwie i rodzinie. Przypomnijmy sobie postaci kobiece z twórczości Sienkiewicza – są tradycyjnie podporządkowane mężczyźnie i sprowadzone do macierzyństwa. Sienkiewicz właściwie uważał, że kobieta jest dodatkiem do życia mężczyzny. Dla Brzozowskiego problemem był nowy wzór rodziny, który te relacje gruntownie zmieni.

III Rzeczpospolita szlachecka

Autor „Legendy Młodej Polski” bardzo krytycznie pisał o polskiej rodzinie pochodzącej z klas panujących. Krytykował ją za odosobnienie społeczne, kulturowy separatyzm i bezwład intelektualny.


– Ten model rodziny budził furię Brzozowskiego, który pisał jadowicie, że jest on jak jaskinia, do której wilk znosi łup, a cała filozofia jej istnienia polega na tym, żeby tego łupu było jak najwięcej. Egoizm osobisty pokrywał się tu z egoizmem klasowym. W okresie rewolucji lat 1904-1906 Brzozowski zaczął wiązać przemianę całej kultury, więc i wzoru rodziny, z klasą robotniczą. Dziś możemy powiedzieć, że rodzina pracująca tworzy inne relacje międzyludzkie, ale uświadomienie znaczenia tej przemiany jest ciągle zadaniem.

Jakim sposobem Brzozowski chciał przezwyciężyć model rodziny egoistycznej? Wiemy, że konsekwentnie krytykował wszelkie determinizmy historyczne. Jego zdaniem, wiara w automatyczny postęp była nie tylko fałszywa, ale i społecznie szkodliwa.

– Wiedział, że procesy społeczne zachodzą, a z nimi zmieniają się podstawowe relacje sił społecznych, w skali polskiej i powszechnej. Co w takiej sytuacji mają robić twórcy, pisarze, intelektualiści? Otóż mają oni uświadamiać te przemiany, a tym samym współtworzyć je, umacniać. Skąd tytuł ważnego dzieła Brzozowskiego „Legenda Młodej Polski”? Zdaniem autora tego wielkiego pamfletu krytycznego, Młoda Polska jako formacja kulturalna, nie tylko literacka, miała stworzyć nową Polskę. Tego jednak nie zrobiła, dlatego jej nowoczesność jest pewną legendą. Zamiast współtworzyć nową społeczną rzeczywistość, Młoda Polska zamknęła się w świecie artystycznym, w świecie marzeń i fantazji. Nie dokonała uświadomienia tego wielkiego dzieła historycznego, jakie dokonywało się wówczas i dokonuje nadal.

Takie uświadomienie ciągle pozostaje zadaniem?

– Tak. Jesteśmy w nurcie tego samego procesu, który w Polsce został rozpoczęty na przełomie XIX i XX w., a w naszych czasach się dopełnia. To narodziny nowoczesnego narodu, nieskładającego się już z panów i chłopów. Tymczasem III Rzeczpospolita, która jest demokratycznym państwem politycznym, nie jest takim państwem społecznie i kulturalnie. Panująca w niej symbolika pochodzi właściwie z Rzeczypospolitej szlacheckiej, a cała nowoczesna tradycja demokratyczna – od Kościuszki do socjalistów różnych odcieni – została z niej wyrugowana. Również Piłsudskiego, którego ciągle czci się jako patrona niepodległości, przyrządzono w tamten sposób: przybyli ułani pod okienko i nic więcej. Czy ktoś jeszcze pamięta, dlaczego komendant nosił maciejówkę, a legioniści śpiewali o szarej piechocie? Ostatnio oznajmiono, że postawi się pomnik Korfantemu, blisko, rzecz jasna, Dmowskiego, ale o Daszyńskiego nie ma komu skutecznie się upomnieć! Istnieje lewica nazywana instytucjonalną, gdyż jej przedstawiciele zasiadają w parlamencie, ale oni nie mają żadnej historii ani tradycji. Nie sięgają pamięcią dalej niż do Edwarda Gierka, więc krucho też z ich przyszłością.

Widzi pan możliwość zmian? Pytam o to nieprzypadkowo, pamiętając o zorganizowanym pod patronatem prezydenta publicznym czytaniu Sienkiewicza.

– Już pytałem publicznie, dlaczego w 150. rocznicę urodzin Stefana Żeromskiego nie czytano jego dzieł. Nadarzała się okazja przypomnienia znakomitych tradycji społecznych i obywatelskich. Może by tak przeczytać w całej Polsce „Początek świata pracy” albo „Snobizm i postęp”? Aby podnieść społeczną jakość naszej demokracji. Oczywiście takich tradycji nie przenosi się jak starego obuwia. To musi być przepracowane, tak by mogło działać w przypadku dzisiejszych problemów.

Czyli jak?

– Przede wszystkim owo przepracowanie powinno wydobywać społeczne sensy wszystkich zjawisk kulturalnych. A to zupełnie zanikło. Podstawowe treści serwowane nam od poziomu tabloidów i telewizji do popularnych opracowań książkowych dają jasny przekaz. Na przykład 20-lecie międzywojenne było uroczym czasem kawiarń, kabaretów, dansingów, pięknych pań i zamożnych panów. A ilu robotników zginęło w kolejnych manifestacjach? Mamy do czynienia z kompletnym wyparciem społecznego widzenia rzeczywistości. Dlatego należy czytać dzieła Brzozowskiego – żeby widzieć naszą rzeczywistość realistycznie i realnie. I nie dać się ogłupić tą tandetą.

