Jarosław Klebaniuk: Odcięcie grzesznego członka

[2015-08-21 21:37:17]

Pisarze przeważnie zmyślają. Taką mają pracę i nie można ich za to winić, wręcz przeciwnie – im bardziej przekonująco piszą, tym większe zbierają pochwały. Niekiedy wiemy, że są to niemożliwe do zaistnienia banialuki, a jednak wsiąkamy w ten świat, jak w przypadku prozy Gabriela Garcii Marqueza, byłego dziennikarza prasowego, wyćwiczonego w reportażu. Kiedy indziej dajemy się uwieść urodzie języka, nie zważając na miałkość opowiadanej historii, jak to jest z książkami Jerzego Pilcha. Rzadko się natomiast zdarza, że nie są to ani magrealne artefakty, ani koloryzowane wspominki, a mimo to czyta się dobrze, bo po prostu wierzymy w autentyczność relacji. Jeszcze rzadziej dostajemy intymną autobiografię, w której kreacja literacka, o czym jesteśmy przekonani, odzwierciedla rzeczywistą życiową metamorfozę. Tak jest właśnie ze Świadkiem Roberta Rienta.

Opowieść zaczyna się od najwcześniejszego, dramatycznego wspomnienia, a później prowadzi przez nastoletniość spędzoną na intensywnym propagowaniu wiary przez katolików zwanej pogardliwie kocią. Proponowanie lektury i spotkań, przekonywanie do dogmatycznej, jak to religia, religii, setki godzin spędzonych na chodzeniu od drzwi do drzwi – oto codzienność świadka Jehowy, który, aby mieć więcej czasu na „głoszenie”, zrezygnował z normalnej szkoły średniej i ukończył maturę zaocznie. Otoczenie społeczne, wychowanie, a z czasem także autoindoktrynacja (powtarzanie z przekonaniem setki razy tego samego nie pozostawia obojętnym samego powtarzającego) przyczyniły się do wyboru drogi życiowej, która mogła zaprowadzić do fanatyzmu i zaprzepaszczenia swoich możliwości. Wybór studiów w mieście odległym od rodzinnego ułatwił otwarcie się na inne idee, inne doświadczenia. Jedna dobra decyzja sprawiła, że przemiana została zapoczątkowana. Tkwiący w Łukaszu Robert mógł się rozwinąć, narodzić, zastąpić swojego gospodarza.

Świadek jest książką o zmianie tożsamości, o tym, jak stopniowo rozpadało się definiowanie siebie za pomocą przynależności do grupy wyznaniowej, jej wartości, stylu życia i związanych z nim ograniczeń, a do głosu doszło systematyczne samodoskonalenie i wybór nowych celów życiowych. Narrator, będący jednocześnie głównym bohaterem, zrelacjonował z nadzwyczajną szczerością zarówno swoje wewnętrzne rozterki, jak i interpersonalne doświadczenia. Wewnętrznego konfliktu omal nie przypłacił życiem. Z perspektywy trenera (rekomendowanego przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne) własne myśli i emocje przedstawił z ekstremalnym wglądem, lecz także i z dystansem. „To, co sprawdza się w sali szkoleniowej, przenoszę na bliskie relacje” - pisze, by ironicznie przytoczyć sztampowy i przewidywalny sposób nagabywania przez terapeutę o emocje. Takich smaczków, zwłaszcza pod koniec książki (powstrzymuję się od użycia słowa „powieść”), znajdujemy trochę. Dla ludzi ze środowiska mogą one mieć dodatkową wartość. Czynni zawodowo psychoterapeuci powinni znać ograniczenia swoich technik, ale ich pokazanie z zewnątrz, przez kogoś, dla kogo prowadzenie grup nie jest jedyną, a może nawet nie najważniejszą aktywnością, zapewne podziała ożywczo.

Książka pisana jest w dużej części w czasie teraźniejszym, lecz wplecione w nią cytaty z dziennika, a także syntetycznie i przystępnie podane informacje dotyczące ruchu Świadków Jehowy, rozbijają konstrukcje nieustannego dziania się. Opisy historii, organizacji, zwyczajów i narzędzi działania, jehowitów stanowią źródło wiedzy niejako z pierwszej ręki. Te obszerne wstawki przypominają nieco pieczołowite opisy zjawisk przyrodniczych i miejsc charakterystyczne dla prozy W.G. Sebalda. Mozaikowa konstrukcja nie czyni Świadka mniej zrozumiałym, choć fragmenty zatytułowane Robert budzą niepokój i wymagają cierpliwego dotarcia do końca, by stały się w pełni zrozumiałe.

