Majmurek: W cieniu spektaklu

[2007-06-04 13:18:15]

I. "Społeczeństwo spektaklu" G. Deborda to już klasyczna pozycja współczesnej humanistyki. Wydana w po raz pierwszy w 1967 roku książka jest jednym z najważniejszych opisów dojrzałego kapitalizmu - zarówno jego centrów, jak i „komunistycznych” półperyferii (Debord podobnie jak Wallerstein uważa poststalinowskie „demokracje ludowe” za integralną część globalnego kapitalistycznego porządku). Debord w swojej książce analizuje jak wzrost znaczenia środków masowego przekazu wpływa na kapitalistyczne społeczeństwo, jego ekonomię, politykę, ideologię, historię i samoświadomość. Odrzuca zarówno powojenny kapitalizm z jego „państwem dobrobytu”, jak i „państwowy kapitalizm” bloku wschodniego, występuje przeciw naiwnemu ekonomizmowi socjaldemokracji, przekonanej, że historia jest „po jej stronie”, a sam rozwój środków kapitalistycznych stosunków produkcji i postęp technologiczny doprowadzą w końcu do zniesienia kapitalizmu (dzisiejszym socjaldemokracjom brakuje na ogół nawet tej wiary, choć można ją znaleźć choćby w "Imperium" Hardta i Negriego). Nic dziwnego, że po wydarzeniach paryskiego maja książka została uznana za ich zapowiedź i program, a sam Debord i kierowana przez niego Międzynarodówka Sytuacjonistyczna (ugrupowanie o charakterze artystyczno-politycznym, łączące w swojej działalności Marksa z Bretonem, które kontynuując prowokacyjne akcje dadaistów i surrealistów nasycało je krytyką kapitalistycznej rzeczywistości) zyskali nagłą sławę. Debord nie chciał takiego uznania - w obawie, że Międzynarodówka Sytuacjonistyczna przekształci się w szanowny muzealny eksponat samej siebie, służący do wzbudzania podziwu za swój niegdysiejszy intelektualny i polityczny radykalizm, rozwiązał ją. Jego sceptycyzm wobec społeczeństwa, które opisał stawał się tym większy, im bardziej umacniały się w nim tendencje, które zdiagnozował. Wyrazem tego rozczarowania są napisane 20 lat po wydaniu "Społeczeństwa spektaklu" "Rozważania o społeczeństwie spektaklu", gorzki komentarz i aneks do jego własnej pracy, opisujący ponury, zwycięski marsz logiki spektaklu przez późnokapitalistyczną rzeczywistość.

Nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazało się właśnie nowe tłumaczenie tych dwóch tekstów. Nowy przekład, autorstwa Mateusza Kwaterki jest o wiele bardziej staranny, lepszy literacko, dokładniej przekazujący tok wywodu Deborda niż mające z tym pewne problemy poprzednie tłumaczenie autorstwa Anny Ptaszkowskiej. Kwaterko wykonał także solidną pracę przy opracowaniu przypisów do tekstów, doskonale pozwalających śledzić czytelnikom charakterystyczną dla Deborda metodę „przechwytywania”, wyłuskującą z myśli innych autorów zdania, refleksje, spostrzeżenia po to, by uczynić z nich element zupełnie nowej intelektualnej konstrukcji.

Pierwsze polskie wydanie "Społeczeństwa spektaklu" ukazało się w roku 1998, gdy rozpadał się dawny ustrój i pomału otwierała się droga do nowego. Restaurowany pospołu przez solidarnościowe i „postkomunistyczne” elity kapitalizm dzięki pracy spektaklu został Polakom „sprzedany” jako „powrót do normalności”, nic więc dziwnego, że na przełomie lat 80 i 90 nie było w Polsce odpowiedniego intelektualnego klimatu dla przetrawienia myśli Deborda. Dziś, po 17 latach postępów „demokracji i wolnego rynku” w Polsce, książka Deborda być może spotka się z większym zainteresowaniem i zrozumieniem. Zwłaszcza że zawarte w niej refleksje ciągle wydają się aktualne, dostarczają doskonałych narzędzi intelektualnych do zrozumienia takich zjawisk jak tzw. „wojna z terrorem”, czy na naszym polskim podwórku spektakl budowania IV RP z aresztowaniami o świcie w głównych wydaniach wiadomości, lustracyjną nagonką czy medialną wojną na miny z Rosją, Niemcami i resztą świata.


