Sierakowski: Dziennikarze, nie krzywdźcie górników

[2008-01-11 12:58:37]

Artykuł Aleksandry Klich i Józefa Krzyka opublikowany w ostatniej "Gazecie Świątecznej", a dotyczący strajku w kopalni "Budryk", miał być połączeniem reportażu o strajku z tekstem publicystycznym na temat sytuacji górnictwa w Polsce - a jest manifestem politycznym. Dowodzi tego już tytuł: "Górnicy, odbierzcie władzę związkowcom" i podtytuł: "Oni krzywdzą was i Śląsk. Spychają nas do przemysłowego skansenu".

Tekst rozpoczyna się od opisu dwóch migawek z telewizji. Migawka pierwsza: "Wysmarowani węglem mężczyźni krzyczą, że chcą pracować, nie strajkować. Ale nie pracują, tylko siedzą na podłodze zdewastowanego przez siebie korytarza dyrekcji kopalni. Na ścianie napis sprejem: "Sz., ty chuju". Sz. to jeden z dyrektorów kopalni". Pomińmy to, że Sz. wcale nie jest jednym z dyrektorów, ale związkowcem z "Solidarności", która - mówiąc oględnie - stara się żyć z dyrekcją w zgodzie i pokoju. Zabawniejszy jest zarzut pod adresem strajkujących, że zamiast pracować, strajkują, deklarując przy tym chęć pracy. To jakby powiedzieć choremu, który domaga się leczenia, że bezczelnie leży w łóżku, zamiast tańczyć. I na dodatek deklaruje, że chce być zdrowy.

Druga migawka pokazuje wzruszonych górników łamiących się przez płot opłatkiem z żonami w czasie Wigilii. "Czyjego serca - pytają autorzy - nie poruszy człowiek zmuszony spędzać święta z dala od rodziny? (...) Okazało się, że sceny z telewizji nie wzruszają już nawet mieszkańców Śląska, choć organizatorzy strajku bardzo by tego chcieli. Zanim święta się zakończyły, na forach internetowych pojawiły się złośliwe wpisy: »Ludzie, nie kompromitujcie się! Przyzwyczailiście się tam, na Śląsku, do luksusów. Macie zapłaconą ciężką pracę, wczesną emeryturę, dlaczego chcecie kokosów? Czy choć raz nie moglibyście być solidarni z resztą Polaków?«".

Od kiedy to profesjonalni dziennikarze przedstawiają problem za pomocą migawek telewizyjnych i oceniają w oparciu o opinie internautów?

Ile zarabia górnik?

Klich i Krzykowi nie podobają się żądania finansowe strajkujących. Pytają: "Czy rzeczywiście górnicy zarabiają za mało?" Dyrekcja kopalń podaje, że średnio jest to 5 tys. zł brutto, a górnicy mówią, że dostają 2 tys. na rękę. "Skąd ta różnica? Ano z dodatków, których związkowcy nie podają. Górnik dostaje dodatkową pensję ("barbórkę") w grudniu, a potem na początku roku tzw. 14 pensję. Do tego 11 zł w talonach na posiłek regeneracyjny za przepracowaną dniówkę. Pensja rośnie też, zgodnie z ustawą, gdy pracuje się w soboty i niedziele". I problem rozstrzygnięty! A sprawa wygląda tak: średnie górnicze wynagrodzenie wynosi 4600 zł, w które wliczane są wymienione wyżej dodatki. Ale cały fałsz z tymi danymi polega na tym, że jest to stawka za 30/31-dniowy miesiąc pracy, czyli razem z sobotami i niedzielami! Ci, którzy nie pracują w weekendy, często nie dostają nawet tych 2 tys. Nowi na kopalni dostają 1200 zł miesięcznie.

Górnik po 20 latach harówki pod ziemią jest atrapą człowieka. Kazać pracować mu jeszcze w soboty i niedziele, żeby dobił do stawki, o której dziennikarze dowiedzieli się z migawek telewizyjnych - to po prostu nieludzkie. A talony na posiłki regeneracyjne obejmują wiele zawodów, w których pracuje się w warunkach szkodliwych i uciążliwych - nie jest to górniczy przywilej. Należy też pamiętać, że po 25 latach pracy w kopalni górnik nie jest w stanie już nic robić. W górniczej pensji mieści się więc premia za powolne fizyczne samowykończenie. Nie przypadkiem czas przepracowany przez górnika na powierzchni nie jest mu wliczany do wcześniejszej emerytury.

Dziennikarze "Gazety" piszą: "Różnice między kopalniami sięgają kilkuset złotych i wynikają z tego, że jedne kopalnie radzą sobie lepiej, a inne gorzej. Najwięcej dostają pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej - producenta wysokogatunkowego węgla koksowego." Ale nie wspominają - a jest to przecież główny powód strajku! - że choć Budryk przynosi największe zyski ze wszystkich kopalń, górnicy zarabiają tam najmniej.