Pomyśleć poważnie

Brzozowski próbował budować wzory myślenia i postępowania w opozycji do tradycjonalizmu. Polska tradycyjna była przez niego nazywana Polską zdziecinniałą.


– Rozumiał to jako starczą zdziecinniałość owej tradycji szlachecko-ziemiańskiej. Zdziecinnienie w przeciwieństwie do dziecinności nie ma już żadnej przyszłości. Zgryźliwy aforyzm Brzozowskiego określa to zwięźle: „Byle Kmicic pojął Oleńkę, a pan Stach Marynię, wszystko da się przetrwać, cały pozostały świat to już tylko tło tej zasadniczej sprawy”. Ten sposób myślenia Brzozowski odrzucał w całości.

Dla Polski zdziecinniałej, jego zdaniem, świat był bezproblemowy. Na horyzoncie nawet nie majaczą kwestie do wyjaśnienia czy zadania do zrealizowania.

– Jest inny aforyzm, który dobrze to oddaje: „Czymkolwiek jest rzecz sama w sobie, bułka ranna nie zawiedzie”. Zawsze są tacy, którzy nam te bułeczki rano zapewnią, a cała problematyka naszego istnienia w świecie sprowadza się do tego, żeby dostać te bułeczki. Taki bezmyślny konsumpcjonizm, jak byśmy dziś powiedzieli, doprowadzał Brzozowskiego do wściekłości: żadnych zadań, nawet religijnych! Niby są katolikami, ale to jest „kościół milusińskich”, „jezuityzm czapki i papki”, który nie przyjmuje w ogóle do wiadomości, że nasze istnienie tutaj jest tajemnicą. Religijność zredukowana do kościelnego dzwonka, opłatka i wielkanocnego jajka.

Dostrzega pan dziś echo Polski zdziecinniałej?

– W sferach symboliczno-ideowych Polska wciąż jest znacząco zdziecinniała. Przez dwie dekady panowała właściwie bezmyślna wiara w automat wolnego rynku, który samoczynnie miał rozwiązać wszystkie problemy. Bieda miała zniknąć, kiedy bogactwo „ludzi sukcesu” zacznie coraz obficiej skapywać na ludzkie niziny. W ostatnich latach utracono tę naiwną wiarę, będącą przebiegłym oszustwem. Na scenie politycznej coraz częściej pojawiają się projekty kosmetyczne, ale one nie wystarczą.

Trzeba będzie nie tylko Polskę, ale i cały kapitalizm pomyśleć poważnie. Ja słyszę echo Polski zdziecinniałej, gdy poruszana jest kwestia modernizacji. Nieustający refren o budowie dróg, autostrad i stadionów zupełnie wymazuje z pola widzenia takie problemy jak bieda, rozwarstwienie społeczne, praca za głodowe pensje.

– Zgadzam się z panem, parę razy już o tym pisałem. Był taki straszny wypadek busa pod Grójcem, zginęło w nim 18 osób. To było odsłonięcie tego, co ukryte, nieopisane i nieopowiedziane. Oto bowiem naszym oczom ukazany został „trzeci świat” w naszym rzekomo pierwszym świecie. Ja jestem tego świadom nieustannie. Istnienie tego „trzeciego świata” w Polsce i w Europie musi nas wszystkich poruszać i zobowiązywać. Wizja przebudowy społeczeństwa jako całości musi się tam zaczynać i lewica powinna na niej oprzeć swój program.

Prof. Andrzej Mencwel – krytyk i historyk kultury, eseista, redaktor czasopism i serii wydawniczych, twórca Instytutu Kultury Polskiej UW. Autor licznych opracowań oraz książek, m.in. „Sprawa sensu”, „Stanisław Brzozowski – kształtowanie myśli krytycznej”, „Widziane z dołu”, „Spoiwa”, „Przedwiośnie czy potop”, „Etos lewicy. Esej o narodzinach kulturalizmu polskiego”.

Wywiad pochodzi z tygodnika "Przegląd".




Fot. Krzysztof Żuczkowski


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

CZYM DLA LEWICY DZIŚ JEST REWOLUCJA PAŹDZIERNIKOWA 1917?
Wrocław, ul. Bogusławskiego 41
26 listopada (niedziela), godz. 17.00
SPOTKANIE Z PROF. BRUNEM DRWĘSKIM
Wrocław, budynek Teatru Kalambur, parter - Sala Minerwa
3 grudnia (niedziela), ul. Kużnicza 29A
DLACZEGO POLACY SIĘ NIENAWIDZĄ?
premiera 22 listopada (środa)
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 listopada:

1831 - Szwajcarski pastor Alexandre Vinet w swym artykule na łamach "Le Semeur" użył terminu "socialisme".

1906 - Grupa stanowiąca mniejszość na IX zjeździe PPS utworzyła PPS Frakcję Rewolucyjną.

1918 - Dekret o 8-godzinnym dniu pracy i 46-godzinnym tygodniu pracy.

1924 - Urodził się Aleksander Małachowski, działacz Unii Pracy. W latach 1993-97 wicemarszałek Sejmu RP, 1997-2003 prezes PCK.

1930 - II tura wyborów parlamentarnych w sanacyjnej Polsce. Mimo unieważnienia 11 list Centrolewu uzyskał on 17% poparcia.

1937 - Urodził się Karol Modzelewski, historyk, lewicowy działacz polityczny.

2002 - Zmarł John Rawls, amerykański filozof polityczny, jeden z najbardziej wpływowych myślicieli XX wieku.


 
Lewica.pl na Facebooku