Michał Kozłowski: Kilka refleksji o rzekomych związkach terroru i imigracji

[2016-12-19 22:24:05]

Broń słabych jest zawsze słabą bronią. Eskalacja chaotycznego terroru wymierzonego w ludność cywilną nie jest świadectwem siły jego sprawców ani ich mocodawców. Dysproporcja sił między Daeszem a Europą lub USA jest niezmierzona. Jeśli coś zagraża ich historycznej geopolitycznej przewadze, to jest to rosnąca pozycja państw Azji, a nie Bliskiego Wschodu. Terror, który stamtąd wyrasta, jest świadectwem kryzysu, porażki i impasu, nie ekspansji. Z tego faktu nie wynika, że ci, którzy posługują się „słabą bronią”, reprezentują lub realizują interesy słabych. W tym przypadku ani nie realizują, ani nie reprezentują.

Terror Daeszu nie jest jednak irracjonalny. Realizuje określony cel polityczny. Dość łatwo można ten cel zrekonstruować. Jest nim wzbudzenie wrogości europejskiej większości wobec ludności charakteryzowanej jako muzułmańska. Wrogość ta wyrażać się może w dyskryminacji, agresji dyskursywnej, wreszcie w przemocy fizycznej. Prześladowanie ma zwiększyć izolację, dezorientację i frustrację tych grup ludności i tym samym ułatwić rekrutację do ideologii dżihadyzmu. Istnieje prawdopodobnie także cel stricte polityczny – ułatwienie drogi do władzy skrajnej prawicy na kontynencie europejskim. Bardzo możliwe, że Francja staje się uprzywilejowanym celem ataków dlatego, że scenariusz taki właśnie tam jest najbardziej prawdopodobny. Dojście do władzy skrajnej prawicy może oznaczać rozpad Unii Europejskiej i nieokreśloną liczbę konfliktów europejskich o zróżnicowanej intensywności. To oczywiście scenariusz korzystny z perspektywy Daeszu. Zwiększa jego szanse na przetrwanie, a być może także uznanie ze strony przyszłych rządów europejskich.

Daesz jest bezpośrednim produktem amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 oraz późniejszej okupacji. Efektywność Daeszu to przede wszystkim skutek obecności w nim byłych oficerów armii irackiej, armii sprawnej i doświadczonej. Przed 2003 rokiem ci sami ludzie byli zaprzysięgłymi wrogami islamistów – zresztą z wzajemnością. Po inwazji, w wyniku faktycznego rozwiązania państwa irackiego i procesu „debaasyfikacji” zostali bez środków do życia i stali się przedmiotem represji. Bynajmniej nie od razu przyłączyli się do dżihadystów. Najprawdopodobniej zrobili tak dlatego, że nie mieli się do kogo zwrócić. Warto przypomnieć, że Polska nie tylko uczestniczyła w inwazji i okupacji, lecz także była aktywnym instrumentem amerykańskiej prowojennej ofensywy dyplomatycznej i propagandowej. W tym samym czasie to Niemcy i Francja aktywnie, choć nieskutecznie przeciwstawiały się wojnie. Co do zasady jednak, cała amerykańska polityka „wojny z terroryzmem” okazała się strategicznym sukcesem dżihadystów między innymi dlatego, że przy okazji walczono z wieloma innymi rzeczami i realizowano interesy, które z walką z dżihadyzmem nie miały nic wspólnego.

Dwuznaczność w kwestii walki z dżihadyzmem nadal trwa. Izraelowi odpowiada obecność dżihadystów, bo podminowują oni ruch palestyński i osłabiają pozostałe państwa regionu. Izrael kilkukrotnie bombardował legalne siły syryjskie i przynajmniej raz wszedł w porozumienie z Frontem Nusra. Turcja wspierała Daesz przeciw Asadowi a dziś nie chce go zwalczać, bo jest śmiertelnym wrogiem Kurdów. Iran walczy z Daeszem, ale nie chce okupować wrogiego sobie terytorium. Państwo irackie nie dysponuje armią, choć ma sporo rekrutów i znakomity sprzęt amerykański. Arabia Saudyjska dzieli z Daeszem większość ideologii i pierwotnie dostarczyła mu większości zasobów, lecz przede wszystkim traktuje Daesz jako kłopot dla Iranu. USA zachowują się w sposób nieczytelny. Rosja licytuje za wysoko i gra o kilka stawek… etc.