II. Centralną kategorią, jaką Debord poddaje w swoich dwóch pracach analizie, jest spektakl. Spektakl to „kapitał tak skoncentrowany, że zmienia się w obraz”, konieczny wyraz współczesnego etapu rozwoju kapitalizmu, społeczeństwa nadmiaru. Spektakl to całość obrazów za pomocą których późnokapitalistyczne społeczeństwo przedstawia się samemu sobie i każdemu ze swoich członków; to sposób w jaki uzasadniania swoje istnienie. Spektakl jest „nieprawdziwym”, ideologicznym obrazem rzeczywistości, ale jednocześnie wypływa z realnych procesów społecznych, ekonomicznych i politycznych, bez uchwycenia których jego zrozumienie nie jest możliwe. Spektakl pokazując „nieprawdziwy” obraz rzeczywistości jednocześnie przekształca ją na podobieństwo obrazu, który tworzy. Przy tym rzeczywistość spektaklu jest jedyną wspólnie dzieloną zewnętrzną rzeczywistością przedstawicieli współczesnych społeczeństw. Nie jest on jednak tylko medium pośredniczącym w postrzeganiu „obiektywnej” rzeczywistości; spektakl to jedyna obiektywna, zewnętrzna rzeczywistość (przy tym ideologiczna i zafałszowana). Współczesny człowiek bardziej ogląda niż przeżywa wydarzenia; to nie spektakl jest cieniem rzeczywistości, ale rzeczywistość wydaje się być cieniem swoich obrazów z królestwa spektaklu. Jej przeżywanie jest „mniej intensywne”, niż przeżywanie spektaklu, który stanowi jej reprezentację.

Według Deborda w rozwiniętym kapitalizmie spektakl przejął funkcję, jaką w społeczeństwach przednowoczesnych pełniły religie: dyskursu legitymizującego niesprawiedliwy porządek klasowy, nadającego sens pozbawionej go egzystencji człowieka w irracjonalnie zorganizowanym społeczeństwie. Debord i sytuacjoniści są bardzo sceptyczni wobec nowoczesności, demokracji i kapitalizmu, które według nich nie zrealizowały swoich obietnic. Olbrzymi postęp techniczny mógłby uczynić życie każdego człowieka (czy choćby większości ludzi) godnym przeżycia, nie dzieje się tak jednak. Religia nie jest w stanie dłużej tego uzasadnić, a na pewno dać nadziei, która pozwoliłaby uczynić życie znośnym. Na jej miejsce zatem wkracza spektakl. Jest on mechanizmem kompensacji, który „wynagradza” współczesnym ludziom ich nędzę (nie tyle materialną, co egzystencjalną, estetyczną, intelektualną) wynikłą z miejsca w funkcjonalnym podziale pracy, drabinie klasowej, itp. To spektakl stanowi współczesne „opium ludu”, za pomocą którego człowiek osiąga sztuczną ulgę od własnej nędzy. Choć mieszkaniec centrów współczesnego kapitalizmu na ogół jest w stanie zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby, choć na ogół nie cierpi głodu czy zimna, system społeczny, w jakim żyje, nie jest w stanie dać większości swoich uczestników poczucia szczęścia, celowości lub sensowności ich egzystencji czy choćby estetycznej satysfakcji z własnego życia, na którego banalność i nudę późny kapitalizm nie jest nic w stanie poradzić. Spektakl ma to kompensować, z drugiej jednak strony jego celem jest produkcja wiecznego nienasycenia, rozniecanie pragnień, które nie mogą być spełnione (nie tylko z powodu organizacji środków produkcji, ale także dlatego, że mają zafałszowany, nierealny charakter). Mają one zmusić mieszkańca świata, którego problemem nie jest niedobór, lecz nadmiar dóbr konsumpcyjnych, by więcej pracował i kupował.

