Paweł Szelegieniec: Mit lewicowości Kaczyńskiego

[2010-07-06 21:22:14]

Druga tura wyborów prezydenckich w Polsce przebiega według dziwacznego scenariusza, który w skrócie można streścić jako walkę pomiędzy neoliberalnym kandydatem PO, B. Komorowskim, a "socjalnym" i "trochę lewicowym" kandydatem PiS, J. Kaczyńskim. Świadoma swoich interesów oraz przekonań lewica nie powinna mieć problemu we właściwej ocenie obu kandydatów partii establishmentu (mówiąc "lewica" nie mam oczywiście na myśli liberalnych naciągaczy z SLD, SdPl i im pokrewnych tworów, którzy sami w niemałym stopniu doprowadzili do wyhodowania "socjalnego Jarka").

Jednakże od dłuższego czasu pojawiła się tendencja, by prawicowy i konserwatywny PiS, jak i jego przywódcę Jarosława Kaczyńskiego, przedstawiać jako formację polityczną realizującą interesy biednych oraz pracowników. Pokusa ku temu jest tym silniejsza, im bardziej polski system wyborczy przypomina duopol w stylu amerykańskim. Mniejsze partie jeszcze gdzieś tam na boku funkcjonują, ale i tak "każdy wie", że liczy się dwóch najsilniejszych graczy, z kolei kandydatami "marginalnymi, a przez to niepoważnymi" (logika do bólu antydemokratyczna) nie warto się było w ogóle zajmować.

Coraz częściej słyszymy opinie, że lewicowcy powinni schować do kieszeni własne obiekcje wobec PiS i popierać Kaczyńskiego w jego walce z "większym złem" Komorowskim. Pojawiają się niestety również głosy wręcz odwrotne, sugerujące jakoby lewicowcy winny głosować na przedstawiciela opcji "demokratycznej" i "obywatelskiej", walczącej z "anachronicznym" PiSem, reprezentowanej przez Komorowskiego. Zakładamy jednakże, iż nasi czytelnicy doskonale zdają sobie sprawę, jak wielkim zagrożeniem dla pracującej części społeczeństwa jest monopol władzy politycznej w rękach neoliberałów oraz w pełni odrzucają taką możliwość. Dlatego też w tekście tym chciałbym zając się rzekomym "mniejszym złem dla lewicy", Jarosławem Kaczyńskim. Należy wyraźnie podkreślić, że nie mamy tutaj "mniejszego" i "większego" zła, a jedynie zła równorzędne, tyle tylko że innego rodzaju, dla lewicy jednakowo szkodliwe, zaś cała sytuacja jest w zasadzie patowa.

Pomijając sprawy obyczajowo-światopoglądowe, które niestety dla wielu "ludzi lewicy" są balastem, który tylko burzy utarte i wygodne schematy "antagonizmu" pomiędzy dwoma partiami kapitalistycznych, konieczne jest zmierzenie się z opinią o "obiektywnie postępowym" charakterze Kaczyńskiego i PiSu w sprawach bytowo-socjalnych, przedstawianych jako alternatywa dla neoliberalizmu PO.

Pozytywne opinie o Kaczyńskim wśród części lewicy mają źródło w wypaczonym pojmowaniu lewicowego programu gospodarczego. Przyjęcie klasyfikacji programów ekonomicznych według schematu (neo)liberalnego, w którym każda forma gospodarczego etatyzmu, interwencjonizmu i protekcjonizmu z automatu przypisywana jest lewicy, doprowadziła w Polsce do absurdalnej sytuacji, w której zrównuje się lewicowe idee demokratyzmu gospodarczego z biurokratycznym i zatęchłym etatyzmem burżuazyjnym.

