Jarosław Pietrzak: Kogo chroni zakaz palenia?

[2010-04-02 09:53:09]

Od lat energiczna, międzynarodowa ofensywa aparatów produkcji i egzekucji prawa oraz jednogłośny chór dominujących mediów na całym świecie straszą nas – niczym Goebbels podstępnym Żydem – figurą Palacza Papierosów, który swą szkodliwą przyjemnością podtruwa wszystkich wkoło. Ze wszystkich stron słyszymy tę samą wersję wydarzeń – opowieść o niosącym zgubę, siejącym chorobę i śmierć "biernym paleniu". O cenie, jaką ja będę musiał zapłacić za rozkosz palącego Innego. Opowieść podawaną jednogłośnie niczym niezbity fakt naukowy, pewnik, wokół którego "specjaliści", "naukowcy" i "eksperci" są zgodni. Tymczasem wcale nie są, a "dowody" na szkodliwość "biernego palenia" są podobno wątpliwe, a na pewno w wątpliwość podawane. Niektórzy twierdzą nawet, że teza o związku między chorobami dróg oddechowych a wdychaniem czasem dymu z palonego przez inne osoby tytoniu nie ma żadnej wartości naukowej. Ale nic z tego nie przedostaje się do mediów ani do dyskursu wprowadzającego kolejne ustawowe restrykcje, które przerodzą się niebawem w otwarte prześladowania ludzi dotkniętych nałogiem bądź po prostu czerpiących przyjemność relaksu z zażywania nikotyny, tak jak inni czerpią ją z picia kawy czy wina, ale nie spotykają się z taką intencyfikacją społecznych kar i wykluczeń z powodu swoich drobnych rozkoszy.

Nawet jeśli miejska legenda o śmiertelnie groźnym biernym paleniu – przyjęta jako pewnik przez wielkie media i instytucje Państwa i Prawa – nie wzięła się jedynie z twórczej wyobraźni personelu amerykańskiego przemysłu sądowego i ma jakieś podstawy w rzeczywistości, to... Czy w dyskursie wypędzającym palaczy z miejsc publicznych i przestrzeni wspólnej – już nawet z przystanków autobusowych czy przykawiarnianych ogródków – rzeczywiście chodzi o ochronę naszego zdrowia? Komu i czemu tak naprawdę służy ten dyskurs, że w mediosferze panuje wokół niego taka jednomyślność? Czy Palacz nie jest aby kolejną na liście współczesnych czarownic, na które szczuje neoliberalny reżim akumulacji kapitału, by przekierować naszą uwagę i podmienić lęki? Czarownic, na na których hierarchię zamyka od góry duumwirat Pedofila i Muzułmanina, ale trzeba mieć ich więcej, żeby skutecznie zarządzać globalną dystrybucją lęków i odpolityczniać ich źródła...

Od dwóch lat mieszkam w Londynie, gdzie miałem już wątpliwą przyjemność kontaktu z tutejszą służbą zdrowia, najgorszą, jaką w życiu widziałem w europejskim kraju. Brytyjscy lekarze pierwszego kontaktu znają jedno lekarstwo – paracetamol. Zalecają go na wszystko, hurtem. Mieszkający w Wielkiej Brytanii cudzoziemcy kiwają głowami z niedowierzaniem, ale jednego mogą być pewni – jeśli to coś poważnego, to brytyjski lekarz może nie wyleczy, ale przynajmniej umrzesz bezboleśnie. Zapomniałbym, znają jeszcze jedno lekarstwo – Tamiflu. Do brytyjskich przychodni lekarskich osoby z objawami przypominającymi grypę nie są wpuszczane(!), oczekuje się od nich, że opiszą swoje objawy przez telefon. Lekarz po takich telefonicznych oględzinach podejmuje decyzję, czy paracetamol, czy Tamiflu, bo to może świńska grypa.

