Zalega: Mamy konkretne sukcesy w świecie realnym

[2009-02-14 14:51:03]

Z Dariuszem Zalegą, redaktorem naczelnym tygodnika "Trybuna Robotnicza" rozmawia Przemysław Prekiel.

Skąd się wziął pomysł na wydawanie "Trybuny Robotniczej"?

W połowie 2006 r., gdy pracowałem jeszcze jako redaktor prowadzący w prasie regionalnej, otrzymałem od Bogusława Ziętka propozycję przygotowania nowego tytułu, który byłby pismem ponadzwiązkowym - poruszającym szerszą tematykę niż "Kurier Związkowy", wydawany przez WZZ "Sierpień 80". No, i po 9 latach pracy w największej gazecie regionalnej w Polsce, wybrałem zmianę i robienie czegoś, co jest zgodne z moimi poglądami.

Na początku trzeba było zebrać ekipę zainteresowanych pisaniem, która dość szybko się rozrosła, a Jarek Augustyniak zajął się opracowaniem strony graficznej pisma i ruszyliśmy z wydawaniem 5 października 2006 roku.

Nie będę krył, że mieliśmy sporo iluzji co do możliwości przebicia się z pismem na szerszy rynek, niemal bez marketingu i reklamy, bez dobrych układów w firmach kolporterskich - na co nie było środków. Życie zweryfikowało wiele z naszych nadziei, ale też popełniliśmy na początku sporo błędów: tak w układzie stron, tematyce, szacie graficznej, a fakt, że gazeta była czarno-biała i na kiepskim papierze, także nam nie pomógł. W każdym razie od tego czasu sporo się zmieniło i z ręką na sercu mogę stwierdzić, że wydajemy tygodnik na europejskim poziomie - bo porównuję go z innymi podobnymi lewicowymi pismami w Europie. Podsumowując: pismo jest zróżnicowane tematycznie, ciekawe graficznie i posiada grono wiernych czytelników. Gdy na Święcie "L'Humanité" powiedziałem, jak małymi siłami wydajemy tygodnik, to nikt nie chciał mi uwierzyć.

Jakie macie największe trudności, a jakie sukcesy?

Trudności jest sporo i to na różnym poziomie. Zacznę od podstawowej - kiepski marketing, spowodowany brakiem środków, a wiadomo, że bez reklamy nawet najlepszy tytuł ma małe szanse przebicia się na rynku. Problemy z dystrybucją - nieraz kioskarze nawet nie wyciągają gazet z dostarczonych kolporterów, tak z powodów politycznych, jak i ekonomicznych, bo przecież więcej zarobią na jakimś świerszczyku. Przypomina mi się list od jednego z czytelników, który, gdy zapytał w kiosku o "TR", to usłyszał: "Trybuny Robotniczej" nie ma. Kraju Rad też nie". Niestety, dystrybucję możemy poprawić tylko na poziomie lokalnym, czyli wtedy, gdy po prostu interweniujemy w konkretnym punkcie sprzedaży Ruchu, Garmounda, czy Franpressu, aby sprowadzili "TR", co często kończy się sukcesem, jak np. ostatnio w Zielonej Górze, gdzie udało się wprowadzić gazetę do EMPiK-u. Innym problemem jest brak korespondentów w kilku regionach kraju - Pomorze Zachodnie, Mazury, Białystok...

Co do sukcesów - mamy wierne grono kilku tysięcy czytelników. Nie robiliśmy żadnych badań, ale sądzę, że czytają nas trzy różne grupy społeczne: emeryci, związkowcy (nie tylko z "Sierpnia 80") i coraz większa liczba młodych ludzi. Widać to po listach spływających do redakcji, czy komentarzach na naszej stronie internetowej. Tu anegdota á propos listów i czytelników: jeden z czytelników przesyła nam listy zaczynające się od słów "Szczęść Boże", bo czyta tylko dwie gazety: "TR" i... "Nasz Dziennik", co świadczy o tym, jaki bałagan ideologiczny panuje w głowach Polaków (czemu zresztą trudno się dziwić).

Inny sukces - udało się zbudować bardzo szerokie grono osób piszących do "TR", i to ludzi o najróżniejszych poglądach - od socjaldemokratów po anarchistów (tu zresztą chciałby serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy piszą na naszych łamach, jak i naszym grafikom - Marcinowi Bondarowiczowi i Michałowi Tomaszkowi, Jarkowi Augustyniakowi, który dba o poskładanie tego wszystkiego do kupy, no i naszej korektorce Marzenie). W każdym numerze mamy materiały od 15-20. To sporo, biorąc pod uwagę tryb pracy, który przy tygodniku wymaga wielkiej dyscypliny. Nie kryjemy, że jesteśmy bliscy Polskiej Partii Pracy, ale na pewno "TR" nie jest organem partyjnym, co widać po publikowanych u nas tekstach. Postawiliśmy przed sobą kilka zadań: informować o walkach społecznych w Polsce, obnażać propozycje władz czy biznesu, przekazywać wiadomości o tym, co dzieje się za granicą, tak na polu politycznym, jak i konfliktów, edukować historycznie, pokazywać niezależną kulturę - nie tylko młodą awangardę, ale też to, co zostało z kultury robotniczej, dyskutować nad alternatywami dla obecnego systemu. Uważam, że jeżeli my nie napiszemy o wielu sprawach, to nikt o tym nie wspomni w innych mediach i to też jest nasz sukces, a już na pewno obowiązek.