III. W „Społeczeństwie spektaklu” Debord wyróżnia dwa podstawowe tryby spektakularności; rozproszony i skoncentrowany. Pierwszy charakteryzował centra kapitalistycznego systemu, objawiał się pod postacią wielorakich, pozbawionych koordynującego, centralnego ośrodka, odmiennych gatunkowo (filmy, reklamy, wiadomości) przekazów. Drugi to tryb typowy dla półperyferii systemu, gdzie spektakl produkowany był i kontrolowany przez jeden ośrodek, dyspozycyjny wobec rządzącej biurokracji. W późniejszych o dwadzieścia lat „Rozważaniach...” Debord zauważa, że oba typy spektaklu zrosły się w jeden - spektakularność zintegrowaną, w której państwowe i prywatne podmioty razem tworzą spektakl. Spektakularność zintegrowana rozrasta się na każdą dziedzinę aktywności ludzkiej, wszystko podporządkowując swojej logice. W ten sposób tworzy ona współczesne społeczeństwo, gdzie kreowane przez spektakl pozory demokracji skrywają całkowitą władzę logiki towarowej. Iluzoryczna postpolityczność zasłania rzeczywiste stosunki władzy, antagonistyczne interesy, sprzeczności stwarzane przez system. Postacią, która doskonale uosabia spektakularność zintegrowaną jest Silvio Berlusconi. Debord nie dożył jego politycznych sukcesów, choć wskazywał właśnie na Włochy jako na miejsce gdzie sukcesy zintegrowanej spektakularności są największe i twierdził, że w późnym kapitalizmie mafia staje się wzorem dla wszystkich operacji gospodarczych, granica między przestępczością, biznesem a światem polityki zupełnie się rozpływa. Kariera Berlusconiego jest tego doskonałym przykładem. Jako premier Włoch skupił on w swoich rękach władzę nad niemalże całym spektaklem kontrolując publiczne media elektroniczne i posiadając prywatne. Jego polityka była populizmem pozbawionym jakiejkolwiek politycznej treści, spektaklem zasłaniającym konwergencję instytucji państwa oraz kierowanego przez Berlusconiego i jego rodzinę przedsiębiorstwa.

Jednak najpoważniejszą zmianą, jaką przynosi spektakularność zintegrowana, jest zmierzch historii. Główny paradoks współczesnego społeczeństwa polega według Deborda na tym, że uprawiając kult innowacji, ciągłej zmiany i nowości, tak naprawdę stoi ono w miejscu. Utrata zrozumienia czym jest historia to proces nieunikniony w społeczeństwie opierającym się na ciągłym „handlu nowością”. Historia (która jako jedyna potrafi dostarczyć miary dla oceny tego, co jest naprawdę nowe) musi w nim ulec zagładzie. Społeczeństwo spektaklu jest społeczeństwem wiecznej teraźniejszości, bez historii (konsumowanej przez teraźniejszość) i przyszłości. Spektakl pochłania przyszłość. „Zamykając teraźniejszość w jej własnych granicach”(by użyć określenia Terry'ego Eagletona), zmienia wszelkie przyszłości w reprodukcję teraźniejszości. Czas spektaklu jest czasem „wiecznego teraz”, gdzie wydarzenia pojawiają się i znikają jak kręgi na powierzchni wody. Zmierzch historii jest także zmierzchem polityki, rozumianej jako starcie idei, klas, interesów, zamknięciem możliwość rzeczywistej systemowej zmiany. „Wieczne teraz” stanowi nadbudowę i legitymację późnokapitalistycznej, iluzorycznej postpolityczności.