Świńska grypa straszyła w Londynie przez całą zimę – z plakatów porozmieszczanych w metrze i autobusach, przestrzegających przed roznoszeniem zarazków, nakazującym czujnie się przyglądać, czy gdzieś obok nie trzyma się rurki grożący naszemu zdrowiu "zarażony". Jakby co, to na stacji można było pobiec do automatu ze środkiem dezynfekującym ręce, poszczególne borroughs rozdawały nawet mieszkańcom i ludziom w nich pracującym żele dezynfekujące w plastikowych buteleczkach. Wspomniane plakaty wpisują też poczucie winy w tych, którzy przeziębieni czy nawet z objawami grypy musieli wyjść z domu i jechać do pracy, bo większość ludzi w Wielkiej Brytanii na chorobowym dostaje co najwyżej zasiłek w wysokości kilkudziesięciu funtów tygodniowo, chyba że wykupią sobie dodatkowe ubezpieczenie lub mają fuksa do pracodawcy, który ma kaprys za chorobę jednak płacić. Kampania antygrypowa frustracje wynikające przecież z braku zabezpieczeń na wypadek choroby odpolityczniała i przekierowywała na wzajemną wrogość między ludźmi: chorymi i zdrowymi, zarażonymi, zarażającymi i zarażanymi. Zamiast walczyć o zabezpieczenia pozwalające w razie grypy zostać spokojnie w łóżku i tym samym nie roznosić wirusów dalej, w społeczeństwie takim jak brytyjskie każdy nienawidzi tego zakatarzonego człowieka siedzącego w metrze tuż obok, tego drania, który jego zaraz załatwi.

Tak samo działa dyskurs szczujący na palących. Nie tylko tak działa, ale właśnie taką degradację służby zdrowia, a nawet jej idei, której wcieleniem są brytyjscy lekarze pierwszego kontaktu, ich nieśmiertelny paracetamol na wszystko i telefoniczne diagnozy, że "ma pan świńską grypę: Tamiflu" – taki właśnie stan rzeczy i jego dynamiczny rozwój irracjonalne ofensywy w rodzaju walki z palącymi mają przesłaniać.

Pisarka Danielle Charest pisała dwa lata temu na łamach lewicowego, założonego contre tous les sarkozysmes francuskiego pisma "Le Sarkophage":

"Środki podejmowane przeciwko palącym rodzą się wszystkie z tej samej strategii, pełnią funkcję parawanu, który pozwala ukrywać wszystkie istotne problemy ekologiczne, społeczne, humanitarne, wreszcie globalną logikę, która je wszystkie powoduje. Parawan ten jest oflagowany konceptami reponsabilizacji jednostek [przeniesienia na nie odpowiedzialności], z palcem wyciągniętym w stronę samych tylko palaczy i ich praktyk godnych potępienia. Można dzięki temu zakamuflować wycofywanie się Państwa z jego obowiązków – to się kalkuluje przedsiębiorstwom, zwolnionym z odpowiedzialności za zgubne dla naszego zdrowia konsekwencje ich działalności" ("De l’hygiène à l’hygiènisme", "Le Sarkophage" 17 mai / 12 juillet 2008, s. 15).

Strach przed każdym, kto gdzieś w naszym miejscu pracy, gdzieś na naszym podwórku, zapali sobie czasem papierosa, ukrywa to, że owszem, coraz gorzej radzimy sobie z naszym zdrowiem, coraz bardziej niepewny los nas czeka, jeśli zdrowie odmówi posłuszeństwa, ale nie dlatego, że ktoś sam paląc nas podtruwa (serwowana jako prawda naukowa miejska legenda posuwa się wszak nawet do śmiesznej nawet na poziomie common sense tezy, że bierne palenie jest bardziej szkodliwe niż czynne!), ale dlatego, że nie możemy już liczyć na siatkę opieki zdrowotnej; że porządni lekarze i właściwe lekarstwa nie są już prawem każdego a przywilejem tego, kogo na nie stać; że gdy noga naszego zdrowia się powinie, nikt nie uchroni całego naszego życia przed wtoczeniem się nieuchronnym na równię pochyłą; wreszcie, że o zdrowie coraz trudniej dbać i je zachować, gdy aby powiązać koniec z końcem czy zachować dotychczasowy poziom życia, większość z nas musi pracować coraz więcej i więcej, a wówczas na zdrową dietę, parę godzin aktywnego wypoczynku tygodniowo, wystarczającą ilość snu – po prostu nie zostaje już czasu.