Dżihadyści rekrutują miedzy innymi wśród europejskich społeczności pochodzenia muzułmańskiego (choć nie tylko). Warto jednak pamiętać, że przyszłych dżihadystów rzadko rekrutuje się w meczetach, a zwykle w więzieniach. Nie są oni produktem porażki integracji kulturowej, lecz ekonomicznej. Francuskie przedmieścia to ośrodki bezrobocia i przemocy, a nie spójne odizolowane wspólnoty religijne. Niezależnie od wszelkich wad tradycji religijnej islamu, atraktorem nie jest ona sama, a sugestywny przekaz przygody, przemocy, transgresji norm społecznych, oferta uczestnictwa w ekskluzywnej wspólnocie. Daesz daje też rekrutom dostęp do kobiet oraz perspektywę kariery wojskowej. Przekaz internetowy odgrywa ważną rolę, lecz prawdopodobnie jeszcze ważniejsze są tu media tradycyjne. Zamachy terrorystyczne transmitowane są na żywo z ulic w taki sposób, że stają się nieporównanie bardziej spektakularne niż jakakolwiek przemoc z przeszłości. Następnego dnia sprawcy, żywi lub – częściej – martwi, staja się jednymi z najlepiej rozpoznawalnych ludzi na naszej planecie. Działa tu matryca kulturowa odmalowana już ponad dwadzieścia lat temu w filmie Natural born killers Oliviera Stone’a, a potem wielokrotnie powielana.

Nic wskazuje na to, żeby integracja społeczna, ekonomiczna i kulturowa społeczności pochodzenia muzułmańskiego w Europie zasadniczo odbiegała od trajektorii innych wielkich migracji w nowoczesnym świecie i to niezależnie od tego, że przemiany kapitalizmu w ostatnich dziesięcioleciach mocno nadwątliły pozycję ekonomiczną tych grup (musieli odejść z przemysłu trafiając już to na bezrobocie, już to na rynek niskopłatnych usług prywatnych i publicznych). Niezależnie od relatywnie większego od średniej konserwatyzmu, zdecydowana większość Europejczyków o publicznej tożsamości muzułmańskiej głosuje na lewicę i nie zrażają ich ani małżeństwa jednopłciowe, ani postulaty równości kobiet. Ewolucja demograficzna potwierdza, że poziom dzietności w tych społecznościach stopniowo zmierza do ogólnospołecznej średniej. Oczywiście istnieje wśród nich także integryzm religijny i on także bywa drogą do dzihadyzmu . Niemiecki wywiad ocenił w październiku, że liczba aktywnych salafitów w tym kraju wynosi miedzy 6 a 7 tysięcy wśród pięciomilionowej społeczności. Wedle pogłębionych badań francuskiego IFOP 85% Francuzek uważających się za muzułmanki nigdy nie nosiło hidżabu, a z pozostałych połowa nosi go tylko okazjonalnie. Problem raczej w tym, że podając te dane wywołujemy wrażenie, że gdyby hidżab nosiło na przykład 30% z nich, to mielibyśmy rzeczywisty problem… Jeśli chodzi o francuską młodzież identyfikującą się jako muzułmańska, to praktykuje ona religię mniej intensywnie niż młodzi Polacy. Telewizja Fox News musiała kilka miesięcy temu przeprosić rząd francuski za propagowanie tez o istnieniu we Francji tak zwanych „no-go zones”, gdzie obowiązywać ma szariat. Ultraprawicowa Fox przeprasza rzadko albo wcale. Niestety nad Wisłą identyczne hasła torują drogę do władzy. Propaganda antymuzułmańska pracuje pełna parą i do tego grając na wielu fortepianach, jednak narzędzia pozostają takie same: sensacja, dezinformacja, manipulacja, półprawda, prowokacja…