Rient pisze sporo o wykluczeniu, z jakim spotykał się zarówno jako żarliwy wyznawca, dla którego niedostępne było wiele zachowań oczywistych dla niejehowickiej większości (np. częstowanie się cukierkami na urodziny, śpiewnie hymnu), jak i później, gdy odstąpił od wiary. O tym wykluczeniu ze wspólnoty religijnej, o zrywaniu przyjaźni, rozbijaniu rodzin, okrucieństwie fizycznej izolacji i społecznego ostracyzmu znajdujemy zresztą w książce bardzo dużo. Sekty, które działają w pełnej izolacji od społeczeństwa, nie muszą uciekać się do takich środków, gdyż ich członkowie niejako z definicji nie utrzymują kontaktów ze światem zewnętrznym. W przypadku ruchu religijnego funkcjonującego i werbującego nowych wyznawców wśród składającej się z innowierców („światusów”) większości, kary za odejście ze wspólnoty, za sprzeniewierzenie się zasadom, muszą być dotkliwe. Stąd nie zdarza się to aż tak często, na ile wskazywałaby logika konfrontacji z bogatym intelektualnie, emocjonalnie i zmysłowo światem. Okres brania narkotyków przez głównego bohatera wskazuje, że zerwanie więzów jest bolesne, trudne do przeprowadzenia bez jakiejś formy znieczulenia.

Bodaj najczęściej przewijającym się w Świadku motywem jest motyw „ciernia” – represjonowanej seksualności. Stanowi ona dla protagonisty podwójny problem: do „nieczystości” związanej z zakazaną masturbacją i równie zakazana pornografią dochodzi bowiem homoseksualność. Próby walczenia z nią za pomocą modlitwy okazały się na tyle płonne, że bohater próbował nawet odciąć swój grzeszny członek. To, co nie udało się dosłownie kilka lat później zostało metaforycznie przeprowadzone przez zbór. Odrzucenie przez bliskie osoby na pogrzebie babci stanowi jeden z najbardziej poruszających fragmentów.

Zmiana tożsamości w przypadku Łukasza oznaczała zmianę imienia i nazwiska. Prawdę mówiąc przez wiele lat sądziłem, że to jedynie pseudonim literacki, a dopiero z wywiadu towarzyszącego premierze książki dowiedziałem się, że przyjęte rozwiązanie było bardziej radykalne. Na marginesie tak ostentacyjnego odcięcia się od przeszłej tożsamości nasuwa się pytanie o to, na ile Robert jest tą samą osobą, co Łukasz. Z szerszej psychologicznej perspektywy, pomimo zmiany przekonań religijnych (z dogmatycznej wiary na coś, co można chyba zaliczyć do religijności poszukującej), Autor jest tą samą osobą co najmniej na poziomie temperamentu. Poszukiwania kontaktu z ludźmi przybierało różne formy, jednak odwiedzanie obcych w ich domach, by ich nawracać, występowanie w zborach, przyjaźnie zawierane łatwo i trwające długo, wybór bardzo „kontaktowego” kierunku studiów, aktywność w teatrze, prowadzenie warsztatów grupowych i treningów interpersonalnych – wszystko to ma pewien wspólny mianownik. Razem z seksualnymi i narkotykowymi ekscesami świadczy o dużym zapotrzebowaniu na stymulację. Potocznie moglibyśmy powiedzieć o głodzie wrażeń czy głodzie życia. Nawet izolacja na vipassanie, w medytacyjnym odosobnieniu jest doświadczeniem, które dostarcza silnych bodźców, tyle że z własnego ciała. Może angażowanie się tylko i wyłącznie w ograniczony zakres powtarzalnych czynności „głosiciela” było czymś niewystarczającym dla kogoś o takim apetycie?

Świadka warto przeczytać dla wiedzy o tym dosyć schematycznie reprezentowanym w naszej kulturze wyznaniu i sposobie działania propagującego je kościoła. Warto podkreślić, że krytyczny opis nie pominął i dobrych stron, za które osobiście uznaję pacyfizm i antynacjonalizm. Jednak książka Rienta zasługuje na lekturę przede wszystkim z uwagi na niezwykłą, ekshibicjonistyczną wprost szczerość autora. Mało kto potrafi wyciągnąć swoje wnętrzności, poopowiadać o nich i nie tylko nie wywołać tą wystawką niechęci, a wręcz przeciwnie – zrozumienie i sympatię.

Robert Rient, Świadek, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015


Recenzja ukazała się na blogu Autora na portalu NaTemat.pl.

Jarosław Klebaniuk


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Kolejowi likwidatorzy
Warszawa, Cafe Kryzys, ul. Wilcza 30
27 sierpnia (niedziela), godz. 18.00-19.30
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 sierpnia:

1818 - Urodził się Johann Eccarius, krawiec i publicysta niemiecki, sekretarz generalny Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników.

1909 - USA: Podczas strajku w McKees Rock w Pensylwanii szeryf strzelał do zwiazkowców z IWW, rozpoczynając strzelaninę w której sam zginął. Dalsze starcia doprowadziły do śmierci 11 osób.

1927 - USA: Niccola Sacco i Bartolomeo Vanzetti, działacze anarchistyczni straceni w Bostonie po procesie poszlakowym w sprawie napadu i zabójstwa konwojenta. Egzekucji towarzyszyły liczne protesty związkowe.

1944 - Poległ Włodzimierz Miszewski, szef wyszkolenia bojowego zgrupowania warszawskiego Gwardii Ludowej PPS-WRN, późniejszy komendant zgrupowania warszawskiego Organizacji Wojskowej Pogotowia Powstańczego Socjalistów.


 
Lewica.pl na Facebooku