Wielka ideologiczna ofensywa antynikotynowa jest jednym z kluczowych składników wielkiego kompleksu ideologicznego, który Charest trafnie nazwała "higienizmem". Byłby to zespół mechanizmów, które każą nam sądzić, że komu zdrowie szwankuje (ergo coraz gorzej mu się układa w życiu zawodowym i może nawet skończy w skrajnej biedzie) to ktoś, kto sam sobie jest winien. Bo palił, za mało chodził na siłownię, pił za dużo, albo może właśnie za mało (np. nie pił tej francuskiej lampki wina dwa razy dziennie), o jeden raz dziennie za mało mył zęby, za rzadko uprawiał seks albo pozwalał swoim przyjaciołom palić na organizowanych u siebie imprezkach. Kiedy wszyscy w to uwierzą – i coraz mniej liczni zwycięzcy i coraz liczniejsi pokonani w wyścigu o coraz trudniej osiągalny standard życia, który by można nazwać szczęściem – wówczas wszyscy zapomną o możliwości pomyślenia świata, w którym człowiek w okresie czy w stanie fizycznej słabości nie musiałby się bać, że go zjedzą wilki. Kiedy wszyscy w to wierzą, nawet przegrani zastanawiają się, co źle zrobili (może trzeba było brać prysznic dwa razy dziennie i myć zęby po absolutnie każdej przekąsce?), zamiast – jak zmienić świat, żeby dłużej tak nie było. Niektórym żółć nie da spokoju i będą szukać winnego, Żyda albo właśnie Palacza. Kiedy wszyscy w to wierzą, wszyscy się godzą na świat, w którym jedni mają wszystko, inni nie mają nic – bo każdy ma, na co zasłużył.

W wielu krajach zinstytucjonalizowano już różne formy dyskryminacji osób palących. W Stanach Zjednoczonych powszechna jest dyskryminacja na rynku ubezpieczeniowym. Tamże oraz na Nowej Zelandii czy w Irlandii już od kilku lat wiele firm i instytucji otwarcie nie przyjmuje do pracy ludzi palących. Tak oto ujawnia się kolejne uwikłanie ideologiczne "nikotynofobii" – jest ona jedną ze strategii współczesnych inkarnacji rasizmu. Segreguje ludzi, ich dostęp do coraz bardziej skoncentrowanego w coraz węższych kręgach bogactwa, ich dostęp do praw społecznych i ekonomicznych – na "podstawie" realnych lub wykoncypowanych i skonstruowanych ideologicznie "defektów" fizycznych; "uzasadnia" ten dostęp lub jego brak bliskością lub odległością od rygorystycznych konstruktów medycznej czy biologicznej doskonałości.

P.S. Gwoli ścisłości: autor nigdy nie palił.

Jarosław Pietrzak


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Ojczyzna nienawiści
online
24 września (czwartek), godz. 18.00-20.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


25 września:

1906 - Urodził się José Figueres Ferrer, polityk kostarykański. W latach 40-tych założył Partię Socjalemokratyczną, a następnie Partię Wyzwolenia Narodowego (PLN). W latach 1948-49, 1953-58 i 1970-74 prezydent Kostaryki.

1920 - Urodził się Siergiej Bondarczuk, radziecki reżyser pochodzenia ukraińskiego, scenarzysta filmowy i aktor.

1939 - Podczas nalotu lotnictwa niemieckiego na Warszawę zniszczony został dom przy ul. Wareckiej 7, siedziba CKW PPS, redakcji i drukarni "Robotnika".

1962 - Proklamowanie Algierskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

1996 - W Irlandii zamknięto ostatnie azyle sióstr magdalenek.

2003 - Zmarł Edward Said, amerykański teoretyk postkolonializmu. Autor m.in. "Orientalizmu".

2005 - W wyborach do Sejmu PiS zdobyło 26,99% (155 mandatów), PO - 24,14% (133), Samoobrona - 11,41% (56), SLD - 11,31% (55).

2008 - RPA: Kgalema Motlanthe został wybrany na prezydenta, zastępując na tym stanowisku Thabo Mbekiego.

2010 - We Wrocławiu odbył się II Marsz Równości, którego tematem przewodnim było poparcie dla związków partnerskich.


?
Lewica.pl na Facebooku