Łukasz Rogowski: Apologia politruka

[2012-09-14 14:53:33]

Świat został już sfilmowany, teraz pora, aby go zmienić - Guy Debord



Mój redakcyjny kolega, Marcin Kieruzel, całkiem niedawno opublikował tekst pt. "O filozofującym i socjologizującym plastyku Arturze Żmijewskim, czyli Culture for Social Change". Autor stawia tam byłemu redaktorowi naczelnemu "Czerei" kilka ciężkich zarzutów. Uważam, że są one bezzasadne (co niżej udowodnię).

Po kolei: Biennale skończyło się 1 lipca br. i okazało się totalną klapą – główna teza tekstu p. Kieruzela, swoisty aksjomat, od którego rozpoczyna się biczowanie popularnej "Żmii" i diagnozowanie jego rzekomej klęski. Jedna wątpliwość: według kogo 7. Berlin Biennale – którego Żmijewski był kuratorem – zakończyło się klapą? Przecież nie według rekordowej, 120-tysięcznej publiki. Owszem, krytyka zmieszała Żmijewskiego z błotem, łatwo jednak znaleźć tego przyczynę. Zwykle Biennale jest formą przeglądu tego, co najciekawsze we współczesnej sztuce. Później najciekawszych autorów prac zaczyna się promować i dostają oni szansę urynkowienia się, a ich dziełka poddawane są mniejszej bądź większej spekulacji cenowej. Z tego stanu rzeczy zadowoleni są zarówno artyści mający szansę zarobić, jak i galernicy, marszandzi czy muzealnicy. Inny scenariusz od dotychczasowych targów sztuki miało ostatnie Biennale. Jak pisze Grzegorz Kowalski, profesor ASP, z którego pracowni wywodzi się Żmijewski, w Berlinie nie było żadnych nazwisk, tylko anonimowi artyści-aktywiści. Nie było kreowania produktów i rynkowych wartości, bo to było biennale idei. A to się nikomu nie opłaca. Katarzyna Kozyra, również wywodząca się ze słynnej "Kowalni", powiedziała, że kurator z Polski pierwszy raz w historii tej imprezy zrobił coś dla mieszkańców Berlina, dla ludzi, a nie dla establishmentu. Tymczasem, jak dodaje Kowalski: sztuka to biznes, ma na siebie zarabiać. A Żmijewski oddał głos ruchom społecznym i politycznym, ludziom z prawej i lewej strony, anarchistom, rewolucjonistom, pacyfistom, terrorystom. Ba! W Berlinie zobaczyć można było nawet kopię Jezusa ze Świebodzina! To tak na marginesie uwag p. Kieruzela, że Żmijewski jest rozideologizowany w nurcie lewicowym. "Żmija" zapewne wbrew swoim poglądom nie ma problemu, żeby oddać trybunę także konserwatystom czy wręcz dewotom. Wcześniej bywało tak już wielokrotnie. Zarówno w "Demokracjach", "Onych" czy w laudacji nt. filmu Stankiewicz i Pospieszalskiego o katastrofie smoleńskiej. Inna kwestia jest taka, że rzadko kiedy nurt inny niż lewicowy dominował w Art Worldzie – czy to w Polsce, czy za granicą.

