Tomasz Sikora: Lewica jednowymiarowa

[2010-01-02 09:46:00]

Tekst Rafała Majki "Lewica bez etyki?" wywołał na Lewica.pl dość żywą dyskusję, chociaż nietrudno zauważyć, że większość komentatorów albo jego argumentów nie rozumie, albo jest im (często z góry) przeciwna. Podobnie ma się rzecz z polemiką Piotra Ciszewskiego "Lewica moralizatorska", w której, niestety, merytorycznej polemiki jest jak na lekarstwo. Zasadnicza strategia retoryczna Ciszewskiego (dość charakterystyczna dla "polskiej szkoły erystyki") polega na tym, żeby zdyskredytować oponenta, zaszufladkować go, a następnie powtórzyć swoje, nie odnosząc się do istoty jego myśli. I tak Majce została przypięta łatka młodego (rzeczywiście, o 3 lata młodszego od Ciszewskiego), niedojrzałego lewicowca, który dał się zwieść neoliberalnemu dyskursowi, bezkrytycznie kupuje podrzucane przez neoliberalne media tematy obyczajowe, "uprawia radosną kontrkulturową kontestację" i nie rozumie istoty problemu. Pomimo swego niedouczenia (takich młodych trzeba edukować, twierdzi Ciszewski), Majka jest (w nie do końca sprecyzowany sposób) powiązany z oderwanymi od rzeczywistości akademickimi salonami i ich przeintelektualizowaną, niezrozumiałą dla przeciętnych ludzi nowomową. Na dokładkę Majka reprezentuje niewątpliwie klasę średnią, oderwaną od realnych problemów zwykłych ludzi.

Następnie Ciszewski przedstawia swoją – w moim mniemaniu niezwykle ograniczoną – wizję lewicowości. Tam gdzie Majka stara się zaproponować kompleksowe, wielowymiarowe spojrzenie na lewicowość, Ciszewski lansuje perspektywę jednowymiarową. Taka wizja spycha lewicowość na bardzo wąskie tory, co niezmiernie cieszy zarówno neoliberalny, jak i neokonserwatywny establishment w Polsce.

Zasadniczą słabością wizji Ciszewskiego jest niedoprecyzowane i naiwne pojmowanie "wspólnoty". Wspólnotowość – zredukowana do pojęcia narodu, wzorowanego na wspólnocie kościelnej – jest jednym z podstawowych elementów światopoglądu pisowskiego. Dla PO wspólnota ma przede wszystkim wymiar ekonomiczny – to zbiór odrębnych, działających autonomicznie jednostek połączonych przede wszystkim wspólnotą interesów ekonomicznych. Pierwszy model wyklucza jednostki i grupy niespełniające pewnych normatywnych wymogów; drugi wyklucza osoby nieradzące sobie z wymogami wolnego rynku. A jaką refleksję nad wykluczeniami związanymi z budowaniem wspólnoty proponuje Ciszewski? Jeśli ze wspomnianej przez niego wspólnoty samopomocowej wykluczona zostanie lesbijka, co pozbawi ją możliwości godnego życia – zarówno materialnie, jak i psychologicznie – to czy jest to problem lewicy w wydaniu Ciszewskiego, czy raczej jakiś marginalny problem konkretnej osoby, która sama musi sobie poradzić ze swoim wykluczeniem, bo przecież lewica zajmuje się problemami "zwykłych ludzi"? (Już w samym pojęciu "zwykli ludzie" czai się zawsze widmo wykluczenia – czy lesbijka jest mniej "zwykła" niż heteroseksualny mężczyzna?)

Tym, którzy w swoich komentarzach szczycą się swoją niewiedzą i naśmiewają się ze skrótu LGBTIQ, spieszę wyjaśnić, że "I" odnosi się do osób interseksualnych (krótkie wyszukiwanie w guglu pomoże wyjaśnić pozostałe literki). Otóż – proszę o chwilę cierpliwości, wiem, że dla wielu czytelników to nie jest sprawa związana z lewicą – spora liczba osób (więcej, niż nam się zdaje) rodzi się z cechami anatomicznymi, które nie pozwalają przypisać ich jednoznacznie do kategorii "kobieta" albo "mężczyzna". Większość z tych osób poddawana jest "korekcyjnej" operacji, która nie ma żadnego uzasadnienia medycznego i dyktowana jest wyłącznie kulturowymi normami; jednak skutki tych operacji są dalekosiężne: często są przyczyną problemów zdrowotnych, często też pozbawiają osoby interseksualne możliwości przeżywania orgazmu. Nie jest to sprawa oderwana od rzeczywistości materialnej: nie ma nic bardziej materialnego niż nasze ciała, domagające się m.in. pożywienia czy przyjemności seksualnej.

