Agnieszka Mrozik: II RP - raj utracony, raj odzyskany

[2012-11-12 11:44:53]

Polska patrzy w przeszłość. To nie hasło wyborcze żadnej konkretnej partii. To całościowy program od lat wdrażany przez różne partie przy wydatnym wsparciu mediów, szkoły, kościoła i branży rozrywkowej. Polska patrzy w przeszłość: wałkuje historyczne daty bitew przegranych i zwycięskich, powtarza godne i niegodne pamięci nazwiska zdrajców i bohaterów, uczestniczy w niekończącym się spektaklu narodowej glorii i hańby.

Od ponad dwudziestu lat polskie życie publiczne kręci się wokół historii i pamięci. W myśl słów prymasa Stefana Wyszyńskiego, że naród, który nie pamięta o swoich korzeniach, skazany jest na zagładę, żyjemy historią – do tego stopnia, że główną atrakcją turystyczną ogłoszonej „skokiem cywilizacyjnym” imprezy sportowej Euro 2012 okazały się… wycieczki po Muzeum Powstania Warszawskiego. Żyjemy historią, choć rok 1989 wyznaczyć miał „nowy początek”, przynieść „nowe rozdanie”. Grubą kreską oddzielić przeszłość, odciąć nas od tego, co było. Nawet jeśli tak się stało, to zabiegowi resekcji poddano tylko ten fragment historii, który uznany został za chory, wstydliwy. Wycięcie przeszłości komunistycznej, PRL-owskiej – niczym wrzodu – odsłonić miało tkankę zdrową, żywą, pulsującą krwią narodu – pamięć o II RP.

Rozlewająca się w dyskursie publicznym po 1989 roku tęsknota za II RP, której przejawy znajdziemy i w ogólnonarodowym celebrowaniu rocznic 11 listopada (odzyskanie niepodległości) oraz 15 sierpnia (Bitwa Warszawska), i w wysypie (pop)kulturowych artefaktów mających upamiętniać te wydarzenia (wystawy, publikacje popularnonaukowe, filmy, seriale), i w nagłaśnianym przez media stylu życia elit coraz chętniej restaurujących stare ziemiańskie dworki czy poszukujących arystokratycznych korzeni, to nic innego jak reakcja na komunizm i PRL – wcielenie zła bądź tylko złego smaku. Wspominanie II RP jest tu tęsknotą za specyficzną przeszłością – Arkadią, rajem, złotym wiekiem – wyczyszczoną z wszelkiego zła, skąpaną w blasku potęgi i chwały. To do tej przeszłości z jej określoną tradycją i wartościami ma nawiązywać młode kapitalistyczne państwo, którego kształt zaprojektowały elity po 1989 roku. Naród zapominający o swojej historii jest skazany na zagładę – z tym memento polskie elity przystąpiły do (re)konstruowania wzorców, które mamy nie tylko pielęgnować, ale i naśladować.

Historia jest w dyskursie publicznym istotna o tyle, o ile stanowi punkt odniesienia dla teraźniejszości. Przywoływaniu momentów chwalebnych, wielkich – tych, które tworzą wniosły obiekt pożądania – towarzyszy więc nieustanne przypominanie o tym, co mroczne, wstydliwe, haniebne. To dlatego opowieść o II RP rozbrzmiewa przy akompaniamencie innej – opowieści o PRL-u, „zbrodniczym totalitaryzmie”, który cieniem spowił Arkadię. Pamięć o II RP godna jest pielęgnacji, pamięć o PRL-u staje się wstydliwym wyrzutem, godnym co najwyżej przemilczenia. Do wzorca przedwojennego mamy aspirować, od powojennego powinniśmy się odciąć, potępić go.

Wzniosły obiekt pożądania



Tęsknota zasadza się na micie początku, złotego wieku, Arkadii, której zniszczenie – zawsze dokonane z zewnątrz – można przezwyciężyć tylko w geście (od)tworzenia, pieczołowitej re-konstrukcji. Powrót do raju jest możliwy, choć żmudny, wymaga wysiłku.

Jak konstruowana jest opowieść o arkadyjskiej przeszłości? Jak wywołuje się przeszłość czy raczej ją wytwarza?

