Anna Tarczyńska: Szkoła życia

[2009-12-24 08:16:48]

Nie ma bardziej wymownego przejawu uzależnienia państwa polskiego od ideologii katolickiej niż przymus skierowany do dzieci - potwierdza nasze obserwacje znany profesor, członek Polskiej Akademii Nauk.

W lipcu 2005 r., "składając hołd największemu autorytetowi XX wieku", Sejm przyjął ustawę, że 16 października będzie w polskich kalendarzach Dniem Papieża Jana Pawła II. Ot, coś takiego jak np. Dzień Solidarności i Wolności, który jest znakomitą okazją do akademii, kwiatów i laurek, ale wcale nie musi interesować ludzi świętujących dajmy na to Dzień Pamięci Poznańskiego Czerwca 1956. Krótko mówiąc: data została wyeksponowana, ale nie ustanowiono żadnego przymusu, żeby 16 października wywieszać flagi i wdziewać galowe uniformy.

Przed tegorocznym Dniem Papieża dyrekcja XXXIII Liceum Ogólnokształcącego im. Armii Krajowej w Łodzi wywiesiła na korytarzu szkolnym grafik godzin lekcyjnych, podczas których poszczególne klasy "udają się na uroczystość pod opieką nauczycieli, z którymi mają zajęcia na tych godzinach". Żeby zaś jakiemuś uczniakowi nie strzeliło przypadkiem do głowy, że zdoła urwać się z imprezy na cześć faceta, który przymykał oko na najbardziej obrzydliwe skandale seksualne z udziałem swoich podwładnych, dyrekcja liceum zadbała też o frekwencję:

"Przypominam, że obchody Dni Papieskich mają w Polsce rangę święta narodowego (sic! – dop. red.), a nie religijnego. W związku z tym obecność na tych uroczystościach jest obowiązkowa także dla tych, którzy nie chodzą na lekcje religii" – ostrzegła wicedyrektor Anna Piotrowska.

Rzeczone uroczystości odbyły się w położonym nieopodal szkoły kościele św. Rodziny, gdzie uczniowie wysłuchali prelekcji miejscowego plebana o dokonaniach santo subito, grzecznie się za niego pomodlili i obejrzeli montaż słowno-muzyczny.

– Mówiąc otwarcie, to Karol Wojtyła nam zwisa, ale nie jesteśmy samobójcami, żeby wchodzić dyrektorkom pod nóż. Wpadnijcie do nas i rozejrzyjcie się. Już przy wejściu wciska się w oczy duży krzyż wiszący wyżej, niż godło państwowe, że nie wspomnimy już o krzyżach w klasach. Na tablicy ogłoszeń zobaczycie kartkę (jest stałym elementem tablicy) z wizerunkiem Wojtyły i jakimś jego cytatem. Przy wszelkich możliwych okazjach nasza dyrektorka "serdecznie zaprasza" uczniów (bądź każe im iść, jak to było w Dniu Papieskim) na nabożeństwa odbywające się w kościele obok szkoły. Na jednej z takich mszy dowiedzieliśmy się np., że modlitwa jest fundamentem wolności. Po prostu klerykalna paranoja – stwierdzili licealiści, którzy przynieśli do redakcji "FiM" dokumentację zarządzeń dyrekcji.

– Kościelne imprezy starannie i z głębokiego przekonania omijam, więc przymusowe uczestnictwo w tych stricte religijnych – jak się okazało – obchodach ostatniego Dnia Papieskiego było dla mnie dużym dyskomfortem. To samo wrażenie odniosło zresztą co najmniej kilkunastu uczniów, z którymi rozmawiałam – podkreśla jedna z nauczycielek.

Sprawdziliśmy, jak nakaz pójścia do kościoła, żeby święcić tam Dzień Papieski, ma się do porządku prawnego obowiązującego w XXXIII LO (o konstytucji RP nie wspominając). Oto w regulaminie liceum czytamy, że jedynymi uroczystościami, w których uczniowie muszą uczestniczyć, są: rozpoczęcie roku szkolnego, ślubowanie uczniów klas pierwszych, Dzień Edukacji Narodowej, święto szkoły, rocznica powstania Armii Krajowej, pożegnanie absolwentów i zakończenie roku szkolnego.

Sprawa wydaje się więc całkiem jasna: wbrew twierdzeniom wicedyrektor Piotrowskiej, czczenie Wojtyły nie było żadnym obowiązkiem! Żeby się wszakże upewnić, poprosiliśmy o wyjaśnienie tego incydentu Alicję Przanowską – główną dyrektorkę liceum.

– Obchody Dnia Papieskiego przygotowali katecheci razem z młodzieżą i choć uroczystość odbyła się w kościele, nie pojawiły się na niej absolutnie żadne akcenty religijne. To było mniej więcej tak, jak zwiedzanie świątyni i oglądanie zgromadzonych tam dzieł sztuki. My nie jesteśmy ortodoksyjni i gdyby ktoś przyszedł poprosić o zwolnienie z uczestnictwa z powodu swoich przekonań, z pewnością poszlibyśmy mu na rękę. Być może to zarządzenie wicedyrektor Piotrowskiej było nieco niefortunne, ale zapewniam, że u nas nie ma żadnego terroru wyznaniowego. Mieliśmy kiedyś uczennicę, która była szefową młodzieży muzułmańskiej i jakoś się nie skarżyła. Tę aferę z pewnością wywołał nasz były uczeń należący do Świadków Jehowy. Musieliśmy się z nim rozstać i teraz się odgrywa – przekonywała Przanowska.