Czyja to jest sprawa? Czy jest to problem lansowany przez neoliberalne media, jak sugerowałby tekst Ciszewskiego? Czy jest w Polsce siła polityczna reprezentująca taki rodzaj wrażliwości etycznej, który (być może wbrew pragmatyce wyborczej, wbrew interesom tej czy innej "naszości") potrafi uznać ten problem za swój? Czy jest na to miejsce w filozofii neoliberalnej albo neokonserwatywnej? Jeśli tysiące osób poddawanych jest systemowej kastracji, czy powinny być one pozostawione samym sobie? Czy jakość ich życia, ich zdrowia, jest mniej ważna niż innych obywateli? Czy może jednak lewica gotowa jest podjąć to wyzwanie etyczne, gotowa jest zorganizować swoją wrażliwość etyczną wokół kategorii wykluczenia?

Gdyby Pan Ciszewski posiadał wiedzę z zakresu historii ruchu queer (nietożsamego z wcześniejszym ruchem gejowsko-lesbijskim), to wiedziałby, że jego źródłem było oddolne samoorganizowanie się odmieńców seksualnych (i ich przyjaciół) – poza jakimikolwiek istniejącymi strukturami – w odpowiedzi na kryzys wywołany epidemią AIDS. To samoorganizowanie się miało wiele wymiarów: ekonomiczny (wsparcie finansowe), psychologiczny (wsparcie psychologiczne, walka ze stygmatyzacją) i polityczny (wytykanie rządowi amerykańskiemu całkowitej bierności w sprawie zwalczania epidemii). Ze względów, które Ciszewski uznałby pewnie za "kulturowe", rząd USA i spora część społeczeństwa patrzyła na szalejącą epidemię z przekonaniem, że oto Bóg pokarał homoseksualistów i zesłał na nich zagładę, niczym na Sodomę. Czy lewica Ciszewskiego ma w tej kwestii jakieś zdanie? Czy dostrzega materialne i niematerialne aspekty wykluczenia społecznego, spychania pewnej grupy obywateli do kategorii osób społecznie "zbędnych" i "niepożądanych"? A może właśnie w ruchu queer Ciszewski znalazłby zasługujące na uwagę, alternatywne modele budowania wspólnotowości, bynajmniej nie dyktowane przez neoliberalizm? Nie twierdzę, że jest to jedyny model wspólnotowości, nad którym warto się pochylić, zwłaszcza że mój przykład odnosi się do kontekstu amerykańskiego; zapewniam jednak, że także wśród polskich odmieńców znalazłyby się ciekawe (choć zdecydowanie gorzej rozpoznane) przykłady.

A skoro już padło słowo zagłada, warto sobie przypomnieć, że wspólnotowość (bardzo nieegoistyczna w swoim etosie) była zasadniczym elementem ideologii faszystowskiej. Skupiając całą energię na walce z "neoliberalizmem", Ciszewski pozostawia bez jakiejkolwiek refleksji widmo powrotu (na barkach filozofii neokonserwatywnej) tej lub innej formy faszyzmu. Czy przeciwdziałanie tendencjom faszyzującym jest dla lewicy istotną kwestią, czy raczej jest to kwestia wyłącznie "kulturowa" albo zupełnie marginalna? Faszyzm nie jest redukowalny do kwestii ekonomicznych czy do neoliberalizmu, ma w ogromnej mierze wymiar symboliczny, kulturowy – inaczej nie sposób zrozumieć horroru Holokaustu, który dotknął m. in. osób homoseksualnych. Jak, w analizie Ciszewskiego, ma się program budowania samopomocowych wspólnot do obecności byłego neonazisty we władzach TVP? To wcale nie oznacza, że idea budowania takich wspólnot jest sama w sobie zła; oznacza tylko tyle, że w takim projekcie nie można pomijać szeregu bardzo istotnych kwestii, które skrótowo można określić mianem mechanizmów wykluczenia.

A zatem – czy stać lewicę na wypracowanie takiej wrażliwości, która będzie wychodzić od krytyki mechanizmów wykluczenia? Czy stać ją na taką wizję wspólnoty, która nie popadnie w te same pułapki, w które już wielokrotnie popadało wiele ruchów społeczno-politycznych? A może będzie to wspólnotowość gotowa poświęcać jednostki czy całe grupy, na modłę pisowską? Nie wyobrażam sobie (ale widocznie za bardzo przesiąknąłem już akademicką nowomową), żeby nowoczesna lewica mówiła o budowaniu wspólnoty pozostając ślepą na takie parametry, jak płeć czy seksualność (a także etniczność i rasa). Nie stać lewicy na "radosne" ignorowanie wbudowanej w system przemocy symbolicznej (a w konsekwencji często fizycznej i psychicznej), która w ten czy inny sposób dotyka właściwe każdego, także poprzez wykluczenie materialne. Nie rozumiem lewicy, która chcąc mówić o "jakości życia" redukuje tę jakość wyłącznie do kwestii ekonomicznych, pomijając milczeniem szereg innych parametrów, od których owa jakość życia zależy (okaleczanie ciał przez instytucje medyczne, problemy psychiczne spowodowane poczuciem braku akceptacji społecznej itd.) Nie rozumiem, dlaczego "etos samopomocy" nie może być połączony z etosem sprzeciwu wobec wykluczeniu. Otóż jest możliwa wizja wspólnoty opartej zarówno na zrozumieniu mechanizmów wykluczenia, krzywdy i dyskryminacji, jak i na konieczności solidaryzmu ekonomicznego.