Zasadniczy jest tu gest oczyszczenia przeszłości ze wszystkiego, co – wydobyte z jej wnętrza – mogłoby rzucić na nią cień. Historia II RP zawsze jest więc opowieścią o wielkości i chwale Polski, o honorze i odwadze jej elit, o właściwym im stylu i smaku, nigdy zaś o nierównościach społecznych, analfabetyzmie, biedzie i zacofaniu. Z hucznych obchodów rocznic takich wydarzeń jak odzyskanie niepodległości w 1918 roku czy zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 roku wyłania się obraz Polski niezłomnej i wielkiej – nie tylko zmartwychwstałej, lecz także odrodzonej w „wielkim stylu”, nawiązującej do „najlepszych”, bo szlacheckich tradycji, i stawiającej bohaterski opór watasze ze wschodu. Obraz tej Polski, na którym próżno szukać takich zjawisk, jak chociażby antysemityzm i antykomunizm, których przejawami były getto ławkowe i Bereza Kartuska, a także zapędy imperialne (by przypomnieć tylko zajęcie Zaolzia czy głośny w swoim czasie okrzyk „Wodzu, prowadź na Kowno”), ma budzić dumę, przekonywać, że opowieści o potędze nie były tylko „senną marą”, ale rzeczywistością, brutalnie zdeptaną przez zewnętrznego wroga – faszyzm i komunizm (choć niekoniecznie w tej kolejności). Państwo stoi na straży tej dumy, dba, by całemu społeczeństwu udzielił się patriotyczny nastrój. Temu służą i wielkie uroczystości państwowe, i pielęgnowany troskliwie „panteon bohaterów”, który już wkrótce za sprawą stosownych ministerialnych rozporządzeń będzie czczony na lekcjach historii, przedzierzgających się stopniowo w „lekcje patriotyzmu” [1].

Jednak nie tylko politycy troskliwie polerują obraz II RP, dbając, by nie pojawiła się na nim żadna rysa. Ważną rolę w tym procesie rekonstruowania historii czy raczej – jak pisze Eric Hobsbawm – „wymyślania przeszłości” na potrzeby chwili obecnej odgrywają także media i kultura popularna. Od lat telewizja i kino karmią nas opowieściami o dzielnych polskich ułanach, szlacheckich chłopcach, którzy dzień i noc zajmowali się wyłącznie sprawą niepodległości, obroną granic, walką i konspiracją ku chwale ojczyzny. Takie produkcje filmowe jak Bitwa Warszawska 1920 czy seriale 1920. Wojna i miłość i Czas honoru umacniają czarno-białą wizję historii, w której Polakom z „dziejowej konieczności” wypadło stać po stronie dobra, honoru, wielkości i sławy, podczas gdy inni/obcy/wrogowie okazywali się wcieleniem zła, nikczemności, tchórzostwa i słabości. Wyziera z tych produkcji – schematycznych do tego stopnia, że Bitwę Warszawską 1920 okrzyknięto jednym z najgorszych filmów 2011 roku, a serial 1920. Wojna i miłość zszedł z anteny po jednym tylko sezonie – obraz Polaka jako dzielnego rycerza gotowego na śmierć w obronie ojczyzny i Polki – wiernej i cnotliwej „córy swego narodu”. Nic poza walką i poświęceniem wydaje się nie mieć znaczenia dla bohaterów tych seriali i filmów. Seks, zabawa, codzienność – wszystko to blednie wobec tej wielkiej, wspaniałej przygody, jaką okazuje się służba ojczyźnie.

W dodatku jest to przygoda z klasą, by nie powiedzieć klasowa. „Cichociemni” inteligenci z Czasu honoru – najpopularniejszej historycznej produkcji ostatnich lat (Telewizja Polska przystąpiła właśnie do emisji piątego sezonu serialu) – kreowani są na bohaterów, którzy zasady kodeksu rycerskiego wyssali niewątpliwie z mlekiem matki; poraża ich nieskazitelność moralna i estetyczna. Ich cool skórzane kurtki i hot oficerki, ich stylowe fryzury mogą z powodzeniem wyznaczać trendy mody i urody wśród współczesnych nastolatków. Który chłopiec nie chciałby być jak Janek, Władek, Bronek czy Michał? Dawać dowodów męstwa, niezłomnej siły, wierności idei? A w dodatku modnie wyglądać? Wojna to męska sprawa – igranie z niebezpieczeństwem może być nie tylko podniecające, ale i szykowne. Lecz i dla kobiet znajdzie się tu miejsce: do wyboru mamy rolę dzielnej łączniczki, pełnej poświęcenia Matki Polki, a nawet żołnierki, choć z tym ostatnim „nie ma co przesadzać”. Świętą zasadą „konspiry” jest przecież „kobiecość” kobiet i „męskość” mężczyzn, a zatem wszystko, co „pomiędzy” czy „poza” odpada z gry już na starcie.

