Katarzyna Szumlewicz: Paradoks stołówek, czyli sytuacja kobiet w PRL

[2010-04-12 06:27:34]

PRL budzi dzisiaj skrajne emocje. Oficjalnie demonizowany, stał się także obiektem tęsknoty i idealizacji. Choć sama polaryzacja stanowisk jest ciekawym fenomenem socjologicznym, nie ułatwia rzetelnej analizy jednego z najciekawszych i najbardziej zaniedbanych zagadnień z powojennej historii: sytuacji kobiet. Po roku 1945 uległa ona ogromnej zmianie. Dokonał się wówczas masowy awans społeczny i kobiety zyskały dostęp do edukacji. Praca zarobkowa stała się standardem. Pracowały nie tylko niezamężne lub ambitne kobiety z klasy średniej i nie tylko te, które zmusiła do tego bieda. Pracujące kobiety stanowiły ważny składnik PRL-owskiej ikonografii. Na plakatach przedstawiano często pracownice zatrudnione w męskich zawodach – górniczki czy hutniczki.

Deklarowany szacunek dla kobiecej pracy nie w pełni przekładał się jednak na realia. W PRL istniał wyraźny podział na przemysł A (ciężki i męski) oraz przemysł B (lekki i sfeminizowany). Największe fundusze przeznaczano na ten pierwszy, co przekładało się na wysokość zarobków. Kobiety w męskich zawodach zwykle zajmowały niższe stanowiska jako niewykwalifikowana siła robocza. Awansowały wolniej niż mężczyźni i rzadko pełniły funkcje kierownicze, nawet w branżach sfeminizowanych.

Polityka prorodzinna


W PRL kobietom łatwiej było pracować dzięki temu, że państwo zdejmowało z nich część tzw. kobiecych obowiązków (choć nie do pomyślenia było, że równie dobrze mogliby je spełniać mężczyźni). Paradoks tej sytuacji widać na przykładzie stosunkowo niewielkiej popularności stołówek przyzakładowych. Tworzono je, żeby uwolnić kobiety od tradycyjnego przymusu gotowania obiadów, który przeszkadzał im w pracy zawodowej. Ponieważ zatrudnienie kobiet nie szło w parze z zakwestionowaniem modelu rodziny leżącego u podstawy tradycyjnego podziału prac, żeński personel często nie korzystał ze stołówki, bo śpieszył się do własnej kuchni, by przygotować obiad dla męża i dzieci; na żonatych męskich pracowników czekał natomiast obiad w domu, co sprawiało, że w stołówkach jadali głównie kawalerowie i panny. Wiązało się to początkowo z niechętnym stosunkiem mężczyzn do pracy zarobkowej kobiet. W socrealistycznym filmie "Irena do domu" tytułowa bohaterka ukrywa przed mężem pracę zarobkową i podaje mu obiady przynoszone w menażkach z przyzakładowej stołówki. Z czasem niechęć do pracy kobiet zmalała, za to ważniejsze stało się przywiązanie do tradycyjnej wizji domu, w którym kobieta gotuje. Warto zwrócić uwagę, że PRL-owskie książki kucharskie zwracają się zawsze do "niej".

Oczywiście stołówki nie były jedynym ułatwieniem dla pracujących kobiet. Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim i wychowawczym (przysługującym aż do lat 80. wyłącznie kobietom) nie przysparzał większych trudności. Nie było problemów z utrzymaniem pracy lub znalezieniem nowej. Jak wiemy, bezrobocie po urodzeniu dziecka jest dzisiaj zmorą młodych matek. System emerytalny, jakkolwiek krzywdzący, był dla kobiet znacznie korzystniejszy niż dzisiejszy. Państwo w stopniu o wiele większym niż obecnie ułatwiało opiekę nad dziećmi. Rodzice mogli korzystać ze żłobków, z których resztkami tak wytrwale walczy dziś prawica. Już w 1945 roku na Ogólnopolskim Zjeździe Oświatowym postulowano powszechną i bezpłatną dostępność przedszkoli.