Choć jesteśmy pismem niszowym, mamy konkretne sukcesy w świecie realnym o czym świadczy choćby proces z firmą Derksen, gdy ujawniliśmy wyzysk pracowników ściągających azbest ze statku "Rotterdam", interwencje PIP po naszych publikacjach, czy fakt, że jedna ze śląskich szkół wyższych zrezygnowała z wysyłania studentek na staż na Cypr, który, tam na miejscu, okazywał się zwykłym niewolnictwem. Parę naszych tematów podebrały wielkie media, rzecz jasna nie powołując się na nas, ale grunt, że temat się przebił. No i nasza redakcja w znacznym stopniu przyczyniła się do rozbudzenia fali solidarności międzynarodowej ze strajkiem w "Budryku". Było to tym łatwiejsze, że jesteśmy uznanym partnerem wielu zachodnich mediów lewicowych, a w sieci międzynarodowej tworzonej przez francuski dziennik "L'Humanité" "Trybunę Robotniczą" nazwano "jednym ze sztandarowych tytułów oporu społecznego i politycznego w dzisiejszej Polsce".

Jak oceniasz naszą rodzima lewicową prasę? Jakie, Twoim zdaniem, lewicowe tytuły są godne polecenia?

"Trybunę Robotniczą" postrzegam jako ogniwo pośrednie między "Kurierem Związkowym", ściśle trzymającym się spraw pracowniczych, a polską edycją "Le Monde Diplomatique", którego jestem wiernym fanem. Na pewno kawał dobrej roboty w środowisku intelektualistów odgrywa "Krytyka Polityczna", ale zobaczymy, czy ma to jakieś przełożenie na rzeczywistość, czy też pozostanie na poziomie dyskusji kawiarnianych. Mimo różnic politycznych na pewno dużą rolę odgrywają "Trybuna", "Fakty i Mity" czy "Nie", ale na takim bardzo podstawowym poziomie, w którym ta lewicowość społeczna i kwestia alternatyw systemowych rozmywają się wobec innych spraw - antyklerykalizmu, czy przepychanek na scenie socjalliberalnej. Żałuję, że przestało się ukazywać "Dziś", gdzie można było znaleźć sporo ciekawych materiałów, tak samo jak publikacje KiP-u - "Lewą Nogą" i "Rewolucja", natomiast polecam publikacje prężnie działającego ośrodka wydawniczego poznańskich anarchistów.

Jedno musimy sobie jednak uświadomić - prasa zaangażowana z natury nie ma szans przebicia się na szersze wody z prostej przyczyny: my nie otrzymamy kasy z wielkich koncernów, bo to będzie oznaczać utratę niezależności. Bardzo ważne jest więc łączenie mediów prasowych i elektronicznych, których rola stale rośnie (vide lewica.pl), toteż my również musimy popracować nad stroną internetową "TR".

Darku, "Trybuna Robotnicza" do swoich numerów dodała dodatek o lewicy w Europie - skąd ten pomysł?

Jak wspomniałem, są pewne tematy, o których jeżeli my nie napiszemy, to nikt o tym nie napisze. Tak więc wpadliśmy na pomysł takiej miniencyklopedii o lewicy europejskiej - jak najbardziej obiektywnej, toteż np. nie pisaliśmy w niej o Polsce, żeby nie wywoływać niepotrzebnych zadrażnień. W ogóle jestem bardzo zadowolony z naszych wkładek z serii Biblioteka "TR", w ramach których opublikowaliśmy naprawdę rewelacyjne rzeczy, jak np. materiały dotyczące zagrożeń związanych z energią atomową, czy udziału Polaków w walkach za naszą i waszą wolność (wkładki te, jak i wiele innych można ściągnąć w wersji pdf z naszej strony internetowej). To też dowód na to, że w gazecie staramy się być dalecy od schematyzmu - zamieszczaliśmy przecież gry political fiction (jak Venceremos, w której każdy może zostać Che Guevarą).

Podpisałeś się pod głośnym listem do prof. Marii Szyszkowskiej. Konflikt między PPP a RACJĄ jest chyba dość głęboki?