Ekscytujące przygody inteligenckiej młodzieży w czasie drugiej wojny światowej tworzą zrozumiały akord końcowy, zwieńczenie epopei międzywojennej Polski. Wszak przedstawiciele tego pokolenia – pierwszego wychowanego w wolnym kraju i z uśmiechem na ustach ginącego w powstaniu warszawskim – jawią się nie tylko jako „naturalni” spadkobiercy tradycji II RP, lecz także jako obrońcy jej wartości (nie na darmo popularny serial nosi dumny tytuł – „Czas honoru”). „Naturalne” (czy na pewno?) wydaje się więc, że dzisiejsza młodzież z zapartym tchem śledzi przygody pokolenia swoich pradziadków i z zapałem oddaje im hołd, rysując powstańcze graffiti na warszawskich murach i aktywnie uczestnicząc w atrakcjach organizowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Tak oto, uzupełniając dzięki mediom i kulturze popularnej swą wiedzę o przeszłości, nad której poprawnością czuwają dziś nauczyciele, ministrowie, a nawet prezydent Bronisław Komorowski występujący z coraz to nowszymi inicjatywami historycznymi [2], młodzież włącza się w (re)produkowanie legendy o honorze, dzielności, prawości – zrodzonych w II RP i brutalnie zdeptanych przez (zewnętrznego) wroga.

A wroga tego we wspomnianych dziełach filmowych i telewizyjnych odmalowuje się jednoznacznie: kulturalnym, choć bestialskim Niemcom przeciwstawia się bolszewicką „dzicz ze wschodu”, która niszczy kościoły, gwałci szlachcianki i oddaje mocz na polskich oficerów. Wróg ze wschodu – bolszewik, komunista, który dorobił się w Polsce garstki fanatycznych wyznawców – okazuje się zresztą w narracjach o II RP największym złem. Jego obcość uderza nie tylko w poglądach (niebezpiecznie egalitarnych), lecz także w stylu bycia: to nieokrzesany pijaczyna, który nie myje się i nie umie panować nad popędami. Ten przedstawiciel obcej, wrogiej cywilizacji, barbarzyński Azjata nie ma (bo jakże?) szacunku dla „odwiecznych praw” zachodniej Europy, której ostatnim przyczółkiem okazuje się międzywojenna Polska.

Duma elit – nasza duma



Zasadnicze pytanie brzmi: jaką cywilizację reprezentuje II RP? Przede wszystkim kulturę ziemiańskich dworów, szczególnie mocno okrzepłych na „ziemiach wschodnich” – tej „wielkości utraconej”, którą opłakuje dziś miesięcznik Uważam Rze Historia; arystokracji będącej w posiadaniu rozległych łąk, lasów, jezior oraz gruntów uprawnych obrabianych za półdarmo przez rzesze niepiśmiennego chłopstwa; elit dzielących czas między bale, polowania, podróże „do wód”, towarzyskie skandale i plotki oraz niekończące się dysputy o ojczyźnie i patriotyzmie. Taki przynajmniej obraz wyłania się z zalewających księgarskie półki opasłych tomów wspomnień, sag rodzinnych, biografii i autobiografii szacownych polskich familii – Zollów, Bliklów, Beylinów i wielu innych, którzy dla swej obecnej pozycji szukają legitymizacji w międzywojennej historii, którzy tam upatrują swoich korzeni. To im II RP jawi się jako bezpieczny dom, bajeczny ogród – raj brutalnie utracony i dopiero dziś, za sprawą osobistej, prywatnej opowieści, odzyskany (w 2002 roku kapituła NIKE nagrodziła Joannę Olczak-Ronikier, autorkę tomu W ogrodzie pamięci poświęconego historii rodu Horwitzów oraz jego potomków – Mortkowiczów i Beylinów). Pielęgnują oni wspomnienie tego raju, kultywują określony jego obraz: rycerski etos splata się tu z arystokratycznym stylem i smakiem przejawiającym się w upodobaniu do określonych lektur, muzyki, potraw, sposobu ubierania się, dekorowania domu, wykonywanej pracy czy zawiązywanych znajomości. Inteligencko-szlachecki habitus autorów wspomnień odciska się na przywoływanej przez nich wizji II RP jako Arkadii, który to obraz z wyżyn zajmowanej aktualnie pozycji błogosławią jako prawomocny.