Wracając jednak do meritum: silnie skonceptualizowane 7. Berlin Biennale stawia przed zwiedzającymi kilka kwestii. Najważniejsze z nich to: kim jest artysta i czy ma jeszcze szansę włączyć się w proces przekształcania rzeczywistości. W swoim słynnym manifeście pt. "Stosowane sztuki społeczne" Żmijewski pisze, że Sztuka mogłaby być znów użyta jako narzędzie wiedzy, nauki i polityki. Dla p. Kieruzela jest to miazmat obnażający jakieś wewnętrzne prawidła i kompleksy sztuki, który może obrodzić chaosem przechodzącym w kicz. Niby dlaczego? Przecież bardzo długo artyści szli ramię w ramię z naukowcami. Wzór to Leonardo da Vinci, który całe lata poświęcił na studiowanie anatomii i projektowanie maszyn. Dużą zbieżność widzę także między postawą Żmijewskiego, a postulatami artystów międzywojnia. Konstruktywizm jednym gestem odrzucił malarstwo sztalugowe, aby zaangażować się w tworzenie nowoczesnej, funkcjonalnej architektury. Być może najlepszym tego przykładem jest "Praesens" gdzie w jednym numerze były obok siebie artykuły Le Corbusiera i Mondriana. Także cała awangarda rosyjska spod znaku wymienianego przez p. Kieruzela El Lissitzkiego to jedno wielkie zespolenie sztuki z polityką i nauką. Na tym podobieństwa się nie kończą. Andrzej Turowski wielokrotnie podkreślał, że awangardziści tworzyli dyskurs optymistyczny, ich historiozofia opiera się na wizji nieskończonego progresu świata, a antropologia na nieśmiertelności człowieka. Tak jak Żmijewskiego nie zadowalało ich status quo, więc angażowali się w politykę, jednocześnie postulując program przemiany rzeczywistości. Oddanie przestrzeni Kunst-Werke Berlin artystom-aktywistom takim, jak Khaled Jarrar wpisuje się w tę tradycję. Palestyński twórca na Biennale wykonał bardzo prosty gest: w paszportach zwiedzających stawiał stempel z wizą nieistniejącego państwa – swojej ojczyzny. Wysoki artyzm jednocześnie transcendujący kategorie działa sztuki i wchodzący w obszar… manifestu politycznego? Chyba tak. Tym bardziej, że na postawienie wizy z nektarnikiem – tradycyjnym palestyńskim ptakiem – zgodziło się kilku Żydów, których mogą czekać nieprzyjemności po powrocie do domów. Czy według p. Kieruzela to także chaos przechodzący w kicz? Jeśli kicz, to tylko wg definicji Kundery: ostensja jak świat powinien wyglądać.

Trudno się także zgodzić ze zdaniem, że nauka bada świat na chłodno, niezależnie i obiektywnie, a sztuka rzeczywistość odrzuca, tj. notorycznie ignoruje, nigdy nie mogąc się zgodzić na świat taki, jaki jest. Wystarczy przytoczyć tylko dwa filmy Żmijewskiego: "Powtórzenie" i "Onych". W pierwszym dochodzi do repetycji słynnego eksperymentu więziennego prof. Zimbardo. W drugim filmie Żmijewski organizuje kilkudniowe warsztaty, na które zaprosił reprezentantów kompletnie różnych środowisk: Żydów, członków Młodzieży Wszechpolskiej, słuchaczy Radia Maryja i przedstawicieli młodej lewicy. "Oni" kończą się destrukcją, m.in. spaleniem flagi Polski. Żmijewski bada, czy w przestrzeni społecznej jest miejsca na współegzystencję diametralnie różnych światopoglądów. Odpowiedź jest negatywna. Żmijewski nie bawi się tutaj w poprawiacza świata i nie nagina rzeczywistości do własnych wyobrażeń. Godzi się na świat taki, jaki jest. Owszem jego doświadczenia i eksperymenty mogą być niezgodne z akademicką metodologią czy nawet etyką, ale Żmijewski nigdzie nie postulował, że sztuka ma być wchłonięta przez naukę!

Wydaje się także, że p. Kieruzel znacząco zubaża myśl kuratora Biennale nt. ewentualnych przemian, kiedy pisze, że gdyby przecedzić poglądy artysty zawarte w manifestach i wywiadach to zostaje… Sierakowski ze swoją "Krytyką Polityczną". Żmijewski razem z artystami-aktywistami z Biennale to w dosłownym sensie awangarda, której nie można sprowadzić do klubu dyskusyjnego i grupki teoretyków – w tym wypadku to tylko rodzaj nadbudowy. Pixadores uprawiający tzw. sztukę biedy, wspomniany Jarrar czy ruch OWS jest przed nimi. Pytanie, czy Żmijewski nie będzie kolejnym artystą (obok wymienionych przez p. Kieruzela w epilogu) zaprzęgniętym w ideologię i w swej naiwności wykorzystanym przez politykę i polityków – to już kwestia do rozważenia. Witkacy mawiał, że przeciwieństwem każdego uczucia jest nuda. U Żmijewskiego alternatywą jest udział i zaangażowanie kontra obciach i cynizm.