Plany te zrealizowano jednak tylko częściowo. Na miejsce w przedszkolu trzeba było czekać, a za przyjęcie dziecka pobierano niewielką opłatę, która nie stanowiła jednak poważnego obciążenia dla rodzinnego budżetu. Istniały też przedszkola przyzakładowe. Warto zauważyć, że traktowanie dzieci w przedszkolach bardzo odbiegało od tego, co uważamy dzisiaj za właściwe podejście do dzieci. W większości zakładów organizowano kolonie, dzięki czemu nawet dzieci z ubogich rodzin jeździły na wakacje (akcja ta dotyczyła raczej miast niż wsi). W szkołach podstawowych wprowadzono instytucję świetlicy. Szkoły te były ustawowo świeckie i od końca lat 40. koedukacyjne, co dotyczy także szkół średnich i uniwersytetów. Nawet Wojskowa Akademia Techniczna została otwarta dla kobiet. Także harcerstwo stało się koedukacyjne.

Kobieta na wsi


Lata PRL-u to czas dużej ruchliwości społecznej, która wiązała się z masową migracją ze wsi do miast. Początkowo podlegali jej głównie mężczyzni ze względu na rozbudowę faworyzowanego przemysłu ciężkiego. Kobiety, które zostawały na wsi, często obejmowały gospodarstwo i same nim zarządzały. Od lat 70. proporcje migracji odwróciły się. Wieś opuszczają częściej kobiety, a tendencja ta utrzymuje się do dzisiaj.

Powodem jest ciężka praca wiejskich kobiet. Elektryczność i automatyzacja rolnictwa nie zmieniły faktu, że pracują one na wsi najwięcej i najciężej, wykonują też na ogół żmudne czynności, które nie zostały zautomatyzowane. W 1963 roku dwudziestokilkuletnia kobieta z województwa krakowskiego pisała w swoim pamiętniku: "Mężczyźni nie potrafią docenić pracy kobiet w domu, mówią, że jest to nie robota. Wymagają, aby razem z nimi iść do każdej pracy. Pan mąż, gdy przyjedzie we żniwa z pola i razem z nim wróci żona, jest zmęczony, szuka wygodnego miejsca, aby się przespać, a żonę upomina – napój tam konie! A tu jeszcze trzeba dać świniom, wydoić krowy, sporządzić obiad, którego nieraz ani nie spróbuje, i z powrotem w pole. Tak jest u nas w domu, ale nie inaczej u sąsiadów". Profesor socjologii Barbara Tryfan w książce "Kwestia kobieca na wsi" z 1987 roku twierdzi: "Dawniej życiową rolą i powołaniem dla kobiety była służba dla gospodarstwa. Obecnie można by powiedzieć, że celem jest również służba dla rodziny. W rzeczywistości i jedno, i drugie oznacza tę samą wielogodzinną ciężką pracę". Nie znaczy to, że okres PRL nie odbił się pozytywnie na życiu kobiet pochodzących ze wsi. Walka z analfabetyzmem czy objęcie bezpłatną opieką medyczną podwyższyły jakość ich życia tak samo jak mężczyzn. Mimo wszystko mogąc wybierać, decydowały się na opuszczenie wsi i ucieczkę od wiejskich stosunków.

Prawo


Chociaż nie zmieniły się obyczaje dotyczące ról płciowych, zmiany prawne były w PRL radykalne i niewątpliwie postępowe. W 1945 roku wchodzi w życie dekret o prawie małżeńskim, regulujący przesłanki do rozwodu, a także dekret o aktach stanu cywilnego, wprowadzający małżeństwa cywilne. Przed wojną obowiązywały w Polsce trzy strefy po trzech zaborach. W dawnym pruskim panowało świeckie prawo, rozwody i małżeństwa międzywyznaniowe były dopuszczalne. W rosyjskim obowiązywało prawo kościelne wraz z zakazem małżeństw między religiami i brakiem rozwodów innych niż unieważnienie małżeństwa lub zmiana religii. W Galicji prawo było mieszane. W uchwalonym w 1950 roku kodeksie rodzinnym i opiekuńczym utrzymano cywilne małżeństwa i rozwody. Ślub kościelny nie miał z perspektywy cywilnoprawnej żadnego znaczenia. Było to korzystne z punktu widzenia kobiet, ponieważ ułatwiało rozwód. O to przed wojną walczył między innymi Tadeusz Boy-Żeleński.