Cytowana jest opinia prof. Marka S. Szczepańskiego: "Trzeba szanować pracę górników, ale to zawód odchodzący. Górnicy nigdy nie będą już zarabiać tyle, ile w czasach węglowego eldorado. Zresztą proszę pamiętać, że ci ludzie sami sobie tę pracę wybrali". Jasne, mogli wybrać pracę w eleganckich i czystych agencjach reklamowych. W kraju z bezrobociem przez ponad dekadę wynoszącym prawie 20% mało kto mógł i może przebierać w ofertach pracy. Ponadto specyfika regionu, którą prof. Szczepański zna przecież najlepiej, polega na silnym rodzinnym i środowiskowym przywiązaniu do zawodu górniczego. To jest fakt społeczny, z którym socjolog powinien się liczyć.

Po co są związki?

W tekście Klich i Krzyka pojawia się dyżurny argument o Polakach, którzy mają dość dopłacania do nierentownej branży. To skomplikowany problem, którego nie można załatwiać stereotypową hipotezą. Dotowanie kopalni, wcale nie musi oznaczać, że państwo dokłada do górnictwa. Pamiętajmy, że kopalnie wpłacają do budżetu dziesiątki milionów złotych. Jastrzębska Spółka Węglowa, do której został właśnie przyłączony Budryk, to jedna z najbogatszych spółek górniczych w Europie. "Nasza spółka zamknie ten rok zyskiem sięgającym niemal 180 mln zł" - chwali się wiceprezes Ozon ("Dziennik Zachodni" z 24 października 2007). W raporcie finansowym JSW za rok 2005 można przeczytać, że samego podatku dochodowego spółka zapłaciła 180 mln zł.

Na węglu opiera się cała polska gospodarka - kolej, transport, fabryki, niemal wszystko. Na węglu opiera się także bezpieczeństwo energetyczne państwa. Dotowanie górnictwa oznacza więc dotowanie wszystkich tych gałęzi, ale dostaje się tylko górnikom!

Mylą się ci, którzy twierdzą, że sprawę można załatwić, zamykając kopalnie i importując węgiel. Poza Polską w Europie prawie nie ma złóż węgla nadającego się do produkcji koksu. A sprowadzanie go z Australii, USA, Kolumbii czy Syberii, to ekonomiczny nonsens (Henryk Nykiel, "Co z tym węglem?!", "Rynki Zagraniczne" z listopada 2007).

Cały tekst atakuje uruchamia schemat naiwnego górnika, który daje się wodzić za nos spryciarzom ze związków zawodowych. Dziwne, że dziennikarze "Gazety" sięgają po starą śpiewkę rodem z PRL o związkowych wichrzycielach żerujących na łatwowierności robotników. Do tego dochodzi druga śpiewka z tej samej płyty - o dobru ogółu zagrożonym przez partykularne roszczenia strajkujących.

Czym zdaniem autorów zajmują się związki zawodowe? "Licytują się, żeby w radykalizmie przebić pozostałe. (...) Jak jest spokój, związkowiec traci sens życia, pozycję towarzyską, obecność w mediach, prestiż, zarobki. A wielu z nich ma skromne wykształcenie i poza związkiem trudno by im było się odnaleźć". Z tekstu dowiadujemy się, że nawet biskup skrytykował "populizm związkowców". Dziennikarze litują się za to nad biednym dyrektorem Dominikiem Kolorzem, który "po kolejnej rundzie nieudanych negocjacji z zarządem Kompanii stwierdził, że przyszedł czas, by w spór zaangażował się rząd". Autorzy współczują: "To był szantaż". Na tym przecież polega strajk! Niestety moralne oceny biskupów i dziennikarzy nie zawsze wystarczają. Gdyby strajk nie był ekonomicznym zagrożeniem, nie miałby sensu.

Co zatem powinni robić związkowcy? "Powinni - mówi cytowany w tekście prof. Jacek Wódz - współtworzyć przyszłość branży, tak jak to się dzieje w Irlandii, wspomagać komunikację między zarządem firmy a załogami, wpływać na wybór technologii, rozwój firmy, kształcenie młodych ludzi". Tak jest, związkowcy powinni bronić pracodawcy, zajmować się komunikacją między zarządem i załogą, czyli w praktyce tłumaczyć pracownikom, że z dyrekcją nie ma co zadzierać. Zabawne jest też zdziwienie autorów, że związków w kopalniach jest wiele. A strajk powinien być nieuciążliwy.

Czy kopalnie trzeba zamknąć?

"Związkowcy - piszą dziennikarze - przyzwyczaili górników, iż walka o prawa pracownicze to głównie bój o wyższe pensje". A lepiej "wydać więcej pieniędzy na inwestycje w nowe technologie - tak jak to się robi we Wrocławiu czy w Poznaniu - niż uruchomić strumień dotacji dla przemysłu, który przeżywa swój zmierzch". To bzdura do siódmej potęgi - bo tyle mniej więcej zer potrzeba, by przekształcić polskie górnictwo w źródło wysokowartościowego węgla, na który jest dziś na świecie świetna koniunktura. Tyle że jest to zadanie państwa, chodzi bowiem o sumy, których się nie uzbiera ani z zysków kopalń, ani z pensji górniczych.