Imigranci, niezależnie od ich kraju pochodzenia (za wyjątkiem niemieckich repatriantów z Rumunii i byłego ZSRR), nie zostali „sprowadzeni do Europy” w ramach żadnego projektu ideologicznego. W szczególności nie był to żaden projekt lewicowy ani też projekt społeczeństwa wielokulturowego. Jeśli władze zachęcały do imigracji, to czyniły to wyłącznie z pobudek ekonomicznych. Do dziś zresztą większość europejskiego kapitału patrzy na imigrację przychylnym okiem. Nigdzie w Europie nie zaprowadzono żadnej „mulitkulturowości”, jakkolwiek by tego terminu nie rozumieć. Nie istnieją sądy inne niż powszechne, obowiązuje jednolity status prawny dla wszystkich obywateli. Kalendarz świąt pozostaje wyłącznie chrześcijański lub narodowy. Multi-kulti było hasłem opisującym określone polityki integracyjne, które wykazywać się miały większą wrażliwością na istniejące w społeczeństwie różnorodności. Kiedy indziej, szczególnie w Wielkiej Brytanii, było hasło uzasadniające bierność państwa w kwestii integracji. Nie istnieje jednak oczywiście żadna ustawa o wielokulturowości ani program jej wdrażania. Jednak zarzut skierowany do „lewactwa” o to, że sprawdziło nam na głowę imigrantów jest przewrotny i zawsze skuteczny, kto go przemilczy nie ma głosu, kto odpowiada mówi tonem usprawiedliwienia.

Terroryzm ma z imigracją związek luźny i pośredni. Muzułmanie europejscy nie popierają terroryzmu islamistycznego, tak jak czynili to Irlandczycy wobec IRA lub turyńscy robotnicy wobec Czerwonych Brygad. Innymi słowy nie są oni politycznym zapleczem terrorystów, lecz są przez nich instrumentalizowani. Terroryzm jednak zostanie z nami na długo. Wiadomo, że nie istnieją doskonale skuteczne środki jego likwidacji. Na krótka metę najskuteczniej jest dać policji i służbom więcej pieniędzy na tajną robotę. Niestety, politycznie bardziej wydajnie jest ograniczać prawa obywatelskie i pozwalać terrorystom dyktować politykę zarówno wobec uchodźców i imigrantów, jak i Europejczyków o publicznej tożsamość muzułmańskiej.

Wydaje się oczywiste, że o ile polityczny islamizm jest dla lewicy śmiertelnym wrogiem, to muzułmanów powinna ona chronić szczególnie jako grupę społecznie i ekonomiczne słabszą, a dziś szczególnie zagrożoną. Niestety, to co oczywiste jest dziś mało prawdopodobne.

Michał Kozłowski



Tekst pochodzi z numeru 106. kwartalnika "Bez Dogmatu".

drukuj poleć znajomym poprzedni tekst następny tekst zobacz komentarze


lewica.pl w telefonie

Czytaj nasze teksty za pośrednictwem aplikacji LewicaPL dla Androida:


blogi - ostatnie wpisy


co? gdzie? kiedy?

Kolejowi likwidatorzy
Warszawa, Cafe Kryzys, ul. Wilcza 30
27 sierpnia (niedziela), godz. 18.00-19.30
Szukam muzyków, realizatorów dźwięku do wspólnego projektu.
wszędzie
zawsze
Najnowszy numer "Dalej! pismo socjalistyczne"
www.dalej.org
wiosna-lato 2017
Petycja o opodatkowaniu księży
Nowy Lewicowy Vlog
Warszawa
Zapraszamy do współpracy
Polska
cały czas
"Czerwony katechizm" - F. Czacki
Zapraszam
LeftRadio - Lewicowe radio
Internet
-
Szukam" Metody interpretacji historii Argentyny" N.Morano

Więcej ogłoszeń...


kalendarium

23 sierpnia:

1818 - Urodził się Johann Eccarius, krawiec i publicysta niemiecki, sekretarz generalny Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników.

1909 - USA: Podczas strajku w McKees Rock w Pensylwanii szeryf strzelał do zwiazkowców z IWW, rozpoczynając strzelaninę w której sam zginął. Dalsze starcia doprowadziły do śmierci 11 osób.

1927 - USA: Niccola Sacco i Bartolomeo Vanzetti, działacze anarchistyczni straceni w Bostonie po procesie poszlakowym w sprawie napadu i zabójstwa konwojenta. Egzekucji towarzyszyły liczne protesty związkowe.

1944 - Poległ Włodzimierz Miszewski, szef wyszkolenia bojowego zgrupowania warszawskiego Gwardii Ludowej PPS-WRN, późniejszy komendant zgrupowania warszawskiego Organizacji Wojskowej Pogotowia Powstańczego Socjalistów.


 
Lewica.pl na Facebooku