Inną sprawą, o którą toczyły się przed wojną zażarte boje, była aborcja. Chociaż kręgi postępowe domagały się całkowitej dopuszczalności przerywania ciąży, w roku 1932 w pierwszym nowoczesnym kodeksie karnym w Polsce, który scalał prawa na obszarach byłych zaborów, przewidziano kary 3 lat więzienia dla kobiety przerywającej ciążę i 5 lat dla lekarza wykonującego zabieg. Dopuszczana była natomiast aborcja dla ratowania życia lub zdrowia kobiety oraz przerwanie ciąży będącej wynikiem przestępstwa.

Ustalenia te obowiązywały do połowy lat 50., kiedy na fali postalinowskiej odwilży przegłosowano w sejmie wniosek Marii Jaszczukowej ze Stronnictwa Demokratycznego o dopuszczalności aborcji. Posłanka powoływała się na zdrowie kobiet i ich warunki życia. W żadnym razie nie można twierdzić, że jej inicjatywa prawodawcza inspirowana była odgórnie lub motywowana sztywnym doktrynerstwem. Przeciwnie, na tyle, na ile to było w tamtym czasie możliwe, Jaszczukowa posługiwała się demokratyczną argumentacją, mającą na względzie – poza zdrowiem – także kobiecą godność i swobodę w podejmowaniu decyzji o macierzyństwie. Kobiety korzystały z aborcji chętnie (na przełomie lat 50. i 60. dokonało jej 25% Polek w wieku rozrodczym), jednocześnie deklarując całkowite jej potępienie (w latach 70., gdy we Francji i Niemczech odbywały się aborcyjne coming-outy, jedynie pół procenta Polek wypowiadało się pozytywnie o prawie do aborcji!). Częstotliwość aborcji i jednoczesne potępienie wynikały ze słabej edukacji seksualnej i konserwatyzmu obyczajowego, podtrzymywanego przez Kościół. Na przełomie lat 50. i 60. Hanna Malewska przeprowadziła badania wśród Polek, z których wynika, że tylko 20% rozpoczynając życie seksualne miało na jego temat dokładne i prawidłowe wiadomości, reszta kobiet ogólnikowe lub prawie żadne, duża część zaś fałszywe.

Nie jest jednak prawdą, że nic w kwestii edukacji seksualnej nie robiono lub że skuteczna antykoncepcja była niemożliwa. Pierwsza dwuskładnikowa tabletka antykoncepcyjna enovid trafia do sprzedaży w tym samym czasie, co w krajach zachodnich – w 1960 roku. W PRL do idei kontroli płodności nawiązywało założone w 1957 roku przez Michalinę Wisłocką (autorkę bestselleru "Sztuka kochania" z 1978 roku) i profesora Bogdana Bednarskiego Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa. Prowadziło ono sieć poradni propagujących antykoncepcję i uczących kobiety nowego stosunku do własnego ciała i jego funkcji. Tak tę ideę formułowali autorzy wielokrotnie wznawianego poradnika dla dziewcząt z 1967 roku: "chcemy, aby antykoncepcja (czy będziesz z jej metod kiedykolwiek korzystała, czy nie) była przez Ciebie traktowana nie jako idea ograniczania liczby urodzeń, ale jako idea panowania nad płodnością. Nie chodzi o to, aby nie rodziły się dzieci. Odwrotnie – chodzi o to, by seks nie był nieodpowiedzialną zabawą, by nie przyczyniał się do nieszczęść, by rodziły się żywe, zdrowe i oczekiwane dzieci. By te dzieci miały szczęśliwych, odpowiedzialnych, oczekujących ich rodziców".