IV. O ile w „Społeczeństwie spektaklu” Debord łączył nadzieję z ruchami antysystemowymi, o tyle obraz rozwiniętego społeczeństwa kapitalistycznego z „Rozważań…” jest o wiele bardziej pesymistyczny. Wszelkie punkty oporu zostały spacyfikowane, wchłonięte, zmanipulowane, zmarginalizowane (to czego nie ma w spektaklu nie istnieje) lub pozbawione istotnej politycznej treści. Ważną częścią „Rozważań…” są refleksje na temat roli terroryzmu w społeczeństwie spektaklu. W kontekście współczesnej „wojny z terrorem” brzmią one szczególnie aktualnie. Debord zauważa, że historia terroryzmu pisana jest przez państwa. I to w podwójnym znaczeniu. Z jednej strony państwa tworząc historię terroru organizacje terrorystyczne, zbroją je, inspirują ich akcje. Materiał empiryczny, na którym Debord opiera swoją analizę to historia włoskiej „dekady ołowiu”(1970-80), kiedy to tajne służby (w ścisłym porozumieniu z amerykańskim wywiadem) realizując „strategię napięcia” inspirowały terrorystyczne ataki z „lewa” i „prawa”. Pogrążając kraj w chaosie stwarzały klimat dla społecznej akceptacji każdych rządów, które „przywróciłyby porządek”. Z drugiej strony państwa piszą historię terroru tworząc z niego nieustanny spektakl. W spektaklu tym nie chodzi o to by przekazać jakiekolwiek informacje o terrorystach, ich celach, zamiarach, żądaniach. Jedynym jego celem - pisze Debord - jest wytworzyć u odbiorców przekonanie, że terroryzm to coś apokaliptycznie strasznego a ład liberalno-demokratyczny, mimo wszystkich swoich wad, jest czymś od niego lepszym i zasługującym na naszą całkowitą lojalność i obronę przed „terrorystycznym zagrożeniem” - o którym nie wiadomo nic, poza tym, że nie spocznie, póki „nas” nie zniszczy. Wszystkie te rozważania brzmią niezwykle aktualnie gdy obserwuje się amerykańską politykę po wydarzeniach 11 września. Jak często pisze Zygmunt Bauman, nie znamy odpowiedzi na pytania, czy Al-Kaida naprawdę istnieje, czego chcą jej przywódcy, gdzie się znajdują jej centra dowodzenia, ale w imię tego niewidocznego (lecz często potwierdzanego przez spektakl) zagrożenia następuje jak najbardziej realne ograniczenie praw obywatelskich. Spektakl o nazwie „wojna z terrorem” legitymizuje permanentny stan wyjątkowy, który po 11.IX stał się w kilku miejscach kapitalistycznego centrum (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania) stałą formą władzy.

Ciekawą analizę amerykańskiej polityki po wrześniu 2001, opartą na intelektualnych narzędziach wypracowanych przez Deborda przeprowadziła amerykańska grupa Retort złożona z politycznie zaangażowanych akademików związanych głównie z uczelniami z rejonu Zatoki San Francisco. Według nich zamachowcy z 11 września to pierwsi „terroryści”, którzy w pełni zrozumieli logikę spektaklu. Ich akt terroru zaplanowany został bowiem nie pod kątem strat, jakie miał przynieść „wrogowi”, ale pod kątem własnej spektakularności. Zamachowcy wiedzieli, że akt tak strasznej (z punktu widzenia żyjącego we względnym spokoju średniozamożnego mieszkańca kapitalistycznego centrum) przemocy pozwoli im na chwilę (która w „wiecznej teraźniejszości” społeczeństwa spektaklu może trwać nieskończoność) przejąć kontrolę na maszynami generującymi spektakl. Władza, która dotychczas miała nad nimi kontrolę musi więc dla potwierdzenia samej siebie wyprodukować równie efektowny co 11 września kontrspektakl. W logice spektaklu jest to ważniejsze niż racjonalne działania mające zneutralizować zagrożenia. Wojna we współczesnym świecie jest wojną obrazów.