Inaczej bowiem, niż twierdzą dziennikarze "Wyborczej", koniunktura na górnictwo wcale się nie kończy. Wystarczy choć pobieżnie przejrzeć informacje w prasie ekonomicznej. Światowa produkcja węgla rośnie o 5 proc. rocznie, nieco mniej tylko rosną obroty tym surowcem. Największe zapotrzebowanie jest na węgiel koksowy - i tu pojawia się kłopot. Bo choć Polska posiada największe i najprężniejsze koksownie w Europie, choć krajowe zapotrzebowanie rośnie bardzo szybko (dlatego właśnie maleje eksport, a nie dlatego, że przestaje się opłacać, jak sugerują autorzy!), i choć zasobów węgla koksowniczego mamy pod dostatkiem, to jest problem z wielomiliardowymi inwestycjami, jakie potrzebne są na udostępnienie nowych złóż i poziomów wydobywczych.

Jastrzębska Spółka Węglowa próbuje dziś wracać do pomysłów inwestycyjnych sprzed lat. W kopalni "Zofiówka" ma być wybudowany nowy szyb - na razie prowadzone są prace badawcze. W tym roku kopalnia "Pniówek" ma być rozbudowana o nowe pole wydobywcze. Problem w tym, że węgiel z tego pola będzie dopiero za dziesięć lat. Na razie kopalnie wykorzystują "resztówki", które przed laty zostały pozostawione ze względu na nieopłacalność wydobycia. Nie ma problemu z popytem na polski węgiel, jest problem z podażą! Czy to ma być zmierzch górnictwa w Polsce? Czy rzeczywiście - jak doradzają autorzy - Śląsk powinien się przerzucić na "edukację i turystykę"?

Wróćmy po raz ostatni do mantry dziennikarzy "Gazety": "Związkowcy bez wstydu mówią, że górnika nie interesuje, co dzieje się w Polsce, ale ile zarabia. Że chodzi o to, by wyszarpać, ile się da. Ta postawa jest głęboko nie w porządku wobec reszty kraju". Otóż, gdyby rzeczywiście chodziło o interes ogółu, polskie górnictwo zostałoby odpowiednio dofinansowane, by wykorzystać światową koniunkturę.

Problem polega na tym, że łatwo się mówi o roszczeniach górniczych, a nie słychać nic o obowiązkach państwa. Nie sposób też w Polsce, ciągle zdominowanej przez neoliberalny sposób myślenia elit, postulować większej progresji podatkowej, która dałaby państwu większe pieniądze na inwestycje. Gdyby większe podatki płacili ci niewysmarowani węglem, czyści dziennikarze, pracownicy agencji reklamowych itp., byłby z tego z pewnością pożytek nie tylko dla pensji górniczych, ale i dla ogółu.

To ciekawe, że kapitalista działa, żeby osiągnąć zysk - i to jest normalne, a pracownik zawsze "domaga się", "rości" i chce komuś zabrać. O zysku kapitalisty z góry wiadomo, że zostanie zainwestowany, co oczywiście będzie prospołeczne. Natomiast pracownik wszystko, co dostaje, to jakby zabrał innym, a może nawet ukradł. I nie kapitaliście, tylko oczywiście nam, biednym obywatelom.

Sławomir Sierakowski


Tekst ukazał się w "Gazecie Wyborczej" z 9 stycznia 2007.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


13 kwietnia:

1808 - Urodził się Leon Rzewuski, polski magnat, uczestnik powstania listopadowego, socjalista.

1825 - We Wrocławiu urodził się Ferdynand Lassalle, jeden z twórców niemieckiej socjaldemokracji.

1854 - W Mławie urodziła się Anna Tomasiewicz-Dobrska, pierwsza polska lekarka, ginekolog, położnik, pediatra.

1885 - W Budapeszcie urodził się György Lukács, filozof marksistowski i historyk literatury, estetyki; działacz międzynarodowego ruchu robotniczego.

1901 - W Paryżu urodził się Jacques Lacan, psychiatra i psychoanalityk francuski, twórca i reformator francuskiej szkoły psychoanalizy.

1919 - W Monachium proklamowano Bawarską Republikę Rad.

1922 - W Butiama urodził się Julius Nyerere, socjalistyczny polityk tanzański, w latach 1964-1985 prezydent Tanzanii.

1993 - "Financial Times" podał, że dyrekcja EBOiR wydała dwukrotnie większe sumy na cele reprezentacyjne niż na pomoc dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

2002 - Po nieudanym puczu wojskowym Hugo Chávez powrócił po dwóch dniach na urząd prezydenta Wenezueli.

2009 - Pożar hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim - zginęły 23 osoby, a 21 zostało rannych.

2014 - W Sewilli zmarł Ernesto Laclau, argentyński filozof, przedstawiciel postmarksizmu. Profesor i wykładowca teorii politycznej na Uniwersytecie w Essex. Wraz z Chantal Mouffe wspólautor książki "Hegemonia i strategia socjalistyczna" (1985).

2016 - Sooronbaj Dżeenbekow (SDPK) został premierem Kirgistanu.


?
Lewica.pl na Facebooku