Historia prywatna, mikrohistoria, przeszłość opowiedziana z perspektywy osobistej, intymnej – cały ten nurt historii rekonstruowanej w oparciu o wspomnienia, który rzekomo idzie pod prąd całościowej wizji dziejów czy wręcz „rozbija wielką historyczną narrację”, stanowi w istocie jej idealne dopełnienie. Portret II RP, jaki znamy z podręczników szkolnych i oficjalnych uroczystości państwowych, znajduje potwierdzenie w relacjach „świadków epoki” i/lub „dziedziców pamięci”. Tam, gdzie niegdyś były tylko suche wyliczenia, procenty i proporcje – nudna, bezosobowa statystyka bohaterstwa i/lub martyrologii narodu – dziś są „żywi ludzie”, ich namiętności, pragnienia, lęki. „Prawda” ich doświadczeń ma gwarantować prawdziwość opisywanych zdarzeń, automatycznie uwalniać od kłopotliwych pytań o to, z jakiej perspektywy opowiadana jest historia, jak jest konstruowana opowieść czy wreszcie czemu służy. Wykreowani dzięki mediom na bohaterów masowej wyobraźni potomkowie dawnych szlacheckich rodów urastają dziś do rangi jedynych prawomocnych narratorów minionych wydarzeń, którzy siłą swego autorytetu legitymizują jedyną znaną (im) przeszłość – polską, ziemiańską, katolicką, patriarchalną (Telewizja Polska od pewnego czasu emituje cykle dokumentalne Saga rodów oraz Z herbem w nazwisku poświęcone szacownym polskim familiom, których cechą wspólną i – jak się wydaje – jedyną zasługą jest przynależność do warstw wyższych). Ich dostojna obecność w przestrzeni publicznej – znajdująca podbudowę w publikacjach (pop)historycznych Sławomira Kopra o elitach II RP [3] oraz Mai i Jana Łozińskich o życiu przedwojennego polskiego ziemiaństwa [4] – stanowi przedmiot kultu i aspiracji nowych polskich elit, tych ukonstytuowanych po 1989 roku. Już dziś dziennikarze, aktorzy, pisarze, naukowcy, politycy – cała współczesna elita intelektualna i artystyczna, a niekiedy tylko celebrycka, wykreowana na potrzeby chwili – na wyścigi odrestaurowuje stare ziemiańskie dwory, poleruje odgrzebane gdzieś „rodowe srebra” i pilnie uzupełnia swe drzewa genealogiczne.

Nie jest to zwykły snobizm elit. Ten gest szukania czy raczej dosztukowywania korzeni ma określoną wymowę ideologiczną: jego rolą jest legitymizacja współczesnych elit, namaszczenie ich na prawowitych spadkobierców szlacheckich tradycji, wartości, stylu życia. Rzucając w twarz masom – ciągle na dorobku i ciągle niewyrobionym – swe szlachetne rodowody, srebra, salonowe maniery, elity znaczą swoje terytorium, wyznaczają klasowe granice, które wciąż uszczelniają. Ich zabezpieczeniu służy zaś nie co innego jak patriotyczno-heroiczna narracja, która poprzez wytwarzanie narodowego poczucia wspólnoty, uczestnictwa we wspólnym dziele, udziału we wspólnej dumie, maskuje w istocie interesy elit. To one są dziś nie tylko gwarantami hegemonii dominującego dyskursu – narodowego, patriotycznego – lecz także głównym źródłem jego reprodukcji.