Kaczyński deklaruje się jako zwolennik publicznej służby zdrowia, przeciwnik jej komercjalizacji i prywatyzacji, co w świetne skomercjalizowanego przez PiS szpitala w Rykach oraz redukcji wydatków na ratownictwo medyczne za "ludowo-sprawiedliwego" rządu z poprzedniej kadencji, pokazuje hipokryzję i kłamliwość tej partii. Jednocześnie z deklaracjami ratowania szpitali, nasz "trochę lewicowy" kandydat nie prezentuje programu poprawy ich działania i ocalenia przed cięciami wydatków oraz likwidacją niektórych funkcji (trzeba zdać sobie sprawę, że w tak chwalonym przez neoliberałów szpitalu ryckim dokonano likwidacji "nierentownych" oddziałów, m.in. położniczego, a także pojawiają się problemy z wypłacaniem pensji personelowi średniego szczebla). Wszyscy pamiętamy, jak rząd Kaczyńskiego obniżył podatki dla najbogatszych, powodując wzrost długu publicznego. Z kolei, podczas debaty z Komorowskim w TVP, kandydat PiS, którego fanatyczni rynkowi fundamentaliści spod znaku pana Mikkego uważają za "socjalistę' (nie pierwsza i nie ostatnia bzdura UPRu), stwierdził, że to dzięki tej obniżce mamy obecny wzrost gospodarczy. Czyli, dano społeczeństwu do zrozumienia, że programem PiSu jest dalsza obniżka podatków dla najbogatszych, bo "stymuluje" ona wzrost gospodarczy! Podczas tej samej debaty zadeklarował się także jako... zwolennik prywatyzacji i pozostawienia w rękach państwa zaledwie około setki przedsiębiorstw. Pracownicy, którzy słusznie obawiają się prywatyzacji swoich zakładów, powinni pamiętać, że Kaczyński nie jest gwarantem zachowania ich publicznej własności.

Jeszcze dalej "ludowy kandydat" Kaczyński poszedł podczas spotkania z organizacjami reprezentującymi kapitalistów, kiedy mówił, że "trzeba zdjąć worek kamieni z pleców przedsiębiorców" (czy do tego worka słuchacze pana prezesa nie zaliczają przypadkiem również praw pracowniczych?) i chwalił "eksplozję na przełomie lat 80 i 90-tych" – czyli masowe upadanie przedsiębiorstw, olbrzymie bezrobocie i nagły spadek poziomu życia większości społeczeństwa! Zaiste, sama lewicowość! Godna Thatcher i Pinocheta...

Dla tych "lewicowców", którzy tego typu działania uważają za godne miana reprezentanta ludowej opcji politycznej (czyli umieszczenia w jednym obozie z postępowymi ruchami społecznymi świata) warto przypomnieć elementarne zasady ekonomicznej lewicowości, by przestali ulegać propagandzie ideologów gloryfikujących porządek oparty na nędzy większości, a luksusach nielicznych. Zachowanie państwowej własności nie może obywać się w sytuacji redukcji środków budżetowych. Dług publiczny jest w dużej mierze tworem politycznym, brakiem stanowczości władz w ściąganiu należności od tych, których stać na finansowanie społecznych funkcji państwa; jest w końcu przyjęciem liberalnego dogmatu o szkodliwości podatków dla gospodarki. W Polsce nie tylko należy powrócić do wcześniejszej stawki dla najlepiej zarabiających, ale też ją podnieść. Opodatkowaniu powinny uleć międzynarodowe operacje finansowe (podatek Tobina). Można również ustanawiać nowe, takie jak ten, który proponował Bogusław Ziętek z PPP, mający na celu dofinansowanie służby zdrowia (samopodatkowanie jest w gestii społeczności lokalnych i samorządów, mimo to "socjalny" PiS nie przedstawia tego typu pomysłów).

Braki w środkach na instytucje usług publicznych powodują problemy "aprowizacyjne" oraz złe zarządzanie. Czas najwyższy pomyśleć nie tylko o konserwowaniu zastałego status quo, ale rozpocząć debatę na temat poprawy funkcjonowania usług publicznych bez konieczności ich prywatyzacji, czy komercjalizacji. Oklepanym banałem jest powtarzana non stop liberalna mantra o złym zarządzaniu w biurokratycznym systemie etatyzmu. Liberalizm postuluje mniej władzy dla "urzędników". W zasadzie można się z tym zgodzić, ale zamiast niestabilnego mechanizmu rynkowego, czy czekania na "mannę z nieba" w postaci sponsora, proponowanym przez nas rozwiązaniem jest oddanie zakładu, działającego w ramach znacjonalizowanej gospodarki krajowej, pod demokratyczną kontrolę załogi. Biurokratyzacja zabija innowacyjność i kreatywność, natomiast pracownicy najlepiej znają swoje zakłady i są najbardziej zainteresowani ich rozwojem. Dlaczego w takim razie nie oddać inicjatywy w ręce (dosłownie) pracowników szpitali, kolei, przemysłu etc.? Antydemokratyczni krytycy uspołecznienia zarzucą takiemu modelowi utopijność, problemy techniczne i merytoryczne związane z pracowniczym zarządzaniem w sytuacji braku konkurencji rynkowej. Jednakże nie chodzi tutaj o to, by wszyscy decydowali o wszystkim, ale o powoływanie szeregu kolektywnych ciał kierowniczych i uchwałodawczych, odpowiedzialnych przed załogą, której przedstawiciele są w każdej chwili odpowiedzialni przed swoimi wyborcami oraz nie uzyskują żadnych dodatkowych korzyści z piastowana urzędu poza wynagrodzeniem na tym samym poziomie, jak ich wcześniejsze stanowisko. Pozbywamy się w ten sposób plagi karierowiczostwa, gdyż taki system wprowadza podwójne zabezpieczenie (usuwanie przed końcem kadencji, taka sama płaca). Nie znaczy to, że w tego typu systemie nie działają specjaliści. Z automatu należy odrzucić wszelką formę "systemu nomenklatury", czy to prywatnej, "klikowej", bądź partyjnej. Całość miałaby funkcjonować w systemie państwowej gospodarki z zachowaniem rynku czysto dystrybucyjnego, bez zabójczej dla samorządu pracowniczego konkurencji.