Nie przesadzałbym z tym konfliktem. Po prostu w materiale z pewnej konferencji organizowanej przez pewną niemiecką fundację ukazała się wypowiedź prof. Szykowskiej, że PPP jest partią faszystowską czy faszyzującą. Mieliśmy więc prawo do obrony, a list do niej nie był przygotowany w jakimś napastliwym tonie. Nie było to też stanowisko PPP tylko list niezależnych osób, które miały prawo do takiej opinii. Prof. Szyszkowska stwierdziła, że tak nie powiedziała (czyli skłamał autor tekstu - zresztą również współpracownik fundacji), ale skorzystała z okazji, by dowalić PPP. Zresztą, jak popatrzy się na konflikty na polskiej lewicy na lewo od socjaldemokracji, to główny podział jest na tych, którzy biorą pieniądze od pewnej fundacji, i tych, co nie biorą, a biedna Róża Luksemburg pewnie się w grobie przewraca, widząc metody działania polskiego przedstawicielstwa fundacji, która przyjęło sobie ją za patrona. Ale z takimi problemami mieliśmy też do czynienia w innych krajach, np. w Ameryce Łacińskiej, gdzie wielu działaczy zostało po prostu skorumpowanych grantami i... przestało być działaczami.

Inny redaktor naczelny lewicowego tygodnika - Roman Kotliński z "Faktów i Mitów" mówił dla lewica.pl, że lewica powinna być "nowoczesna, proeuropejska i antyklerykalna". Jakie jest Twoje zdanie w tym temacie?

Co to znaczy nowoczesna? Bo jeżeli chodzi o analizę zmieniającego się kapitalizmu, czy nowe sposoby działania lewicy, to zgadzam się. Ale jeżeli nowoczesność oznacza, że wyrzucamy za burtę pojęcia kapitalizmu i walki klas, to z tym zgodzić się nie mogę. Podobnie z europejskością - podstawowe pytanie brzmi, za jaką Europą jesteśmy - wielkiego kapitału, czy społeczeństw, bo jeżeli pozostaniemy na poziomie euroabstrakcji, to właściwie każdy się może pod tę europejskość podczepić. Antyklerykalizm - jak najbardziej, ale osobiście bardzo żałuję, że nie wyrósł w Polsce autentyczny chrześcijański ruch społeczny, na wzór teologii wyzwolenia.

Przygasł konflikt w Gazie. Jak lewicowi publicyści odniosą się do twierdzeń swoich "kolegów" z mediów prawicowych, że lewica jest antysemicka? Taką tezę wygłosił publicysta "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski.

Takie oszczerstwa padają w całej Europie wobec lewicy. A rzucają je zazwyczaj ci, którzy 70 lat temu sami atakowaliby Żydów, ale teraz jest to niemodne i pastwią się nad Arabami. Każdy rasizm jest chory, ale wprost koszmarem jest ten panujący w środowisku dziennikarskim, pełnym antyarabskich stereotypów, co było widać podczas wszystkich agresji USA przeciwko państwom arabskim. Ale o czym dyskutować z kimś takim, skoro przy stosunku ofiar w Gazie 1 do 100, on nie widzi, kto tu jest katem, a kto ofiarą? Dziennikarz, który tego nie widzi, albo jest ślepy, albo po prostu odwala swoją robotę na żądanie pracodawcy, bo autonomia dziennikarzy w wielkich mediach jest naprawdę ograniczona.

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



GNIEW LUDOWY POZA PRAWICOWYMI POPULIZMAMI
Warszawa, Wspólny Pokój, ul. Jazdów 10/2,
19 stycznia, godz. 18.00-21.00
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


22 stycznia:

1858 - Urodziła się Beatrice Webb, brytyjska socjalista i ekonomistka, współzałożycielka Towarzystwa Fabiańskiego, żona laburzystowskiego polityka i ministra Sidneya Webba.

1862 - Abraham Lincoln ogłosił proklamację emancypacyjną (obowiązującą od 1 stycznia 1863); oznaczała ona przyznanie wolności niewolnikom na obszarze podległym Konfederatom.

1863 - Wybuchło powstanie styczniowe, będące bezpośrednim impulsem powstania I Międzynarodówki.

1905 - Krwawa niedziela w Petersburgu. Wojsko otworzyło ogień do pokojowej demonstracji robotników. Zginęło ok. 1000 osób.

1911 - W Wiedniu urodził się Bruno Kreisky, działacz Socjalistycznej Partii Austrii, 1970-83 kanclerz Austrii.

1923 - W Warszawie urodził się Krzystof Dunin-Wąsowicz, historyk , działacz PPS, odznaczony medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

1937 - Urodził się Edén Pastora, nikaraguański polityk, jeden z przywódców sandinistów, zwany Comandante Cero.

1957 - Urodził się Francis Wheen, znany brytyjski dziennikarz i pisarz. Autor m.in. "Jak brednie podbiły świat" i cenionej biografii Marksa.

1961 - Bojownicy z portugalsko-hiszpańskiego Iberyjskiego Rewolucyjnego Dyrektoriatu Wyzwolenia uprowadzili portugalski liniowiec „Santa Maria” z 350 członkami załogi i 586 pasażerami. Po 12 dniach uzyskali azyl polityczny w Brazylii.

1973 - Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał wyrok w sprawie Roe v. Wade obalający antyaborcyjne prawo stanu Teksas, co dotyczy też pozostałych stanów.

1993 - W Tokio zmarł Abe Kōbō, japoński pisarz; w latach 1951-62 członek Japońskiej Partii Komunistycznej.

2006 - Zaprzysiężenie Evo Moralesa na stanowisko prezydenta Boliwii.


?
Lewica.pl na Facebooku