Odwołanie do tradycji II RP, szukanie tam korzeni współczesnej polskiej demokracji, pełni jednak jeszcze inną rolę oprócz legitymizowania pozycji elit: ustanawia wzorzec prestiżu, do którego masy mają aspirować. Programy rozrywkowe, takie jak Lekcje stylu Jolanty Kwaśniewskiej czy Kuchenne rewolucje Magdy Gessler, których istotą jest transformacja „przeciętnego Polaka” w „stylowego Europejczyka”, sprowadzają się w istocie do reprodukowania habitusu warstw wyższych. Niekiedy tylko w dystyngowany sposób pouczani i łajani (przez byłą Pierwszą Damę), innym zaś razem ostro rugani i upokarzani (przez obecną Pierwszą Restauratorkę), Polacy za sprawą tych produkcji mozolnie przeistaczają się ze „zwykłych zjadaczy chleba” w wykwintnych konsumentów arystokratycznych smaków (dosłownie i w przenośni). „Uczę Polaków stylu” – mówi Kwaśniewska, a za wzór stawia nam rodzimą i obcą arystokrację. „Dbam o dobry gust kulinarny Polaków” – wtóruje jej Gessler i wskazuje swój ideał: krakowski, przedwojenny [5]. Za pomocą dyscyplinujących praktyk – systemu nagród (pochwała, aprobata, rekomendacja) i kar (wyśmiewanie, piętnowanie, wykluczanie) – przedwojenny styl i smak modowy, kulinarny, dekoratorski zyskuje status obiektu pożądania mas, staje się wzorcem prestiżu, do którego mają one aspirować. Tam, gdzie nie handluje się rzeczami, przedmiotami, ale marzeniami, snami, II RP staje się towarem idealnym: fantazją elit sprzedawaną milionom.

Opuścić raj



Tematem jednego z pierwszych numerów miesięcznika Uważam Rze Historia stała się II RP – bez zbędnych komentarzy okrzyknięta „naszą dumą”. Autorzy za oczywistą uznali „wielkość” międzywojennej Polski, o której świadczyć miały „nowoczesna armia”, „rozbudowany przemysł” (szczególnie zbrojeniowy), a przede wszystkim „niezłomność elit” – „z zasadami”, „etosem”, „honorowych”. Takich elit – konkludowali – próżno szukać we współczesnej Polsce. To one stanowiły „sól polskiej ziemi”, „kwiat narodu” i bez nich „naród polski jest dziś tylko cieniem narodu, zamieszkującego w latach 20. i 30. mniej więcej to samo terytorium”: „Stalin przebudował nasze społeczeństwo tak, że na wierzch wypłynęły męty. Pomimo upływu trzech pokoleń nadal borykamy się ze skutkami społecznej inżynierii” – pisze Piotr Zychowicz [6]. Ten sam, który wydał książkę Pakt Ribbentrop – Beck (2012), gdzie boleje nad niepodpisanym nigdy układem o współpracy między sanacyjną Polską i hitlerowskimi Niemcami.

Jaki jest sens tak opowiedzianej historii II RP i zestawienie opowieści o niej z nakreślonym w ciemnych barwach portretem współczesnej Polski?

W prawicowej narracji II RP jawi się jako ideał, wzór, który mamy pielęgnować i naśladować (stąd nie znajdziemy w tej opowieści mrocznych stron przedwojennej Polski; wszystko, co złe, przyszło przecież później – z nazizmem, a bardziej jeszcze z komunizmem [7]). To jednak wzór niedościgły, któremu nigdy w pełni nie dorównamy, a przynajmniej nie wszyscy. Stopień poszanowania tradycji i wartości II RP ma wyznaczać naszą wartość jako narodu. Każdy, kto wyłamie się z porządku kultywowania narodowych świętości, stanie się automatycznie podejrzany, napiętnowany jako „stary komuch”, „zdegenerowany lewak”, „zgniły liberał”, „zepsuty gej”, „zwariowana feministka” itd. Dotyczy to zarówno zwykłych obywateli, jak i elit: stosunek do historii zmienia się w narzędzie dyscyplinowania nas wszystkich, sprawdzian, od wyniku którego zależy uznanie wspólnoty lub jego brak.

Walka o to uznanie toczy się od ponad dwudziestu lat. Podejmują ją nawet ci, po których – jak po lewicy, feministkach, gejach i lesbijkach, mniejszościach etnicznych – spodziewać by się można było pewnej dozy krytycyzmu wobec tradycji II RP, wrażliwości na przewinienia międzywojennej Polski. Tymczasem oni także dają się od czasu do czasu wciągnąć w ten sprawdzian z „historycznej poprawności”, pojedynek na „ojczyzny i patriotyzmy”. Nie inaczej było w listopadzie 2011 roku, kiedy środowiska „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej” zorganizowały w Warszawie wiec „Kolorowa Niepodległa”, który miał stanowić odpowiedź na prawicowe obchody Dnia Niepodległości. Tak było również w sierpniu 2012 roku, kiedy jeden z działaczy warszawskiego SLD zaproponował, by w stolicy powstało muzeum Bitwy Warszawskiej upamiętniające zwycięstwo polskiej armii nad bolszewikami.