Pierwsza reakcja na tego typu propozycje zmiany w administracji spotyka się z zarzutem "utopizmu", braku adekwatności do realnego życia. Jednakże, warto sobie uświadomić, że zalążki dokładnie tego typu systemu pojawiły się jeszcze w PRLu, jako alternatywny projekt wobec biurokratyzmu post-stalinowskiego. Model ten pojawił się w roku 1956 na fali wzburzenia pracowniczego wywołanego fatalnymi warunkami życia klasy robotniczej w sytuacji szalejącego terroru politycznego partii stalinowskiej, czy w 1980 jako odpowiedź na kryzys gospodarczy. Propozycje podobnych rozwiązań pojawiają się w wielu radykalnie lewicowych i anarchizujących grupach świata. Jednakże, Kaczyński zamiast iść drogą demokratyzacji, woli w dużej mierze konserwować stary bałagan, wzmacniając tym samym liberalną krytykę własności publicznej w ogóle. Im więcej przykładów źle działających instytucji publicznych, tym propaganda liberalna ma ułatwione zadanie, dzięki odwoływaniu się do przysłowiowej "kolejki, w której każdy kiedyś musiał bezczynnie sterczeć". W dzisiejszych czasach samo zachowanie systemu państwowego nie wystarcza, trzeba wyjść poza dotychczasową praktykę etatyzmu na rzecz dynamicznego modelu demokracji gospodarczej (demokracji komitetów rad, itp. itd.) w ramach gospodarki państwowej. Jeżeli chcemy uratować system publiczny, nie znajdziemy innego rozwiązania prócz jego demokratyzacji, dofinansowania z podatków oraz reformy polityki dochodowej na rzecz biedniejszych, chyba że zgodzimy się na prywatyzację lub komercjalizację, co stanowi pierwszy krok ku całkowitemu zniszczeniu usług publicznych. Oto, co powinien głosić kandydat (lub partia) chcący uchodzić za reprezentanta ludowej opcji politycznej. Program ten jednakże wymaga jednej odważnej deklaracji politycznej: gotowości pójścia na noże z ekonomiczną władzą klas panujących. Od kandydatów kapitału nie będziemy przecież oczekiwać wyparcia się własnego interesu ekonomicznego, tutaj wystarczy tylko szczerość. Obłudnikami gardzi się zawsze podwójnie. Zamiast szerokiego programu uspołecznienia Kaczyński woli kultywować polską martyrologię, temat całkowicie zastępczy i tworzący fałszywe podziały w społeczeństwie, dyskurs konserwujący ksenofobię i zaściankowość.

Błędem jest uznanie Kaczyńskiego za kandydata ludowego także z innego powodu, niż przedstawione powyżej brak realnego programu naprawy i pokątną komercjalizację służby zdrowia. W połączeniu z brakiem środków budżetowych na walkę z nędzą i nierównościami społecznymi, PiS, ograniczający się do wątpliwej jakości "socjalnego" populizmu, zamiast walki z biedą propagował walkę z biednymi, która była polską mutacją polityki "zera tolerancji", jaką wprowadziły neoliberalne władze Nowego Jorku, polegającą na srogim karaniu niewielkich przestępstw w myśli prawicowego porzekadła, że kto ukradł raz, ukradnie i ponownie, dlatego też konieczne jest zwiększenie represyjności państwa, co wiąże się z coraz większymi kosztami utrzymywania całego kompleksu penitencjarno-sądowego. Także na wydatkach na "nowoczesną armię, tak bardzo potrzebną w dzisiejszym świecie" nie można oszczędzać, jak deklarował zmarły brat kandydata PiS. Armię, która będzie masakrowała cywilów w imię interesów konglomeratów naftowych z USA. Ale, dla naszej "lewicy PiSowskiej" to nie problem, poza tym, tam "przecież łamano prawa człowieka", a jak wszyscy wiemy licencję na bezkarne łamanie praw człowieka ma tylko USA i jej sojusznicy. Pamiętajmy, że "ta wojna jest też naszą wojną", deklarował publicznie Kaczyński. Zastanawiające jest dlaczego wojna przeciwko narodowi irackiemu i afgańskiemu jest wojną "trochę lewicowego" pana prezesa? I to bynajmniej nie w geście solidarności z mordowanymi przez imperializm cywilami!