Podobne cele przyświecały powołaniu w 1975 roku Funduszu Alimentacyjnego. Nie wszystkim się to podobało. Gdy zaczęto wypłacać z ZUS-u świadczenia dla samotnych matek, księża na wsiach podlaskich nakazywali chłopcom bić "bękarty", bo kto to widział, żeby "puszczalskie" i ich dzieci otrzymywały pomoc od państwa! Najwyraźniej zaburzone zostało poczucie "normalności" – tej samej, do której dzisiaj wracamy, z Kościołem jako wyznacznikiem norm moralnych i obyczajowych i z pozostawieniem osób ubogich (wśród których zawsze przeważały kobiety) samym sobie.

Historyczna wyrwa w naturalnym porządku rzeczy była dla kobiet korzystna, chociaż w PRL nie rozwinął się ruch feministyczny ani nie podjęto przedwojennej tradycji emancypantek, czy to z klasy średniej, czy z klasy robotniczej. Warto pamiętać, że Polki uzyskały wtedy prawa, którymi nie dysponowały jeszcze Francuzki czy Szwedki. Brakowało jednak świadomości, co te prawa znaczą. Gdyby taka świadomość istniała, znacznie trudniej byłoby je odebrać. Tymczasem zamach na prawa kobiet przeprowadzony po upadku PRL-u był naprawdę bezprecedensowy. Wystarczy wspomnieć, że jesteśmy jedynym krajem na świecie, gdzie zakazano wcześniej legalnej aborcji. Zdumiewające, jak łatwo i bez protestów zlikwidowano przedszkola, żłobki i odebrano bezpieczeństwo zatrudnienia. W pierwszych latach transformacji nie zainteresował się tymi kwestiami nawet rodzący się ruch feministyczny, nikt nie zdołał zakwestionować dyskursu przywracanej "normalności".

Katarzyna Szumlewicz


Tekst ukazał się w kwartalniku "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:



UKRAINA – JAK POKONAĆ ROSYJSKĄ INWAZJĘ, JEŚLI NIE POPRZEZ NATO?
Warszawa, ul. Długa 29, I piętro, sala 115
16 marca (środa), godz. 18.30
Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas

Więcej ogłoszeń...


20 maja:

1881 - Urodziła się Natalia Gąsiorowska, historyczka, badaczka dziejów ruchu robotniczego, prof. Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu Warszawskiego, prof. i rektor WSP w Łodzi, członkini PAN.

1882 - Urodziła się Sigrid Undset, wybitna powieściopisarka i nowelistka norweska, przeciwniczka nazizmu i rasizmu, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1928.

1945 - Ukazał się pierwszy numer "Expressu Wieczornego", którego założycielem i redaktorem naczelnym był członek PPS Rafał Praga.

1946 - W Wielkiej Brytanii znacjonalizowano kopalnie.

1947 - Urodziła się Nancy Fraser, amerykańska teoretyczka feminizmu, prof. filozofii i teorii politycznej, przedstawicielka tzw. IV pokolenia szkoły frankfurckiej.

1990 - Na przystanku autobusowym w mieście Riszon le-Cijjon izraelski żołnierz zastrzelił 7 Palestyńczyków.

2009 - W Irlandii opublikowano tzw. Raport Ryana, ujawniający systemowy charakter tortur, gwałtów i poniżania dzieci przez katolickich księży i zakonnice, zarządzających ośrodkami wychowawczymi.

2017 - Francisco Guterres (FRETILIN) został prezydentem Timoru Wschodniego.

2018 - Ubiegający się o reelekcję Nicolás Maduro wygrał w pierwszej turze wybory prezydenckie w Wenezueli.


?
Lewica.pl na Facebooku