W żadnym z tych przypadków próba „ukradzenia” prawicy patriotycznej narracji nie powiodła się, gdyż wykonane one zostały w polu dominującego dyskursu. Prawica nie ma monopolu na opowiadanie historii, ale każda bezkrytyczna próba snucia wciąż tej samej historycznej opowieści – jedynie ze zmianą znaków wartości lub uzupełnieniem jej o głosy dotąd słabiej słyszane (np. kobiet) – umacnia pozycję prawicowego hegemona. Jak długo będziemy wracać do II RP – nawet bocznymi ścieżkami, z dala od głównego traktu – jako do „początku”, „raju, z któregośmy wszyscy”, tak długo pracować będziemy na tę hegemonię. Dobrze by było więc wreszcie ów „raj” opuścić.

Przypisy:
[1] Minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas zaproponowała w pierwszej połowie 2012 roku, by licealne podręczniki do historii zostały uzupełnione o „Ojczysty Panteon” – listę narodowych bohaterów, których nazwiska będzie musiał znać każdy absolwent szkoły średniej. Por. A. Pezda, „MEN kapituluje – mamy Ojczysty Panteon”, wyborcza.pl, 12.06.2012.
[2] W sierpniu 2012 roku prezydent Bronisław Komorowski zaproponował utworzenie muzeum ofiar terroru komunistycznego. Por. „Prezydent Komorowski: zbudujmy muzeum ofiar terroru komunistycznego”, wyborcza.pl, 18.08.2012.
[3] Por. S. Koper, Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2009; Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2011; Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2011; Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945, Warszawa 2012.
[4] Por. M. Łozińska, J. Łoziński, Narty, dancing, brydż w kurortach Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2010; W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne, Warszawa 2011; M. Łozińska, Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety, Warszawa 2011; W ziemiańskim dworze. Codzienność, obyczaje, święta, zabawy, Warszawa 2011.
[5] Przy okazji otwarcia na początku 2012 roku nowych restauracji w Krakowie Gessler zdradziła, że jej marzeniem jest przywrócenie w nich atmosfery przedwojennego Krakowa: „To jest moja fantazja na temat tego Krakowa, który był przed wojną, który kocham i ubóstwiam”. Co za tydzień, TVN, kwiecień 2012.
[6] P. Zychowicz, „II RP: nasza duma”, Uważam Rze Historia, nr 2, maj 2012, s. 9.
[7] Por. P. Prekiel, „II RP – duma elit”, przegląd-socjalistyczny.pl, lipiec 2012.

Agnieszka Mrozik



Artykuł pochodzi z kwartalnika "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Discord Sejm RP
Polska
Teraz
Szukam książki
Poszukuję książek
"PPS dlaczego się nie udało" - kupię!!!
Lca
Podpisz apel przeciwko wprowadzeniu klauzuli sumienia w aptekach
https://naszademokracja.pl/petitions/stop-bezprawnemu-ograniczaniu-dostepu-do-antykoncepcji-1
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

6 czerwca:

1880 - W Sieciechowie koło Radomia urodził się Norbert Barlicki, czołowy działacz PPS, poseł, wielotni przewodniczący CKW; zmarł w obozie KL Auschwitz.

1920 - Zjazd chłopski w Warszawie zorganizowany przez PSL "Wyzwolenie" wysunął postulaty reformy rolnej, nowych wyborów do sejmu i pokoju z bolszewicką Rosją.

1945 - 196 ukraińskich mieszkańców wsi Wierzchowiny na Lubelszczyźnie zostało zamordowanych przez zgrupowanie PAS NSZ pod dowództwem Mieczysława Pazderskiego ps. "Szary".

1982 - Liban: Do kraju wkroczyło 11 pancernych dywizji i 11 brygad piechoty izraelskiej, wspieranych przez 600 bojowych samolotów. Pierwszym celem były obozy uchodźców palestyńskich w strefie przygranicznej.

1993 - Hiszpania: w wyborach parlamentarnych ponownie zwyciężyła rządząca partia socjalistyczna (PSOE).

1994 - RPA przyjęto do Organizacji Jedności Afrykańskiej (OJA).

2013 - Rami al-Hamd Allah (Fatah) został premierem Autonomii Palestyńskiej.


 
Lewica.pl na Facebooku