Pomysły PiS mające na celu zwalczanie przestępczości nie wychodzą poza "zdroworozsądkowy" prawicowy program kryminalizacji biedy. Okrojenie państwa z jego funkcji socjalno-ekonomicznych, których PiS nie planował w znaczący sposób przywrócić, wiąże się z poszerzeniem jego funkcji represyjno-penitencjarnych. Ta część ludności, która została skazana przez mechanizm rynkowy na biedę, staje się podatna na staczanie się w przestępczość, apatię, lenistwo i pasożytowanie na społeczeństwie. Jednakże, nie jest prawdą, że "biedni sami sobie są winni". Nie można oczekiwać od tych, którzy ulegają pauperyzacji społecznej i kulturowej, że będą tak przedsiębiorczy, jak oczekuje od nich dyskurs liberalny. Zamiast walki z biednymi, należy przywrócić funkcje socjalne państwa, korygując ich mechanizm w oparciu o nowe doświadczenia, ale przede wszystkim państwo winno powrócić do swojej roli tworzenia nowych miejsc pracy. Należy również odnowić program resocjalizacji kryminalistów, tak by ułatwić im powrót do społeczeństwa. Polityka państwa winna iść w kierunku jak najdalej idącego ograniczania funkcji więzienia na rzecz alternatywnych metod kary i resocjalizacji. Nie można dłużej tolerować sytuacji, w której osoba uwięziona podlega jeszcze większej demoralizacji podczas odbywania kary, zaś po jej zakończeniu nadal przejawia skłonności do łamania prawa. Reforma systemu penitencjarnego jest tym pilniejsza, iż polskie więzienia są jednymi z najbardziej przeciążonych w Europie (dane na rok 2007). Niestety, wśród kandydata "prawego i sprawiedliwego" nie znajdujemy pomysłów na pomoc dla byłych więźniów, ani programów zapobiegania staczaniu się biedoty w stronę przestępczości. Jedyne, co biedni z klasy pracowniczej, młodzież i bezdomni mogą oczekiwać od szefa PiS to represje, karcer i nadzór, czy aby przypadkiem nie zachowują się inaczej niż ustalono na salonach bogatych elit. Biedny jest biedny, nic z tym nie zrobimy, a jak dokona kradzieży, to walimy w pysk, bo porządek musi być. Z kolei olsztyńscy radni PiS wpadli na kolejny bardzo "prospołeczny" pomysł, polegający na ponownej eksmisji szeregu rodzin, które pierwotnie przeniesiono do "zbyt dobrego standardu zastępczego", a powinno się było ich umieścić w... barakach, bowiem, jak mogliśmy od nich usłyszeć, eksmisja nie może się odbywać do dobrej jakości pomieszczeń, "gdyż ma być karą"! Innymi słowy, biednych karze się za to, że są biedni! Ciśnie się pytanie: jeszcze "solidaryzm", czy już neoliberalizm?

Co znamienne podobne pomysły represjonowania biednych prezentuje ultra-liberał Janusz K-Mikke, marzący o zaprowadzeniu w Polsce prawicowej dyktatury w stylu chilijskim. Stawia to pod dużym znakiem zapytania domniemany antagonizm pomiędzy "obozem liberalnym" a "obozem solidarnym", który chce reprezentować Kaczyński. Kandydat PiS podziela to samo spojrzenie na problem nędzy, jak neoliberałowie z PO i UPR, mimo tej całej "pro-socjalnej" otoczki.