V. Dobrze, że książka Deborda ukazuje się ponownie właśnie teraz. Budowana w trudzie i wśród licznych przeszkód IV RP wydaje się być próbą stworzenia specyficznie polskiej formy spektakularności zintegrowanej. Po 1989 roku mieliśmy rozkład skoncentrowanej spektakularności PRLu, przez kilkanaście lat tworzył się kapitalistyczny ład medialny. Siłę polskiej formy zintegrowanego spektaklu pokazały wybory w 2005 roku, które sprowadzone zostały do pojedynku między dwoma duetami: Kaczyńscy kontra Tusk z Rokitą. Wszelkie istotne osie politycznego sporu, które wydawały się jakoś organizować przestrzeń publiczną pod koniec lat ’90 i na początku obecnej dekady nagle bez wyjaśnienia wyparowały. Zamiast tego media wytworzyły zupełnie nową, całkowicie sztuczną linię podziału między „Polską solidarną”, rzekomo reprezentowaną przez PiS (partię o neoliberalnym programie) a „Polską liberalną”, ucieleśnioną w PO (której stosunek do kwestii światopoglądowych stawia na prawo od europejskiej chadecji, nie mówiąc o liberałach). Tak naprawdę obu partii nie różniło nic, prócz animozji liderów, które były jedynym powodem klęski planowanej koalicji. Od czasu ostatnich wyborów w polityce jest coraz mniej treści, zanikają różnice między partiami a polityka staje się właściwie gałęzią reklamy i rozrywki. Roztopieni w spektaklu politycy są w nim tylko kolejnymi celebrities. Ich pełne napięć personalne spory zasłaniają rzeczywistą konwergencję wszystkich sił politycznych.

W IV RP znaczącą rolę w spektaklu - w Stanach powierzoną „terroryzmowi” - odgrywa „układ”. Jest on tak samo niewidoczny, na jego istnienie władza nie ma dowodów (co wedle wykładni ministra sprawiedliwości stanowi tylko dowód na to, że istniały, ale zostały zniszczone), ale groźba, jaką stwarza staje się pretekstem dla autorytarnej polityki. Władza w IV RP potwierdza swoje istnienie głównie przez to, iż produkuje (razem z chciwymi sensacji prywatnymi mediami) spektakl walki z różnymi zagrożeniami; układem, skorumpowanymi lekarzami, agentami, etc. Wydaje się, że prawdziwym powodem aresztowań nie jest zatrzymanie podejrzanych, ale stworzenie telewizyjnego newsa, który bardziej niż informuje dostarcza rozrywki na pograniczu reality show i serialu policyjnego, oraz danie ministrowi Ziobrze pretekstu do zorganizowania kolejnej konferencji prasowej.

Spektakl jest według Deborda wszechobecny, stanowi najwyższe stadium koncentracji kapitału. Nie ma od niego ucieczki, punkty oporu są słabe, rozbite, lub wchłaniane przez spektakl. Trudno - intelektualnie i emocjonalnie - przyjąć tę głęboko pesymistyczną diagnozę, która zwłaszcza dziś wydaje się tak aktualna. Próżno - zwłaszcza w „Rozważaniach...”. szukać dróg ucieczki od spektaklu, wskazówek dla politycznej walki. Ale jeśli rację ma Slavoj Żiżek twierdząc, że po tym, jak turbokapitalizm zmienił świat, konieczne jest odwrócenie 11 tezy o Feuerbachu i przede wszystkim zrozumienie go, dzieła Deborda stanowią lekturę obowiązkową, konieczną do zrozumienia współczesnego kapitalizmu, „wojny z terrorem” czy spektaklu pt. IV RP.

Guy Debord, "Społeczeństwo spektaklu" i "Rozważania o społeczeństwie spektaklu" przeł. Mateusz Kwaterko, PIW, Warszawa 2006.

Jakub Majmurek


drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



Polscy Hodżyści
Partia lewicowa na symulatorze politycznym
Discord
Teraz
Historia Czerwona
Komintern (SH)
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze

Więcej ogłoszeń...


12 sierpnia:

1827 - Zmarł William Blake, angielski pisarz, malarz i rysownik. Potępiał rodzący się kapitalizm.

1898 - USA anektowały Republikę Hawajską.

1941 - Prezydium radzieckiej Rady Najwyższej wydało dekret o amnestii dla obywateli polskich więzionych w ZSRR.

1976 - Liban: Chrześcijańskie milicje zdobyły i zniszczyły obóz dla uchodźców Tal al-Zaatar w Bejrucie.


?
Lewica.pl na Facebooku