Za poważny błąd uważam myślenie według zasady "najpierw zajmijmy się ekonomią, a potem zajmiemy się (drugorzędną) kwestią wykluczeń". Później będzie za późno. Wiele przykładów z ostatniego dwudziestolecia dowodzi błędności takiego myślenia – ono właśnie przyczyniło się do zdominowania przestrzeni ekonomiczno-społecznej przez prawicę. Żadnego złożonego systemu czy układu (takiego jak np. wspólnota społeczna) nie da się budować jednowymiarowo, według jednego tylko parametru; od początku musi to być działanie kompleksowe. I nawet jeśli doba ma tylko 24 godziny, to ciężka, codzienna praca nie jest przecież Ciszewskiemu i innym lewicowcom straszna. Zresztą "specjalizacja" jest nieunikniona: jedni będą zajmować się głównie sprawami pracowniczymi, inni kwestiami wykluczenia społecznego; chodzi jednak o to, żeby lewicowców spełniających się na różnych polach łączyło ogólniejsze zrozumienie mechanizmów opresji oraz wrażliwość na wszelkie rodzaje wykluczenia.

Co do katastrofalnych skutków społecznych neoliberalizmu nie będziemy się spierać, dostrzega je nawet PiS. Ale ignorowanie sfery symbolicznej przez lewicę (przy pazerności kościoła katolickiego i "neutralności" neoliberałów) umożliwiło PiS-owi nieoczekiwane przejęcie władzy. To był przede wszystkim "skok na porządek symboliczny", PiS rozpoznał bowiem polityczny potencjał tkwiący w sferze symbolicznej, kulturowej i obyczajowej. Ten skok był zresztą możliwy dzięki, między innymi, poszerzeniu elektoratu PiS-u o symbolicznie i ekonomicznie wykluczoną grupę "moherów". PiS zaproponował alternatywne do neoliberalnego rozumienie wspólnoty – na wzór rodziny Radia Maryja. Bardzo mnie martwi, że tak wiele środowisk lewicowych z taką łatwością oddaje ogromny obszar życia społecznego (kwestie etyczno-obyczajowe, sferę symboliczną) we władanie sił prawicowych, kościelnych i neoliberalnych; tak jak pogodziła się np. z krzyżami w szkołach i z zesłaniem aborcji do podziemia. Ciszewski wychodzi z bardzo błędnego założenia, że wszystko lub prawie wszystko, co wiąże się z wykluczeniami (np. w związku z płcią lub seksualnością) ma podłoże neoliberalne. Lewica nie wypracowała – lub nie chce wypracować – alternatywnej wizji dotyczącej tego obszaru zagadnień, alternatywnego języka. Heroiczną próbę stworzenie takiego nowego języka podjęło środowisko "Krytyki Politycznej", któremu zapewne wiele można zarzucić, ale akurat najgłupszą postawą jest przyprawienie mu gęby "akademickich salonów" i tym samym wylewanie dziecka z kąpielą.

W moim przekonaniu wybór, przed jakim stoi polska lewica, to lewica wielowymiarowa albo lewica niszowa.

Tomasz Sikora


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Walka z dekomunizacją oraz obrona historii ruchu robotniczego
Warszawa, ul. Kopernika 36/40
30 listopada (sobota), godz. 12.00-16.30
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

13 listopada:

1887 - Burzliwe demonstracje bezrobotnych i krwawe starcia z policją na Trafalgar Sq. w Londynie.

1904 - W Warszawie na placu Grzybowskim doszło do starcia między robotnikami, a carską policją usiłującą zdobyć sztandar PPS, niesiony w czasie demonstracji przez S. Okrzeję.

1918 - PPS zorganizowała w Warszawie wielką demonstrację przeciwko rządom Rady Regencyjnej.

1945 - We Francji gen. de Gaulle utworzył rząd w którym znalazło się po pięciu komunistów (PCF), socjalistów (SFIO) i postępowych katolików (MRP).

2016 - Igor Dodon (PSRM) wygrał w II turze wybory prezydenckie w Mołdawii.


 
Lewica.pl na Facebooku