Za przysłowiową "wisienkę na torcie" można uznać najnowszy (już przegłosowany) projekt nowelizacji kodeksu karnego autorstwa PiSowców, zakazujący "rozpowszechniania treści lub nośników o symbolice komunistycznej". Na dobrą sprawę, zupełnie nie wiadomo, o co dokładnie chodzi w tej nowelizacji. Czy pisanie artykułu z pozycji (antystalinowskiego) marksizmu albo używanie przez legalną partię (co stwierdza Trybunał Konstytucyjny), jaką jest KPP, swoich statutowych symboli będzie przestępstwem, za które ma grozić 2 lata więzienia? Czy w kraju, w którym jest wolność badań naukowych ma zostać zakazana jedna z ważniejszych metod analizy historycznej, do tej pory twórczo rozwijana w krajach "Zachodu"? Czyżby dla członków PiS intelektualna obrona Marksa miała taki sam ciężar gatunkowy (przestępstwo!), jak gwałt, morderstwo, kradzież, rozbój etc.? Jeżeli będziemy rozumieć nowelizację w sposób jak najbardziej ogólny, to możemy się spodziewać, że w Polsce wrócą czasy zamykania do więzień za poglądy. Oto, czym się kończy idealizowanie Piłsudskiego i dyktatury sanacyjnej...

Kryzys lewicy w Polsce musi być naprawdę głęboki, wręcz totalny, by tego typu kandydat radykalnej prawicy, mógł liczyć na (tylko?) krytyczne poparcie ze strony pewnych "lewicowych" osób. Zamiast szukać zbawców wśród wrogów lewica winna wrócić na swoje miejsce na barykadzie walki społecznej, demonstrować przeciwko rzeźniczym wojnom, wspieranym przez PiS, organizować niezadowolonych, prezentować autentycznie socjalistyczną alternatywę dla neoliberalizmu i kapitalizmu, wspierać związki zawodowe w ich walce strajkowej oraz tworzyć nowe, nie zbiurokratyzowane organizacje zakładowe. Zamiast bawić się w piaskownicy pseudo-demokracji w stylu "amerykańskim" sama musi wyjść z projektem - opozycyjnym wobec liberałów, jak i "przyjaciół" z radykalnej prawicy kryptoliberalnej - budowy nowej socjalistycznej partii pracowniczej, która będzie w stanie postawić kwestię rewolucyjnego przeobrażenia zastałych stosunków społecznych, zaczynając od wprowadzenia progresywnego podatku dochodowego, zwiększenia znaczenia usług publicznych, kończąc na (re)nacjonalizacji przemysłu pod nadzorem (kontrolą i ingerencją w procesy decyzyjne) załóg pracowniczych i ustanowieniu demokratycznej koordynacji i planowania gospodarczego. Budowa tego typu partii jest strategicznym celem GPR w Polsce, a CWI w skali międzynarodowej. Starczy już "zbawców narodu", "kultów jednostki" i innego zbędnego balastu "autorytetów moralnych". Im bardziej PiS będzie gloryfikowany jako siła oporu społecznego przed liberalizmem, zarazem pacyfikując wszelki autentyczny ruch sprzeciwu, tym bardziej lewica polska będzie pogrążona w defensywie, silne złudzenia co do Kaczyńskiego, nowy "ludowy" mit to skuteczna zapora przed odrodzeniem się lewicowych ruchów społecznych. A może niektórym "lewicowcom" właśnie o to chodzi? Pod refleksję dla tych uczciwych.

Paweł Szelegieniec


Tekst ukazał się na stronie Grupy na rzecz Partii Robotniczej (www.wladzarobotnicza.pl).

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Walka z dekomunizacją oraz obrona historii ruchu robotniczego
Warszawa, ul. Kopernika 36/40
30 listopada (sobota), godz. 12.00-16.30
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 listopada:

1831 - Szwajcarski pastor Alexandre Vinet w swym artykule na łamach "Le Semeur" użył terminu "socialisme".

1906 - Grupa stanowiąca mniejszość na IX zjeździe PPS utworzyła PPS Frakcję Rewolucyjną.

1918 - Dekret o 8-godzinnym dniu pracy i 46-godzinnym tygodniu pracy.

1924 - Urodził się Aleksander Małachowski, działacz Unii Pracy. W latach 1993-97 wicemarszałek Sejmu RP, 1997-2003 prezes PCK.

1930 - II tura wyborów parlamentarnych w sanacyjnej Polsce. Mimo unieważnienia 11 list Centrolewu uzyskał on 17% poparcia.

1937 - Urodził się Karol Modzelewski, historyk, lewicowy działacz polityczny.


 
Lewica.pl na Facebooku