I wyszło przy okazji na jaw, że dyrektorka świetnie orientuje się, jakiego wyznania są uczniowie liceum. Po cóż jej ta wiedza?

***


Gimnazjum nr 2 im. Królowej Jadwigi w Swarzędzu jest placówką utrzymywaną z pieniędzy publicznych i podlega samorządowi, więc teoretycznie nie ma żadnych przeszkód, żeby uczęszczali do tej szkoły uczniowie wszelkich możliwych wyznań, nie musząc przy tym deklarować, że są np. muzułmanami, buddystami bądź Świadkami Jehowy.

Nie muszą deklarować, ale i tak wyjdzie szydło z worka, gdy podczas szkolnych uroczystości padnie komenda "Do hymnu!" i zabrzmią zaintonowane przez księdza katechetę strofy: "Cieszcie się dzisiaj wszyscy chrześcijanie, bo Chrystus sługę świętą naszą Panią zabrał w niebiosy...".

Podobny, jeśli nie większy, problem mają niekatoliccy uczniowie uczęszczający do Szkoły Podstawowej im. Świętej Jadwigi Królowej w Rabie Wyżnej (też utrzymywana z pieniędzy publicznych), którzy zostaną natychmiast zdemaskowani, jeśli na akademii nie stłamszą sumienia i nie zaśpiewają rzeczonej Jadwidze szkolnego hymnu: "Nowe plemiona przed Tobą dziś stoją wierne krzyżowi, złączone w Kościele. Błogosławieństwem znaczone Twe życie, gdy lud Twój mężnie w obronie stał krzyża. Strzeż przed złą mocą, co działa wciąż skrycie, broń nas i osłoń, gdy się do nas zbliża...".

Na opornych łatwo znaleźć bat:

– Gdy przyznałam księdzu katechecie, że jestem wątpiąca, zostałam poniżona i ośmieszona. Wielebny wymyślił bajeczkę, że jestem narkomanką. A najlepsze było to, że on mnie rzekomo widział, jak ćpam "w różnych dziwnych miejscach", choć całe moje życie to, niestety, tylko szkoła, bo na nic więcej nie mam czasu. No i teraz większość nauczycieli ma o mnie niezbyt ciekawą opinię – mówi Weronika, uczennica szkoły muzycznej.

Nachalnej indoktrynacji religijnej poddawani są nie tylko uczniowie:

– Chciałabym prosić redakcję o zwrócenie uwagi na szkolnictwo wyższe. Ja czuję się jako studentka odrzucona przez grupę z powodu nieukrywanej bezwyznaniowości. Sytuację pogarsza fakt, że niektórzy wykładowcy jawnie szydzą z młodych ludzi niebędących wyznawcami jedynie słusznej religii. Studiuję w Sosnowcu w Wyższej Szkole Medycznej, gdzie głównym wzorcem osobowym jest Jan Paweł II. W mojej grupie piętnuje się każdą wypowiedź sprzeczną z religią katolicką. Na przykład wykładowca (...) nazywa homoseksualistów ludźmi chorymi, a Świadków Jehowy sektą, i twierdzi, że jedyną prawdziwą religię gwarantuje tylko Kościół katolicki. Czy nauczyciele akademiccy nie powinni być bezstronni? Czy wolno im narzucać swoje przekonania i obrażać poglądy innych studentów? Nie rozumiem, skąd tyle okrucieństwa w ludziach, którzy co tydzień grzecznie wędrują do kościoła... A jeśli w auli siedzi Świadek Jehowy? Zwróciłam profesorowi uwagę, że nie powinien publicznie ośmieszać ludzi innych wyznań, ale nie na wiele się to zdało. Od przyjaciół studiujących na innych uczelniach wiem, że zjawiska występujące w sosnowieckiej WSM nie są odosobnione – twierdzi Marianna z Dąbrowy Górniczej.

***


"Religia w szkole i przedszkolu jest jednym z fundamentów państwa wyznaniowego. Nauczanie jej, zwłaszcza w przedszkolu i niższych klasach, jest de facto przymusowe, gdyż nieuczęszczanie przez dziecko (zwłaszcza dziecko niewierzących rodziców) na te zajęcia oznacza dla niego napiętnowanie. Nie ma bardziej wymownego przejawu dominacji ideologicznej katolicyzmu w demokratycznej Polsce i uzależnienia państwa polskiego od ideologii katolickiej, niż przymus skierowany do małych dzieci. Określenie tego stanu rzeczy jako >>naruszenie zasady świeckości państwa<< byłoby niestosownym eufemizmem. Dominacja ideologiczna katolicyzmu w przestrzeni państwowej jednoznacznie sugeruje, jacy obywatele będą przez państwo faworyzowani, a którzy powinni siedzieć cicho" – nie owija sprawy w bawełnę prof. dr hab. Jan Hartman, kierownik Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz członek Komitetu Nauk Filozoficznych Polskiej Akademii Nauk.

Anna Tarczyńska


Tekst ukazał się w tygodniku "Fakty i Mity".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


14 sierpnia:

1919 - Strajk 140 tys. polskich robotników na Górnym Śląsku, poprzedzający wybuch zbrojnego powstania.

1955 - W Warszawie zakończył się V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów.

1956 - Zmarł Bertolt Brecht, niemiecki pisarz, dramaturg, poeta, teoretyk teatru, inscenizator.

1958 - Zmarł Frédéric Joliot-Curie, francuski fizyk, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, członek Francuskiej Partii Komunistycznej.


?
Lewica.pl na Facebooku