W innym miejscu p. Kieruzel formułuje wielokrotnie powtarzany zarzut pod adres sztuki współczesnej. Ma być ona po prostu niedostępna: poza ekspresją nie miał [artysta] nic do powiedzenia, bądź to, że to, co pokazał, nie da się wypowiedzieć. Nie da się, choćby w istocie objawiało głęboki sens. Przez to niby-postulaty Żmijewskiego mają być nierealne. Przecież publika nie odczyta ich prawidłowo. Nic bardziej mylnego! Projektom Żmijewskiego, jak powiedział kiedyś Adam Szymczyk, towarzyszy ciągłe zwijanie zbędnych wątków i powracanie do nieludzko ludzkich spraw podstawowych przy pomocy najbardziej rudymentarnych środków. Proces ten rozpoczął się odłożenia na bok rzeźby – zresztą, wówczas, kiedy już właściwie jej nie było, czyli pod koniec studiów. Żmijewski konsekwentnie eliminuje wszystkie elementy, które mogłyby postawić mur miedzy nim i publicznością. Teatr i rzeźba to dla niego przyciężkawa i zapewne trochę ekskluzywna maszyneria – inaczej film. Ten jest prosty i w taki też sposób dociera do widza. Jeśli publika Żmijewskiego milczy i nie wypowiada swojego zdania, to raczej dlatego, że jego działania wciąż nie docierają do mas, a nie dlatego, iż jego filmy są zbyt abstrakcyjne czy hermetyczne. Nie wydaje mi się, żeby film, który dokumentuje wykonywanie prostych prac przez robotników z różnych części świata był przesadnie niedostępny. Podobnie zapis demonstracji ulicznych w kilku różnych państwach. To samo można powiedzieć o innych twórcach z Biennale. Cóż hermetycznego jest dla prostego widza w sztuce Pixadores, którzy na ścianach budynków w Brazylii piszą swoje – często polityczne – żądania i deklaracje?

Za zakończenie niech posłużą słowa cytowanej już Katarzyny Kozyry: Świata nie zmienia się w miesiąc. Widziałam niejedno biennale – wszędzie ci sami kuratorzy, ci sami artyści, nawet ta sama publiczność, zmieniała się tylko scenografia: Sao Paolo, Berlin, Wenecja. Wszędzie tak samo nudno. A biennale Artura Żmijewskiego może być klapą i skandalem, ale przynajmniej próbowało coś zmienić, wyrwać artystów z bezpiecznego, sformalizowanego systemu sztuki. On ten system rozsadził, nie liczył się z nikim, nie uśmiechał do dyrektorów instytucji, krytyków, dziennikarzy. Zrobił coś oryginalnego i dopiął swego. Pytanie, czy działania Żmijewskiego będą miały swoje konsekwencje.


Łukasz Rogowski



Tekst ukazał się na stronie internetowej Literatki.com (www.literatki.com)

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Ekologiczna katastrofa: Wrocław - Polska - Europa - świat
Wrocław, "Tajne Komplety", Przejście Garncarskie 2
24.10.2019 godz. 17.30.
Ekologiczna Katastrofa: Wrocław – Polska – Europa - Świat
Wrocław, Tajne komplety, ksiegarnio-kawiarnia w Sukienicach, Przejście Garncarskie
24 października (czwartek), godz. 17.30-19.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

22 października:

1887 - W Portland urodził się John Reed amerykański dziennikarz i pisarz, autor książki "Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem", opisującej wydarzenia rewolucji październikowej, w oparciu o którą powstał film Sergiusza Eisensteina "Październik".

1923 - Początek kilkunastudniowego strajku kolejarzy krakowskich.

1923 - W Hamburgu wybuchło powstanie robotnicze pod przywództwem KPD.

1929 - James Scullin został premierem laburzystowskiego rządu Australii.

1936 - W Hiszpanii utworzono Brygady Międzynarodowe.

1964 - Jean-Paul Sartre uhonorowany literacką Nagrodę Nobla.

1971 - W Holandii powstała Partia Socjalistyczna (SP).

1983 - W RFN ponad milion osób wzięło udział w protestach przeciwko zbrojeniom atomowym.

1990 - W Paryżu zmarł Louis Althusser, francuski filozof marksistowski, jeden z głównych przedstawicieli marksizmu strukturalistycznego.

1993 - Powstała Partia Komunistów Republiki Mołdawii.

2000 - Tunezja zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem w proteście przeciw stosowaniu przemocy wobec Palestyńczyków.

2011 - Założono centrolewicową partię polityczną Pozytywna Słowenia.

2017 - Słowenia: I tura wyborów prezydenckich. Do II tury przeszli: ubiegający się o reelekcję Borut Pahor i Marjan Šarec.


 
Lewica.pl na Facebooku